- Co to? - Spytałem sam siebie i ruszyłem w tamtą stronę. Usłyszałem jakiś podejrzany dźwięk, coś jakby ktoś jęczał. Po chwili słychać było kroki. Bardzo ciche, niemalże niesłyszalne stąpanie jakiegoś lekkiego zwierzęcia. Nie była to sarna, ani nic kopytnego. To był drapieżnik. Nie mógł mi zagrozić. Wydawało mi się, że to... tak, że to wilk. Nie pomyliłem się. Po chwili ujrzałem białą waderę, oświetloną bardzo jasną, żółtą łuną.

- Wydaje się dziwnie znajoma... - Wyszeptała Vali.
- Valixy, mówiłaś, że masz siostrę, nie?
- Mam, ale ona chyba nie żyje.
- Była biała?
- Jak śnieg. - Odparła. - A co?
- To może być ona. - Stwierdziłem.
< Valixy? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!