piątek, 2 czerwca 2017

Od Silent Fear'a - C.D. Withered Rose "Brak spokoju"


Od samego początku rejestrowałem uważnie sposób, w jaki Withered Rose się na mnie patrzyła i było to moim zdaniem bardzo zabawne, jednak jak wiadomo, nie wolno nikogo skreślać, a co ważniejsze - wyciągać pochopnych wniosków. Może tak naprawdę patrzy na Althenę? Tego nie byłem w stanie stwierdzić, dlatego nie podejmowałem żadnych kroków i udawałem, że jej spojrzenia po prostu są przeze mnie ignorowane i widzę ją tak samo, jak Then. Kiedy With wyrżnęła, miałem problem, by się nie śmiać. Lubiłem, kiedy ktoś się tak wywalał i zdobywał obrażenia. Na mojej twarzy nie było widać żadnego współczucia czy przejęcia, po prostu uśmiech. To w końcu tylko trochę krwi, będzie żyć. 
 - No nie mów, że będziemy tu tak teraz siedzieć - Mruknąłem po chwili. 
 - Traktuj sprawę poważnie, Silent - Odpowiedziała mi Althena, na co parsknąłem śmiechem.
 - Przecież nic jej się nie stało! - Rzekłem z nutką poirytowania.
 - Dla ciebie to może nic - Odparła. - Nie warto jednak oceniać rany tylko po wyglądzie. Idź i poszukaj proszę jakichś ziół i innych roślin, którymi będzie można to obandażować.
 - Gdzie ja ci tu znajdę zioła?! - Krzyknąłem.
 - Nie wiem, przebiegnij się do Viridi Agmen, czy coś - Rzuciła Althena. - Masz coś znaleźć.
 - Eh... kobieca solidarność - Stwierdziłem. - Wy będziecie sobie tu siedzieć i plotkować, bla bla, a faceta wysyłacie żeby uganiał się za jakimiś ziółkami!
 - Jak chcesz to ja mogę pójść - Warknęła Althena, przewracając oczami. No przykro mi, czułem się bardzo źle traktowany i wykorzystywany przez te dwie i nie miałem zamiaru im ulegać.
 - Ok, ja popilnuję naszej niezdary - Rzekłem, a Althena odbiegła w poszukiwaniu ziółek leczniczych i bandaża. 
 - Uważaj kogo nazywasz niezdarą - Warknęła Withered Rose, kiedy zostaliśmy sami. Właśnie ze względu na to, usiadłem dalej, niż zamierzałem na początku, bo jeszcze bym oberwał. Zostanie we dwójkę było świetną okazją, by dowiedzieć się w końcu, czy te spojrzenia są kierowane na Althenę, czy na mnie, bo teraz Then tutaj nie było.
 - Potrzebujesz czegoś? Woda, soczek...? - Zapytałem.
 - Nadal siedzisz za blisko - Odpowiedziała wrednie.
 - Na rozkaz - Rzuciłem i odsunąłem się jeszcze kilka centymetrów. - To może pogadajmy o czymś, cokolwiek? Trochę głupio tak siedzieć w ciszy i tylko warczeć na siebie.
 - Althena pasuje do Fallen'a - Zaczęła nagle Withered Rose. Nie, błagam, tylko nie temat miłości, to już zbyt wiele, jak na jedną noc.
 - Ja zauważyłem to pierwszy - Odpowiedziałem z uśmiechem. - Na pewno się niedługo zejdą.
 - A ja do kogo pasuję? - Pytanie to obiło mi się echem po całej głowie. Robiła wszystko, aby zejść na ten temat. Bynajmniej nie czułem się z tym źle, bo choć nie lubię takich sytuacji, nie miałem zamiaru jej skreślać. Jednak mimo wszystko, uważałem, że znamy się za krótko, by cokolwiek z tego wynikło.
 - W sumie, ty i Althena całkiem nieźle się dogadujecie - Zaśmiałem się, a po chwili oberwałem ze zdrowej łapy wilczycy. - Hej, ogarnij się, to tylko żart.
 - Twoje żarty są irytujące - Mruknęła z wrednym uśmiechem. 
 - Ale tobie się to podoba - Odpowiedziałem, patrząc jej prosto w oczy. Nie zdawałem sobie sprawy ze swojej kwestii. Kiedy ogarnąłem, że nie było to najlepsze posunięcie, bo wilczyca zrobiła się ciut czerwona, spuściłem wzrok i zakaszlałem sztucznie. - To ten... może opowiesz mi coś o sobie?
Miałem nadzieję, że dzięki temu tematowi rozmowa powróci na dawny tor. Byłem też ciekaw, co działo się z Altheną i gdzie są te cholerne ziółka, bo zaczynało się już robić dziwnie.

< With? Althena? >

Od Clive'a - Śnieżka

Od niecałego roku należałem do Klanu Luminosum Iter i musiałem przyznać, że tutaj wreszcie, póki co, odnalazłem spokój. Najwięcej czasu spędzałem z Samsawell'em, a także rosnącą jak na drożdżach Sairą, która zdawała się mnie polubić. Poświęcałem jeszcze swój wolny czas na doglądanie Estranged, lecz od tamtego dnia nie spotkałem Fallen'a ani razu, jednak wciąż miałem wrażenie, że jestem przez kogoś obserwowany. 
— Uważaj! — zawołała młoda wilczyca, wyrywając mnie tym samym z zamyślenia. Automatycznie obróciłem głową w jej stronę, podnosząc się gwałtownie z siadu, a śnieżka trafiła mnie idealnie między oczy.
Potrząsnąłem łbem, zrzucając z siebie rozwalony po całym pysku śnieg i spojrzałem na Sairę, która uśmiechała się wyzywająco. Uśmiechnąłem się, dając jej do zrozumienia, że przyjmuje wyzwanie.
Ruszyła przed siebie biegiem, z wprawą przeskakując przez śnieżne zaspy i śmiejąc się radośnie. Skubana była szybka i całkiem wysportowana jak na swój wiek. Oczywiście ja, starałem się wznowić treningi, ale szło mi to niezbyt dobrze przez lewą łapę. 
Udało mi się po chwili dogonić waderę, ale ta zahamowała gwałtownie i płynnie skręciła. Ja niestety takiego szczęścia nie miałem. Ku mojemu nieszczęściu przyrżnąłem porządnie w drzewo tak mocno, że śnieg, który osiadł na gałęziach, spadł na mnie, a przed oczami pojawiły mi się gwiazdki.
— Clive! Jesteś cały? — zapytała z przejęciem, kiedy to wydostałem się spod sterty białego puchu. Zamrugałem kilka razy, starając się tym samym, aby mój wzrok wrócił do normy i świat przestał wirować.
— Chyba tak.

< Saira? >

E l i a s

''To, co zostawisz za sobą, znajdziesz przed sobą.''
podstawowe informacje
Imię: Elias
Pseudonim: Lias
Klan: Fortis Corde
Przydomek: ReverseMist
Płeć: Samiec
Wiek: 108 księżyców
Ranga: ★
Stanowisko: Przywódca; Wojownik
Typ: Wilk Słoneczny
Rasa: Wilk Zmysłów
GłosX [I Prevail]

***

opis wilka
CharakterLiasa cechuje niebywała cierpliwość, potrafi długo czekać, aby zdobyć to, co sobie upatrzył. Bardzo opanowany, w związku z czym trudno go zdenerwować, gdyż w każdej sytuacji, nawet bardzo trudnej, zachowuje zimną krew i nie podejmuje decyzji pod wpływem emocji. Siła spokoju i ogromna charyzma to dwie cechy determinujące charakter i usposobienie Eliasa. Zorganizowany i uporządkowany, zazwyczaj doskonale radzi sobie z zarządzaniem swoim życiem. Już od najmłodszych lat był uważany za szczeniaka nieprzeciętnie cichego, a zarazem inteligentnego, który odzywał się tylko wtedy, gdy miał coś do powiedzenia. Nawyk ten zmienił się z biegiem lat. Wywiera duży wpływ na innych, jednostki są w stanie uznać jego poglądy za swoje, będą chciały wzorować się na jego zachowaniu i sposobie myślenia. Posiadacz zdolności przywódczych, a ponadto potrafi zjednywać sobie wilki do takiego stopnia, że większość z nich jest skłonna obdarzyć go bezgranicznym zaufaniem i wręcz ślepo za nim podążać. Nie wykorzystuje tego, a stara się dzięki temu zapewnić wilkom lepszą przyszłość. Elias to także uczuciowa istota, wrażliwa na krzywdę innych. Bez problemu przychodzi mu wczucie w sytuację innych, jednocześnie dobry z niego słuchacz, potrafiący dać dobrą radę. Wilk towarzyski, troskliwy i opiekuńczy, potrafiący bardzo dobrze zadbać o swoja rodzinę i zapewnić im to, co najlepsze. Wbrew pozorom nie jest sztywniakiem, posiadacz poczucia humoru, choć nie zawsze rzucający dobrymi żartami. Pewny siebie, bywa arogancki i radzi sobie dobrze z obejściu z waderami. To doświadczony wilk, znający swoje zarówno słabe, jak i mocne strony. Nie można nazwać go wilkiem bez skazy, wiele razy zabił wilki i nie zawaha się zrobić to ponownie, gdy zajdzie taka potrzeba. Bezwzględny, zdaje sobie sprawę z okrutności świata. Szczery do bólu, czasem wręcz chamski. Nie wybacza błędów i często skreśla wilki, które popełniły ciężki grzech. Surowy wobec siebie, często wymaga od swojej osoby więcej niż byłby w stanie zrobić. Nie lubi być sam, często daje innym oparcie, jednak i on go potrzebuje. Niezwykle ufny, zdrowy rozsądek go jednak przed tym powstrzymuje. Bardzo lojalny wilk, nigdy nie zdradziłby przyjaciół, a tym bardziej ukochanej.
Sprawność: Doskonały, wysportowany wojownik, stawiający bardziej na siłę niż zwinność. Może pochwalić się dużą wytrzymałością, a także szybkością. Ostre pazury i kły sprawdzają się lepiej niż sztylety czy miecze, których często rezygnuje w walce. Nie jest osobnikiem walczącym na długi dystans, zdecydowanie lepiej radzi sobie z walką w zwarciu. Doskonale się skrada, ciężko go wykryć. Źle mu idzie z pływaniem, a jeszcze gorzej z lataniem. Słaby wzrok, nadrabia wyostrzonym węchem i słuchem. Dysponuje świetną orientacją w terenie. Jednym słowem - maszyna do zabijania. 
Aparycja: Wysportowany, potężnej budowy wilk o jasnobrązowym umaszczeniu z prześwitami bieli. Wyróżnia się bursztynowymi oczami przepełnionymi doświadczeniem. Wysoki i postawny, co budzi lęk, a także respekt w innych wilkach. Futro raczej sztywne, w okolicach podbrzusza oraz klatki piersiowej niezwykle miękkie.
Znaki szczególne: Uwagę zwracają oczy.
Lubi: Umiarkowaną temperaturę, towarzystwo innych wilków, poranki, treningi, podziwiać piękno natury i ukochaną osobę.
Nie lubi: Pływać, zimna, nadmiernej samotności, zdrady i fałszywości.
Inne: Jego temperatura ciała jest stała i ciągle ciepła. O poranku codzienne trenuje, aby nie stracić formy. Uwielbia rzeźbić w drewnie.
Pochodzenie: Europa, Polska
Historia: Pierwotnie jego rodzina mieszkała na terenach Ameryki, później jednak emigrowali i w tym samym dniu, w którym przybyli na tereny Polski, narodził się Elias z młodszą siostrą, Ave. Wilk wychował się w ciepłej, bardzo kochającej się rodzinie. Nie mógłby powiedzieć, że za czasów najmłodszych lat czegoś mu zabrakło, bowiem miał wszystko, a nawet i więcej. Nadszedł jednak czas, gdy los się odwrócił. Lias jako dwuletni, młody i niedoświadczony wilk zaznał czym jest okrucieństwo. Wroga wataha zaatakowała ich znienacka pod osłoną nocy, wtedy, gdy spali. Siostrę wraz z ojcem zagryźli na miejscu, a jego uratowała matka, która nakazała jemu ruszyć się ukrytym tunelem, po czym pożegnawszy się z nim, za pomocą mocy zawaliła owe tajemnicze przejście. Elias dołączył w późniejszym okresie do nowej watahy, gdzie tam sam nauczył się walczyć i przeżył wojnę, pozbawiając życia wielu istot. Dobrowolnie odszedł z tamtej watahy, po czym przyłączył się tutaj, do Klanu Fortis Corde.

***

zdolności magiczne
Żywioł: Ogień, Światło
Żywioł dodatkowy: -
Moce główne: Kontrolowanie ognia, wytwarzanie płomieni za pomocą oddechu, podgrzewanie różnych rzeczy, umiejętność panowania nad świetlistą kulą, oślepienie, pobieranie energii z różnych źródeł światła, np. słońca.
Moce specjalne:
  • Telepatia - komunikowanie się z innymi za pomocą myśli.
  • Gruboskórność - potrafi wytworzyć grubą warstwę tkanki podobnej do skóry, pokrywającej całe jego ciała i będącej tarczą.
  • Zmiana perspektywy - dysponuje umiejętnością widzenia wszystkiego oczami innego wilka.
Moc dodatkowa: -

***

relacje z innymi
PartnerAvalanche
Rodzice: Joachim x Diora (nie żyją)
Rodzina: Savior i Fallen - szwagrowie; Althena, Echo i Estranged - szwagierki; Anais - wnuczka; Shattered - siostrzeniec
Potomstwo: Kanashimi, Hidden, Sam, Senshi, Brooke (nie żyje)
Najlepszy przyjaciel: Aktualnie nie ma, szuka.
Przyjaciele: Avalanche
Wrogowie:  Aktualnie nie ma, może ktoś się znajdzie.
Mistrz: Uczył się sam.
Uczeń: | Dawny: Brak | Obecny: Brak |
Podopieczny: Avalanche

***

statystyki
Miejsce zamieszkania: Wodospad Życia - jest to jedyna jaskinia w tamtej okolicy, znajduje się za wodospadem. Jest duża, przestronna, a jej wnętrze wypełnione jest kryształami w rozmaitych kolorach. Aktualnie mieszka z Avalanche i Kanashimim.
Data dołączenia: 2 czerwiec 2017
Urodziny: 23 dzień wiosny
Kamienie Mocy: 1.200.000
LVL: 12 [do lvl up zostało: 300]
EXP: | Ogólnie: 1600 | Wykorzystano: 1450 | Zostało: 150 |
Umiejętności: | Walka: 820 | Polowanie: 240 | Magia: 175 | Umysł: 215 |
Ekwipunek: Dziennik Wojownika I
Osiągnięcia: Quest #1, #2
Stan: Bardzo dobry [100 HP]
Choroby/uczulenia: Aktualnie brak.
Zbroja: Brak
Broń: Brak
Towarzysz: Brak
Kontakt: | Howrse: Norah | email: norahvolf@gmail.com |

Od Avalanche - C.D. Ivy "Żywa dla siebie, martwa dla innych, część 4"


Cieszyłam się widząc nową twarz w naszym Klanie, szczególnie, że ostatnio ponieśliśmy stratę aż dwóch wspaniałych i wyszkolonych wilków. Widać było, że Ivy spokojnie dorównuje im poziomem, jednak nie kierowałam się tylko jej sprawnością, kiedy przyjmowałam ją do Klanu. Bardzo spodobała mi się z charakteru, a jej historia bardzo mnie urzekła. Starałam się nie ukazywać emocji, które wywarła na mnie wadera, jednak było to dosyć problematyczne, choć chyba się udało, bo nic nie zauważyła. Kiedy byłyśmy nad Rzeką, poprosiła o opisanie w skrócie historii naszej Watahy i całego Klanu, co z chęcią uczyniłam.
 - To zaczęło się lata temu, daleko stąd, bo na drugim końcu Ziemi, w Stanach Zjednoczonych. Pierwszym naszym założycielem, a raczej założycielem prototypu był Greyback, wilk od dawna nieżyjący. Wtedy Wataha była stosunkowo mała i nie nosiła żadnej nazwy. Po śmierci praktycznie wszystkich wilków, jego syn, Gustaw, założył nieco dalej Watahę Krwawego Wzgórza, którą prowadził razem z Ginewrą. Niestety, choć ich rządy panowały długo, kiedyś musiały się skończyć, a władzę nad Watahą przejął Flash wraz z córką moich pradziadków, Star. Zanim Flash dołączył do Watahy, stado przeniosło się na jakieś inne tereny, niewiele mi o tym wiadomo. Potem wrócili do USA, ale tego też za bardzo nie rozumiem... Tak, czy inaczej, ostatecznie władzę przejął Glory, czyli mój ojciec. Wszystko układało się pomyślnie, wilk znalazł partnerkę i dorobili się czwórki szczeniąt, które zostały uznane za wybrańców. Każdy chciał posiąść wyspę Sola Animarum i przywileje związane z jej posiadaniem i to sprawiło, że się poróżniliśmy i zostaliśmy rozbici na Klany.
 - Bardzo dużo wiesz - Odpowiedziała Ivy. - Myślałam, że niewiele wiadomo o losach waszej Watahy.
 - Tylko Królewskie Klany posiadają taką wiedzę. Tymi Klanami są Fortis Corde i Viridi Agmen, natomiast Luminosum Iter i Cecidisti Stellae wiedzą o wiele mniej. Ostatni Klan chyba najmniej. 
 - Dlaczego tak się stało?
 - Fallen odciął się od rodziny, więc nie poznał historii Watahy Krwawego Wzgórza i chyba nie chce nawet jej poznawać. Natomiast Luminosum Iter po prostu jako Klan nie będący Królewskim zostało niedoinformowane. Historię Watahy poznawaliśmy w wieku dwudziestu trzech księżyców, tuż przed osiągnięciem wieku dojrzałego. Każdy poznawał ją osobno, w oddzielnym pomieszczeniu i różnym czasie. Dlatego niektórzy wiedzą więcej, a inni mniej.
 - Dlaczego twój Klan jest jednym z Królewskich? Na czym to polega?
 - Dostaliśmy w "spadku" po starym systemie Bety. Mój Klan zyskał Makkę i Patton'a, zaś Viridi Agmen Alexis i Jason'a. Patrzyli oni na nasze umiejętności i następnie wybierali jeden z trzech Klanów, do którego mogą dołączyć i który ochrzczą Królewskim. Klan Fallena'a nie był brany pod uwagę. Po prostu uznali, że ja i Savior mamy największy talent i będziemy umieli dobrze rozbudować Klan i zdobyć Sola Animarum.
 - Rozumiem.
 - Mimo, że jesteśmy rozbici na Klany, staramy się utrzymywać pokojowe stosunki i uzupełniać się wzajemnie. No, oprócz Klanu Fallen'a, który próbuje zburzyć naszą relację i dobre kontakty. Mój Klan odpowiada za walkę, natomiast dwa pozostałe za dostarczanie pożywienia i lecznictwo, a także umiejętności magiczne i ogólnie magię. Wszystkie te Klany sobie pomagają.
 - Dobrze, teraz już wiem kogo mam uważać za wroga - Odparła Ivy.
 - To chyba wszystko odnośnie historii naszych Klanów i systemów, które w nich panują. Masz jeszcze jakieś pytania? 

< Ivy? >

czwartek, 1 czerwca 2017

Od Withered Rose - C.D. Silent Fear'a "Brak spokoju"


Nie spodziewałam się, że znajdę tutaj Althenę i Silent Fear'a, a przynajmniej nie o tej porze. Chociaż nie wiedziałam, dlaczego. Razem z Silent'em zajęliśmy się jedzeniem tułowia jelenia, a Althena nadal jadła głowę zwierzęcia. Nie byłam w Watasze przed rozbiciem na Klany, ale chyba to wniosło lepsze zmiany - nigdy nie lubiłam tłoków, co bardzo mi odpowiadało w tych całych Klanach. Na razie byliśmy małą grupką wilków, trzymającą się w swoim gronie. I mimo tego, że nie lubiłam tłoku, liczyłam na to, że staniemy się w końcu największym klanem. Głos basiora wyrwał mnie z zamyśleń.
- O czym myślisz? 
- O niczym ważnym - przerwałam jedzenie i spojrzałam w niebo.
- Jak sobie chcesz - wilk nachylił łeb i znów zaczął wgryzać się w mięso.
Wstałam i wleciałam na gałąź najbliższego drzewa. Położyłam się na niej i znów wpatrywałam się w niebo. Jak w tak krótki czas te zielone ślepia prześladowały mnie co dnia? Jakim cudem, każdej nocy zajmowały mój umysł, nie dając możliwości snu? Dlaczego? Przecież i tak nie miałam żadnych szans. Żadnych. Po chwili, niespodziewanie, po moich bokach pojawiła się Althena oraz Silent. 
- Chyba nie sądziłaś, że uciekniesz? - zagadnęła z błyskiem w oku Althena, siadając.
- Nawet o tym nie myślałam - uśmiechnęłam się, również siadając, co zaraz powtórzył też basior.
- To jeszcze lepiej. To w takim razie o czym myślałaś? - uśmiechnęła się lekko złośliwie.
- O wszystkim i o niczym. Dosłownie - ucięłam krótko patrząc w dal. Westchnęłam. - Może się przejdziemy?
- Dopiero co tu wlazłam... Ale dobra. No to idziemy - wadera, nie czekając na zdanie samca, zeszła po drzewie. 
Zleciałam z drzewa, a za chwilę dołączył do nas basior. Postanowiliśmy iść przed siebie. A ja nadal miałam przed sobą te zielone oczy. Wpatrywały się we mnie... Nadal zajmowały cały mój umysł, nie dawały myśleć o niczym innym. With, weź się w garść.
Idąc, dotarliśmy na pustkowie. Znajdowało się tu wiele kamieni, a ja oczywiście musiałam się o jakiś potknąć. Zaklęłam w myślach i usiadłam oglądając łapę. Była cała roztrzaskana, krwawiła niewyobrażalnie. Kawałek skóry wraz z zabarwionym na szkarłatny kolor futrem dyndał przy łapie, cały czas się chwiejąc.
- Ups. Nie wygląda dobrze - stwierdziła Althena siadając obok mnie.
- Powiedziałbym, że wygląda apetycznie - skwitował Silent Fear. Gdyby mój wzrok mógł zabijać, samiec już dawno leżałby martwy.

< Silent? >

Od Ivy - Żywa dla siebie, martwa dla innych, część 4


- A więc tak wygląda twoja historia... - Szara wadera dość przenikliwie spoglądała w moją stronę. Prawdopodobnie dlatego, że ciągle znajdowałam się wyżej od niej. Planowałam jednak usunąć igły z mojego grzbietu równo z zakończeniem historii. 
- Tak, od tamtego czasu podróżuję... byłam na terenach kilku stad, jednak żadne nie przyjęło mnie z jakąkolwiek gościnnością. Zazwyczaj kończyło się na warczeniu, a ja się oddalałam - Kontynuowałam, zbliżając się do końca wywodu. 
- Zazwyczaj? - Samica wychwyciła jedno jedyne słowo, mogące świadczyć o tym, że nie zawsze było kolorowo. 
- Tak, zazwyczaj. Czasami jednak szybkie usunięcie się z danych terenów nie pomagało. Wtedy trzeba było pozbyć się uciążliwego ogona. Zazwyczaj robiłam to w nocy, dzięki mocy, którą teraz widzisz, zakradałam się niepostrzeżenie - Chciałam kontynuować, jednak samica weszła mi w słowo. 
- Nie interesują mnie szczegóły, tylko konkrety... 
- Konkrety, proszę bardzo. Moje imię brzmi Ivy, Noszę również przydomek Poison Arrow, wiek to trzydzieści sześć księżyców. Pochodzę z Japonii i poszukuję watahy. Specjalizuję się w skracaniu żywota niektórych osobników - Każde słowo wypowiedziałam lekko podniesionym tonem, trzymając kontakt wzrokowy (na miarę moich możliwości). Wywołało to nieduży uśmieszek na pysku samicy. 
- Jesteś na swój sposób zabawna, jednak widzę w tobie potencjał - Jej wypowiedź trochę podniosła mnie na duchu. - Więc, jakie masz żywioły? 
- Woda i Mrok - Odpowiedziałam. 
- Moce? 
- Do zwykłych należą otoczenie skóry wodną powłoką, wykorzystanie rosy jako sieci informacyjnej, plucie strumieniem wody pod ogromnym ciśnieniem, zamiana w smołę, zatrute kły oraz igły, które miałaś już okazję widzieć.
- Rozumiem, a moce specjalne? - Kolejne pytanie zostało zadane z niewyobrażalną pewnością siebie. 
- Klonowanie, Głos Tysiąca Gardeł oraz Bomby Dymne. Interesują cię opisy każdej z nich? 
- Nie ma potrzeby, mniej więcej domyślam się, co one robią. Tak więc, Ivy. Ja jestem Avalanche i z radością informuję cię, że znalazłaś dom na terenach Klanu Fortis Corde.
Ucieszyłam się, jednak coś w jej wypowiedzi mi nie pasowało. Dlaczego nie jest to pełnoprawna wataha...?
- Przepraszam, Klanu? - Zapytałam, lustrując Alfę wzrokiem. 
- No tak, powinnam ci to wytłumaczyć od razu. Opowiem ci podczas krótkiej wycieczki po terenach. 
- Nie ma takiej potrzeby, tereny mogę zapoznać sama...
- Ale przydałoby się znać historię, prawda? 
Nie mogłam się nie zgodzić, ruszyłyśmy spod wodospadu, za którym to swoją siedzibę miała właśnie Avalanche.
- Wracając, Ivy... mam do ciebie jeszcze jedno pytanie. 
- Słucham - Wydusiłam z niepokojem. 
- Jakie stanowisko chciałabyś piastować? 
- Myślę, że pozycja Mordercy byłaby dla mnie idealna - Odpowiedziałam, uśmiechając się. 
Podróżowałyśmy przez tereny Klanu w pełnej ciszy. Ja zachwycałam się widokiem, natomiast Avalanche prawdopodobnie układała sobie w głowie cały plan wypowiedzi. Nie ukrywam, nurtował mnie fakt, że całe stado podzieliło się na klany, jednak przyczynę tego poznałam dopiero nad rzeką. 
- Tak więc, Ivy, czas abym ukazała ci naszą historię - Rzekła Avalanche siadając obok mnie. 

<Avalanche, możesz dokończyć?>

Od Clive'a - C.D. Estranged "Lodowa kraina"


Przytuliłem niepewnie Estranged. Chyba każdy, kto miałby serce, postąpiłby tak, jak ja? 
Różowa wilczyca nie wyrywała się, a za to wtuliła się w moje ramię, szlochając przez co, przez jej ciało przechodziły spazmatyczne drgawki. Objąłem ją mocniej, pozwalając wypłakać jej smutki. Bała się swojego brata, a to, jak patrzyła na nią towarzysząca mu wadera, utwierdziło mnie w przekonaniu, że Estranged potrzebowała kogoś, kto mógłby ją ochronić. 
Przecież jesteś taki sam jak oni - odezwał się złośliwy głosik w mojej głowie. 
Tym razem to ja wtuliłem się w pochlipywającą coraz ciszej młodą wilczycę. Położyłem łeb na jej ramieniu, zamykając oczy i starając się znaleźć ukojenie w jej zapachu oraz przyjemnym cieple. Pachniała jak, no właśnie - jak? Tego nie umiałem stwierdzić. Nie czułem nigdy czegoś takiego, ale owa kombinacja bardzo mi się podobała.
— Clive — szepnęła niepewnie, jakby chciała się upewnić, czy nadal tu jestem, choć trzymałem ją w ramionach. Może tak jak ja, nie dowierzała temu, co się działo? 
W odpowiedzi mruknąłem cicho.
— Myślisz, że ja i Echo damy sobie radę?
Pomyślałem chwilę, choć nie musiałem nawet tego robić.
— Oczywiście — odparłem pewnie. 
Przez chwilę w mojej głowie zaświtała myśl, że może moje życie się ułoży. Nawet pod wpływem emocji miałem ochotę ucałować Estranged, ale powstrzymałem się. Może dostałem nową szansę, ale powinienem z niej dobrze skorzystać. Póki co, obiecałem sobie, że ochronię Estranged przed Fallen'em. Tylko, że może nie tylko ona potrzebowała ochrony? W tamtym momencie, gdy spojrzała na mnie skrzydlata wilczyca, myślałem przez chwilę, że moja natura weźmie górę i wyczuła to. Wyczuła, że jestem Księżycowym Wilkiem. Bałem się, że w niedługim czasie bardzo dobrze wykorzystają ten fakt. 
— Clive, może to zabrzmi głupio, ale przez chwilę wyglądałeś przerażająco — Zamarłem, a wilczyca otarła łapą ślady po łzach. — Pewnie mi się przewidziało — Estranged głośno pociągnęła nosem, po czym krótko się zaśmiała. 
Nie przewidziało ci się, ty taki jesteś - po raz kolejny ktoś się odezwał, ale tym razem słyszałem go tak dobrze, zupełnie jakby stał obok mnie. 
Obejrzałem się wokoło siebie. Wystraszyłem się, gdy napotkałam jedynie różowe oczy i przyjazny uśmiech. Zamrugałem kilka razy zdezorientowany, po czym potrząsnąłem łbem. Pewnie mi się coś przesłyszało. Z taką myślą odprowadziłem Estranged pod jaskinię. Czułem, że ktoś cały czas nas obserwuje, a w szczególności mnie.
— Wszystko w porządku, Clive? — zapytała wilczyca, gdy zatrzymaliśmy się pod jej jaskinią.
— Tak — odparłem, po czym pożegnaliśmy się.
Wadera zniknęła w mroku jaskini. Odwróciłem się z zamiarem powrotu do lasu i znalezienia tam jakiejś jaskini, kiedy nagle w głowie usłyszałem czyjś głośny i niecny śmiech. a potem zerwał się silny wiatr.

Od Fallen'a - C.D. Altheny "Chantaje"


Byłem bardzo szczęśliwy, że nam się ułożyło i możemy być razem. Kiedy odnalazłem odpowiedzi na niektóre pytania, zrodziły się następne. Czy nasz związek będzie utajniony, czy ujawnimy go? Czy nasze trudne charaktery nie będą przeszkodą? Patrząc na leżącą obok mnie Then, miałem wrażenie, że nie muszę się czymkolwiek martwić. Jednak pozostawała wciąż jedna kwestia. Kwestia mojej nieporadności i nieumiejętności obchodzenia się z waderami. Powiedzmy szczerze, że zamieniłem z wilczycami tylko kilka słów przez całe swoje życie, nie zaznałem nigdy takich emocji, jak przy Then, o ile w ogóle jakichś zaznawałem... Dlatego było to dla mnie trudne. 
Wadera leżała obok i płonęła "rumieńcem", jak kazała mi to traktować. Niezbyt orientowałem się, co mam robić w takiej sytuacji. Przytulić, pocałować, ochłodzić? Nic nie przychodziło mi do głowy. Nic. Pustka. Wadera patrzyła na mnie i wyczekiwała jakiejś reakcji, a ja jakby się zawiesiłem, odpłynąłem na chwilę do krainy mojego własnego umysłu i myśli. To było najgorsze, co mogłem zrobić w tej sytuacji. Myśleć. Tutaj trzeba było wyłączyć umysł i robić to, co każe serce. Jednak co jeśli ktoś tego serca nie ma, a przynajmniej nigdy nie miał? Dramat.
 - Um... Ok - Spuściłem wzrok, wciąż nie wiedząc co robić. Then raczej mi z tym nie pomoże. Taka odpowiedź chyba lekko ją zawiodła, jednak było to spowodowane tym, że nie znałem jej oczekiwań i nie wiedziałem jaka reakcja na takie słowa była według niej odpowiednia. - Piękna pogoda, prawda? - Zaśmiałem się. Tak. Uznałem, że wplecenie żartu że niby jestem idiotą to dobry pomysł. Robienie z siebie idioty zawsze działa.
 - Fallen, proszę cię - Odpowiedziała z uśmiechem. Czyli wypaliło. Może chociaż trochę rozluźniłem według mnie i tak niezbyt napiętą atmosferę. Zazwyczaj czułem się przy niej w miarę luźno i swobodnie, jednak kiedy "zawarliśmy związek", poczułem przypływ szoku i dziwnych emocji, które jeszcze chyba nie opadły. To chyba dlatego.
 - Myślałaś, że tak się to skończy? - Spytałem, przerywając długą chwilę ciszy między nami, którą obje zajęliśmy chyba myślami. - Kiedy zaczynałaś mnie celowo denerwować, myślałaś, że skończy się to leżeniem wspólnie w mojej jaskini? 
 - Chciałam tego... ale wiele razy wątpiłam - Powiedziała. - A czemu pytasz?
 - Tak jakoś - Mruknąłem. - Ja tak nie miałem. Od początku spisywałem cię na straty. Byłem pewien, że zrobisz to, co wszyscy. Że opuścisz mnie po jakimś czasie. Ale teraz wiem, że to nieprawda.
 - Dlaczego myślałeś, że cię opuszczę? - Zadała kolejne pytanie, na które nie chciałem się za bardzo rozgadywać, bo nie lubiłem mówić o swojej krótkiej, jednak dość zawiłej przeszłości.
 - Bo wszyscy mnie opuszczali... Nieważne jaki dla nich byłem - Mruknąłem. Then spuściła wzrok i zaczęła się nad czymś zastanawiać, nieco przy tym smutniejąc. Nie podobało mi się to. Wiedziałem, że to z mojej winy, w końcu ja zacząłem nieprzyjemne tematy. Ponownie nie wiedziałem co robić, więc po prostu przytuliłem waderę mocno do siebie.
 - Teraz masz Klan, mnie - Odezwała się. - Nie musisz się już tym przejmować.
 - Wiem - Odparłem. Poczułem nagle przyjemne ciepło. Wydawało mi się, że chyba też się "rumienię". Nie znałem ani tego słowa, ani uczucia, jakie temu towarzyszy. Było to dla mnie zupełnie nowe. Jakiś bodziec kazał mi zadać pytanie, którego normalnie chyba nie byłbym w stanie zadać. - Then?
 - Tak Fallen? - Zapytała, podnosząc na mnie swoje oczy.
 - Może zostałabyś u mnie... na noc?

< Althena? >

Aktywność - maj 2017

Najaktywniejszym wilkiem maja zostaje Althena!
Napisała 23 opowiadania.
Otrzymuje ona 100.000 KM.
Kontakt: | Howrse: Nefera 22 | deviantart: WikiEndless |

Od Estranged - C.D. Clive'a "Lodowa kraina"


Bardzo się bałam, ponieważ dowiedziałam się od Avalanche, że dwa wilki z jej Klanu zginęły. Basior i wadera, oboje młodzi, nazywali się Silver i Last Hope, jedno z nich miało partnera, należeli do Fortis Corde od niedawna. Obu ciał nie odnaleziono, jednak widać minimalne ślady zbrodni. W końcu mają Patton'a, najlepszego szpiega w całej Watasze, on na pewno coś wykrył, może nawet będzie wiadomo kto ich zabił? Na razie wiadomo było, że to nie ten sam sprawca i że prawdopodobnie były to wilki z Klanu Cecidisti Stellae... Chyba zaczyna się jakaś bitwa. Właśnie dlatego tak się przejmowałam. 
A kiedy usłyszałam głos mojego brata, Fallen'a za plecami, zamarłam. Nie chciałam, aby robił cokolwiek komukolwiek. Miałam nadzieję, że przybył w celach pokojowych, jednak zdawałam sobie sprawę z faktu, iż jest to niemożliwe. Fallen nigdy się nie fatyguje bez powodu. Wraz z nim przyleciała również czarno-czerwona wadera. Wymieniłam spojrzenia z moim towarzyszem i nie ujrzałam żadnych pozytywnych emocji. Clive podobnie jak ja czuł się wystraszony i skołowany. Na początku być może miał nadzieję, że będzie to wilk z Luminosum Iter, niestety mylił się, podobnie jak ja.
 - Co tu robisz? - Zapytałam Fallen'a, zgrywając twardą. - Nie powinno cię tu być.
 - Niby czemu? - Odparł. - Przeszkadzam ci w romansowaniu?
 - Odezwał się - Prychnęłam. - Powtórzę, nie masz prawa przebywać na obcej ziemi. Wiesz dobrze, że to wbrew zasadom. 
 - I tak nikt ich nie przestrzega - Zaśmiał się. - Nie mogę nawet przylecieć do mojej siostrzyczki i zapytać się co tam u niej? Znowu się ode mnie odcięliście... A nie, czekaj, przecież my nigdy nie mieliśmy normalnego kontaktu! Zapomniałem, że jestem tym gorszego sortu!
 - Wydziwiasz - Podsumowałam, uważnie obserwując skrzydlatą towarzyszkę mojego brata. On również patrzył na Clive'a, a on z kolei obdarowywał go chłodnym spojrzeniem.
 - Wasz Klan bardzo się rozrasta, czyż nie? - Uśmiechnął się.
 - Może - Rzuciłam.
 - Cieszę się - Odparł. - Jeszcze kiedyś odwiedzimy ciebie i twojego partnera.
 - To nie mój partner! - Krzyknęłam. 
 - Chodź, With, lecimy dalej - Mruknął i splunął na ziemię, po czym odleciał. Spojrzałam na Clive'a ze łzami w oczach.
 - Boję się go - Szepnęłam. W odpowiedzi otrzymałam pytające spojrzenie. No tak, wypadało powiedzieć mojemu towarzyszowi o co chodzi i kto to w ogóle jest. - To był mój brat, Fallen, Alfa Klanu Cecidisti Stellae, najgorszego Klanu ze wszystkich. Ostatnio zabili dwójkę wilków z Klanu mojej siostry, Avalanche. Nie uznają żadnych reguł i zasad, atakują inne Klany, kantują. Mają tylko piątkę wilków na cały Klan, jednak wszyscy są świetnymi zabójcami i ogólnie wspaniale wyszkolonymi zabójcami, gotowymi zabić każdego dosłownie w ułamku sekundy, ze śladami czy bez, jak tylko sobie życzysz. Konflikt między nim, a Alfą Fortis Corde jest bardzo ostry, odkąd pamiętam nienawidzili się strasznie. Boję się, że Luminosum Iter też może się oberwać.

< Clive? >