W końcu uznałem, ze to właśnie byłoby najlepszym rozwiązaniem sprawy. Zamknąłem więc oczy i powoli odpływałem. Nie umarłem, ale postanowiłem zebrać siły i się przespać. Nie miałem większych trudności z zaśnięciem. Spałem jak kamień na środku jakiegoś pustkowia, a sępy już zaczynały krążyć nad moim ciałem, które bezwładnie leżało na ostrych skałach. Śniło mi się coś...
Szedłem w mroku, tak bezwładny, obolały... W uszach dudniło mi coraz więcej dźwięków. Wreszcie stanąłem i zorientowałem się, że jestem w cieli, a moje oczy świecą niczym reflektor i przeczesują teren. Spędziłem tam dwa dni. Trzeciego dnia coś mi mówiło, że jutro wyjdę. Zacząłem myśleć o Ysabeau. Gdzie ona jest? Jak się miewają nasze pociechy? O tym wszystkim myślałem... i w końcu zacząłem śpiewać.
Potem się obudziłem. Dalej leżałem na pustkowiu, kruki i sępy krążyły. Poczułem silne uderzenie bólu i straciłem przytomność. Znowu... C.D.N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!