Bandit wszedł dumnie do środka, ja zaś wsadziłem jedynie głowę, ale to wystarczyło, aby moim oczom ukazało się rodzeństwo - jeden kruczoczarny basior, oraz dwie wadery - jedna zielona i jedna skrzydlata, śnieżnobiała. Ze smutkiem stwierdziłem, iż żadne z nich nie jest podobne do mnie. No, ale cóż oni byli stworzeni z mieszkanki genów Ys i jej partnera (Wciąż przez gardło nie chciało mi przejść słowo ,,ojca".) , a ja jedynie z tej pierwszej i jakiegoś eliksiru, które nazwy nawet nie pamiętam. Musiałem mieć z tego powodu dość smutną minę, bo matka nagle oderwała się od nich i zapytała:
- Wszystko dobrze?
- Tak, jasne. Tylko... - zacząłem.
- Tak.
- Nic, nie ważne. - odparłem.
Nie naciskała.
- To ja już chyba pójdę. - powiedziałem i skierowałem się w stronę Toxycznych Bagien.
<Bandit, jeżeli masz coś do dodania, to proszę.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!