Szłam z moimi rodzicami, Skye i Luck'em oraz siostrą, Cecylią. Spojrzałam na Cecylię. Byłyśmy tak różne od siebie. Ja zawsze byłam cicha, nieśmiała. To ona wśród nas grała pierwsze skrzypce. Nawet po odejściu z watahy. Tak, nie mylicie się, odeszłam z watahy. Zaledwie kilka tygodni temu. Postanowiliśmy znaleźć mojego brata, Erica, który zaginął.
Ojciec zatrzymał się. Podniósł łeb do góry. Czarna, kudłata sierść opadła mu na szyję. Zaczął węszyć. Uśmiechnęłam się. Ojciec miał doskonały węch, który po nim odziedziczyłam.
-I co Luck? Zwęszyłeś go?-spytała matka.
-Niestety nie.-ojciec poruszył niespokojnie łbem.-Ale zwęszyłem coś innego. To niepokojące.
Uniosłam łeb do góry. Poczułam ostrą woń... krwi. Szybko opuściłam łeb i zwróciłam w inną stronę. To był zapach krwi jakiegoś rannego wilka.
-Tato, ale to tylko ranny wilk.-powiedziałam. Ojciec jeszcze raz pokiwał łbem, tym razem cicho warknął. Ogarnął mnie niepokój. Podkuliłam ogon.
-Nie, Whitney... To jest zły wilk, czy raczej wilki. To banici.
-Banici?-spytałam.
-Wilki wygnane ze stada, za zamordowanie innego wilka.-powiedział. Moja matka poruszyła się niespokojnie.
-Musimy szybko stąd iść.-powiedział.
-Ale ojcze...
-Nie ma żadnego ale, Cecylio.-warknął mój ojciec. Cecylia podkuliła uszy. Ruszyła truchtem przed siebie. Zaraz do niej dołączyliśmy. Odwróciłam tylko łeb. Czułam, że niebezpieczeństwo jest coraz bliżej.
Ojciec zrównał ze mną bieg. Postawił uszy do przodu.
-Whitney, jakby coś mi się stało...
-Tato, co ty mówisz?-przestraszyłam się nie na żarty.
-Posłuchaj!
-Dobrze.-uległam.
-Obiecaj, że zajmiesz się swoją siostrą i matką.
Milczałam chwilę. Ojciec patrzył na mnie wnikliwie, brązowymi oczami.
-Dobrze, tato. Obiecuje.
Bury wilk uśmiechnął się szeroko.
-Dobra z ciebie wilczyca.
-Dzięki, tato.
Podeszła do Cecylia.
-O czym rozmawiacie?-spytała zaciekawiona.
-O pogodzie.-powiedział tata.
-Okey. Moim zdaniem nie jest...
Cecylia zaczęła coś mówić, ale nie zwróciłam na to uwagi. Ojciec się zaśmiał. Mrugnął do mnie porozumiewawczo. Uśmiechnęłam się szeroko. Sama zaczęłam się śmiać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!