piątek, 11 listopada 2016

Od Jason'a - C.D. Adrien'a ''Irytująca Biel''


Biegłem za wilkiem przez wysokie zaspy śniegu, które stawały się uciążliwe. Wydać było, że wilk nie radzi sobie dobrze z zimnym puchem, co dawało mi znaczną przewagę. W końcu znalazłem się na tyle blisko, by złapać go za kark. Basior cicho pisnął, a ja powoli puściłem go, zagradzając mu jednak drogę, gdyby przyszło mu do głowy znów uciekać. Spojrzałem na niego z lekka przymrużonych oczu. Westchnąłem.
- No i po co ci to było? Teraz zyskałeś kilka podejrzeń na konto. Bądź z siebie dumny. - parsknąłem.
- Dzięki. Naprawdę, super. - dodał tylko do siebie, co zignorowałem.
- Przedstaw się. Ja jestem Jason, samiec Delta Watahy Krwawego Wzgórza, na terenach której właśnie się znajdujesz. - poinformowałem wilka, który powoli się lekko uspokoił.
- Adrien. - rzucił tylko.
- Czy chcesz, czy nie, idziesz ze mną do Alfy tej watahy. Jeśli nie, będę zmuszony zaciągnąć się tam siłą, bądź zabić, jeśli odkryję twe zamiary. - rzekłem i zacząłem iść przed siebie. - Wybór należy do ciebie. - rzuciłem jeszcze zza ramienia.
- Zgoda. Idę. - odparł i podszedł bliżej.
Zaczęliśmy dzielnie brnąć w śniegu, ramię w ramię, łeb w łeb. Dawno nie wypadałem z jakimś basiorem na "spacery", czy takie męskie wyprawy. Zostałem "pokojowym pieskiem", cały czas zostawałem w domu, wychodziłem tylko na krótkie spacery i polowania z partnerką. Nie byłem przez to w dobrej kondycji, trochę przybyło mi tłuszczu. Dosyć przyjemnie było iść w towarzystwie innego basiora, którego nawet nie znam. Chyba stęskniłem się za jakimiś... wyprawami z samcami, mimo, iż byłem samcem Delta, tym, który powinien być, w przenośni, na wszystkich terenach watahy... Wszystko musi się kończyć, więc dotarliśmy do jaskini Crow's Cry'a. Postanowiłem poczekać u wejścia jaskini na wypadek, gdyby Cry poprosił mnie, bym podszedł, gdyż innego wilka wokół nie było.
- Idź tam i przedstaw się Alfie, jeśli nie będziesz podejrzany, przyjmie cię do watahy. Tylko najpierw muszę go o czymś powiadomić. Zaczekaj tu. - rzekłem i ruszyłem kłusem w głąb jaskini. - Witaj - zacząłem, patrząc na Crow's Cry'a powoli wstającego z legowiska. - Znalazłem na terenach nowego wilka, który chce dołączyć, lub nie, nie wiem, jaka jest sytuacja, ale znalazłem w nim coś ciut podejrzanego. Może to tylko strach, ale równie dobrze może to być zwiadowca z wrogiej watahy, lecz gdy tylko go znalazłem, zaczął uciekać... A resztę zostawiam tobie.
Wilk skinął głową, a ja wróciłem na swoje miejsce przy wejściu.
- Idź. - zachęciłem. - Czeka tam na ciebie Alfa. - dodałem, jakby nie było to oczywiste.
- Dzięki. - rzucił i zniknął po chwili w ciemnościach.

<Adrien?>

niedziela, 6 listopada 2016

Od Adriena - Irytująca Biel

Słońce dopiero wschodziło, kolorując niebo na róż i pomarańcz. Ośnieżone szczyty gór idealnie wpasowywały się w cały krajobraz miejsca, a gdzieniegdzie można było zauważyć zwierzynę skaczącą po stromych zboczach gór. Jedynym niepasującym elementem tego pięknego miejsca byłem ja.
Brnąc dzielnie przez wysokie zaspy, przeklinałem swoje szczęście, a raczej nieszczęście. Nienawidziłem śniegu, który oprócz ładnego wyglądu nie przynosił ze sobą żadnych korzyści. Jeszcze przed chwilą chodziłem po dżungli, lecząc co poniektóre drzewa dotknięte chorobami, gdy nagle, nie wiem jakim cudem, wylądowałem pomiędzy diabelskimi górami przemarznięty do szpiku kości.
Zadarłem łeb do góry, stając niezdarnie na tylnych łapach, by móc się lepiej rozejrzeć, ale jedyne co zauważyłem to irytujący biały kolor. Zachwiałem się i upadłem w śnieg. Niech to szlag, muszę się w końcu nauczyć choćby stania na tylnych łapach. Jedna sztuczka. Czy to tak wiele? Najwyraźniej tak...
Napędzany myślą jaka ze mnie ciota wystrzeliłem do przodu, chcąc wydostać się z przeklętego miejsca. Oczywiście, po prostu musiałem potknąć się o kamień i runąć jak długi do przodu. Warknąłem zirytowany całą sytuacją. 
Jakby jeszcze tego było mało, to wkroczyłem na teren jakiejś watahy, a ostatnie czego mi trzeba to uznanie za jakiegoś wroga i porządne przetrzepanie skóry. W sumie, może wtedy mój mózg zacznie chociaż pracować na minimalnych obrotach.
— Co ty robisz? — Usłyszałem nad sobą głos, przez który gwałtownie się podniosłem. Spojrzałem podejrzliwie na zwierzę przede mną, a jedną łapą byłem już gotowy do ewentualnej ucieczki.
— Dobry. Ja się... eee... zgubiłem — jąkałem się. — Znaczy, ja już chyba pójdę.
Rzuciłem się do ucieczki, wyciskając ostatnie siły, by jak najdalej się oddalić od potencjalnego wroga. Niestety, śnieg nie był tym, do czego się przyzwyczaiłem, przez co moja szybkość spadła o połowę.
— Stój! 

<Ktoś?>

Adrien - profil wilka


bruuuuuuhx9000 by Shiinrai
Imię: Adrien
Płeć: Samiec
Wiek: 6 lat
Hierarchia: Omega
Kierunek: Jastrząb
Stanowisko: Obrońca Rannych
Typ: Zwykły
Rasa: Wilk Snów
Głos: Andy Black [Andy Biersack]
***
Cechy charakteru: Adi jest takim dużym szczylem. Łatwo da się go sprowokować, wybuchowy, często wszczyna bójki, a przez jego humorki i foszki nieraz staje się okropnie uciążliwy. Bipolarny? Możliwe. Na ogół miły, czarujący basior, no chyba że jest nie w sosie, a w takich właśnie sytuacjach robi się zgryźliwy i zwyczajnie irytujący. Zdarza się, że jest uparty jak osioł. Ma tendencję do ochrony wszystkich, których uważa za słabszych i poświęci dla nich nawet życie. Jednak, jeśli w grę wchodzi partnerka, staje się zaborczy oraz włącza się w nim mania kontroli, byleby nic nie stało się jego skarbowi. Z optymistycznym uśmiechem podchodzi do życia, ale niestety łączy się to ze szczerością i żartami, w których często nie ma umiaru. Chociaż nie jest typem stuprocentowego dominatora, nie potrafi dostosować się do rozkazów, przez co zdarza mu się obrywać. Okropnie przewrażliwiony na punkcie natury, więc jeśli masz zamiar niszczyć kwiaty, drzewa, krzaki i tego typu rzeczy, to lepiej nie podchodź, bo nie wyjdziesz z tego bez szwanku. Przyzwyczaił się do przesiadywania oraz nocowaniu na drzewach, a wszystko dzięki samotnej tułaczce.
Cechy fizyczne: Dosyć szybki. Ostatnio jednak trochę odpuścił treningi, więc lekko się spasł, ale powoli wraca do formy. Skrada się tragicznie. Nie dość, że świeci się jak neon, to jeszcze zawsze znajdzie się jakaś gałązka, która magicznym sposobem pojawi się pod jego łapami. Nadrabia to, na szczęście, wysoko rozwiniętym instynktem i (zazwyczaj) niezawodnym przeczuciem. Siła również pozostawia wiele do życzenia, jednak wyrobił sobie technikę, dzięki czemu jego szansa na wygranie walki wzrasta.
Znak szczególnyNie ma pojęcia, skąd to się wzięło, ale jego białe plamy na grzbiecie jarzą się nienaturalnym czerwonym światłem, natomiast brzuch wygląda jak niebieska latarka. Nie byłoby nic w tym złego, gdyby nie fakt, że mieni się w nocy niczym choinka, czym skutecznie psuje kamuflaż. 
Słaby punktZdecydowanie jest przewrażliwiony na punkcie swojego ogona, przez co zdarza się, że chowa go najbardziej, a obrywają ważniejsze części ciała, typu brzuch czy szyja.
Boi się: Panicznie boi się pająków, choć wychował się w dżungli. Drugą rzeczą, której się wystrzega, jest ogień. Nie dość, że potrafi spalić jego kochane roślinki, to jeszcze może zabić wilka.
Waga: 70 kilogramów
Wzrost: 90 centymetrów
Najlepsi przyjacieleNie ma.
Pochodzenie: Urodził się gdzieś tam w tropikach, w jakimś tam stadzie, ale szybko je opuścił, więc nie warto wspominać.
Lubi: Ubóstwia wszelkie rośliny i motylki. Niestety, uzależnił się od mango. Przyjemność sprawia mu również śpiewanie, co wychodzi mu na tyle dobrze, by mógł kontynuować swoje małe hobby. Lubi tropikalny klimat, a co za tym idzie – gorące, wilgotne powietrze. Pewnie coś jeszcze się znajdzie, ale to już jego mały sekrecik.
Nie lubi: Nienawidzi dominatorów i zaborczych typów, choć sam poniekąd taki jest. Wszystko co suche i zimne jest okropne. Potępia niszczenie przyrody, bestialstwo, okrucieństwo oraz znęcanie się nad słabszymi.
***
Żywioł: [3/3] Elektryczność, Woda, Ziemia
Moce: [5/20] Tak naprawdę używa tylko czterech, które rozwinął do niemal perfekcji, a mianowicie: kontroluje rośliny (ich wzrost, formuje je, ulecza je, pomaga rosnąć itp.), uleczanie (moc ściśle związana z wodą i działa na zasadzie ,,przejmowania" ran), wszelkie tarcze wodne i kontrola samego żywiołu, rażenie prądem, ale potrafi również sprawić, że niewielki zbiornik wody lub kałużę zmieni w porządnie naelektryzowaną ciecz. W sumie: nic więcej nie potrafi.
Partner/ka: Drogie panie, kawaler do wzięcia!
RodziceTak naprawdę, to nie ma pojęcia co się z nimi dzieje, ale ma nadzieję, że Lily i Danny żyją.
Potomstwo: Może kiedyś...
Inna rodzina: Pusto.
***
Data dołączenia: 6 listopad 2016
Data urodzenia: 29 luty
Upomnienia: 0/3
Krwawe Pioruny: 700.000
★★★★★★★★
Zdobyte osiągnięcia: Brak
Poziom: 14
PD: | Ogólnie: 1300 | Wykorzystano: 800 | Zostało: 600
Umiejętności: | Walka: 250 | Instynkt: 300 | Umysł: 0 | Polowanie: 250 |
Jaskinia: numer 26
Ekwipunek: Brak
Torba| 0 Wilcze Jagody | 0 Czarna Krew | 0 Łza Wilczycy | 0 Niezapominajka | 0 Rumianek | 0 Liść | 0 Czaszka | 0 Czarna Perła | 0 Kość | 0 Chmiel | 0 Popiół | 0 Księżycowy Pył | 
Bronie: Brak
Zbroja: Brak
Smok: Brak
Towarzysz: Brak
Historia: Urodził się gdzieś tam w jakiejś tam watasze, ale nie zagrzał tam za długo miejsca, bo jego idiotyzm i młodzieńcze pragnienie przygody kazało mu odejść. Tułał się od lasu do lasu, aż natrafił na teren nowej sfory. Kto wie, może tu jest jego miejsce?
Inne zdjęcia: | Inne |
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: olka202 | 

Ostatnia aktualizacja: 12.11.2016

Od Corsair'a - Teraz jesteś Zero cz 4


Po kilku sekundach nie dało się lekceważyć świstu zbliżającego się na nasze pozycje. Komputer znajdujący się na moim łbie dał sygnał dźwiękowy, sugerujący odnalezienie zdjęcia, na którym wadera przypomina obecną przywódczynię w więcej niż 80%. Jednak szok wywołany pierwszym trafieniem sparaliżował mnie całkowicie. Ognisko, przy którym siedziało blisko dziewięciu basiorów zamieniło się w stos, natomiast osobniki stojące na straży kolejno spadały z murów, trafione idealnie między oczy. Ci wciąż zdolni do walki zerwali się, aby już po kilku sekundach wydać z siebie ostatnie tchnienie. Rozejrzałem się dookoła, w ostatniej chwili uciekając przed wielką szczęką owczarka niemieckiego. Stałem przerażony, sparaliżowany... bliski rozpaczy. Urządzenie, na którym polegam prawie zawsze, zawiesiło się, uniemożliwiając mi dokładną analizę ciosów przeciwnika. Dosłownie jeden błąd wystarczył, aby płat skóry odszedł od mojego karku, pozostając w zębach samca. Ten bodziec podziałał na mnie dość pobudzająco. Po raz kolejny skoczyliśmy sobie do gardeł, jednak tym razem to moja szczęka miała przewagę. Zacisnąłem ją na pysku psa, dosłownie miażdżąc górną oraz dolną szczękę. Ludzki wysłannik splunął krwią, jednak był za bardzo osłabiony. Nie miał jak ochronić swojego gardła, przez co padł martwy, łapczywie próbując łapać ostatnie tchnienia. W ułamku sekundy całe nasze siły zostały zdziesiątkowane. Ruiny, w których się skryliśmy, aktualnie prawie nie istniały. Cieszyłem się jak głupi, kiedy odnalazłem Plagę. Księga ta może i była starym rupieciem - jak twierdziła większość wilków - jednak był to przedmiot dający minimalne poczucie bezpieczeństwa. Wraz z grupką wilków i wader znaleźliśmy się dookoła rannej samicy, która do tej pory prowadziła naszą grupę. 
- Mieli nie wiedzieć gdzie będziemy! 
- Wystawiłaś nas!
Krzyczeli jedni przez drugich. Przez chwilę wydawało mi się, że każdy jeden był gotów wbić jej sztylet w plecy. Stanąłem pomiędzy rozwścieczonymi resztkami powstańczej rebelii, a ich przywódczynią, wyciągając ku niej łapę. W ułamku sekundy zostałem odepchnięty, a wściekły motłoch zaczął się na mnie wydzierać. 
- Mamy tu swoje zasady!
- Nie wpierdalaj się!
I inne tego typu teksty. Jeden z nich był wyraźnie agresywny, jednak przygotowałem się już na taką ewentualność. Zaznaczyłem sobie pozycję "omdlenie"... Nie musiałem długo czekać, aby jej użyć. Spojrzałem w oczy szarego samca, po czym ze spokojem wskazałem na niego palcem, szepcząc:
- Et elegit vost - Po czym w ułamku sekundy skierowałem wzrok na zaznaczoną pozycję.
Basior stracił przytomność praktycznie o razu, a tłum odruchowo cofnął się, tym razem pozwalając mi podnieść waderę. Pod jej komandem szybko zebraliśmy rannych i przystąpiliśmy do ucieczki, tracąc tym samym ostatnią fortyfikację, która była względnie bezpieczna. Dopiero po godzinie od tych wydarzeń, do mojego umysłu dotarł pisk, sugerujący odnalezienie zdjęcia. Włączyłem rzutnik, a to, co zobaczyłem, praktycznie mnie przeraziło. 
- Char... - Wyszeptałem, a wadera, kierująca naszą grupą powoli obróciła łeb w moją stronę. 
- Coś ty powiedział? - Warknęła. 

C.D.N.

Od Kayah - C.D. Blame Soul'a ''Początek''


Odwróciłam się, słysząc krzyk wilka, najprawdopodobniej basiora. Samiec zaczął biec w moją stronę, a ja momentalnie stanęłam na lekko rozstawionych łapach. Fuknęłam, kiedy basior był zaledwie dwa metry ode mnie.
- Czego ode mnie chcesz? Nie mam nic. - przymrużyłam oczy, co mogło być niezauważalne przez maskę. 
- Szukam kogoś, kto mógłby oprowadzić mnie po terenach, bo dołączyłem przed chwilą. - wyszczerzył się.
- Nie znam terenów. Przykro mi. Sama jestem rozbitkiem, nigdzie nie należę. - odparłam, po czym odwróciłam się i odeszłam.
Wilk podbiegł przede mnie i zaproponował dołączenie do watahy. Wydawał się jakiś dziwny. Nie mógł ustać w miejscu i czekać na moją decyzję. Cały czas chodził wokół mnie kopiąc jakiś kamyczek. Postanowiłam dołączyć, bo i tak nie miałam innych planów na życie. I wyszło to tak, że obydwoje wróciliśmy z nim do jaskini Alfy. Weszłam do jaskini i zaczęłam się rozglądać. Była wielka. Bardzo. Ładnie tu było, dosyć. Weszłam w głąb sama, w ciemność.
- Jest tu kto? - zapytałam, a później mym oczom ukazał się samiec Alfa. 
Był cały czarno-szary, tylko jego oczy były widoczne w ciemności. Przypatrywałam mu się w milczeniu, po czym postanowiłam się odezwać.
- Chciałabym dołączyć. - orzekłam bez zbędnego gadania.
- Zatem, musimy najpierw przystąpić do takiej.... rozmowy próbnej? Powiedzmy. - rzekł, a ja usiadłam pod ścianą.
- Słucham. - odparłam krótko.
- Na początek zapytam cię, może coś łatwego, co lubisz, a czego nie lubisz? - i tak zaczęła się rozmowa.
- Nie do końca wiem, czy jest do końca potrzebne, ale dobrze. Lubię zimno, czy chłód, riposty i dobre argumenty. Nie lubię natomiast walk wręcz i po prostu głupich wilków.
- Dobrze. A ile masz lat?
- Liczę sobie równe dwa lata. 
- Chciałbym znać twój słaby punkt oraz coś, czego się boisz.
- Muszę odpowiedzieć...? Ehh... no dobra, słaby punkt to podbrzusze, a coś, czego się boję... - zawiesiłam głos - to... że... że samotnie umrę, nikogo nie poznam... Że nikt nie będzie za mną tęsknił... - dodałam szeptem.
- ... dobrze, w takim razie... Twoje żywioły?
- Mrok, Magia oraz Powietrze.
- Skąd pochodzisz?
- Z Arktyki. 
- Ostatnie, najbardziej niekomfortowe "pytanie". Opowiedz mi swoją historię.
- Nie zgadzam się. - pokiwałam przecząco łbem.
- W takim razie, nie będę mógł cię przyjąć.
- ... Skoro zachowasz to tylko i wyłącznie dla siebie... Niech będzie. Do mnie należał jeden z najchłodniejszych dni na Arktyce w historii. Gdy urodziłam się, wataha, w której miałam mieszkać, obwieszczała wieści innym watahom, gdyż każdy wtedy żył ze sobą w pokoju, że przed chwilą urodziła się Alfa, która będzie od teraz rządzić Watahą Mistycznych Gwiazd. Oczywiście, ma matka umarła przy porodzie. Jak można wywnioskować, byłam okrutną władczynią. Nie mogłam dopuścić do tego, by jakiś wilk przestał wykonywać swe obowiązki. Ludzie to wielkie niebezpieczeństwo. Pewnego dnia mój ojciec rozkazał obcej watasze, by zabito mnie. Od zawsze mi zazdrościł, gdyż odebrałam mu koronę. Kiedy już zdałam sobie sprawę, że ludzie tak szybko nie zaatakują, właśnie dotarły do mnie wieści od straży, iż słyszeli, że chce dopuścić do mej śmierci. Nakazałam mu przybyć do mej jaskini, a wtedy obrońcy zabili mojego ojca. Nie miałam i nie będę miała wyrzutów sumienia. Później watahy zaczęły się buntować, a moja wataha rozpadła się. I dobrze, nie zależało mi na tym. Później z Arktyki dotarłam na ten tu kontynent i oto jestem. To tyle?
- Tak... - zmarszczył brwi. 
Chyba nie spodobała się wilkowi do końca moja historia. Czekałam na ostateczny werdykt.

<Crow's Cry?>

sobota, 22 października 2016

Od Blame Soul'a - C.D. Crow's Cry'a ''Początek''


Popatrzyłem na Crow's Cry'a. Jeżeli każdy wilk którego spotkam będzie tak sympatyczny to mogę tkwić w tej watasze do śmierci. 
- Zawód chciałbym wykonywać nocą, do tego lubię się ... Szwędać. Znajdzie się coś pasującego do moich 'wymagań'?- Spytałem z nadzieją. 
- Proponuję posadę strażnika nocnego. - Odpowiedział basior. Zamyśliłem się na chwilę marszcząc brwi. 
- Nie no, bardzo fajnie, normalnie wieczoru się doczekać nie mogę.- Może i mogą być wątpliwości,ale zdanie wypowiedziałem z powagą. - To ja sobie wybiegnę, do zobaczenia! - Krzyknąłem na pożegnanie wybiegając z jaskini. Teraz musiałem znaleźć jakiegoś wilka, no już się doczekać nie mogę. Trochę pomęczę kogoś sobą i... To chyba wystarczy. Uśmiechnąłem się na chwilę, tylko chwilę. Biegnąc z kamienną miną wzrokiem poszukiwałem kogokolwiek. Muszę znaleźć bywalca, żeby rozjaśnił mój umysł. Na razie jedyne co wiedziałem o terenach Watahy Krwawego Wzgórza to to, że są bardzo obszerne. W sumie jaskini wybierać nie chciałem.. Po co to komu? I tak pewnie będę sypiał pod drzewami, w krzakach, czy tam nie wiadomo gdzie.. Drepcząc ujrzałem wilka. Krzyknąłem w jego stronę, stworzenie odwróciło się a ja przyśpieszyłem.

<Ktoś?>

Od Castiel'a - C.D. Celty ''Wspólna praca?''


Uśmiechnąłem się do niej, jej zawstydzenie i rumieńce na policzkach oddawały jej uroku. Podszedłem kilka kroków i delikatnie pocałowałem ją w czoło. Sam nie wiedziałem, co powinniśmy zrobić: ukrywać swoją miłość przed innymi wilkami, czy też ogłosić ją całemu światu, by wszystkie wilki o tym wiedziały. Byłem przekonany, że większość i tak będzie to miała gdzieś. Ale czy Celty chce powiadamiać o tym inne wilki?
 - Ja też się cieszę. - Opowiedziałem cicho. - Nawet bardzo.
Celty nie odpowiedziała, jedynie uśmiechnęła się. Lubiłem to zjawisko.
 - Odpowiadając na twoje pytanie, nie mam pojęcia co powinniśmy zrobić. - Rzekłem.
 - A jakie mamy wyjścia? - Spytała.
 - W sumie to żadnego... - W tamtej chwili zrozumiałem, co muszę zrobić. I byłem gotowy o to zapytać.
 - Nie rozumiem. - Celty wyglądała na przejętą.
 - Dopóki się ciebie nie spytam. - Ciągnąłem dalej.
 - O co?! - Widać było, że cierpliwość wadery się kończy.
- Ech... Celty... - Nie umiałem wydusić z siebie tego pytania.
 - No, o co chodzi? - Rzekła, lekko uspokojona.
 - Czy zostaniesz moją partnerką? 

< Celty? Przepraszam, że musiałaś tak długo czekać... >

środa, 19 października 2016

Od Silver'a - C.D. Crow's Cry'a ''Nowy świat''


Skinąłem lekko głową.
- Dziękuję. - odparłem jeszcze, po czym odwróciłem się i odszedłem.
Kłusem biegłem przez jakąś łąkę, czekając na jakiegoś wilka. Nie to, że czułem samotność, lecz musiałem znaleźć nowe miejsce zamieszkania, a że terenów nie znałem, ktoś mógłby pełnić rolę przewodnika. Nagle natrafiłem na kogoś, kto siedział wśród kłosów niedaleko łąki, gdyż tam rozpościerało się dalej pole. Była to wadera, którą widziałem gdzieś ostatnio między drzewami. Chyba miała na imię Charlotte, lecz nie byłem do końca pewny. Postanowiłem podejść i zagadać.
- Cześć, jestem Silver. Miło mi cię poznać. - przedstawiłem się, na co wadera lekko uniosła kącik ust.
- Mnie na imię Charlotte. Mi też jest miło. - odparła, odwracając łeb i patrząc w dal. 
- Mogę się dosiąść? - spytałem, na co wadera wzruszyła ramionami.
- Jak chcesz. - ucięła krótko, a ja usiadłem koło wilczycy. 
Nasze "zajęcie" pozwalało się serio odprężyć i dać sobie chwilę czasu na myślenie. Postanowiłem przychodzić tu często. Zacząłem uderzać łapą w jedno ze zbóż, które rosło centralnie milimetr od mojego pyska. 
- Tak w ogóle, powiedz mi, Charlotte, mogłabyś oprowadzić mnie po terenach? Wiesz, zaledwie kilka minut temu Alfa przyjął mnie do watahy i... No wiesz, jak to jest. - słowa wydobyły się z moich ust.

<Charlotte?>

Od Crow's Cry'a - C.D. Blame Soul'a ''Początek''


Wrzask podrażnił moje bębenki uszne, przez co lekko się wkurzyłem. Spojrzałem w stronę wejścia u ujrzałem wilka. Kiedy złapałem z nim kontakt wzrokowy, uśmiechnął się delikatnie.
 - Fire Warrior powiedział, że znajdę tu Alfę, Crow's Cry'a. To ty? - Zapytał.
 - Tak. Z kim mam przyjemność? - Odpowiedziałem, podchodząc bliżej wilka i zapraszając go do środka.
 - Blame Soul, przyszły członek waszych szeregów.
 - To się jeszcze okaże. - Uśmiechnąłem się. - Fire Warrior uprzedzał cię o procedurach tutaj panujących? Muszę ci zadać kilka pytań.
 - Wywiad? Fajnie. Gdzie usiąść? - Zapytał. Dziwny był ten wilk, jednak było w nim coś sympatycznego, co mnie do niego przekonywało.
 - Gdzie chcesz. - Odparłem. - No to tak: ile masz lat?
 - Przestałem je liczyć, kiedy miałem dwa lata... - Mruknął.
 - Hm, rozumiem. Jaki jest twój słaby punkt i czego się boisz?
 - Matulu, to tutaj są takie pytania? - Uniósł jedną brew i ściszył ton. - Jak nie odpowiem, to mnie nie przyjmiesz, nie?
 - No, wolałbym to wiedzieć. 
 - Niech będzie. Ogon jest słabym punktem, boję się pustki. - Rzekł. Nie za bardzo rozumiałem co miał na myśli mówiąc o tej pustce, ale nie chciałem drążyć, skoro i tak powiedział to niechętnie.
 - Dobra. Teraz przyjemna część, rodem z wywiadu z gwiazdą. Co lubisz i czego nie lubisz?
 - Nareszcie normalne pytania. Lubię ciemność; śpiewać; tańczyć; bawić się wnętrznościami zwierząt; poznawać nowe wilki; śmiać się; rozmawiać sam ze sobą; męczyć innych swoją osobą; żartować; przytulać bliskich; swój świat, w którym żyję; wino; rozmyślać. Nie lubię zaś przesadnego chamstwa; powagi u innych; wilków nieogarniętych; przesadnych pesymistów; dnia; upału; braku tematów do rozmyśleń; naiwności.
 - *Ciekawa osoba.* - Pomyślałem. - Ok, teraz, wymień mi proszę swoje żywioły.
 - Czas, Mrok, Natura.
 - Dzięki. I ostatnie: opowiedz mi swoją historię.
 - O Boziu... Urodziłem się w Europie, nie wiem gdzie i mam to gdzieś szczerze mówiąc, matka zmarła przy porodzie i ''wychowywał'' mnie ojciec. Znalazłem waderę swego życia, ogólnie żyć nie umierać, no ale zawsze coś się musi zepsuć i wymordowali wszystkich, na których mi zależało. Żyłem samotnie, aż do dziś. - Powiedział. Chwilami mówił z lekkością, jednak miewał zacięcia.
 - Nie mam do ciebie żadnych zastrzeżeń, przyjmuję cię. Musisz teraz znaleźć osobę, która cię oprowadzi, wybrać jaskinię i stanowisko. 

< Blame Soul? >

Od Crow's Cry'a - C.D. Fire Warrior'a ''Tam, gdzie feniksy płoną, czyli jak tu dotarłem?


Spodobał mi się ten wilk i byłem prawie pewien, że chcę go u siebie w watasze, jednak moje krótkie życie nauczyło mnie ostrożności w podejmowaniu jakiejkolwiek decyzji, dlatego wolałem przesłuchać osobnika.
 - Miło mi to słyszeć. - Uśmiechnąłem się lekko. - Jednak najpierw muszę cię lepiej poznać. I nie mam tutaj na myśli spędzania ze sobą czasu, chociaż to chyba o wiele lepsza forma poznawania wilków. Mam na myśli swego rodzaju wywiad, przesłuchanie; pytania o twoje preferencje, słabe punkty i tak dalej. - Wytłumaczyłem.
 - Rozumiem, lepiej dmuchać na zimne, prawda? - Odparł wilk.
 - Tak uważam. - Odpowiedziałem, na co wilk skinął głową, dając mi tym samym znak, abym zaczął. - Więc, pierwsze pytanie będzie proste. Ile masz lat?
 - Liczę sobie trzy. - Uśmiechnął się.
 - Dobrze. Teraz ta najmniej przyjemna część, jednak konieczna, ze względu na bezpieczeństwo. Słaby punkt i coś, czego się boisz. - Rzuciłem wilkowi przelotne spojrzenie. - Jest mi to potrzebne, w razie gdyby na przykład ogarnęła cię furia, czy coś.
 - Rozumiem. Moim słabym punktem są łopatki, boję się zaś straty. Po prostu.
 - Dzięki. Teraz przyjemna część. Co lubisz, a czego nie lubisz? W sumie, jeśli nie chcesz mówić, nie mów, sam nie wiem po co mi ta informacja. Już i tak skróciłem ilość pytań, mój wujek pytał o jeszcze więcej szczegółów...
 - To dobrze, że ty nie jesteś aż tak dociekliwy, choć nie warto być ufnym w stosunku do nowych. Tak, czy inaczej, moje preferencje nie są jakimś sekretem, tak więc: lubię spokój; spacery; jesień; radość i uśmiech, ogółem wszystkie pozytywne emocje. Nie lubię zaś walk; smutku; wszystkiego, co negatywne. 
 - Teraz chciałbym poznać jeszcze twoje żywioły. 
 - Nie ma problemu. Są to Ogień; Czas oraz Elektryczność. Jeszcze coś?
 - Ostatnie. Historia.
 - Tak jak myślałem... No niech będzie. Więc, słońce i gwiazdy, ogółem cały kosmos stworzył mnie i moją siostrę, Water. Byliśmy różni, ale łączyło nas wiele. Wyznaczono nam zadanie: za wszelką cenę chronić świata, kosmosu i całej przestrzeni. Wtedy galaktyka zesłała nas na ziemię, musiał walczyć. Kiedy dokonałem cudu, czyli zabiłem jednego z silniejszych demonów, otrzymałem drugi człon imienia. Przez jakiś czas mieszkaliśmy razem, a Water nawet zdobyła przydomek "Magic", gdyż magią wyleczyła wilka, który posiadał nieuleczalną chorobę. Później rozstaliśmy się, każde poszło w swoją stronę w wieku roku. To wszystko.
 - Dziękuję za udzielenie odpowiedzi na każde z pytań. Z przyjemnością pragnę ogłosić, że przyjmuję cię do watahy. Ktoś będzie musiał cię oprowadzić, abyś mógł sobie znaleźć jaskinię. Jak już wybierzesz jakąś, wróć tutaj i powiedz mi również, jakie chcesz otrzymać stanowisko.

< Fire Warrior? >