W naszej watasze panował harmider. Otóż każdy szykował się do święta. Ja nazwałam je Wilczanoc, gdyż ludzki odpowiednik to Wielkanoc. Ogólnie to święto nazywało się Święta Wielkiej Nocy.
Bardzo byłam ciekawa jak obchodzi się Święto Wielkiej Nocy. Każdy był pochłonięty swoim zajęciem. Nawet Etan'a nie mogłam nigdzie znaleźć.
Zrezygnowana poszłam do swojej jaskini. Poszłam spać.
Obudziła mnie Maddy.
-Whitney! Whitney!-wrzeszczała mi do ucha. Podskoczyłam do góry. Popatrzyłam na nią.
-Maddy, oszalałaś?-spytałam spokojnie. Maddy pochwyciła mnie za łapę i ruszyła biegiem, ciągnąc mnie za sobą.
-Nie.-powiedziała z tajemniczym uśmiechem. Poddałam się.
Przyjaciółka zaciągała mnie na polanę. Siedziała tu cała wataha. Zobaczyłam Etan'a. Pomachał do mnie łapą.
-O co chodzi?-spytałam się po cichu.
-Nie wiem, ale ma na nas czekać tu niespodzianka.-powiedział.
Nagle poczułam, że jestem cała mokra, ale nie tylko ja. Cała wataha! Zza drzew wyszli Ginewra i Gustaw śmiali się.
-Wesołego Święta Wielkiej Nocy!-zakrzyknęli. Wilki zaśmiały się.
-Wesołego Święta Wielkiej Nocy!-krzyknęła cała wataha, łącznie ze mną.
Nie przypuszczałam, że będę się tak świetnie bawić. Zupełnie jak na moich urodzinach. Wkrótce dostaliśmy wydmuszki, a w nich owoce leśne.
Każdy musiał zgadnąć co jest w środku wydmuszki, jaki rodzaj owoców leśnych. Jeśli zgadł dostał nagrodę, a jeśli nie... jego jajko wylądowało na głowie.
Czułam się świetnie. Zgadłam co miałam w jajku, ale Etan... niestety już nie! Miał borówki na futrze!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!