Dzisiejszej nocy nie mogłam zasnąć. Moje serce uciekało wciąż do miłości, której od lat mi brakowało. Partnera nie miałam nigdy, przez całe swe długie życie. W końcu zmęczona rozmyśleniami, zasnęłam. Śniło mi się, że miałam cudownego partnera imieniem Warrior i mieliśmy dwójkę dzieci - Cleo i Max'a. Wszyscy, razem z moją córką, Alohią, bardzo się kochaliśmy i byliśmy wspaniałą, szczęśliwą rodziną. Ayoko i moja siostra doglądały szczeniąt pod moją nieobecność. Oprócz tego Warrior miał siostrę, która również chętnie doglądała dzieci. Obudziłam się z tego okropnego snu. Pobiegłam w końcu nad wodospad, by to wszystko przemyśleć. Siadłam i czekałam, aż świerszcze skończą wieczorny koncert, to mnie bardzo rozpraszało. Nagle poczułam straszny ból. Odwróciłam z trudem głowę i zobaczyłam wilka w kolorze bordowym, z poczochraną grzywą i złowrogim wzrokiem. Nagle skoczył na niego inny wilk, z krzykiem.
- Zostaw ją! - Wrzasnął. Pogryzł napastnika, a ten uciekł, skowycząc żałośnie. Spojrzał na mnie o wiele milszym wzrokiem.
- Dziękuję za uratowanie... życia. - Powiedziałam, nie mogąc uwierzyć. - Jak się nazywasz? - Zapytałam.
- Warrior. - Odpowiedział. Zamurowało mnie.
C.D.N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!