niedziela, 13 kwietnia 2014

Od Canyon'a - Jak tu dotarłem

   Kolejny zwykły dzień w kanionie Colorado - orły nad głową, tętent kopyt zbliżającego się stada mustangów, wycie strażnika tego miejsca... Tak, kochałem ten kanion. Tu się urodziłem i wciąż codziennie przychodzę.
 - Upały się skończyły! - Zakrzyknął najmłodszy z fenków, budząc mnie.
 - Hmm? - Spytałem zaciekawiony, powoli wstając na równe łapy.
 - Za kanionem jest rzeka, która właśnie wylała. 
 - Haha, to chodźmy. - Powiedziałem i pokierowałem rodzinę fenków ścieżką. Dotarliśmy na miejsce. Nareszcie mogliśmy zanurzyć swoje ścierpnięte od suszy języki w zimnej wodzie. Stanąłem na płyciźnie i zawyłem, by zwrócić na siebie uwagę.
 - Moi drodzy przyjaciele, mam ważne ogłoszenie. - Powiedziałem. - Muszę opuścić dom i udać się na zachód. Zapytacie zapewne: dlaczego? Otóż tam podobno są takie istoty jak ja i chciałbym do nich dołączyć.
 - Nie mamy ci tego za złe. - Odpowiedział ktoś z tłumu.
 - Leć już. - Odparł założyciel stada fenków.
 - Dziękuję. - Szepnąłem i pędem pobiegłem w stronę prawdopodobnie nowej watahy. Już na granicach ujrzałem piękną istotę. 
 - Dzień dobry. - Powiedziała miękkim głosem, a delikatny wiatr czesał jej sierść.
 - Witaj, niewiasto. - Odpowiedziałem.

< Hekate? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw po sobie ślad!