Chodziłem terenami watahy, zastanawiając się nad wieloma sprawami. Co będzie z tym atakiem? Alfy milczą, bo jeszcze prowadzą poprawki w planie. Patton przysiągł, że nic nie powie. A ja nie biorę w tym najmniejszego udziału, tylko wraz z trenerami przygotowuję wilki do walki. Prócz tego, myślałem, co też knuje ta moja szalona partnerka, bo jej wzrok mówił sam za siebie - coś kombinowała. Miałem nadzieję, że ten szyderczy uśmieszek nie ma nic związanego ze mną. Jak się cieszę, że wybrała mnie zamiast Dave'a. On i tak jest teraz szczęśliwy z kimś innym, daleko za terenami watahy. A może nie tak daleko? Trzeba by go kiedyś odwiedzić! Myślałem, idąc, a myślałem o wielu różnych sprawach. Kiedyś dojdę do wniosku, że za dużo myślę. Nie! To mi chyba nie grozi. Pewnego razu spotkałem Darknees'a, stosunkowo nowego wilka.
- Witaj, Darknees. - Powiedziałem.
- Dzień dobry, panie generale. - Odpowiedział.
- Ach, mów mi Lee. - Odparłem.
- Zatem: dzień dobry, panie generale Lee. - Zaśmiał się.
< Darknees? Może popiszemy ze sobą? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!