Leżeli na brzuchach i cały czas patrzyli na jakieś dziwne stworzenie. Miło rogi, takie dziwne długie nogi zakończone twardymi kawałkami. Było dość duże. W końcu tata posunął się powoli do przodu, a mama za nim. Stworzenie podniosło swój dziwny łeb i zaczeła niuchać. I właśnie wtedy mama skoczyła i powaliła je, a tata skoczył do gardła. Zwierze chwile się szarpało poczym zastygło w bezruchu. Patrzyliśmy z otwartymi z szoku oczami, jak rozszarpują ciało.
- C.. co to było? - spytałam z ciszonym głosem.
- N...nie wiem - szepneła Shina
- może chodźmy do domu? -spytał Leon
- Tak.
- Tak - odpowiedziałam. Rozejrzałam się. - A skąd przyszliśmy?
(Leon?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!