Panował kompletny rozgardiasz. Wszyscy coś szeptali, a szept przerodził się w krzyk.
- DOŚĆ!!! - Wrzasnąłem. Wszyscy umilkli i popatrzyli na mnie. Popatrzyłem na Gardena. Zrozumiał moje spojrzenie. Wyszliśmy na zewnątrz pozostawiając wszystko w łapach Ginewry. Gnaliśmy przez las.
- I co teraz? - Spytał mój mało doświadczony brat.
- Patrz i ucz się. - Powiedziałem. Wyszedłem pewnie z zarośli.
- Ekhem... - Zacząłem. Ludzie już na ten odgłos przerazili się. - Chyba nie zdajecie sobie sprawy z tego, gdzie jesteście... Otóż na terenie liczącej ponad 130 osobników watahy. - Powiedziałem. Ludzie mnie zrozumieli, dzięki mojej mocy rozmawiania z ludźmi. Następnie rozmawiałem w myślach z Gardenem. *Idź po watahę*- powiedziałem. *Czemu? Chcesz ich narazić na niebezpieczeństwo?*- dopytywał się brat. *Nie! Trzej myśliwi przeciw nam, to nic! Mamy przewagę liczebną, moce, herosów...*. *Niech będzie...*- Po tych słowach poszedł. Ja zaś warcząc, zacząłem się zbliżać do ludzi. Pokazali mi strzelby.
- Nie zawaham się w ciebie strzelić! - Krzyknął jeden z nich. Z krzaków wyskoczył Patton.
- A mnie potrafisz złapać? - Zapytał. Zaczął krążyć wokół myśliwego i związał go lianą. Została dwójka. Usłyszałem wycie naszej watahy. Powoli zaczęła się pojawiać grupa. Dwóch myśliwych zaczęło się powoli wycofywać. Wróciliśmy do swoich jaskiń, a ja poszedłem jeszcze do Robina...
- Robin... - Zacząłem.
- Tak? - Spytał.
- Nie musisz na drugi raz siać takiej paniki, jakby tu była setka myśliwych. Ale dobrze, że mnie poinformowałeś... Musisz pamiętać, że jaskinia alf nie jest jakimś schronieniem wilków, tylko domem alf. Jasne?
< Robin, dokończ proszę. >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!