poniedziałek, 5 marca 2018

Od Aleksandra - C.D. Lynn "Ciekawość świata i nie tylko"


- Jesteśmy na miejscu - oświadczyłem, gdy tylko góry i wzniesienia wokół nas zaczęły zanikać, a liczne do tej pory jeziora i rzeki zamieniły się w powolne, jakby senne strumyki szepczące jakieś historie w sobie tylko znanym języku. Weszliśmy teraz do mieszanego lasu z ledwie zauważalną przewagą wieloletnich, wysmukłych sosen, zajmującego większość terenów naszego zielonego Klanu. 
Wadera zaczęła rozglądać się z wyraźną ciekawością, zadzierając głowę zapewne w poszukiwaniu gniazd ptaków, które dały nazwę temu miejscu. Kiedy jednak po około dziesięciu minutach żadnego z nich nie udało jej się wypatrzyć, przeniosła swe spojrzenie na mnie i spytała, niezbyt dobrze kryjąc swoje rozczarowanie:
- Udało Ci się kiedyś zobaczyć tu chociaż jednego orła?
- Owszem, w końcu w tym borze żyje ich pełno - odparłem z tajemniczym uśmiechem na pysku.
- To dlaczego ja nie mogę nawet dostrzec ich mieszkań? 
- Chyba nie uważasz, że złożyłyby swoje bezcenne jaja tak blisko jego granicy? - zapytałem, tym razem nawet nie próbując powstrzymać śmiechu. 
- Nie zastanawiałam się nad tym. - odrzekła lekko urażonym tonem. 
- Tak też myślałem, a teraz przestań się dąsać i pozwól, że zaprowadzę Cię do miejsca, gdzie dosłownie się od nich roi. - to mówiąc przyspieszyłem kroku, przez co Lynn została dość daleko z tyłu.
- Nie mógłbyś trochę zwolnić? - zaindagowała po jakimś czasie. 
- Przepraszam, już to robię. Musisz wiedzieć, że większość czasu spędzam w samotności, więc nie jestem przyzwyczajony do dostosowywania tempa swojej wędrówki do kogoś innego.- wytłumaczyłem się, zatrzymując się, aby mogła do mnie łatwiej dołączyć. 
- Zdążyłam się już domyślić - wyszeptała ledwie dosłyszalnie. 
Postanowiłem nie reagować na te słowa, chociaż musiałem przyznać, że trochę mnie zabolały. 

<Lynn? Wybacz, proszę, brak pomysłu.>

Od Ilii - C.D. Milo "Szczęście w nieszczęściu"


Blue Dream zniknęła tak nagle i niespodziewanie... Modliłam się by była cała, żeby była bezpieczna. W nosie miałam wszystko wokół, chciałam ją za wszelką cenę odnaleźć. Nic z tego, nawet tropu jej nie było. Kiedy później Milo przybył, nie byłam w stanie się powstrzymać z trzymaniem emocji na wodzy, buchnęłam płaczem i w którejś chwili przysnęłam. Spodziewając się koszmarów, nieźle się zdziwiłam widząc we śnie... Blue Dream. Moje maleństwo uśmiechało się ciepło, ale z wyglądu uległa zmianie. Odezwała się nadzwyczaj wyraźnie.
- Mamo, nie musisz się zamartwiać, nic mi nie jest. Jestem bezpieczna, ale daleko od ciebie - dodała posmutniała. - Moje pokolenie zostało wezwane teraz do naszych nauczań. Nie wiem kiedy się ono skończy, ale wtedy postaram się do was wrócić. Przez ten czas zadbaj o siebie, dobrze? Papa - pożegnała się, a ja wróciłam do przytomnych.
Gdy się ocknęłam, poczułam przyjemne uczucie ciepła tuż przy mnie. Po odwróceniu ku źródłowi ciepła, okazało się, że był to śpiący Milo całkiem wtulony we mnie. Zatkało mnie to całkiem, ale w duchu... Ten basior był sprawcą odkopywania tego, co usilnie nie pozwalałam wrócić do bytu. Musiał wyczuć różnicę, ponieważ także się zbudził i wpatrywał się w moją zaskoczoną minę, po czym się uśmiechnął.
- Widzę, że masz już się lepie j- powiedział łagodnym tonem. Zaraz przytaknęłam czując narastające ciepło.
- Skontaktowała się ze mną. Na całe szczęście jest bezpieczna, ale ma jakieś swoje uczenie. Postara się wrócić zaraz po zakończeniu - odparłam miękko.
-To wspaniałe wieści - dodał. Po upływie kilku sekund jego łapa wolno powędrowała do mojej szyi i tak zaczął mnie głaskać. Zastygłam w bezruchu. Nie byłam pewna czy odczytał to jako zachętę, bowiem teraz po karku przesuwał łapą. - Powiedz mi... 
- Tak?
- Dobrze ci?
- ...Szczerze, nie wiem co o tym myśleć - odezwałam się po chwili milczenia. Basior był jak bodziec, ten brakujący klucz do otworzenia szczelnie zamkniętych drzwi. - Z jednej strony dobrze, ale jednak... Dlaczego to robisz? - Spytałam cicho.

<Milo?>

Od Clive'a - C.D. Sealiah "Śnieżka"


Do jaskini wróciliśmy przez ziąb panujący na zewnątrz w promiennych nastrojach. Poczucie, że wreszcie znalazłem kogoś z kim mogłem być na stałe było niesamowite, a sama przynależność do Luminosum Iter nabrała dla mnie większego znaczenia. Podobnie jak sam fakt, iż mogłem założyć rodzinę, oczywiście póki co tym mianem określałem w głównej mierze Sairę. Nie byłem pewien co do przyszłego potomstwa, nie myślałem nad tym poważniej, a przynajmniej sądziłem, że po ostatnich wydarzeniach, trzeba być da mojej partnerce trochę czasu, żeby poruszyć niegdyś ten temat.
— Chcesz coś do jedzenia? — z zadumy wyrwał mnie delikatny głos Sairy. — Akurat idę naszykować sobie jedzenie, więc mogę i przy okazji zrobić coś tobie — dodała.
— Pewnie. Tobie pozostawiam wolny wybór w kwestii jedzenia — odparłem.
Uśmiechnęła się z satysfakcją, zadowolona z tego, że mogła wykazać się kulinarnymi umiejętnościami. Ruszyła do kuchni i zatrzymując się wpół kroku, spojrzała na mnie.
— Nie idziesz ze mną?
— Idę, idę — zaśmiałem się, ruszając za nią.
Usadowiłem się wygodnie na ziemi w taki sposób, aby nie przeszkadzać partnerce w czasie pracy. Krzątała się po kuchni z widoczną wprawą dobierając do mięsa różne zioła i przyprawy. Obserwowałem ją z uwagą, podziwiając całą jej osobę. Naprawdę byłem szczęściarzem w kwestii zdobycia Sairy, była po prostu niesamowita.
— Skończyłam — oznajmiła radośnie, odwracając się w moim kierunku.
— Już? — mruknąłem trochę zawiedziony. 
Miałem nadzieję, że mogłem ją poobserwować jeszcze dłużej. Lubiłem się jej przyglądać. W pewien sposób przynosiło mi to satysfakcję, a także uspokajało. 
— Co taki zawiedziony? — zapytała, marszcząc delikatnie brwi. — Nie ufasz moim umiejętnością kulinarnym?
Podniosłem się, po czym zbliżyłem się do niej, uśmiechając się flirciarsko. Przytuliłem ją do siebie, po czym złożyłem ja jej nosie całusa. 
— Nie o to chodzi głuptasie — zaśmiałem sie cicho. — Uważam, że będziesz wspaniałą kucharką, moja droga partnerko — obwieściłem bardzo oficjalnie.
Saira wyrwała się z moich objęć i z wyczuciem walnęła mnie łapą w bok. 
— Zapomniałeś dodać, że będzie najlepszą partnerką na świecie — mruknęła, spoglądając to w moje oczy, to w usta. — I, że posiada najwspanialszego partnera pod słońcem.
Uśmiechnąłem się po raz kolejny tego dnia. Zaczęliśmy się całować, dopóki nie przeszkodził nam niespodziewany gość, którym była ciotka Sairy. Oderwaliśmy się od siebie, czując zażenowanie. Sealiah spoglądała na nas z uznaniem i radością, co tylko potęgowało niezręczność przyłapania nas. 
— Nie macie się czym przejmować. — oświadczyła ze śmiechem. — Przyszłam Wam tylko pogratulować zawarcia partnerstwa i życzyć wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia.
— Chcesz powiedzieć, że słyszałaś całą naszą rozmowę? — spytała Saira, uciekając wzrokiem w bok.
— Na pewno jej część.
— W takim razie pewnie powiesz teraz o tym Well'owi? — zapytała z przejęciem Królowa Śniegu.
— Nie, ponieważ uważam, że powinniście zrobić to osobiście. Ja Wam mogę jedynie towarzyszyć, zwłaszcza, że i tak mam dla Ciebie mały prezent — odparła tajemniczo Sealiah. 
Spojrzeliśmy po sobie z Sairą. Zarówno mnie jak i ją zżerała ciekawość.

< Sealiah? Samsawell? Saira lub Thistle? >

Od Sam'a - C.D. Ivy "Wytrwały cel"


W dorosłe życie wkroczyłem ze swego rodzaju brzemieniem. Zaledwie na kilka tygodni przed osiągnięciem dorosłości, Senshi została porwana. Dla moich rodziców był to duży cios. Avalanche dowiadując się o zniknięciu córki, ruszyła w ślad za drapieżnikami, a Elias ruszył w pogoń za nią. Wrócili po kilku dniach, smutni i przybici. Jak się okazało trop się urwał i nie było sposobu na to, aby nawet się dowiedzieć co się stało z Senshi. 
Z wysoka miałem idealny widok na całe tereny należące do Fortis Corde. Odetchnąłem głęboko świeżym górskim powietrzem. Tęskniłem za Ivy. Brakowało mi jej obecności. Byłem zbyt rozdarty, a dodatkowo świeże rany, które pozostawiło po sobie zniknięcie siostry, jeszcze się nie zaskleiły.
Biłem się z myślami. Pamiętałem dokładnie pytanie, które zadała mi. Bałem się, że w tym czasie mogła opuścić Fortis Corde. Kontakt urwał się na kilka dobrych miesięcy. Ani ona, ani ja nie zabiegaliśmy o odnowienie go. Nadszedł czas, aby naprawić jeden z poważniejszych błędów. 
Ku mojej uldze zastałem ją w jaskini położonej nieopodal Słonecznego Jeziora. Zaskoczył ją mój widok, ale nie odezwała się do mnie słowem. Wyczekiwała tego co mam jej do powiedzienia, wpatrując się uważnie w moją osobę. Nie mogłem w to uwierzyć, ale prawie zapomniałem o tym, jak jej niesamowite niebieskie oczy na mnie działały. 
— Dawno się nie widzieliśmy — rzuciłem bardziej w przestrzeń niż do niej.
— To prawda. — Ostrożnie zgodziła się ze mną, a następnie zlustrowała mnie wzrokiem. — Zmężniałeś. 
Uśmiechnąłem się niepewnie.
— Kiedyś trzeba, prawda? — zażartowałem.
— Rzeczywiście, a na ciebie przyszedł już czas. — Uśmiechnęła się w odpowiedzi, na co mi ulżyło. 
Kierowany emocjami, a w większym stopniu jej pozytywną reakcją, rzuciłem się w jej kierunku, zamykając jej drobniejsze teraz ciało w niedźwiedzim uścisku. Ivy również mnie przytuliła.
— Brakowało mi ciebie — wyznałem szczerze.
— Mi ciebie też — odparła.
Kiedy od siebie odeszliśmy, zaczęliśmy bombardować się infromacjami. A może to raczej ja byłem pytającym, a Ivy odpowiadającą. W końcu "zniknąłem" i wycofałem się na kilka tygodni z życia Klanu. Zdecydowaliśmy wybrać się na spacer, żeby się trochę przewietrzyć, a także opanować targającymi nami emocje.
— Co byś zrobił, gdybym przeszła na stronę Cecidisti Stellae? — powtórzyłem bezgłośnie pytanie, które zdała mi kilka tygodni temu. 
Zamknąłem oczy. Wtedy zareagowałem złością, co zarówno zaskoczyło mnie, jak i Ivy. Wyszedłem z jaskini bez słowa, a ona została tam, nie wiedząc co powinna zrobić. Kiedy otworzyłem oczy, wspomnienie zniknęło, a na sobie wyczułem czujne spojrzenie przyjaciółki.
— O czym myślisz? — zapytała cicho, jakby nie chcąc mi przeszkadzać.
— Nad pytaniem, które mi wtedy zadałaś — odmruknąłem. Spojrzałem jej prosto w oczy. — I chcę, żebyś wiedziała, że oszalałbym, gdybyś opuściła Fortis Corde. Czułbym się... odrzucony, smutny, zraniony — zacząłem wymieniać, zdając sobie sprawę, że w oczach Ivy dopatrzyłem się czegoś dziwnego. Przestraszyłem się. — Ivy, błagam, powiedź mi prawdę, czy masz zamiar, nie... Czy w ogóle zastanawiałaś się nad opuszczeniem Fortis Corde? 

< Ivy? Wybacz, że tak długo nie odpisywałam. >

sobota, 3 marca 2018

Od Lynn - C.D. Aleksandra "Ciekawość świata i nie tylko"


— Możemy wpierw udać się do Orlego Lasu — zasugerował.
— Dobrze, niech będzie — zgodziłam się.
Ruszyłam za basiorem w drogę. Aleksander zdecydowanie nie obracał się w towarzystwie wilków, na pierwszy rzut oka widać było po nim, że był introwertykiem. Łatwo można było wywnioskować to po jego sposobie wyrażanie się, a także nastawienia. Od razu w oczy rzucała się lekka niechęć oraz zdystansowanie charakteryzujące osoby zamknięte w sobie. Niczego nie komentowałam ani nie zamierzałam zniechęcać się przez to do poznania jego osoby. Za bardzo mnie zaciekawił, żebym mogła mu odpuścić. 
Nie lubiłam niezręcznej ciszy, dlatego postanowiłam wdać się w krótką pogawędkę z basiorem. Chciałam go przekonać do siebie w jakiś sposób, więc dlatego starałam się ostrożnie prowadzić rozmowę i reagować na sygnały, które mi wysyłał. 
— Długo należysz do Fortis Corde? — zapytałam, spoglądając z ciekawością na jego reakcję.
Od Alf dowiedziałam się, że Aleksander należał do watahy na długo przed tym zanim została podzielona na Klany. Zastanawiałam się również o ile musiał być ode mnie starszy. Z pewnością nie był młodzieniaszkiem, ale nie wyglądał też na schorowanego. Ba, prezentował się nienagannie. Dysponował umięśnioną, wręcz atletyczną sylwetką godną pozazdroszczenia — musiał długo nad nią pracować. 
Weszliśmy w las. 
— To długa historia — powiedział z ociąganiem. — Musisz wiedzieć, że urodziłem się w watasze, kiedy jeszcze zajmowała tereny Ameryki, a konkretniej mówiąc Stanów Zjednoczonych. Wróciłem tu z... — zastanowił się, szukając właściwego słowa. — osobistych powodów. 
— Rozumiem — mruknęłam bez wyrazu. 
— A ty? Czemu tu dołączyłaś? — zapytał, spoglądając na mnie kątem oka. Szybko jednak odwrócił spojrzenie, gdy zorientował się, że to zauważyłam. 
— W sumie to po prostu chciałam zwiedzić skrawek świata. Nie chciałam siedzieć w jednym miejscu i szczerze powiedziawszy nie zamierzałam tu osiąść, ale Fortis Corde przekonało mnie do siebie — odparłam z przyjacielskim uśmiechem.
Wilk nie odpowiedział. Znowu zapadła cisza. Tym razem nie przeszkadzała najwyraźniej żadnemu z nas. Właściwie dzięki niej wreszcie mogłam usłyszeć śpiew ptaków dobiegający spomiędzy koron drzew, szum liści, którymi poruszał delikatny wietrzyk. Mogłam wsłuchać się w odgłosy lasu.

< Aleksander? >

piątek, 2 marca 2018

Od Sealiah - C.D. Clive'a "Śnieżka"


Jak każdego dnia, odkąd Clive stał się mistrzem Thistle, a przez to zaczął jeszcze częściej niż zwykle odwiedzać Sairę, po skończeniu swoich ostatnich wieczornych obowiązków, wymknęłam się z jaskini i podążyłam w dolinę, aby sprawdzić co się u nich dzieje, a następnie złożyć raport Samsawellowi. Wciąż pałałam niegasnącą nadzieją co do tego,że któraś z przyniesionych przeze mnie informacji na tyle go zaintryguje, że zdecyduje się odwiedzić swą córkę po raz drugi od przyjścia This na świat. Swoją drogą nigdy nie udało mi się do końca zrozumieć czemu tak bardzo stara się tego unikać. Czyżby wciąż obwiniał się, że to, iż nasza mała Królowa Śniegu ma pod opieką tą niewielką puchatą kuleczkę, to tylko jego wina? Jeśli tak, to doskonale to ukrywał, gdyż nawet ja, jako jego siostra i najprawdopodobniej najbliższa mu istota na świecie, mogłam się tylko tego domyślać. 
Tak dumając, sama nie zdając sobie z tego za dobrze sprawy, dotarłam w pobliże groty Sar. Aby być pewna, że na pewno nie uda jej się przyłapać mnie na szpiegostwie, postanowiłam skorzystać z jednej ze swoich mocy i, przemieniając się w rosomaka tundrowego, wtopić się jak najbardziej w otoczenie. W końcu po okolicy krążyło ich pełno, więc istniało niewielkie ryzyko, że ktoś domyśli się, że jest coś w nim niezwykłego. Następnie powoli podeszłam do otworu wejściowego i zaczęłam nasłuchiwać. Do moich uszu dotarł strzępek rozmowy, z którego wyraźnie wynikało, że...ma bratanica postanowiła zacząć nowe życie u boku Clive'a. 
W tym momencie postanowiłam jednak przybrać z powrotem swą prawdziwą postać i wejść do środka, aby jej tego pogratulować.
Niestety wybrałam sobie akurat moment, w którym zaczęli się całować, więc byłam zmuszona wstrzymać się chwilę z wyrazami uznania.
W końcu jednak oderwali się od siebie i zwrócili na mnie uwagę. Oboje czuli się wyraźnie zażenowani moją obecnością.
- Nie macie się czym przejmować. - oświadczyłam ze śmiechem. - Przyszłam Wam tylko pogratulować zawarcia partnerstwa i życzyć wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia.
- Chcesz powiedzieć, że słyszałaś całą naszą rozmowę? - spytała Saira, patrząc gdzieś w bok.
- Na pewno jej część.
- W takim razie pewnie powiesz teraz o tym Well'owi?
- Nie, ponieważ uważam, że powinniście zrobić to osobiście. Ja Wam mogę jedynie towarzyszyć, zwłaszcza, że i tak mam dla Ciebie mały prezent.

<Clive?>

Od Aleksandra - C.D. Lynn "Ciekawość świata i nie tylko"


Przez moją głowę natychmiast po tym pytaniu przemknęła myśl, że teraz mógłbym jej się spokojnie pozbyć, gdybym tylko odpowiedział, że, owszem, będzie mi to przeszkadzać. Tyle, że coś mówiło mi, że ona tak łatwo nie zrezygnuje z pomysłu poznania mnie bliżej i zaszyje się w jakimś pobliskim kącie, gdzie poczeka aż skończę jeść, a potem i tak znowu do mnie podejdzie. Mówiąc szczerze ta opcja jeszcze mniej mi odpowiadała niż perspektywa spędzenia z nią kilku godzin na zwiedzaniu terenów, bez tego całego bawienia się w kotka i myszkę. Co prawda mógłbym spróbować oddalić się niepostrzeżenie, wykorzystując jedną z moich mocy, ale wtedy musiałbym z kolei pozostawić swoją ofiarę na pastwę innych osobników,aby po oddaleniu się wystarczająco od niedawno poznanej wadery próbować upolować coś nowego. Z tym, iż byłbym zmuszony zużyć na to niepotrzebnie dodatkową energię. 
Po skalkulowaniu wszystkich za i przeciw, zdecydowałem, starając się za wszelką cenę ukryć przed nią swoją rezygnację:
- Raczej zbytnio nie powinno.
- W takim razie pozwól, że usiądę i poczekam aż skończysz.
Zamiast odpowiedzieć, wbiłem kły z powrotem w sarninę i zacząłem pałaszować.

***

Kiedy po około kwadransie wszystko znikło w moim żołądku, oblizałem się i przeniosłem całą swoją uwagę na moją towarzyszkę.
- Udało Ci się już zwiedzić wszystkie nasze tereny? - zagaiłem.
- Większość z nich na pewno, ale robiłam to w samotności, więc nie mogłam poznać wszystkich ich sekretów. - odparła lekko melancholijnie.
- I pewnie chciałabyś je jeszcze raz zrobić to w moim towarzystwie? - domyśliłem się. 
- Jeśli tylko nie miałbyś nic przeciwko. - to mówiąc, podniosła się. 
,,Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak wiele." - pomyślałem, ale na głos powiedziałem tylko:
- W takim razie ruszajmy.

<Lynn?>

Od Milo - Szczęście w nieszczęściu

Gdybym zdecydował się dołączyć do Viridi Agmen, nie poznałbym Ilii. Kiedy dowiedziałem się, że z kolei ona opuściła swój pierwotny Klan dla Arcuna i, że był to właśnie Leczniczy Klan, nie mogłem się nie zaśmiać i stwierdzić, że los lubił płatać dobre figle. Ona przytaknęła i zgodziła się ze mną.
Los lubił płatać również złe figle.
Wchodząc do jaskini Ilii, ta od razu rzuciła się w moje ramiona, łkając cicho. Wiedziałem, że sprawa dotyczyła Blue Dream. Nie wiedziałem co konkretnie stało się z małą wilczycą. Po prostu dowiedziałem się, że we wszystkich Klanach, oprócz Cecidisti Stellae, zaginęły wilki. Przerażało mnie to, bo sprawa była dziwna.
— Milo, dlaczego akurat ona? — załkała Ilia. — Dlaczego moja mała Blue Dream?
Nie powiedziałem nic, tylko głaskałem ją delikatnie po włosach. Później zacząłem szeptać kojące słowa do ucha. Podziałały, wkrótce wyczerpana Ilia usnęła w moich ramionach. Uważnie przyjrzałem się jej twarzy. Podpuchnięte oczy świadczyły o tym, ile łez musiała wylać. Potargane włosy, z których wyjąłem kilka gałązek czy liści, mówiły o tym, że starała się ją odszukać za wszelką cenę.
Przelknąłem gulę. 
Przywiązałem się do Blue Dream. Mnie również na swój sposób jej brakowało, ale jednak gdyby to Ilia zaginęła... Mogłem wyjść na egoistę, ale z dwojga złego cieszyłem się, że to młodsza wadera zniknęła. Wolałem do tego głośno się nie przyznawać. 
Po chwili zdecydowałem się, że ja też pójdę spać. Wtuliłem się w waderę, wdychając jej zapach i pozwalając, aby porwały mnie ramiona Morfeusza, pozwalając zapaść w głęboki sen. 

< Ilia? >

Od Clive'a - C.D. Sairy "Śnieżka"


Nie takiej reakcji spodziewałem się po Sairze, choć mimo wszystko widziałem, że i tak targały nią negatywne odczucia. Po jej ostatnich słowach poczułem względny spokój. Wszelkie obawy odeszły w zapomnienie, poczułem się jakby wyzwolony. Odczucie to było dla mnie nowe, nigdy wcześniej nie doświadczyłem czegoś takiego. Wypuściłem powietrze przez usta, a obłoczek pary powstałej przez kontakt ciepła i zimna, wzniósł się ponad nami.
— Dziwnie się czuję — wyznałem. — Co w ogóle mamy dalej robić? Nigdy nie byłem w związku.
Saira spojrzała na mnie uważnie. 
— Uwierz mi, że ja też. 
Parsknąłem śmiechem, co jak co, ale o tym byłem przekonany w stu procentach. Usiadłem na zimnym, mokrym śniegu, dając sobie chwilę odetchnąć i poukładać parę spraw w głowie. Trzask rozlegający się nieopodal mnie, dał mi do zrozumienia, że Saira również postanowiła skorzystać z okazji. 
Zastanawiałem się jak mogliśmy w niedalekiej przyszłości stworzyć związek. Na pewno opierało się to na metodach prób i błędów, których jako niedoświadczone wilki, z pewnością zrobilibyśmy wiele. Pocieszał mnie fakt, żę byłem pierwszym partnerem Sairy oraz czułem się z tego powodu na swój sposób wyróżniony. Jakby się nad tym zastanowić, to naprawdę fajnie brzmiało, móc powiedzieć, że jesteś czyimś pierwszym. Rozmarzyłem się.
— Zastanawiam się kiedy mój ojciec ponownie mnie odwiedzi — wyznała cicho Saira. — Chciałabym mu powiedzieć o nas. Ucieszyłby się, że to właśnie ty zostałeś moim partnerem. Lubił cię — dopowiedziała.
Przyciągnąłem ją do siebie, a ona oparła głowę o mój bark. 
— Spokojnie, wszystko się ułoży — mruknąłem. 
— Już układa — poprawiła mnie Saira.
I rzeczywiście, miała rację. Wszystko już zaczęło się dobrze układać.

< Saira? Samsawell? A może Thistle lub Sealiah? >

Od Sairy - C.D. Clive'a "Śnieżka"


Odsunęłam się od niego nieznacznie i na dłuższą chwilę zamknęłam mocno oczy, próbując we względnym spokoju przyjąć do wiadomości to, co przed chwilą usłyszałam. Mój umysł zaczęły nagle wypełniać obrazy Clive'a zabijającego inne, niczemu niewinne osobniki bez najmniejszego mrugnięcia okiem, serce w tym samym czasie twierdziło, że mimo wszystko mogę mu w pełni zaufać, bo nie skrzywdzi nikogo z moich bliskich, a część podświadomości podpowiadała, że to, że on sam jest Wilkiem Księżycowym nie musi w cale świadczyć, że akurat te jego cechy przeniosą są na nasze ewentualne wspólne potomstwo. W końcu ma rodzina do dziś nie wiedziała, dlaczego Mortimer jest jednym z nich... Tylko którego z nich miałam teraz posłuchać...?
Po kilkunastu minutach całkowitej ciszy, w czasie której analizowałam wszystkie za i przeciw życia z kimś takim przez resztę życia pod jednym dachem, zdecydowałam się wreszcie oświadczyć, starannie dobierając słowa:
- Nie uważam, aby to, że jesteś jednym z nich mogło...szczególnie wpłynąć na charakter naszego związku. Potrafisz przecież świetnie panować nad tą częścią swego jestestwa, a i ja powoli uczę się postępować z tego typu wilkami. W dodatku musisz pamiętać, że This ma część genów pochodzących od tego typu osobnika. Zresztą ja sama, jak i mój ojciec oraz ciotka, też jestem nosicielką pewnej jego cząstki. 
-Mogę wiedzieć do czego zmierzasz? - przerwał mi wyraźnie nie mogąc nadążyć dłużej za tokiem mego rozumowania. 
- Chcę tylko powiedzieć, ze to jakim jesteś basiorem nie zależy od Twojej przynależności do danego typu, ale od tego jakim stajesz się przez swoje czyny. 
- Czyli uważasz, że mimo wszystko mogłabyś wieść ze mną względnie normalne życie? - spytał lekko trzęsącym się z emocji głosem.
- Oczywiście, głuptasie - to mówiąc znów go pocałowałam. 

<Clive? Wybacz, ale nie potrafię za dobrze pisać miłosnych opowiadań.>