Mieszkałem w watasze położonej w Pensylwanii. Moja matka była alfą, ja zaś miałem zostać jej następcą. Miałem dopiero rok, a posiadałem wielki potencjał. Nie żebym się przechwalał, ale posiadałem świetny żywioł Ogień i Światło. Niestety miałem też minusy. Władałem mocą Mroku. U nas wilków, nie jest to zbyt pochwalany żywioł, wręcz przeciwnie.
Moja wataha nie widziała we mnie zagrożenia. Uznali mnie za biednego wilka, obarczonego klątwą. Irytowało mnie to, ale matka mówiła mi, że lepsza taka reputacja i nastawienie wilków, niż inne. W końcu doszłem do tego samego wniosku.
Jak zwykle siedziałem z matką w jaskini. Wkrótce przybiegł Samuel. Doradca matki. Miał przerażony wyraz pyska.
-Anno!-powiedział przerażony wilk. Moja matka, opanowana i spokojna jak zwykle wstała. Jej czarne futro błyszczało w świetle zachodzącego słońca. Spojrzała na przerażonego wilka.
-Co się stało?-spytała dumnie. Wilk trząsł się coraz bardziej.
-Zostaliśmy zaatakowani przez inne wilki.
Moja matka wstała. Swój wzrok skierowała na mnie. Czerwone oczy przyglądały mi się w skupieniu.
-Etan! Schowaj się!-nakazała. Podkuliłem ogon. Wycofałem się w głąb jaskini. Wykonałem polecenie matki.
-Gdzie obrońcy?-spytała Samuela.
-Nie wiem, Anno.-rzekł przestraszony. Matka cicho warknęła. Uniosła łeb do góry. Wciągnęła powietrze do płuc. Jej klatka piersiowa podniosła się i opuściła. W oczach zobaczyłem błysk.
-Nadchodzą...-powiedziała. Samuel podskoczył do góry przestraszony. Irytował mnie, choć sam czułem strach, ale on cały czas się czegoś bał. Dziwiłem się czemu, został doradcą mamy.
Przypomniałem sobie. Matka go wybrała, gdyż urzekł ją swoim intelektem i kompetencją, ale był niestety tchórzliwy, co moja matka uznała za urocze.
Wkrótce zjawiła się straż. Były to dwa potężne basiory, przy których moja matka wyglądała jak mrówka. Kiwnęły na nią łbami, co uczyniła również.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!