Poszedłem dziś nad jezioro. Nagle usłyszałem, że ktoś mnie woła.
- Ferri! - Wrzeszczał ten ktoś.
- To ja. - Powiedziałem.
- Jestem posłańcem twego ojca.
- W jakiej sprawie przychodzisz?
- Twoje rodzeństwo... poległo na strasznej wojnie.
- Żyją?
- Nie. Nikt nie żyje.
- I co teraz poczniemy?
- Zostaniesz władcą wszystkich żywiołów.
- Ja?
- Ty, nikt inny nie może. - Rzekł posłaniec. Byłem najmłodszy z rodzeństwa, dlatego tak się zdziwiłem. - Otrzymasz nowy wygląd, który może posiadać jedynie król wszystkich żywiołów. - Powiedział wilk i rozpłynął się w powietrzu. Natychmiast błysnęło światło i stałem się inny.
- Czyli tak wygląda król żywiołów... - Mruknąłem przeglądając się w kałuży. nagle zobaczyłem następnego posłańca. - Czego?! - Warknąłem.
- Musisz zmienić swoje imię.
- A z jakiej racji?
- Furry, Ferri, Firre i Ferra. Teraz został jedynie Ferri, więc według mnie i twego ojca powinieneś wybrać coś bardziej twojego.
- Najpierw nazwał mnie ojciec, potem stara tradycja, a teraz...?
- Ty sam. Już nigdy nie zmienisz imienia.
- To może... Rob. - Wybrałem imię dla siebie, a wilk rozpłynął się znów w powietrzu. Poszedłem do naszej jaskini, gdzie przebywała Zira. Opowiedziałem jej o przemianie, a ona po skończeniu opowieści zaczęła wychodzić. - Zira, poczekaj. - Powiedziałem zatrzymując ją.
- Co? - Spytała.
- Jesteś jakaś taka... inna.
- W sensie?
- Zrobiłaś się... jakby to powiedzieć...milsza...? Nikomu nie dokuczasz, a to do ciebie nie pasuje. Coś się stało? - Zapytałem.
< Zira, dokończ proszę. >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!