Kiedy dołączyłam do watahy musiałam pójść do szkoły. Pierwszego dnia miałam lekcję latania. Usiadłam na samym końcu jaskini blisko ciemniejszego kąta. Kiedy zaczęła się lekcja pani zajęła się praktykami, a ja tym czasie zatopiona we wspomnieniach i innych myślach, wyjęłam nostrony ołówek, szkicownik i zaczęłam rysować panią nauczycielkę. Płynne linie i delikatne cieniowanie powoli zaczynało przeistaczać się w twarz nauczycielki. Zerknełam na nią po raz kolejny, żeby zoabczyć, czy czegoś nie pominęłam i w tedy zoabczyłam, że idzie w moją stronę. Schowałam szybko szkicownik i ołówek.
<Luna?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!