niedziela, 6 kwietnia 2014

Od Karen'a - Czyżby duch jakiegoś znajomego?

   Dziś przy ognisku, matka opowiadała o wszystkich moich zmarłych braciach i siostrach. To niesamowite, jak wiele przeżyli moi rodzice. 
 - To straszne... - Szepnąłem do Lyx'a, który siedział obok mnie.
 - Wiem... - Odszepnął. Naszą wymianę zdań usłyszał ojciec.
 - Lyx przeżył każde ich odejście, bo jest z nami od początku. - Rzekł.
 - Opowiadaliście o Twilight...
 - Zmieniła imię na Smitty. Żyło jej się wspaniale, miała nawet partnera, ale zmarła.
 - No a co z nim?
 - Po kilku minutach umarł z tęsknoty.
Po ognisku, kiedy większość poszła już spać, ja udałem się na cmentarz naszej rodziny. Znajdował się on na małej zielonej połaci w Kanionie Samotnej Gwiazdy, gdzie mieszkaliśmy. Gdy tam doszedłem, zobaczyłem ducha.
 - Witaj, młodszy bracie. - Powiedział.
 - Kim jesteś? - Spytałem, cofając się.
 - Jak to, kim? Twoim bratem.
 - Którym? Wielu z nich nie żyje...
 - Jestem Cezar. Postaraj się utrzymać tą rozmowę w tajemnicy. Muszę ci coś powiedzieć. Otóż jeżeli jakiś dobry śmiertelnik, powiedzmy ty, mógłby mnie wskrzesić, skończyły by się moje męki...
   Po tych słowach, duch zniknął, a jego wypowiedź nakłoniła mnie do wielu przemyśleń...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw po sobie ślad!