Pierwszy raz... Wyrzutki nie słuchają się akurat nikogo, nie boją się niczego, ale jest jedna zasada: damom należy pomagać. Łamanie zasad jest w moim stylu, ale ''Kodeksu Wyrzutka'' należy przestrzegać. Nie łączyłem się w żadne grupy, tzw. ''bandy wyrzutków'', nie spotykałem się z innymi wilkami, nie przejmowałem się sprawami watahy. Nie opuszczałem plaży. Było to tak jakby moje terytorium, ale inne wilki mogły na nim przebywać. Nie tolerowałem tu jedynie rodziny alf. Gdy tylko słyszałem, że nadchodzą odchodziłem w pobliski las. Moim przyjacielem był jedynie szczeniak, Eddy. Nie zaprowadziłem go do sierocińca, bo trzecia zasada kodeksu wyrzutka brzmi:
''Nie będziesz się słuchał alfy, chyba, że chodzi o wojnę lub coś co wpłynie korzystnie na twoją osobę.''
To była moja ulubiona zasada. Włożyłem słuchawki na uszy i powiedziałem:
- Dobra, idziemy. - Te właśnie słowa. Po drodze zerwałem niebieski kwiat, chyba orchideę, ale nie jestem pewny... Włożyłem kwiatek za ucho Imaniki. Wciąż miałem jednak sztywną minę, bez uśmiechu, smutku, strachu, czy innego uczucia. Wreszcie zaczął lecieć mój ulubiony kawałek - The Catalyst. Nie powstrzymałem się. Zacząłem śpiewać. Po skończonej piosence zrobiłem głupią minę... - Wybacz, nie mogłem się powstrzymać... - Powiedziałem.
<Imanika, dokończ proszę. >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!