Byłam już wiele dni po terminie, jednak w końcu nadszedł upragniony dzień.
- Już czas! - Oznajmiłam rano Roshan'owi, a ten poleciał do Ginewry. Ta odebrała poród i położyła na moich łapach cztery... tak, cztery szczeniaki!
- Cztery? - Spytał szczęśliwy Roshan, kiedy medyczka już poszła. - Miały być trzy.
- Wiem, jeden basior, dwie wadery. Mamy niespodziankę!
- Hamlet ma ciekawe ubarwienie. - Zauważył.
- No, masz rację. Nie jest podobny do ciebie, tym bardziej do mnie.
- A jak nazwiesz resztę szczeniąt?
- Tą waderkę z jedną czarną łapką nazwiemy Wolf Song, ponieważ zaraz po urodzeniu bardzo głośno zawyła. Ta pomarańczowa to będzie Phoenix, bo ma taki ognisty kolor.
- Ona też ma specyficzne umaszczenie.
- Tak, ale ty masz czerwone znaczenia.
- Racja. No a ostatni basior? Ja myślałem nad Rossy...
- A ja nad Cold. Może coś wymieszamy?
- Okej. Rossycold? Nie... To głupio brzmi.
- A może... Rosscol?
- Czekaj. Już prawie idealnie...
- Rosco! - Zakrzyknęliśmy chórem.
< Roshan, jak masz coś do dodania, to wal śmiało >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!