Wstałem dziś później od Merkury, ale najgorsze było to, że jej nie było. Martwiłem się, bo wciąż gnębił mnie ten głupi sen o jej porwaniu. Och, jakie to było straszne! Dobrze, że nie stało się to w prawdziwym świecie. A może? Nie, to niemożliwe, żeby porwano Merkury podczas gdy ja wylegiwałem się w najlepsze na posłaniu. Niestety, moje obawy były słuszne.
- ''Merkury. Ludzie. Jaskinia alf. Szybko.'' - Usłyszałem w mojej głowie. To była Jez. Zerwałem się i popędziłem do jaskini Gustawa i Ginewry, której tam nie zastałem. Był tylko samiec alfa i Rusty oraz Lauren.
- Co to za zebranie? - Spytałem.
- Przybyliśmy tu zapewne, z tego samego powodu, co ty. - Odparła moja szwagierka. Po chwili przyszła Jez i wszystko nam opowiedziała.
- Jezu, mój sen się spełnił! - Wykrzyknąłem.
- Jaki sen? - Spytała Jez. Pozostali dołączyli się do pytania. Wszystko im opowiedziałem...
< Jez? Daj potem dokończyć Gustawowi, ok? ;D >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!