- To straszne... - Szepnąłem do Lyx'a, który siedział obok mnie.
- Wiem... - Odszepnął. Naszą wymianę zdań usłyszał ojciec.
- Lyx przeżył każde ich odejście, bo jest z nami od początku. - Rzekł.
- Opowiadaliście o Twilight...
- Zmieniła imię na Smitty. Żyło jej się wspaniale, miała nawet partnera, ale zmarła.
- No a co z nim?
- Po kilku minutach umarł z tęsknoty.
Po ognisku, kiedy większość poszła już spać, ja udałem się na cmentarz naszej rodziny. Znajdował się on na małej zielonej połaci w Kanionie Samotnej Gwiazdy, gdzie mieszkaliśmy. Gdy tam doszedłem, zobaczyłem ducha.

- Kim jesteś? - Spytałem, cofając się.
- Jak to, kim? Twoim bratem.
- Którym? Wielu z nich nie żyje...
- Jestem Cezar. Postaraj się utrzymać tą rozmowę w tajemnicy. Muszę ci coś powiedzieć. Otóż jeżeli jakiś dobry śmiertelnik, powiedzmy ty, mógłby mnie wskrzesić, skończyły by się moje męki...
Po tych słowach, duch zniknął, a jego wypowiedź nakłoniła mnie do wielu przemyśleń...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!