Od kąd musiałąm opuścić rodzinne tereny (powodu nie zdradzę) błąkałam się po ziemie, jako szczeniak zagubiony i samotny, jakby odebrano mu całe szczęście dzieciństwa i duszę w jednej chwili. Nikt nie chcaił przyjąć dziwnego, milczącego szczeniaka do watahy, bo uważali, że jestem dziwna, albo zkaźnie chora. Pewnego dnia, idąc z pochyloną głową zderzyłam się z czymś miękkim, ale i tak odbiłam sie od tego "czegoś". Zaniepokojona spojrzałam, jak biała wadera odwraca się w moją stronę. Skuliłam się.
-Cześć, mautka.- powiedziała- Jak masz na imię?- byłam tak przerażona, że tylko pazurkiem napisałam moje imię na ziemi.
-Terra? A czy ty nie jestem niema?- zapytała. Po jej zatroskanym wyraźie twarzy, stwierdziłąm, że nie może być taka zła.
-Nie. A kim pani jest?- zapytałam chichutko.
-Jestem Ginewra. Samica Alfa Watahy Krwawe Wzgórze.
-Ach...- wetchnęłam.
-Nie masz rodziny?- pokręciłam głową.- Może chcesz zostać u nas?- tym razem energicznie pokiwałam głową. Wilczyca uśmiechnęła się i powiedziała:
-Witaj u nas, Terro.- i w ten oto dudowny sposób, znalazłam się w watasze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!