Nie było planu. Nie był nam potrzebny. Naszym zadaniem było po prostu wybicie tej plagi, która zagrażała nam i szczeniętom. Bloody Wolf miała spojrzenie pełne nienawiści, można było z niego wyczytać przyszłość, jaka czeka tych ludzi.
- Chcesz pomścić swą matkę, prawda? - Spytałem.
- Skąd to przypuszczenie? - Warknęła.
- Myślisz, że nie zauważyłem? Albo, że nie słyszałem?
- Nie mogłeś...
- Z jakiegoś powodu jestem zarządcą szpiegów.
Dalej szliśmy w ciszy, aż w końcu w oddali było widać już osadę. Wadera spojrzała na mnie przenikliwym spojrzeniem i rzekła:
- Teraz!
Zawyłem przeciągle i długo, a kiedy skończyłem, znów ona zawyła. Potem wszyscy urządziliśmy koncert wojenny. W chwili, kiedy braliśmy oddech [trwało to dwie sekundy], usłyszałem trzask łamanej gałęzi.
- Cisza. - Rozkazałem i zwróciłem się do Bloody Wolf. - Słyszałaś?
- Co? Nic nie słyszałam.
- Chyba się prze... - Nie dokończyłem, bo usłyszałem strzał z oddali.
- Padnij! - Zakrzyknęliśmy, a kula przeleciała obok nas. Usłyszeliśmy głośny głos.
- K*rwa, zapomniałem zabrać amunicję! Jeszcze wrócę, wilczki...
Po chwili słychać było jego głośne kroki.
- Bierzmy go od tyłu. - Szepnęła wadera i pobiegła. Kiedy myśliwy padł na ziemię, my byliśmy już w drodze do pierwszego ludzkiego domu.
< Ktoś, kto bierze udział w ataku? No, ekipo, ktoś to dokończyć musi! >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!