Tak, nigdy nie byłam porannym ptaszkiem. Ja zawsze lubiłam się wyspać i to robiłam, nic nie było w stanie mi przeszkodzić w śnie. Nie obudziłam się jednak w bezpiecznej jaskini, tylko na grzbiecie mojego taty. Rozwinęłam skrzydła i z gracją sfrunęłam na ziemię.
- Dzień dobry mamo, dzień dobry tato, dzień dobry... Eee? - Powiedziałam.
- Mam na imię Saturna. - Odparła rozbawiona wadera.
- A kim pani jest? - Zapytałam.
- Koleżanką twojej matki.
- W takim razie miło mi panią poznać.
- Ciebie również. - Odpowiedziała i zwróciła się do mamy. - Macie na prawdę, wspaniałe pociechy!
- Dziękujemy. - Odparli chórem ojciec i matka, a ja dołączyłam do rodzeństwa.
- Hej! Co robicie? - Spytałam.
< Lysander, dokończ >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!