sobota, 6 czerwca 2015

Kiiyuko - profil wilczycy


autor nieznany
Imię: Kiiyuko
Płeć: Samica
Wiek: 3 lata
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Szpieg powietrzny
Głos: Ellie Goulding
Cechy charakteru: Romantyczna, odważna, miła, wojownicza, łatwo się przywiązuje, otwarta (nic nie ukrywa, no zależy od sytuacji)
Cechy fizyczne: Lata bardzo szybko, potrafi dużo dojrzeć, ma silne, mocne, aczkolwiek dość drobne skrzydła
Znak szczególny: Grzywa na prawym oku, nigdy na lewym
Słaby punkt: Lewa, tylna łapa
Boi się: Śmierci
Waga: 40 kilogramów
Wzrost: 70 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Nie zna nikogo, ale może pozna
Kraj pochodzenia: Ameryka Północna, USA
LubiLatać wieczorem, tęcze
Nie lubi: Deszczu
***
Żywioł: Powietrze, Elektryczność
Moce: [4/20] Telepatia, wytwarzanie i zatrzymywanie wiatru, tworzenie mostu z tęczy
Partner/ka: Szuka
RodziceAlice i Cole [losy nieznane]
Potomstwo: Jeszcze nie ma
Inna rodzina: Brak
***
Data dołączenia: 6 czerwiec 2015
Upomnienia: 0/3
Krwawe Pioruny: 50.000
Wykonane Questy: Brak
Poziom: 0
PD: | Ogólnie: 0 | Wykorzystano: 0 | Zostało: 0
Umiejętności: | Walka: 0 | Instynkt: 0 | Umysł: 0 | Polowanie: 0 |
Jaskinia: numer 1
Ekwipunek: Brak
Zbroja: Brak
Towarzysz: Brak
HistoriaGdy byłam mała zawsze chciałam być w watasze. Mama mnie zostawiła na chmurce, wychowałam się na niej, od czasu do czasu zlatywałam na ziemię. Kiedyś spotkałam kilka wilków, każdy był alfą w swojej watasze, każdy zapraszał mnie do swojej, jednak wybrałam tą, która mnie nie przekupywała. Była ona cudowna. Zostałam do niej przyjęta i bardzo ucieszyłam się z tego powodu. Dalej mnie zastanawia, dlaczego mama mnie zostawiła? Byłam inna? Nie chciała mnie? A może nikt mnie nie akceptował i nie chciała sobie robić wstydu? Nie wiem. W sumie, nie chcę wiedzieć, załamię się jeszcze, a to jest niepotrzebne. Żyję teraźniejszością, i niech tak zostanie. 
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: TheMagicznaPanda |

Od Kiiyuko - Jak tu dotarłam?

Huh, jak znalazłam się w watasze? Długa historia, ale mam czas. 
Gdy byłam mała zawsze chciałam być w watasze. Mama mnie zostawiła na chmurce, wychowałam się na niej, od czasu do czasu zlatywałam na ziemię.
Kiedyś spotkałam kilka wilków, każdy był alfą w swojej watasze, każdy zapraszał mnie do swojej, jednak wybrałam tą, która mnie nie przekupywała. Była ona cudowna. Zostałam do niej przyjęta i bardzo ucieszyłam się z tego powodu. 
Dalej mnie zastanawia, dlaczego mama mnie zostawiła? Byłam inna? Nie chciała mnie? A może nikt mnie nie akceptował i nie chciała sobie robić wstydu? Nie wiem. W sumie, nie chcę wiedzieć, załamię się jeszcze, a to jest niepotrzebne. Żyję teraźniejszością, i niech tak zostanie. 
A tak w ogóle, chciałabym znaleźć swoją drugą połówkę...

Od Diesel'a - C.D. Brokenheart ''Trwając w zapomnieniu, czyli jak tu dotarłam?''

UWAGA, PONIŻSZY TEKST ZAWIERA WYRAZY, OKREŚLANE MIANEM BRZYDKICH SŁÓW / PRZEKLEŃSTW. CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!


   Porywisty, rozgniewany wiatr znów sypnął mi w oczy małymi drobinkami zamrożonej wody, zwanej inaczej śniegiem, przez co automatycznie zacząłem szybko mrugać, by pozbyć się uciążliwego i nieproszonego gościa z powierzchni oka. Kiedy zdawało mi się, że już pozbyłem się nieznacznego, ale jednak uciążliwego problemu, zawadziłem łapą o ukryty pod białym puchem korzeń pięknego niegdyś świerku, teraz prawie całkowicie ogołoconego z igieł i trwającego w bezruchu, wśród wrzasków cierpienia i męki. 
   Gdzieś między kolejnymi świerkami, głuchą pieśń wiatru przeszył cichy jęk jakiegoś stworzenia, które chyba potrzebowało pomocy. Wśród ośnieżonych drzew, a właściwie na jednym z nich, wisiała czarna postać wilka, która podniósłszy na mnie wzrok, okazała się być wilczycą. W chwili, kiedy tylko ruszyłem delikatnie swoją zmasakrowaną przez wilka walczącego za watahę Watahę Lodu łapą, cała gałąź trzasnęła, po czym oderwała się od spróchniałego i wpół zjedzonego przez martwe już owady pnia i dzięki potrzebnej, ale czasem niesamowicie uciążliwej sile grawitacji zaczęła spadać, ciągnąc za sobą zmarznięte ciało półżywej wadery. 
   Z jękiem padła ona na ziemię, a jej kości wydały drobne dźwięki typowe dla upadku z takiej wysokości. Gałąź na całe szczęście spadła obok ciała wilczycy, co oszczędziło jej bólu spowodowanego dodatkowym przygnieceniem przez duży ciężar.
 - Jeszcze żyję? Jak miło... - Wycedziła przez zęby, spoglądając na świat wściekłym wzrokiem.
 - Kim jesteś? - Zapytałem, ignorując jej stwierdzenie.
 - A co ci do tego? - Spytała, a gniew buzował w jej głosie.
 - Nie wiem, a czemu nie możesz mi odpowiedzieć, tylko próbujesz mnie jakoś ominąć? Nie uda ci się to. Znajdujesz się gdzieś na terenach Watahy Krwawego Wzgórza. Jesteś obcą, a ja swojego domu pilnuję i bronię w razie potrzeby. Więc jeszcze raz zapytam, kim jesteś?
 - W twoim głosie wyczuwam wahanie. Tak na prawdę nie wiesz, gdzie jesteś. Mały, zagubiony wilczek, panicznie szukający domu. Urocze.
 - Niestety, mój chory idiotyzm pozwolił mi na zagubienie się we własnym domu. Witaj w moim życiu, nieznajoma istoto.
 - Walczyłeś? - Zapytała wilczyca, a wzrok przeniosła na moje liczne rany, od których odchodziła skóra i zwisały szczątki porwanych na strzępy mięśni.
 - A tam, nie miałem szans, mogłem liczyć tylko na moje pierdolone szczęście. A co tobie się stało, że zaplątałaś się w gałąź? Wyglądasz na dobrego lotnika, więc chyba popełniłaś jakiś błąd, hm? A może jak każdy szanujący się lotnik zwalisz wszystko na warunki klimatyczne?
 - Nie znasz się, więc nie zrozumiesz mojej fachowej gatki.
 - Dobrze, odpuśćmy temat. Podejrzewam, że masz rację, mówiąc, że nic nie zrozumiem. Może przedstawię się pierwszy... Nazywam się Diesel, jestem młodym alfą w Watasze Krwawego Wzgórza lub inaczej zagubiony idiota, który panicznie szuka swojej starszej siostry, bo sam tchórzy i nie potrafi długo przeżyć bez jej wsparcia i umiejętności walki z naszymi przeciwnikami.
 - Kto was zaatakował?
 - Klan Wiecznego Lodu, czy ktoś taki. Ich magowie przenieśli wszystkie istoty, które znajdowały się poza granicami watahy do innego świata, o którym zielonego pojęcia nie mamy. Tak podsłuchałem z pogadanek dwóch marnych piechurów, których następnie zarżnąłem i pozostawiłem na pożarcie potworom. Ja tu tak pierdolę o sobie i swoich jakże tragicznych nieszczęściach, teraz ty się wygadaj. I wstawaj z tego śniegu, bo przymarzniesz, a nie chcę mieć cię na sumieniu.

< Brokenheart? Dialogi trochę na odpierdol, nagle mi się przekleństw zachciało, chyba trochę nimi zepsułam opo, ale trudno już... >

Nina - profil wilczycy


autor nieznany
Imię: Nina
Płeć: Samica
Wiek: 1 rok
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Poszukiwaczka terenów
Głos: Shakira
Cechy charakteru: Nina to wilczyca miła. Lubi się pośmiać. Jednak... nie jest taka do końca. W dzień, jest miłą, śmieszną, zabawną wilczycą. Jednak w nocy, ma inny kolor i jest wtedy wredna. Lepiej jej wtedy nie prowokować. Nie lubi, kiedy jej rozkazujesz. Oczywiście, z tej nocnej strony. W dzień chętnie przyjmuje zadania, polecenia... Jednak, by być jej przyjacielem, musisz być zaakceptowany przez jej dwie strony...
Cechy fizyczne: Jest szybką waderą. Kocha pływać i wspinać się. Niestety nie za wysoko skacze, a w walkach... Wygrywa czasami... Nie to, że nie umie walczyć. Po prostu nie jest silna.
Znak szczególny: Znak na ramieniu i pod oczami
Słaby punkt: Brzuch
Boi się: Śmierci w samotności
Waga: 35 kilogramów
Wzrost: 70 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Szuka
Kraj pochodzenia: Ameryka Północna, Kanada
Lubi(Dobra strona) żarty, swoją dzienną stronę, miłe wilki, szczeniaki, (zła strona) znęcanie się, swój wygląd, noc
Nie lubi: (Dobra strona) walk, złej strony, (zła strona) słodzenia, miłych wilków, zakochanych wader 
***
Żywioł: Muzyka, Mrok, Elektryczność
Moce: [5/20] Telepatia, granie na instrumentach muzycznych, mroczne macki, zamienianie się w mrok, ogłuszanie mocnym dźwiękiem
Partner/ka: Szuka
RodziceKira i Dexter [nie żyją]
PotomstwoNie ma, nie chce
Inna rodzina: Nie ma
***
Data dołączenia: 6 czerwiec 2015
Upomnienia: 0/3
Krwawe Pioruny: 50.000
Wykonane Questy: Brak
Poziom: 0
PD: | Ogólnie: 0 | Wykorzystano: 0 | Zostało: 0
Umiejętności: | Walka: 0 | Instynkt: 0 | Umysł: 0 | Polowanie: 0 |
Jaskinia: numer 34
Ekwipunek: Brak
Zbroja: Brak
Towarzysz: Brak
HistoriaKiedy obudziłam się w jaskini, ujrzałam płaczące wilki. To byli moi rodzice. Gestem pokazałam im, dlaczego płaczą. Wtedy wyjaśnili mi, że mam rozdwojenie jaźni. No...coś podobnego. W dzień jestem zwykłą wilczycą, a w nocy jakąś inną. Kiedy po moich 1 urodzinach, rodzice... zostali zabici...Wyruszyłam w poszukiwaniu Watahy. Znalazłam Watahę Krwawego Wzgórza.
Inne zdjęcia: | W nocy |
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: wilczyca22 |

Od Niny - Jak tu dotarłam?

Patrząc na zachód słońca, nie przejmowałam się niczym. Kiedy zamknęłam oczy, krzyk doradcy alf (moich rodziców) sprawił, że pospiesznie je otworzyłam.
- Co jest? - zapytałam wilka, wstając.
- Twoi rodzice... alfy.. nie żyją...
- Co?! - krzyknęłam otwierając pysk ze zdziwienia.
Wielka łza spłynęła po moim policzku.
- Przez kogo?
- Nasze jednostki szpiegowskie wykryły tego wilka. - Rzekł i pokazał mi autoportret. - Mamy jeszcze kawałek jego bluzy. Wzięłam to wszystko. Chciałam się zemścić... Ale... muszę go najpierw znaleźć...

***7 tygodni później***

Po długiej wędrówce miałam już dość. Byłam bliżej, jak dalej. Znalazłam jaskinię tego wilka. Ponoć tam mieszkał. Słyszałam też, że wilki, które szły sprawdzić, czy to prawda, ginęły. Lecz ja nie mogłam się teraz cofnąć. Albo mnie zabije, albo nie. Zatrzymałam się w lesie iglastym. Było tam dużo cienia. Super, bo świeciło słońce. Ujrzałam też strumyczek. Zaczęłam łapczywie chłeptać wodę. Nie piłam cztery tygodnie. Po chwili ujrzałam też małą sarnę. Rzuciłam się na nią, mimo, iż byłam słaba. Kiedy zajadałam się mięsem, zza krzaków wyszedł młody lis. Wyglądał na głodnego. Zostawiłam mu ćwierć mięsa, a kiedy już ruszałam usłyszałam głos:
- Dziękuję!
- Nie ma sprawy! - odkrzyknęłam i pobiegłam naprzód.

***3 dni później***

Popatrzyłam na znajdującą się przede mną jaskinię. Była noc. Miałam swoje piękne, czarne futro. Spojrzałam do środka. Zauważyłam wilka. Były tam wilki, powieszone do góry nogami na łańcuchach. Jak pewnie myślicie - były martwe. Poruszałam się bezgłośnie. Wilk mnie nie usłyszał i nie zauważył. Podkradłam się tak cichutko, jak tylko umiałam. Z emocji, które we mnie buzowały, nawet nie oddychałam. Wzięłam najbliższy ostry przedmiot, który był poza zasięgiem wilka, i wbiłam go w jego klatkę piersiową. Wilk zaczął się drzeć. 
- Masz! Widzisz te wilki?! To też być może pamiętasz mnie! - krzyknęłam, mając na myśli moich rodziców, którzy jeszcze nie zostali obdarci ze skóry. 
- Ech... - zaczął ciężko oddychać. 
Po chwili wyjął sobie powoli sierp z swojej klatki piersiowej. Rzucił się za mnie, a ja zrobiłam unik, więc ta niezdara upadła na ziemię. Teraz trzymałam kosę.
- Obetnę ci łeb! Będziesz się palił w piekle! - jak powiedziałam, tak też zrobiłam. Zabiłam go.

***10 tygodni później***

Ciężko dysząc wkroczyłam na tereny Watahy Krwawego Wzgórza. Nie znałam tych terenów, więc nie mogłam powiedzieć, jaki to teren. Po chwili ujrzałam wilka.
- Co tu robisz? Jestem betą tej Watahy.

<Patton? Takie wyszło :3>

piątek, 5 czerwca 2015

Pavona - profil wilczycy

UWAGA, PONIŻSZY TEKST ZAWIERA WYRAZY, OKREŚLANE MIANEM BRZYDKICH SŁÓW / PRZEKLEŃSTW. CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!
Imię: Pavona [ita. pawica]
Płeć: Samica
Wiek: 4 lata
Hierarchia: Omega
Kierunek: Jastrząb
Stanowisko: Szpieg lądowy
Głos: Brak
***
Cechy charakteru: Samica wielce skryta, choć nie strachliwa. Inteligentna i opanowana. Na słowne obelgi, z którymi jest doskonale zaznajomiona odpowie tylko czymś co cię zniechęci lub zignoruje. Nigdy nie była duszą towarzystwa; chadza tylko z wilkami, które jej w pełni odpowiadają i są do niej podobne. Gorsze dni miewa częściej od innych jednak stara się tego nie okazywać, stara się wszystko schować za swoją codzienną maską. Nie lubi mówić o swoich problemach jak i nie umie zbytnio pomagać innym pod tym względem. Przyzwyczaiła się całkowicie, iż prawie nigdy nikt jej nie zauważa, właściwie to nie tyle co przyzwyczaiła, a raczej polubiła. Gdy ktoś już zacznie z nią rozmawiać usłyszy z jej pyska tylko oschłe i pełne pogardy słowa. Zanim zacznie się z nią rozmawiać dobrze by było wiedzieć, że nie jest za dobrym gawędziarzem. Nie lubi owijać w bawełnę, sama zawsze mówi tylko gdy ma coś do powiedzenia. Prosto z mostu i szczerze. Ale czy po tych cechach można stwierdzić, że Pavona to wyłącznie taki typ? Jeżeli tak, to masz bardzo mylący pogląd na otoczenie. Otóż ów wadera ma swoje maski; jak aktor gra w każdej z nich do innej sytuacji. Czasem samotnik z pesymistycznym poglądem na świat, kiedy indziej wpół optymista, z którym da się dogadać lub królewsko krwista, wredna wilczyca. Najtrudniej dostrzec w niej jedną, prawdziwą Pavonę o licznych bliznach na sercu. Chyba jak każdy doskonale wie co to łzy, ból, smutek, zawiedzenie, strach... Nie ma istoty, która nie poznałaby tych emocji, w tym ona. Dla przyjaciół odkrywa swoją prawdziwą osobowość, tego wilka, który każdego zrozumie i nawet jak nie umie spróbuje pomóc. Zawsze ich obroni i da w kość wszystkim, którzy ich obrażą. Pomimo tego, że świetnie udaje, nie ważne jakby się chowała za kolejną warstwą innej osobowości nie ukryje swojego zamiłowania do dymu. Wielbi każde jego odmiany; biały czyli mgła, gustuje też w dymie z ognia lub papierosów. Dość charakterystycznym dla niej zachowaniem jest wyrywanie sobie piór w przekonaniu, że kiedyś wyrosną one czerwone, pomijając tą wymówkę prawdą jest, że robi to gdy jest na siebie zła lub sobie z czymś nie radzi. Często ma ochotę komuś urżnąć jego gadatliwy łeb, choć za często tego nie robi. Nie czuje strachu przed zabijaniem, szczególnie tych, którzy muszą zapłacić odpowiednią cenę za stare rany. Gdy już wpadnie w tak zwany szał staje się momentalnie świetnym zabójcą. Niczym zmora zakrada się cicho trzymając swoją ofiarę w przedłużającym się napięciu i strachu o życie. Szybko zanim ujrzy swą zgubę robi co zrobić miała po czym o wszystkim zapomina. Sama czasami ma ochotę podstawić się komuś kto z chęcią się jej pozbędzie. Choć nie do końca pogrzebała chęć do życia w otchłani swojej zdziczałej duszy miewa chwile gdy robi dużo rzecz, których wilk o zdrowych zmysłach nie zrobi. Mimo iż zwykła panować nad graną rolą czasami nieświadomie zakłada swój ostatni na półce emocji i zachowań, schowany pod szmatami rozsądku dziki strój. Dopóki coś nie zadecyduje, aby powróciła do swojej stałej postaci rozsądnej wilczycy, jest nieobliczalnym drapieżcą, powraca do pierwotnych instynktów, zapomina co to litość i niepohamowanie poluje na wszystko i wszystkich. Wszystkie treningi szpiegostwa znajdują wtedy największy oraz najniebezpieczniejszy sens. W tym momencie w jej świecie panuje tylko jedna logika: Albo zabijesz, albo zginiesz. Po całym przedstawieniu, w którym jest ona marionetką diabła, stara się zatrzeć choć minimalnie ślady. Zapanowuje wtedy czas gdy potrafi biec przed siebie, by uciec rzekomo od własnych błędów i smutków. Ale po co to wszystko? Nie lepiej sobie dać spokój? Chyba już nikt nie znajdzie u niej odpowiedzi dlaczego nie chce sobie ulżyć czymkolwiek. 
Cechy fizyczne: Umie świetnie się maskować; ułatwiają jej to pióra, którymi potrafi zakryć całe ciało, choć z pozoru to niemożliwe, dłuższe futro przy łapach sprawiają, że wadera chodzi bezgłośnie, nie potrafią jej wtedy usłyszeć nawet istoty o sporo nad przeciętnym słuchu. Nie posiada ogona dlatego ma czasami problemy z równowagą, choć zdarza się to rzadko. Nie potrafi co prawda latać, ale umie zaskakująco wysoko skakać i szybować. Przydatne dla niej jest też to iż, by ją złapać trzeba się porządnie namęczyć, o ile w ogóle jest to w zakresie czyiś możliwości; gdy ucieka pierwszą pomocą jest umiejętność szybkiego biegu, na zakręcie zwinnie zawraca, skacze bez problemu przez przeszkody, znajduje schronienie w koronach drzew, na które z łatwością wskakuje z rozbiegu, bądź bez niego, zdarza jej się nawet pod czas biegu wskoczyć do norki jakiegoś zwierzęcia, by się ukryć lub po prostu, żeby się pożywić. W tego typu manewrach sprawę ułatwia jej fakt jest jest bardzo szczupła i giętka. Za to nie grzeszy siłą. Ma czasami problemy nawet z przeniesieniem ciężkiej zdobyczy. Gdy poluje używa wszystkich umiejętności; zanim ofiara zauważy swojego oprawcę już leży martwa.
Znak szczególny: Długie pióra, które czasami rozkłada tworząc wielki czarno-czerwony wachlarz.
Słaby punkt: Okolice żeber
Boi się: Swojej dzikiej natury, że kiedyś gdy na chwilę traci szóstą klepkę doprowadzi się do śmierci
Waga: 30 kilogramów
Wzrost: 64 centymetry
Najlepsi przyjaciele: Brak
Wataha pochodzenia: Wataha Krwawego Wzgórza
LubiPawie, kruki, węże, poznawać nowe rzeczy, śnieg, zimno, wodę, dym, deszcz, burze
Nie lubi: Gdy ktoś się o nią martwi, zapachu lisów, gdy ktoś wtyka nos w jej sprawy
***
Żywioł: Elektryczność, Lód, Magia
Moce: [20/20] Telepatia, przybranie innej wilczej postaci z innym żywiołem, ogólnie zmiennokształtność, oddychanie pod wodą, zamrożenie oddechem, odporność na ogień, stracenie materialnej postaci, oślepienie za jasnym światłem, odporność na wielkie mrozy, wywołanie halucynacji, wyostrzenie zmysłów pod czas szału i pod wpływem dzikości, zianie ogniem, patrzenie cudzymi oczami, udawanie wszystkich usłyszanych kiedykolwiek odgłosów, wchłonięcie całego światła z otoczenia, czytanie w myślach, ożywienie cudzych cieni, odporność na czary umysłowe, regeneracja.
Partner/ka: Brak
RodziceLilith [nie żyje]
PotomstwoBrak
Inna rodzina: Lacrime Ombra - kuzyn
***
Data dołączenia: 5 czerwiec 2015
Upomnienia: 0/3
Krwawe Pioruny: 150.000
Wykonane Questy: Brak
Poziom: 1
PD: | Ogólnie: 100 | Wykorzystano: 0 | Zostało: 100
Umiejętności: | Walka: 0 | Instynkt: 0 | Umysł: 0 | Polowanie: 0 |
Jaskinia: numer 1
Ekwipunek: Brak
Zbroja: Brak
Towarzysz: | Smok: Brak | Koń: Brak | Kot: Brak |
HistoriaOd szczeniaka miałam dziwne wizje i pomysły, a wszyscy traktowali mnie jak niewidoczną. Właściwie to nie traktowali mnie tak tylko mnie naprawdę nie widzieli. Cały czas ćwiczyłam szpiegostwo, nie zawsze wychodziło mi to na dobre... Kiedyś ktoś zaproponował mi współpracę. Zgodziłam się. Jak się okazało ów złodziej był świetnym przyjacielem. Nie miał nikogo, ani niczego, więc kradł. W późniejszych latach jako młoda wilczyca powiedziałabym, że nawet nie świadomie ukradłam z nim coś ważnego dla starej watahy. Chcieli nas zabić, ale ja uciekłam. On raczej nie. Przekonałam się wtedy doskonale, że niektórzy to po prostu zdradzieckie, gówniane żmije. Pod czas całego czasu kiedy uciekałam przed strażnikami, którzy mnie szukali odkryłam większość mocy. Zdałam sobie sprawę, że pewnie uchronię się przed nimi dopiero gdy dołączę do jakiejś watahy. Raczej nie będą mieli odwagi z mojego powodu grzebać pomiędzy wilkami z innej watahy. Znalazłam Watahę Krwawego Wzgórza. Bez większych namysłów i bez wyboru dołączyłam tutaj. Raczej już mnie nie złapią.
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: Kaloszówka |

Od Pavony - Zapomniane słowa, czyli jak tu dotarłam?

Z biegu wskoczyłam przez uchylone drzwi do jaskini. Nikt na szczęście nie zauważył mojego dziwnego zachowania. Stało tam dość dużo kamiennych stolików. Wszystkie zajęte. Stanęłam obok stolika, przy którym siedziało pięcioro wilków. Spojrzały na mnie, a później na siebie.
- Możesz siadać. - jeden z basiorów odsunął mi krzesło.
- Coś się rozgrywa? - skierowałam pytanie w stronę owego wilka.
- Czekamy na jeszcze jednego z nas i jak przyjdzie zaczynamy grać. - szybko wyjaśniła wadera siedząca naprzeciw mnie. - A co? Grasz? - uśmiechnęłam się pod nosem.
- Oczywiście. Jeżeli to będę mogła obstawić... - wyjęłam malutki kawałek rubinu znaleziony u ludzi.
- Co to? - mrużąc oczy czerwony basior wskazał łbem kamień.
- Ślepy? Rubin! Cudeńko! - druga samica prawie, że wyciągnęła łapy, żeby go złapać. - Możesz to wystawiać. - wyszczerzyła się odsłaniając ostre zęby.
Trwałam pogrążona we własnych myślach gdy tamci coś między sobą cicho mówili. Spojrzałam w stronę drzwi. Ktoś przez nie wszedł. To był jeden ze strażników. Wzdrygnęłam się i zaczęłam powoli wstawać. Sięgnęłam po kamyk leżący na stoliku.
- Ejże hola! Gdzie się panienka zmywa? - odezwał się dotychczas siedzący cicho samiec.
- Muszę iść. - krótko odpowiedziałam i zaczęłam odchodzić.
- Czemu? - wilk złapał mnie za łapę.
- Muszę iść i basta! Zostaw mnie! - wyrwałam się i pospiesznie posunęłam do drzwi.
Założyłam na głowę czarny kaptur, dopięłam do ubrania małą sakiewkę i ze spuszczonym łbem przeszłam obok strażnika. Ten spojrzał na mnie zdziwiony jednak nie zareagował. Usłyszałam za sobą kroki. Chwilowo myślałam, że to tylko jakiś wilk, który też wyszedł. Popatrzyłam się za siebie. A jednak musiał się przyczepić! Już tak dawno padł wyrok... Już nawet nie pamiętałam słów mówionych przez wilka, który mnie skazywał. Czy oni w ogóle mnie jeszcze ścigali? Zatrzymałam się, a podążający za mną basior wyskoczył przede mnie i zdjął mi kaptur. 
- Mam cie!! Nie uciekniesz już!! W końcu po... - nie zdążył dokończyć, bo chuchnęłam mu w pysk lodowatym oddechem.
- Jaka wielka szkoda... Muszę już sobie iść! - uderzyłam w zlodowaciały łeb samca i cienka warstwa lodu pokrywająca go pękła, a ja szybko odbiegłam.
- Gonić...! - wychrypiał dygoczącym głosem w oddali.
Wiatr targał moimi piórami na wszystkie strony niektóre nawet wyrywając. Gdybym tylko mogła go chwycić, żeby dał mi w końcu spokój; co dzień rano zaglądał do mojego domu, aby zabrać mi wartościową - przynajmniej dla mnie - rzecz, którą jest papier. Ostatnim sposobem porozumienia się w jakikolwiek sposób z kuzynem było wysyłanie listów poprzez ptaki. Te latające stworzenia były mi naprawdę bliskie. Czy one też myślały tak jak ja? O wietrze raczej nie. Właściwie bez wiatru byłoby też źle. Niestety nigdy nie ma czegoś idealnego. Wszystko ma swoje plusy i minusy. A śmierć? A smutek? A ból? Tylko zdrowy rozsądek nie pozwalał mi odpowiedzieć na te pytania, bo dobrze wiedział co się we mnie obudzi gdy to zrobię. Nagle spadł na mnie ciężar wszystkich tych zapomnianych słów. Miały być teraz moją kolejna bronią, którą ewentualnie jak mnie złapią użyję na stróżach. A jednak za tymi słowami kryło się rozczarowanie i pogarda. Matczyne łzy kapiące z nich jak krople deszczu z nieba. Smak zwycięstwa mojego przyjaciela, który okazał się być kimś kto zniszczył mi połowicznie życie, przerwany przez żelazne ostrze prawa. Świadomość powoli uciekała nawet nie dając mi chwili na naprawienie tego malutkiego błędy jakim było po prostu zganienie w myślach wiatru. Gdyby dało się tylko cofnąć czas; naprawić wszystkie dotychczasowe błędy, mieć szansę na uwolnienie od trosk swojego zepsutego już na starcie życia. Choć prawdą jest, że nie da się po prostu uniknąć trosk. Zawsze coś się znajdzie, żeby zabrać nam szczęście i wypełnić smutkiem dziurę w sercu. Dlaczego prawa świata są takie surowe? Wystarczył by tylko jeden dzień... Jeden dzień wolności. Nie!!! Nie mogę znów dać się ponieść nurtowi rzeki wypełnionej szaleństwem. To się źle skończy... W mojej czaszce dudniły odgłosy kłótni rozsądku i szaleństwa. Krzyczały strasznie głośno. Myślałam, że zaraz sama z siebie zejdę, albo one rozszarpią mi głowę. Granica pomiędzy światem rzeczywistym, a światem moich myśli powoli się zacierała. Ścieżka stworzona z bólu i łez spotkała się z ciągiem myśli zdrowego umysłowo wilka na skrzyżowaniu dróg. Dołączyła się jeszcze do tego ścieżka, po której biegłam. Już miałam problemy z rozróżnieniem gdzie teraz się znajduję. Potknęłam się o kamień. Przynajmniej tak mówiły oczy... Malutkie kamyczki, którymi była usiana droga ucieczki wbiły się w mój lewy bok rozdzierając mi jednocześnie skórę. Nerwy znajdujące się obok ranek zaczęły prosić o pomoc wywołując przenikliwy ból. Chwiejnie wstałam i zostawiając jeszcze za sobą kilka zakrwawionych śladów jakoś przemieszczałam się dalej. Choć łapy uparcie odmawiały mi posłuszeństwa skoczyłam tak wysoko jak na tą chwilę umiałam. Rozłożyłam poharatane pióra z czego duża ich ilość uciekła z wiatrem. Czułam kłucie na grzbiecie, łapach, a właściwie na całym ciele. Szybowałam póki mogłam mając nadzieję, że nikt już mnie nie goni. Igły, którymi byłam kuta przez mojego ciągle towarzyszącego mi w tej podróży znajomego przebiły się przez warstwę cielesną, dostając się do warstwy emocji. Zamknęłam oczy kontrolując pióra, by się nie złożyły. Przed oczami widziałam jedynie ciemność. Otaczający mnie chłodny mrok. Już powoli dochodziły do mnie głosy tamtych dni... Dzień, który zaważył nad całym moim życiem. Wszystko widziałam; te wilki, które z zadziwieniem spoglądały na mnie gdy uciekałam przed strażą, zdrajca, niegdyś mój przyjaciel, ciągany do więzienia z biletem w jedna stronę, a pośród tłumu moi najbliżsi. Ze łzami i żalem w oczach spuszczają smętnie łby i wracają cicho do domu. Już beze mnie. Bo dla mnie już nie ma miejsca. Po prostu... Niestety jak przewidywała moja myśląca obecnie strona przez chwilową skruchę doszło do nieuwagi, a przez nieuwagę do złożenia piór. Szybowałam już długo i byłam wysoko. A teraz głupia zapłacę za to, że raz dałam ponieść się wspomnieniom. W przeciągu jednej krótkiej chwili z impetem uderzyłam o ziemię. Mój umysł już do końca wytrzeźwiał. Szkoda tylko, że znajdywałam się na skraju śmierci kiedy już odzyskałam zdrowe zmysły. Ktoś się nade mną pochylił. Przyłożył łeb do mojej klatki piersiowej. Chyba sprawdzał czy żyję, ale teraz już wszystko było mi obojętne, bo straciłam przytomność.

<wilku?>

Ogłoszenia parafialne

Dobra ludki, koniec czasu.
Osoby, którym zależało na wilkach, napisały do mnie w ich sprawie i jestem zadowolona z faktu, że ktoś chce zostać w watasze.
Zostały 23 wilki, czyli tyle, ile się spodziewałam. 
Dzisiaj zaczynamy reorganizację systemu Watahy Krwawego Wzgórza. Chcę stworzyć jeden organizm, którego wszystkie mechanizmy będą działały ładnie i bez usterek.
Z tego względu mam dla was jedną prośbę: jeżeli jakikolwiek tekst, który ma się znaleźć na stronie watahy [formularz/opowiadanie] zawiera przekleństwa, proszę o to, aby na początku wiadomości poinformować mnie o tym, iż takowe występują. Z góry dziękuję.
Zapewniam też, że w czerwcu moja aktywność może być ograniczona, ze względu na przebudowę systemu WKW, ale na pewno nie będzie tak, jak to wyglądało w poprzednich miesiącach.
Szymon, liczę również na pomoc z twojej strony :)

wtorek, 2 czerwca 2015

Od Dividend - Wskrzeszenie

Obudziłam się i w końcu ujrzałam wilka. Nie był to beta... ale Jason - wilk z tej Watahy. 
Popatrzyłam na swoją łapę. Były na niej ślady. Kiedy spojrzałam za siebie, ujrzałam granatową krew.. zmieszaną ze szkarłatną - normalną, wilczą krwią. 
- Dzięki... Misja... spełniona... Dzięki tobie.- uśmiechnęłam się przyjaźnie do wilka.
- Nie ma sprawy. Wolę patrzeć na ciebie, kiedy jesteś żywa... - Wyszczerzył zęby, a ja parsknęłam śmiechem. Nagle wilk odwrócił głowę, nasłuchując, po czym znów popatrzył na mnie.
- Muszę biec... Sorry, jeszcze się spotkamy, na pewno! - Rzekł, po czym odbiegł. Ja patrząc jeszcze chwilę za nim, ruszyłam powoli ścieżką. Nie zauważyłam wilka, gdyż patrzyłam w ziemię. Uderzyłam w niego. Potrząsnęłam łbem i popatrzyłam na wilka. Okazał się być Patton'em.
- Przepraszam... - wymamrotałam.
- Eh... Ok, ale następnym razem bardziej uważaj...

< Patton? Sorry, krótkie... Chcesz popisać? ;P >

Od Jason'a - Nieudane polowanie

Jak zwykle obudziłem się w jaskini. Norma. Wstałem, ogarnąłem się i wyszedłem z jaskini. 
- Ech... Ale zimno...
Ujrzałem sarnę. Podkradłem się do niej i ujrzałem innego wilka. Wilk i ja skoczyliśmy jednocześnie, zderzając się. Zwierzę przestraszone odbiegło. 
- Wystraszyłeś to bydle! - krzyknął wilk. 
Nie widziałem go. Widziałem jego sylwetkę, to wszystko. Przez tą mgłę, nie mogłem zobaczyć, czy wilk to basior czy wadera. Wilk zaczął podchodzić.

<Wilku?>

Ludki, to jest ostatnie takie krótkie opowiadanie, które tu wstawiam. Minimalnie 10 linijek, nawet jak będzie 9, będę prosić o poprawienie.