Biegłem przez las, omijając po drodze wiele wilków. Nigdy nie słyszały ode mnie ''cześć'', mimo iż je wymawiałem. Myślałem o moich najlepszych przyjaciołach, których już nie ma. Na przykład taki Haru. Był wspaniałym przyjacielem, ale odszedł. On rozumiał, że dla mnie nie liczy się wygrana. on wiedział, że dla mnie sam bieg jest czymś wyjątkowym. Nauczyłem go ślizgać się po lodzie...
Kiedy tak rozmyślałem, miałem zamknięte oczy. Instynktownie omijałem wilki, które szły po drodze, ale jednego nie uwzględniłem - latających. Kiedy te wilki szybują przy ziemi, a ja biegnę naprzeciw, przeważnie na siebie wpadamy. Tu nie mogło być inaczej i zderzyłem się z lecącym wilkiem.
- Bardzo przepraszam... - Powiedziałem. - Nie powinienem biec z zamkniętymi oczami, ale tak dzieje się zawsze kiedy głęboko analizuję jakiś temat.
- Ja też przepraszam. Roshan mnie uczył, żeby nie latać tak blisko ziemi...
- A tak w ogóle, to jestem Patton.
- Ja mam na imię Hazael.
- Szybko latasz, wiesz? - Spytałem uśmiechając się.
- A ty biegasz. - Odwzajemnił uśmiech.
< Hazael? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!