Było ich trzech. Gdy Flora krzyknęła jak się nazywają zdziwiłem się mocno.
-Genoweńczycy? Kto to?
-Urodzeni zabójcy, najemnicy. Strzeż się by cię nie trafili. Strzelają z kusz to fakt. Są wtedy wolniejsi, lecz ich bełty są zatrute.
Przełknąłem z trudem ślinę.
-Uciekaj ja ich powstrzymam-zaofiarowałem się.
-Nie. Musimy to zrobić razem. -zaoponowała.-Po pierwsze mamy większe szanse, a po drugie musimy strzec watahy. Jeżeli by cię pokonali, pobiegliby za mną i znaleźliby watahę.
-Racja.-wcale mi się nie uśmiechało zostawać tutaj samemu.
Musiałem się znowu uchylić bo strzelili. Wtem spostrzegłem, że drugi celuje we Florę.
-Nie!-krzyknąłem i zasłoniłem ją.
Poczułem ból, kiedy bełt wbijał w się w ciało.
<Flora?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!