sobota, 25 lipca 2015

Od Zain'a - C.D. Sheiry ''Burza śnieżna''


Dziś postanowiłem obserwować Sheirę, chyba nie zauważyła, że nie było mnie w jaskini, muszę uważać aby jej nie denerwować. Nie wiem czy już jest moją przyjaciółką czy wciąż znajomą. Wiem tylko tyle, że bardzo ją lubię. Przemieniłem się i poleciałem za nią.
Wyprzedziłem ją, aby o nic mnie nie pytała, powiem jej to kiedy indziej. Widziałem ją gdy lądowała, była dość zdziwiona. Dalej ją obserwowałem, leciała wprost na burzę śnieżną. Chciałem jej pomóc, ale... Nie chciałem jej wystraszyć. 
- *Chociaż tak silna wadera jak ona nie powinna się wystraszyć* - Pomyślałem. Poleciała szybko do uzdrowicielki, tyle tylko wiem. Zdążyłem się przemienić. Poleciała do swej jaskini.
- Sheira? - Zawołałem ją. Szybko do mnie przybiegła, przywitałem się. - Witaj Sheira. 
- Cześć, dlaczego już nie śpisz? - Zapytała.
- Lubię wstawać rano i rozkoszować się wschodem słońca. - Odpowiedziałem. - Widziałem co się stało, boli cię coś? Nic ci nie jest? - Zapytałem bez namysłu.
- Nie... Nic mi nie jest, dlaczego pytasz?
- Martwię się! - Wykrzyknąłem z uśmiechem na pysku.
- Nie musisz, potrafię o siebie zadbać! - Powiedziała, po czym biegaliśmy, biegaliśmy i biegaliśmy, lecz nie był to zmarnowany dzień. - Bardzo cię lubię... - Powiedziała, po czym zaczynała wtulać się w moją sierść.
- Ja ciebie bardziej! - Wykrzyknąłem żartując. - *Kocham cię... Chciałbym abyś czuła to samo co ja do ciebie, Sheira...* - Przekazałem jej telepatią.
- *Ja ciebie także, ogłosimy partnerstwo? Możemy poczekać jeśli chcesz...* - Odpowiedziała mi.
- *Tak, zgadzam się kochana.* - Odpowiedziałem swej nowej partnerce.
- Może jutro? - Zapytała.
- Kiedy tylko zechcesz. - Odpowiedziałem, nie odwracając od niej wzroku. Zaczęliśmy się całować, chciałem aby ta chwila trwała wiecznie, to było coś pięknego. Nawet nie wiedziałem kiedy to się skończyło, ale wróciłem z nią do naszej jaskini i rozmawialiśmy dalej na temat naszego związku, okazało się, że tej nocy była pełnia. Ja i Sheira przemieniliśmy się, przez co poznała mnie. - Tak, to ja byłem tym czarnym wilkiem. - Skapitulowałem.
- Domyśliłam się, nie było cię rano w jaskini. - Odpowiedziała, po czym zaczęliśmy wyć do księżyca. Ona wyła wyjątkowo pięknie...
- Chodźmy już spać. - Powiedziała.
- Dobrze. - Odpowiedziałem jej. To był piękny dzień...

Od Pandory - C.D. Star ''Jak tu dotarłam?''


Zastanowiłam się...
- Nie, chyba nie - powiedziałam. - Może już pójdę? Nie chce wam przeszkadzać...
- Cóż... W sumie mam jeszcze parę spraw do załatwienia, więc muszę już iść. - powiedział Flash. 
Star wróciła do jaskini, Flash poszedł w swoją stronę, a ja ruszyłam... sama nie wiem gdzie. Błądziłam i błądziłam już dłuższy czas. W końcu łapy zaniosły mnie do mojej jaskini. Po drugiej stronie stał Path. Zawołałam go po imieniu i ruszyłam w jego stronę. Wyraz jego pyska mówił, że raczej nie piszczy z radości na mój widok. No cóż, pomyślałam, już się nie wywinie!
- Hej Path! - uśmiechnęłam się.

< Path? >

Od Patton'a - C.D. Silence'a ''Przedsionek piekła''


Popatrzyłem kolejno na białego wilka z żółtymi, lśniącymi ślepiami i Silence'a, który w milczeniu oczekiwał odpowiedzi z mojej strony.
 - Uważam, że masz szansę. - Odparłem. - Lecz ostatecznie nie ja decyduję o twoim losie, tylko alfa watahy, czyli wilczyca imieniem Star.
 - Dziękuję za odpowiedź. - Uśmiechnął się lekko. - Dlaczego opuściliście watahę?
 - Nie bądź ciekawski. - Skarcił wilka Silence.
 - Tym razem zgodzę się z moim towarzyszem. Przyszedłeś tutaj, nie wiadomo skąd i myślisz, że jeden uśmiech i pobłażliwy ton wszystko załatwią? Jesteś dodatkową gębą do wykarmienia, co oznacza, że musimy znaleźć coś do jedzenia.
 - Mhm. - Mruknął. - Niedaleko mojego miejsca przebywania widziałem pięć czy sześć sztuk karibu. Jedna z nich powinna wystarczyć na jakieś dwa dni na nas trzech.
 - Prowadź. - Rzekł cicho Silence, wciąż nieufnie spoglądając na Mirror'a, który prowadził nasza dwójkę do miejsca, gdzie ostatnio widział nasze przyszłe, potencjalne ofiary. Przeszliśmy może kilometr, na szczęście pogoda była sprzyjająca - po burzy nastąpiła głucha wręcz cisza. Wilk przystanął w jednym miejscu i przyłożył nos do ziemi, chcąc wytropić zbiegłe osobniki. 
 - Mam trop. - Powiedział i ruszył z nosem przy ziemi, a ja i Silence, patrząc niepewnie na całą sytuację, ruszyliśmy za basiorem. W pewnym momencie, po przejściu następnego kilometra, zauważyliśmy pierwszego, najbardziej oddalonego od reszty i dość starego osobnika. Silence potruchtał sto metrów od osobnika wraz z Mirror'em, a ja miałem zająć się oddzieleniem zwierzęcia od grupy i zagonieniem go w pułapkę. Odłączenie go od reszty drobnego, kameralnego stadka nie było niczym trudnym. Oczywiście, mógłbym go zabić w mgnieniu oka za pomocą mojej szybkości, jednak nie zrobiłem tego, chcąc zapewnić kompanowi jakąś rozrywkę i oczywiście sprawdzić umiejętności pracy w grupie Mirror'a. Goniłem ofiarę prosto na dwa wilki, a osłona nocy dawała im przewagę nad zdezorientowanym, starym karibu. Mirror wyskoczył nieco przed moim nadejściem, przez co akcja nie miała prawa zakończyć się pomyślnie, gdybyśmy byli sami. Na całe szczęście Sil w ostatniej chwili skoczył na zwierzę, błyskawicznie je zabijając. Nie zamierzaliśmy taszczyć całego mięsa z powrotem do naszej jaskini, więc postanowiliśmy rozejrzeć się po okolicy. Pilnowałem zdobyczy, podczas gdy Silence i Mirror rozglądali się za jaskinią. Nasz plan był prosty: Mirror zostałby w znalezionej jaskini, a ja i Silence wrócilibyśmy do poprzedniej po swoje rzeczy. Zastanawiałem się jednak, gdyby nic nie znaleźli, co byśmy zrobili. Wrócili do watahy, aby przedstawić Star Mirror'a, czy też zostalibyśmy w trójkę jeszcze jakiś czas z dala od terenów. Miałem w planach zapytać się o to mojego czarnego kompana, gdy tylko wróci.

< Silence? Brak pomysłu... >

Od Lost In Dreams - Spacer

Nie miałam nic przeciwko temu, aby Cloud ciągle była poza domem i albo łaziła na dodatkowe zajęcia u Irand'a, albo biegała i trenowała sama gdzieś ''niedaleko'' jaskini, co oznaczało przynajmniej kilka godzin upragnionej i ukochanej samotności. Westchnęłam uradowana, wsłuchując się w ulubione piosenki i ćwicząc na gitarze prawidłowe naciskanie akordów, co sprawiało mi największy problem.
 - Powinnaś się najpierw skupić na prawej łapie. - Usłyszałam na dole. Naturalnie, siedziałam w swoim ulubionym miejscu, czyli na drzewie z widokiem na łąkę. 
 - Dzięki za radę. - Odpowiedziałam, odkładając gitarę. Wilk skinął głową i odszedł. Nie wiedziałam nawet jak wyglądał, bo nie spojrzałam na niego. Posłuchałam jego porady i zostawiłam lewą, męczącą i pokaleczoną łapę w spokoju, przystępując tym samym do ćwiczeń tylko prawą łapą, które były o wiele prostsze - a kiedy coś mi wychodzi, nic nie jest w stanie mnie powstrzymać, więc po kilku godzinach przystąpiłam do ponownej próby ćwiczenia lewą łapą, która niestety również zakończyła się fiaskiem. Wreszcie włożyłam gitarę do pokrowca i zeskoczyłam z drzewa, lądując w śniegu. Przypomniało mi się, kiedy bałam się wejść na coś, co miało niewiele ponad metr. Zaśmiałam się pod nosem, nałożyłam słuchawki i postanowiłam trochę potruchtać z obciążeniem na plecach. 
***
Lekko zdyszana odłożyłam gitarę pod ogołocony krzew, a do kieszeni w pokrowcu włożyłam swoje słuchawki, które miały mnóstwo węzłów na kablach. Nigdy nie miałam pary słuchawek, która tak by się zaplątywały. Postanowiłam, że zapoluję na coś i zrobię niespodziankę Cloud, której szczerze niezbyt mi brakowało. Nie lubiłam polowania, nawet nie byłam w tym za dobra. W tej chwili, gdy przykładałam nos do ziemi, aby coś wytropić, wyczułam wilka, który siedział skryty w krzakach gdzieś niedaleko mnie. Po chwili zauważyłam biały kawałek ucha, wystający z pobliskich krzewów. Wskoczyłam w krzaki niemal bezszelestnie.
 - Ej! Czego tu szukasz? - Zapytał wilk, szepcząc, by nie spłoszyć młodego łosia.
 - Zaciekawiło mnie, kogo wytropiłam. - Odpowiedziałam. - Mogę ci pomóc? Oboje będziemy mieli z tego korzyść.
 - Czy ja wiem...? - Zastanawiał się wilk.
 - Nie to nie. - Odparłam i wyskoczyłam z krzaków, rzucając się w pogoń za łosiem. Zapędzałam go w gęstwiny, gdzie trudniej będzie się mu manewrowało i szybko straci orientację. Jasny wilk dogonił nas i zaczęliśmy atakować zwierzę z dwóch stron. W panice łoś potknął się wreszcie o drobny kamień i uklęknął, a w tej pozycji nie miał z nami szans.

< Path? >

Od Irand'a - C.D. Ayoko ''Historia mego dotarcia tutaj''


Po paru minutach znalazłem się w ogromnej, oświetlonej jasno przez świecące na niebiesko drzewa, jaskini.
- Jest tu ktoś?! - zawołałem, gdyż jak na razie nikogo nie zauważyłem.
- Tak, zaraz do Ciebie przyjdę! - usłyszałem w odpowiedzi, a po chwili ujrzałem wyłaniającą się zza jednej z roślin, fioletowo-niebiesko-czarną waderę, która zmierzyła mnie uważnym spojrzeniem i zaindagowała. - Kim jesteś?
- Na imię mi Irand. - przedstawiłem się i dodałem. - Właśnie przybyłem z Watahy Górskiego Potoku w poszukiwaniu śladów moich przodków i chciałbym do Was dołączyć.
- W takim razie miło mi przywitać Cię na terenach Watahy Elektryczności, zwanej dawniej Watahą Krwawego Wzgórza. - rzekła z uśmiechem. - Nazywam się Star. Wspominałeś, że przybyłeś w poszukiwaniu śladów przodków... Mogę, więc zapytać której rodziny dokładnie?
- Jasne, otóż pochodzę z szóstego pokolenia wilków, należących do rodziny Thei i Kinga.
Wilczyca zwiesiła głowę i oświadczyła smutno:
- Niestety oni już nie żyją.
- Zdaję sobie z tego sprawę, ale mimo tego chciałbym poznać miejsca, w których przebywali i choć część wilków, które znali. Może one będą potrafiły mi powiedzieć coś więcej o nich.
- W takim razie powinieneś porozmawiać z moim ojcem. - stwierdziła.
- Z pewnością skorzystam. - zapewniłem.
- Ale teraz wróćmy już do sprawy. Na początek zadam Ci kilka pytań. Dobrze?
- Oczywiście.
- Po pierwsze chciałabym wiedzieć jakie stanowisko zamierzasz piastować.
Zamyśliłem się chwilę, po czym oświadczyłem:
- Nauczyciela walki.
- Mało który basior się do tego nadaje. Lubisz przebywać ze szczeniakami?
- No cóż, niańką z pewnością nie będę, ale sądzę, że jako nauczyciel bym sprostał.
- Dobrze, przejdźmy więc dalej. Chciałabym poznać Twoje słabe strony.
- Jeżeli chodzie o ich fizyczny aspekt, to mam problemy z czołganiem i pływaniem. W dodatku dwa lata temu złamałem lewy bark, więc czasami się on odzywa.
- Rozumiem. Powiedz mi teraz czego nie lubisz.
- Najbardziej to: gorąca, nudy, samotności, owijania w bawełnę i niehonorowości. 
- Coś czuję, że będzie z Ciebie dość wymagający nauczyciel. - roześmiała się. 
- To źle?
- Nie, skąd. Nawet lepiej, w końcu życie dorosłe też nie jest łatwe. Ostatnie pytanie brzmi: Czego się boisz?
- Właściwie jedynie jednej rzeczy, a mianowicie niehonorowej śmierci. 
- No dobrze. W takim razie jesteś już wolny. Mam nadzieję, że ktoś zapozna Cię ze wszystkim szczeniakami.
- Z pewnością. - zapewniłem i wyszedłem na zewnątrz, gdzie czekała na mnie Ayoko.
- I jak poszło? - zapytała na mój widok.
- Nie było tak źle, ale ona twierdzi, że powinienem jak najszybciej zapoznać się ze wszystkim szczeniakami.
- W takim razie wybrałeś sobie albo takie stanowisko jak ja albo jakiegoś nauczyciela.
- To drugie, a dokładniej będę uczył sztuki walki. 

<Ayoko?>

piątek, 24 lipca 2015

Od Primrose - C.D. Fidella ''Nowy współlokator''


Cieszyłam się niezmiernie, że Fidello chciał się ze mną przejść i poznać trochę wilków. Wkurzał mnie fakt, że nikt nie zna się z nikim, kiedy jest tyle ciekawych postaci do odkrycia. Sama znałam niewiele wilków, ale wszystkie kojarzyłam z widzenia lub mówiłam im krótkie ''cześć'' podczas spaceru po lesie, gdy je spotykałam, ale to mi nie wystarczało. Chciałabym mieć mnóstwo znajomych, z którymi będę mogła się spotykać. Ciągnęłam Fidella przez ścieżkę, a ten rył ciałem w śniegu, hamując.
 - Dobra, Prim, umiem chodzić. - Powiedział zmęczony.
 - Przepraszam. - Uśmiechnęłam się niewyraźnie i czekałam aż spotkamy jakiegoś wilka, co w obecnej sytuacji Watahy Krwawego Wzgórza nie było tak łatwe jak kiedyś, ale również nie było tak trudne, jak przed kilkoma tygodniami. Ujrzałam dwa wilki idące obok siebie i rozmawiające o czymś. - Zobacz, to Brokenheart i Diesel. 
 - Widzę. - Odpowiedział, ziewając.
 - Lepiej im nie przeszkadzać, najwyraźniej prowadzą jakąś poważną konwersację. Możemy więc... - Mówiłam i w tej chwili coś przebiegło mi z niewyobrażalną prędkością tuż przed nosem, na co ja zaśmiałam się tylko.
 - Co to było?! - Zapytał Fidello, wyraźnie zaskoczony szybkością obiektu, o który pytał.
 - To? To był Patton. - Odpowiedziałam. - Beta tej watahy, najszybszy wilk w okolicach, przynajmniej tak słyszałam.
 - Podejrzewam, że to była prawda. - Rzekł wilk i po chwili sam zapytał o nadchodzące wilki, będące braćmi. Jeden był czarny, a drugi biały.
 - To Kuro i Shiro. - Oznajmiłam. - Rzadko ich widuję. Może podejdziemy?
 - A po tej rozmowie wrócimy już do jaskini? - Zapytał.
 - Tak, chciałabym, abyś poznał kogokolwiek, a na dodatek dobrze, że trafiliśmy na basiorów. - Odparłam i podeszliśmy kawałek do wilków, które również do nas podchodziły.
 - Cześć. - Powiedział Kuro, a Shiro skinął tylko łbem na przywitanie.
 - Witajcie. To Fidello. - Przedstawiłam współlokatora i rozejrzałam się po pyskach wilków, czekając, aż któryś z nich się odezwie.

< Kuro? Shiro? A może Fidello? >

Od Demona - Odwiedziny u Makki

Wylegując się w jaskini przy mojej partnerce rozmyślałem nad panującym tu klimatem. Było zimno, mroźno, a cała wataha była pokryta białym puchem. Bardzo często też padał śnieg. Wiedziałem czym to było spowodowane. To wszystko była wina Klanu Wiecznego Lodu. Bardzo ich nie lubię, a wręcz nienawidzę. Miałem kiedyś z nimi do czynienia. Najechali na moją dawną watahę. Po chwili zobaczyłem moją partnerkę wychodzącą z jaskini. Poszedłem za nią aby sprawdzić gdzie idzie. Okazało się, że szła na polowanie. Poszedłem za nią i po piętnastu minutach dotarliśmy na miejsce. Moja partnerka wybrała sobie na cel samotną łanię oddzieloną od stada, a ja wybrałem sobie nieco inny cel. Za cel wybrałem zająca. Biegłem za nim chwilę i chciałem go złapać, gdy nagle usłyszałem jakby szum. Poszedłem aby to sprawdzić. Zobaczyłem moją partnerkę leżącą na ziemi, a za nią jakby tunel z ziemi. Nie wiedziałem co jej jest i zacząłem się o nią troszczyć. 
- Nic ci nie jest? - spytałem troskliwie.
- Chyba nic.
- Dasz radę wstać?
- Tak, tak, dam radę. - powiedziała przekonana partnerka, lecz jak próbowała wstać, łapa dziwnie jej się zgięła, a Crystal się przewróciła i zaskomlała z bólu. 
- Oj, Crystal. Chodź, trzeba iść do kogoś, kto cię uleczy.
- Nie trzeba.
- Chodź i nie marudź, to nic strasznego.
- No dobra, niech ci będzie. Ale przecież nie zdołam iść...
- Spokojnie, coś wymyślimy. - Po tych słowach wziąłem ją na kark i zaniosłem do jaskini. Spotkaliśmy tam Sheirę. Po tym jak zobaczyła Crystal na moim grzbiecie, spytała przerażona:
- Co jej się stało?
- Właśnie nie wiemy... znasz kogoś kto mógłby jej pomóc? - spytałem.
- Tak, znam.
- Kto to?
- Makka.
- A wiesz gdzie ona mieszka?
- Tak, w tamtej jaskini. - powiedziała wskazując jaskinię.
- Ok. Dzięki. - powiedziałem.
- Nie ma za co. 
Skierowałem się w danym kierunku i zaniosłem Crystal do jaskini Makki. Po wejściu do środka przywitałem się z nią.
- Witaj, Makko.
- Witaj. - powiedziała Crystal.
- Witajcie. Co was tu sprowadza? - spytała Makka.
- Drobny wypadek podczas polowania. - odpowiedziała.
- Tak? A możesz mi wyjaśnić dokładniej?
- Ogon zaplątał mi się między łapy, po czym się przewróciłam.
- Ten drobny wypadek może się okazać wcale nie takim drobnym.
- Czyli? - zapytaliśmy jednocześnie, przerażeni.
- Tego jeszcze nie wiem. - odparła Makka. - Połóż ją tutaj.
- Dobrze. - powiedziałem. Położyłem partnerkę delikatnie w wyznaczonym przez Makkę miejscu, po czym ona spytała lekko przerażona:
- Co mi jest?
- Tego jeszcze nie wiem. Będzie trzeba sprawdzić.
- To ja już może pójdę. - powiedziałem słysząc ich rozmowę.
- Racja, poczekaj przed jaskinią. - powiedziała Makka. Wykonałem rozkaz Makki i wyszedłem z jaskini. Czekałem na partnerkę, a czas wciąż się dłużył. W końcu Crystal wyszła z jaskini uzdrowicielki. Poszliśmy do jaskini, gdzie wytłumaczyła wszystko przyjaciółce.
- I co w końcu ci się stało? - spytała Sheira.
- Mam zwichniętą łapę i złamane skrzydło.
- To teraz leż i odpoczywaj! - zaśmiała się Sheira.
- Tak, wiem. 
Po tym męczącym dniu wszyscy poszliśmy spać. Patrząc na ranną partnerkę robiło mi się jej żal.

Od Ayoko - C.D. Irand'a ''Historia mego dotarcia tutaj''

Uśmiechałam się patrząc na szczęśliwego basiora, który krążył wokół mnie radośnie i przypomniałam sobie czasy, kiedy również byłam taka szczęśliwa.
 - Kobieta zawsze ma rację. - Powiedziałam, śmiejąc się, a Irand tylko lekko się zaśmiał, nie robiąc sobie zbyt wiele z moich słów. - Wiem, że jesteś bardzo ucieszony, ale kontynuujmy może podróż do jaskini alf...?
 - Masz rację. - Odparł i podążył za mną z wielkim uśmiechem na pysku. Westchnęłam ciężko, rozmyślając nad tym, jak życie nierówno nas traktuje. Czemu na złe i dobre wilki tak samo przychodzi choroba i nieszczęście, czemu na wszystkich pada deszcz? Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, ale matka Irand'a była z całą pewnością dobrą wilczycą, więc dlaczego życie pokarało akurat ją? - Nad czym tak myślisz?
 - Nad życiem. - Odpowiedziałam krótko. - Chcesz o czymś pogadać, czy coś?
 - Smutna się zrobiłaś. O co chodzi? - Zapytał, ignorując moje pytanie.
 - Czasem tak mam. Ale nie bądź smutny przeze mnie, powinieneś się cieszyć. - Odparłam.
 - Chciałbym, żebyś ty też się cieszyła. - Powiedział.
 - Nie mogę się cały czas uśmiechać. - Westchnęłam. - Zmieńmy temat, proszę.
 - Jak sobie życzysz. Powiedz mi więc, czego mogę się spodziewać u alfy.
 - Pytań o twoje najskrytsze sekrety, takie jak słaby punkt czy twoje strachy. - Rzekłam.
 - Rozumiem. Może nie być łatwo. Wiesz po co jej takie informacje?
 - Głównie dla twojego bezpieczeństwa. Tłumaczy to w taki sposób, że wilk który boi się widoku krwi nie może pracować na stanowiskach mordercy czy polującego. A może sobie takie wziąć i narobi wszystkim problemów. Rozumiesz?
 - Mhm. - Mruknął. - Gdyby udało mi się dołączyć, oprowadziłabyś mnie?
 - Pewnie. - Odparłam. - Już się zbliżamy.
 - Alfy mają jaskinię wykutą w kanionie? - Zapytał ciekawy.
 - Tak. Mieszkają tam od początku istnienia watahy. Kanion jest zwany Kanionem Samotnej Gwiazdy, bo w nocy świeci nad nim tylko jedna gwiazda. - Wytłumaczyłam.
 - Ciekawe zjawisko. - Odpowiedział.
 - I piękne. - Dodałam.

< Irand? Nie miałam za bardzo pomysłu... >

Od Niny - C.D. Patton'a ''Mroźne szczyty''


Czekając na pozostałych członków podróży co chwilę patrzyłam na moje znalezisko. 
- Nina? Czym jest twoje odkrycie? - zapytała Makka podchodząc bliżej. 
- To miejsce w którym możemy przenocować naszą pierwszą noc poza terenami Watahy Krwawego Wzgórza. - odparłam patrząc na Pattona.
- Pattonie, czy dzisiaj, przed snem, chciałbyś wybrać się z nami na spacer, by poznać okolicę? - zapytała samica beta swojego partnera.
- Oczywiście. - odpowiedział. 
- Makko, Pattonie... A co powiecie na... - nie dokończyłam i pognałam w stronę wielkiego drzewa. Moi towarzysze pobiegli za mną. Wspięłam się po drzewie i ustałam na gałęzi i przyjęłam pozę psa myśliwskiego. 
- Tak? - zaczął niecierpliwić się Patton i spojrzał na mnie.
- Tam jest stado... karibu. Jedliśmy dopiero, ale możemy zostawić sobie mięso na cały miesiąc... Bo chyba tyle tu będziemy... - rzekłam.
- To nie jest zły pomysł. Bo przecież, Pattonie, śniegu napada, nie będzie trawy i zwierząt, które będą mogły się nią pożywić. Lepiej skorzystać z tej okazji. - powiedziała Makka patrząc na Pattona. -Polujemy?
-Tak, zgadzam się z tym. Nino, dobrze, że odkryłaś nasz nowy teren łowiecki. Może być ich kilka. A tam, gdzie jest nasza tymczasowa jaskinia, będą nowe tereny, gdzie będzie można dobudować inne jaskinie. - odrzekł Patton po czym zapolowaliśmy na karibu. Zwierzę to zostało rozerwane kłami i pochowane w kilku kawałkach do naszych toreb. Ruszyliśmy dalej i wędrowaliśmy, a kiedy nadszedł wieczór zawróciliśmy do naszej nowej jaskini i pochowaliśmy tam torby. Przechadzaliśmy się jeszcze i do głowy wpadł mi pomysł. Przed nami było wielkie zamarznięte jezioro. Wskoczyłam na nie i zaczęłam się ślizgać. Patton zrobił to samo, a Makka niepewnie weszła na lód. Patton chwycił ją za łapę i ślizgali się razem. Potem kiedy już zeszliśmy z ślizgawki, zaczął padać śnieg. Potem zaczęła się burza śnieżna i biegiem wróciliśmy do jaskini. Makka nagle zaczęła wyć, ponieważ... Jakiś mutant śnieżny złapał ją w pysk, a kiedy próbowała się wyrwać, stwór zaciskał szczęki jeszcze mocniej.

< Makka? No comment ;-; Wiem, słabe, ale kiedyś trzeba było napisać .-. >

Od Silence'a - C.D. Patton'a ''Przedsionek piekła''

UWAGA, PONIŻSZY TEKST ZAWIERA WYRAZY, OKREŚLANE MIANEM BRZYDKICH SŁÓW / PRZEKLEŃSTW. CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!


Nie lubiłem wyć, nie umiałem wydobyć dobrego głosu. W przeciwieństwie do Pattona jedyne co nuciłem to pieśń żałobna mojego oddziału z poprzedniej watahy. Oddział wyklęty to coś o czym wiedziałem tylko ja. Nie dawało się tego wyczuć, odczytać z myśli ani wyrwać siłą tych informacji. Siedziały one głęboko w mojej podświadomości... i nie miały zamiaru wychodzić. W kółko powtarzałem sygnał oznaczający utratę połowy oddziału. Siedzieliśmy z łbami podniesionymi w stronę srebrzystej tarczy. W pewnej chwili delikatny dźwięk obił mi się o uszy. 
- Odzew... - Wyszeptałem spuszczając łeb. 
- Stało się coś? - Zapytał Patton przerywając wycie. 
- Nie, przysiągłbym, że coś słyszałem. 
- Co takiego? 
- Nie zrozumiesz. - Odpowiedziałem urywając temat. 
- Prawdopodobnie domyślam się o co chodzi. 
- Nie masz prawa się domyślać. 
- Jesteś pewien? 
- Więc? Co mogłem usłyszeć? 
- Wydaje mi się, że z tęsknoty zdawało Ci się, że słyszałeś wycie swojej partnerki. 
- Chciałbym to usłyszeć, ale to nie... - Wypowiedź przerwał kolejny dźwięk, identyczny do tamtego. 
- Chyba wilki z tej watahy też wzięły się do wycia. Nie odpowiedziałem, szukałem w myślach jak zawyć odgłos odebrania informacji. Odzew, nie wiem kto wydawał z siebie te odgłosy, ale wiedziałem, że kiedyś go znałem. Prosił o odzew... tonacja pasowała idealnie. Zerwałem się na równe łapy i zacząłem biec w stronę, z której przybyliśmy ciągle powtarzając jedyny sygnał, który pozostał mi w pamięci. Patton został przy jaskini... miałem nadzieję, że za mną nie polazł. Po kilku minutach wycie obcego ucichło. A ja stałem na środku ścieżki. W ułamku sekundy zobaczyłem blask ślepi w pobliskich krzakach. Nie zdążyłem zareagować, basior rzucił się na mnie przyciskając mnie do ziemi skutecznie unieruchamiając mój łeb i odsłaniając całą szyję. Basior był wysoki, dobrze umięśniony, a z jego oczu nie dało się zbyt wiele odczytać. 

- Nie pamiętasz sygnałów!? - Wywrzeszczał. Na jego szyi wisiał naszyjnik świadczący o jego pozycji. Był szeregowcem... i moim dawnym podopiecznym. 

- Ty mały gnojku, jak śmiesz atakować swojego opiekuna! Tępy śmieciu, myślisz, że nie jestem w stanie się uwolnić!? -Kończąc wykonałem kilka ruchów łapami co skutkowało powaleniem młodzika i przyciśnięcie go do ziemi. Przednie i tylne łapy zakułem w lodowe łańcuchy, a obok pyska wbiłem sztylet. 
- Mir... Oj, Mir, nigdy się nie nauczysz. 
- Skąd mnie znasz!? 
- Szkoliłem Cię, tępy idioto! 
- Nie, mój mistrz miał białe futro i nazywał się...
- Silence, pamiętam za kogo tyle razy obrywałem. Uciekałeś z treningów, nie dawało się Ciebie opanować. Trzech się przy tobie poddało. Byleś cholernie ciężki w przyswajaniu jakichkolwiek informacji... Jednak przeżyłeś atak i kilka lat po tym zdarzeniu... Czyli wypełniłem swój obowiązek. 
- Możesz mnie puścić?! W takiej sytuacji nie chcę odnawiać starych znajomości. 
- Nie mogę. Zadam Ci jeszcze parę pytań. 
- Tylko się pospiesz. 
- Dobrze, masz jakąś watahę, albo miałeś?
- Nie miałem i aktualnie nie mam. 
- Spory kawałek stąd jest wataha z której wyruszyłem. Powinni cię przyjąć. Jednak teraz pójdziesz ze mną. 
Chwilę później wróciliśmy przed jaskinię. Patton nadal siedział i wył pomimo iż na księżyc powoli nachodziły ciemne chmury. 
- Pattonie, - Przerwałem drobny koncert wilka. - to jest Mirror . Dawniej był moim uczniem, jeszcze w starej watasze. 
 - *Nic nie mówisz o oddziale, rozumiesz?!* - Wysłałem kontrolną wiadomość do nowego. 
Beta uważnie zaczął przyglądać się młodemu basiorowi, po chwili przeniósł wzrok na jego kajdany. 
- Czy jest to konieczne? - Zapytał patrząc na mnie pobłażliwie. - Nie traktuje się tak starych znajomych. 
- Znasz mnie. - Odpowiedziałem chłodno. 
- Rozkuj go, jeśli będzie stanowić zagrożenie, to się go pozbędziemy. 
Po słowach Patton'a, kajdany Mirror'a zniknęły, a on podziękował lekko kiwając głową. 
- Przepraszam. - Odezwał się spokojnie i zwrócił się do Patton'a. - Chciałbym porozmawiać o możliwości dołączenia do Watahy Krwawego Wzgórza. Wiem, że jest daleko stąd, ale... chciałbym wiedzieć czy mam jakieś szanse. 


< Patton? >