Postanowiłem, że za chwilę za nim pobiegnę, ale najpierw chciałem lepiej poznać szczeniaki. Usiadłem obok Ysabeau. Szczenięta były wtulone w jej bok.
- Jak nazwiesz tą zieloną? - Spytała. - Jest podobna do ciebie.
- Verda. - Odpowiedziałem.
- Nie znam takiego imienia. - Powiedziała.
- Bo teraz je wymyśliłem. - Uśmiechnąłem się. - A ta śnieżnobiała piękność?
- To będzie Ty.
- Hmm... Bardzo ciekawe imię. - Pochwaliłem.
- A ten kruczoczarny?
- Glee. To znaczy mrok. - Odpowiedziałem.
- Tak się cieszę. - Uśmiechnęła się Ysabeau.
- Ja też. - Rzekłem i zamilkłem na chwilę, po czym kontynuowałem - Mogę... no wiesz.
- Jeśli musisz. - Westchnęła moja partnerka, przewracając oczami. Popędziłem więc za Aleksandrem.
- Alex? - Zapytałem. Basior stał przy małej kałuży toksyn.
- Tak? - Spytał.
- Wiem, co cię gryzie. Może twoje rodzeństwo nie jest podobne do ciebie od wewnątrz, ale te szczenięta z pewnością będą tak wspaniałymi wilkami, jak ty. - Powiedziałem.
< Aleksander? Nie smuć się. >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!