niedziela, 22 listopada 2015

Od Kiiyuko - C.D. Alois'a ''Podążając za sercem, czyli jak tu dotarłam?''


Westchnęłam. Popatrzyłam na basiora wzrokiem szukającym Słońca.
- Tak, chodźmy już... - powiedziałam wstając. Alois uczynił to samo i po chwili biegliśmy przez śnieg w otaczającym nas lesie. Patrzyłam na zwierzątka, które nie zasnęły na zimę. Zauważyłam ostatnie owoce. Zaczęłam zbierać trochę do mojej różowej torby. Jagody, jeżyny i borówki - mniam. Uśmiechnęłam się i wzięłam po jednym z każdego rodzaju, a reszta została w torbie. Podrzuciłam owoce i złapałam. - Chcesz trochę? - spytałam patrząc na wilka.
- Nie. - odpowiedział krótko i patrzył w dal. Wkrótce dotarliśmy do jaskini. Ładnie tu było. Zauważyłam drugiego wilka.
- Kiiyuko jestem. - powiedziałam podchodząc do wilka z uśmiechem.
- Zorya. - Zorya popatrzył na mnie, a później na Alois'a pytającym wzrokiem.
- Nasza nowa współlokatorka. - warknął tamten.
- A... gdzie mój pokój? - spytałam rozglądając się ciekawie.
- U góry. Mieszkasz sama. Ja, Amico i Alois tu, Safira w tamtym pokoju u góry, a ty w tym drugim. -odparł całkowicie czarny wilk, przerzucając grzywkę na drugą stronę.
- Ok, dzięki. - powiedziałam i ruszyłam na górę w celu oswojenia się z nowym pomieszczeniem. - Ładnie tu...
Był to mały, śliczny pokoik, oczywiście ciemny. W tym celu zapaliłam małą świeczkę i przy jej pomocy oświetliłam pokój. Zaczęłam ścierać kurze. Nikt tu chyba od dawna nie był. Wyczarowałam w kącie drzewo, w którym zrobiła się dziupla. Zrobiłam sobie tam posłanie i - tak - zamierzałam spać w drzewie. Moją torbę położyłam w innej części pokoju i wyciągnęłam z niej... poduszkę. Poduszkę włożyłam do dziupli na siano, które włożyłam przed nią. Ale mi było przytulnie... Weszłam do dziupli i zaczęłam grzać się w świetle świecy. Nagle usłyszałam krzyk Amica.
- Kolacja! - krzyknął i usłyszałam, jak Safira schodzi na dół. Zdmuchnęłam świeczkę i wyszłam ze swojego pokoju.
- Rozgościłaś się już? - spytała Safira patrząc na mnie.
- Tak... nawet urządziłam. - odparłam zadowolona ze swojego dzieła. 
- Mhm. - mruknęła wadera i przyspieszyła kroku. Zaraz byłam już na dole. Widziałam jelenia i wszystkich domowników przy nim.
- Czekaliśmy na ciebie... - mruknął Alois.
- Ale już jestem. - odparłam i usiadłam przy jeleniu. - Ci, którzy mnie jeszcze nie znają, jestem Kiiyuko.
- Miło mi, Amico. - przedstawił się basior. 
- Ze mną już rozmawiałaś, Safira. - wilczyca podała mi łapę, a ja uścisnęłam ją. 
- Smacznego. - powiedział Zorya i zaczęliśmy jeść. Po jakże sytej i pysznej kolacji siedzieliśmy chwilę rozmawiając.
- Ech... wiecznie ten śnieg... tęsknię za wiosną... za liśćmi i trawą... zielonością... - narzekała Safira.
- Wytrzymasz. - odburknął Zorya.
- Ej, zobaczcie, która godzina... Pora już się rozejść, naprawdę. - rzekł Amico. - Dobranoc.
Pożegnaliśmy go, a on ułożył się w kącie i nie było go widać, po czym zapadł w sen. Safira również zaczęła ziewać, więc poszła na górę do swojego pokoju. Ja jeszcze siedziałam z chłopakami.
- Powiedz mi, jeśli wiesz, dlaczego Alfa kazał ci się tu przeprowadzić, do jaskini mojej i Zoryi? - spytał Alois.
- Em... nie wiem... może dlatego, że byłeś pierwszym wilkiem jakiego spotkałam?
On nic nie odpowiedział. Patrzyliśmy na siebie we trójkę: Zorya raz na mnie, raz na Aloisa, ja albo na jednego, albo na drugiego, a Alois albo na mnie, albo na Zoryę. Wkrótce Zorya też poszedł na swoje legowisko. Ja patrzyłam na niego.
- Dobrej nocy... - szepnęłam, a on nie odpowiedział, gdyż zapadł w sen. Spojrzałam na Alois'a, a ten na mnie.

<Alois? :3>

Od Jason'a - C.D. Lost In Dreams ''Wróciłem''


Moje znaki zaczęły nagle świecić. Coraz szybciej, szybciej i szybciej. Im bardziej szybciej "migało" tym stawało się bardziej denerwujące. Chciałem temu jakoś zapobiec, by nie przynieść sobie wstydu, bo już wiele razy wyzywano mnie od dziwadeł, kiedy one świeciły, ale nie dało się. 
- Co się dzieje? Świeci po oczach, że ja pierdolę... - odparła Lost patrząc na mnie i mrużąc oczy.
- To...nic takiego. - odpowiedziałem wbijając wzrok w ziemię. Nagle potknąłem się o kamień i uderzyłem się w pobliski, rozcinając sobie o niego policzek. Wylał się biały płyn - moja krew. Wadera musiała się tego wystraszyć, nie spodziewała się, ponieważ odskoczyła. Moje znaki przestały świecić, a serce bić wolniej. Nagle widziałem ciemność. A później światełko. Widziałem konia. Szkaradnego pegaza, Testrala... Gapił się na mnie tymi swoimi świecącymi oczami, a ja zbliżałem się ku światłu. Nagle poczułem cios w pysk. Natychmiast otworzyłem oczy i zauważyłem Lost próbującą mnie ocucić. 
- A już myślałam, że umarł... - powiedziała do siebie zawiązując mocniej bandanę.
- A ty się nie udusisz? - spytałem patrząc jak mocno zawiązuje bandanę za każdym razem.
- Nie. - odrzekła patrząc na mnie lodowatym spojrzeniem. Niewiele sobie z tego robiąc, zacząłem węszyć. Ten teren fajnie pachniał... Jakoś dziwnie.
- Co to za teren? - zapytałem wilczycę.
- To Toxyczne Bagna. Śmierdzi tu, nie?
- Nie! Pachnie naprawdę fajnie... - odpowiedziałem wciągając powietrze.
- Jak tam sobie chcesz... - odparła puszczając muzykę. 
- Czego słuchasz? - spytałem po kilku minutach od odejścia z tamtego terenu.
- Muzyki.
- A jakiej?
- Metalowej.
- Wykonawcy?
- Nie patrzę na ekran, nie wiem, bo zagłuszasz ją głupimi pytaniami. - odwarknęła. Wkrótce dobiegł koniec naszej "podróży" i każdy poszedł do swojej jaskini, a ja zacząłem urządzać swój nowy dom.

Jason dokonuje zakupu!

Kupuje: Amulet Władzy
Kwota do zapłacenia: 1.100.000 Krwawych Piorunów
Stan konta: 1.100.000 - 700.000 = 400.000 Krwawych Piorunów
***
Jason włada wszystkimi żywiołami i mocami.

Limbo - profil wilka

Imię: Limbo
Płeć: Samiec
Wiek: 3 lata
Hierarchia: Omega
Kierunek: Koliber
StanowiskoPosłaniec
Głos: Tabb
Cechy charakteruMałomówny, nieufny, tajemniczy. Wyznaje zasadę: wszystko, co powiesz zostanie użyte przeciwko tobie - dlatego woli się nie ujawniać. Nie che aby wszystkie wilki na świecie znały jego przeszłość. Do wilków może być wredny i niemiły. Jest bezlitosny i nie boi się zabijać, ale bez przesady - nie jest typową maszynką do zabijania, jak wiele wilków uważa. Jest poważny, nie lubi się śmiać i bawić. Nie jest dobrym słuchaczem i nie lubi jak ktoś opowiada o swoich problemach, ma ich zbyt dużo, aby się przejmować innymi. Jest samotnikiem, nie lubi towarzystwa innych wilków. Popadł w depresję, dlatego czasami ma myśli samobójcze. Czasami może być miły i przyjazny, ale rzadko to się zdarza. Jest przebiegły i sprytny. Jeśli mu podpadniesz, może cię przez lata tropić, ale i tak w końcu cię dopadnie. 
Cechy fizyczne: Wilk przeciętnie szybki i silny, za to nadrabia umiejętnością walki. Posiada duże i ostre kły oraz pazury. Jego wzrok jest kilka razy lepszy od innych wilków. Nie boi się wysokości, potrafi się wspinać. Niestety z pływaniem jest gorzej, po kilku metrach zaczyna się topić.
Znak szczególny: Jego sierść jest czarna jak smoła, ale to nie to go wyróżnia. Specyficzne są jego oczy, które biją jasnym blaskiem. 
Słaby punkt: Lewa, tylna łapa, został w nią ukąszony przez pająka. 
Boi się: Gigantycznego pająka, który chce się zemścić
Waga: 60 kilogramów
Wzrost: 83 centymetry
Najlepsi przyjaciele: Brak
Pochodzenie: Ziemia Wojny [Wataha z Dudniących Wodospadów]
LubiBurze, mrok
Nie lubi: Dnia, światła, słońca

Żywioł: [3/4] Magia, Elektryczność, Mrok
Moce: [10/25] Telepatia, zmiana w cień, stan furii, zatrute kły, elektryczne macki, elektryczna kula, mroczna kula, zmiana wody w smołę lub krew, tworzenie trujących kwiatów 
Partner/ka: Wątpię
RodziceNie zna, pogłoski mówią, że powstał z mroku, czy to jednak prawda? 
Potomstwo: Brak
Inna rodzina: Brak

Data dołączenia: 22 listopad 2015
Data urodzenia: 13 styczeń
Upomnienia: 0/3
Krwawe Pioruny: 750.000
★★★★★★★★★★
Zdobyte osiągnięcia: Brak
Poziom: 17
PD: | Ogólnie: 1700 | Wykorzystano: 1700 | Zostało: 0
Umiejętności: | Walka: 300 | Instynkt: 550 | Umysł: 550 | Polowanie: 300 |
Jaskinia: numer 23
Ekwipunek: Brak
Torba: Brak
Bronie: Brak
Zbroja: Brak
Smok: Brak
Towarzysz: Brak
HistoriaUrodził się w Watasze Dudniących Wodospadów. Nie znał swoich rodziców, mówią, że ich nie miał. Przez swój wygląd mówili, że jest demonem i chcieli go zabić. Dlatego uciekł. Podróżował w nocy, słońce psuło jego wzrok. Kiedyś spotkał na swojej drodze pająki, pozabijał wszystkie, ale jeden był kilka razy większy od niego. Został ukąszony w tylną łapę, ale udało mu się przeżyć. Niestety od tamtego momentu jest ścigany przez niego. W końcu dołączył tutaj. Po krotce to wszystko, ale jego przeszłość skrywa wiele tajemnic, o których nikt nie może się dowiedzieć. 
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: KTHTB |

Od Limbo - Jak tu dotarłem?

Łapy odmawiały mi posłuszeństwa, domagały się odpoczynku, ale czy można ryzykować życiem? Nareszcie, pośród gęstego lasu znalazłem jamę. Jej wejście nie zachęcało do rozgoszczenia się. Wszedłem do środka, który okazał się bardzo wąski i trzeba było się czołgać. Kiedy byłem już głębiej, coraz częściej pojawiały się kałuże zimnej wody. W końcu nie mogłem już iść dalej z powodu zmęczenia. Położyłem się i po chwili oddałem się snu. Był on jednak niespokojny, co chwilę się budziłem. Nagle z mojego ''snu” zbudził mnie huk. Wstałem energicznie, ale miejsce, w którym się znajdowałem było niskie, dlatego uderzyłem łbem o sufit. Zaniepokojony zacząłem zmierzać w stronę wyjścia. To, co zobaczyłem, sprawiło, że serce podeszło mi do gardła. Jedyne znane mi wyjście zostało zawalone przez wielki kamień. Podczołgałem się do niego i swoim łbem uderzyłem w niego próbując coś wskórać. Zrozpaczony robiłem tak kilka razy, aż zakręciło mi się w głowie. Nie wiedziałem co robić. Musiałem poszukać innego wyjścia, o ile takie było. Odwróciłem się i ruszyłem przed siebie. Zimnej wody było coraz więcej. Gorzej być nie mogło, byłem zmęczony, głodny, a w dodatku przemoczony. Woda dochodziła mi do gardła. Nie mogłem się cofnąć, zaszedłem już zbyt daleko. Zaczerpnąłem zatęchłego powietrza i zanurzyłem się w wodzie. Co miałem do stracenia? I tak bym zdechł z głodu. Zaczynało mi brakować tlenu, kiedy nie mogłem już iść dalej, ponieważ przede mną znajdował się muł. 
- *Może jednak się uda?* - pomyślałem. Ruszając w wodę miałem bardziej na myśli samobójstwo niż znalezienie wyjścia. Zacząłem łapami odgarniać muł. Udało się, dostałem się na ląd, znaczy wpadłem do jeszcze zimniejszej rzeki. Brakowało mi tlenu, zacząłem się krztusić zimną wodą, która wleciała do mojego pyska. Rzeka była głęboka. Zacząłem machać łapami, tworząc szum. Po kilku sekundach zahaczyłem o jakieś zielska - dzięki temu łapami złapałem o brzeg. Wynurzyłem się i zacząłem kasłać wodą. Wziąłem kilka dużych oddechów. Do moich płuc wleciało zimne powietrze. Dopiero po kilku minutach zdałem sobie sprawę, że znajduję się na śniegu i poczułem, że cały się trzęsę z zimna. W dodatku moje oczy zaczęły łzawić. To przez promienie słoneczne, ponieważ był dzień. Znajdowałem się na ładnej polanie. Zamknąłem oczy i na ślepo ruszyłem przed siebie. To był głupi pomysł, bo potknąłem się o własne łapy i upadłem na śnieg. Otworzyłem oczy i pomimo bólu poszedłem przed siebie do najbliższego drzewa. Kiedy już byłem przy dosyć dużym łysym drzewie wspiąłem się na jego konar i zasnąłem. Obudził mnie powiew zimnego wiatru. Otworzyłem oczy, była noc, a niebo przykryte grubą warstwą chmur. Zeskoczyłem z drzewa. Rozejrzałem się czy nie ma żadnego wilka w pobliżu i spokojnie poszedłem przed siebie. Pół godziny później usłyszałem szmer i czułem jakby coś mnie obserwowało. Nagle zza drzew wyłonił się mój niedoszły oprawca, pająk: 
Zawarczałem, próbowałem udawać groźnego, ale miałem z nim już do czynienia. Wiedziałem, że jest on śmiertelnie niebezpieczny i trudno go zabić. Podbiegałem do niego próbując go gryźć, ale szybko odskakiwałem na boki. Odwróciłem się i zobaczyłem innego wilka. 

<Flash>

sobota, 21 listopada 2015

Death - profil wilczycy

Imię: Death [czyt. def/ ang. Śmierć]
Płeć: Samica
Wiek: 2 lata
Hierarchia: Omega
Kierunek: Jastrząb
StanowiskoMorderca lądowy
Głos: Agnieszka Chylińska
Cechy charakteru: Można o niej po prostu powiedzieć-zła do szpiku kości. Nikt nie umie odszczekać się tak, jak ona. Chcesz się z nią kłócić? W takim razie musisz mieć bogaty zasób słów. Jest chora, kiedy widzi szczeniaki. Nie potrafi ich lubić, nienawidzi ich. Nie pomoże, lubi cudze cierpienie. Nigdy nikogo nie polubi.
Cechy fizyczne: Szybka jak diabli. Silna jak byk. Nie potrafi latać, lub wspinać się. Za długie pazury, ale stworzone do walki. Skacze bardzo wysoko i całkiem nieźle pływa.
Znak szczególny: Krzyż na ramieniu
Słaby punkt: Brzuch
Boi się: Swojego imienia, śmierci
Waga: 30 kilogramów
Wzrost: 71 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Przyjaciele? Jacy?!
Pochodzenie: Ziemia Wojny [Wataha Samotnej Skały]
LubiWalki, cierpienie innych
Nie lubi: Szczeniąt, zakochanych wilków
***
Żywioł: Czas, Elektryczność, Mrok
Moce: [6/20] Telepatia, rozmowa z duchami, władanie czasem, elektrycznością oraz mrokiem, cofanie się w czasie
Partner/ka: Nie ma i nie chce mieć partnera
RodziceTorhnes [w poprzedniej watasze] i Cassandra [nie żyje]
Potomstwo: O nie
Inna rodzina: Brak
***
Data dołączenia: 17 listopad 2015
Data urodzenia: 11 listopad
Upomnienia: 0/3
Krwawe Pioruny: 350.000
★★★★★★★★★★
Zdobyte osiągnięcia: Brak
Poziom: 14
PD: | Ogólnie: 1450 | Wykorzystano: 1100 | Zostało: 350
Umiejętności: | Walka: 400 | Instynkt: 150 | Umysł: 150 | Polowanie: 400 |
Jaskinia: numer 2
Ekwipunek: Brak
Torba: Brak
Bronie: Brak
Zbroja: Brak
Smok: Brak
Towarzysz: Brak
HistoriaTo, co przeżyłam, to nic nadzwyczajnego. Żadnych przygód, tylko dni raniące moje serce coraz bardziej... Zacznijmy od początku... Miałam rok, kiedy urodziła się moja siostra. Nie znałam mamy, ona też nie. Za to miałyśmy ojca, jeśli można go nim tak nazwać. Ja musiałam polować, a siostra pracować, czyli sprzątać, gotować zdobycze... i inne obowiązki, a ten debil przypatrywał się jej, by później złapać za kark i wtopić w niego zęby. Zazwyczaj przychodziłam na takie sytuacje, by obronić siostrę, za co obrywałam ja, ale czasami nie zdążyłam. Pewnego razu, kiedy nie udało mi się upolować piątego karibu, ojciec złamał mi po raz kolejny łapę i chciał zadać mi bardzo bolesny, nawet śmiertelny cios, moja siostra uderzyła jego łapę, a on złapał ją za grzbiet i wrzucił do rwącej rzeki. Ja za nią skoczyłam i wyciągnęłam na brzeg. Ojciec później wymyślił bardzo, bardzo chytry plan. Powiedział mi, że moja siostra mnie nienawidzi, a mojej siostrze, że ja jej nienawidzę. No więc pokłóciłyśmy się, dorosłyśmy do aktualnego wieku i razem wyruszyłyśmy na poszukiwanie nowej watahy, nadal się nienawidząc. Tak znalazłyśmy tą watahę i postanowiłyśmy dołączyć.
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: wilczyca22 |

Od Death - Koniec wszystkiego, początek niczego, czyli jak tu dotarłam

UWAGA, PONIŻSZY TEKST ZAWIERA WULGARYZMY! CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!

Stawiałam kroki ciężkie i pewne. Wszystko się we mnie gotowało. Jak siostra, po tylu rzeczach, które dla niej zrobiłam mogła mnie znienawidzić? W sumie... ja tak samo. Nienawidzę jej za to, że ona mnie nienawidzi. Zaraz, kurwa, co? Już nawet moja psychika zaczyna wysiadać, jak jakakolwiek więź z siostrą. Tyle uczyłam, tą małą niewdzięcznicę, tyle napłakałam, że ją ojciec bije! A ona co? Z myśli wyrwał mnie cichy głos siostry. 
- Jestem zmęczona... Łapy mnie bolą, jestem głodna...
- Pierdol się... - mruknęłam prawie niesłyszalnie. - Trzeba było zostać z tym debilem.
- Myślałam, że mi doradzisz... co robić... - wyszeptała.
- Ja mam ci pomóc?! Czy ty kurwa wiesz, co zrobiłaś?! Jak mi się odwdzięczyłaś?! Czekaj, ja ci doradzę, pomogę! - wrzasnęłam i bez namysłu chwyciłam Luin za kark i rzuciłam o pobliską skałę. Zaskomlała cicho zostawiając za sobą ślad krwi. Nie było mi jej żal. Moje serce na zawsze pozostanie, jakie pozostanie. Nigdy nikomu nie pomogę, a już na pewno nie tej małej suce. Leżała dłuższą chwilę, po czym wstała na chwiejnych łapach i ruszyła za mną. 
- Zabij mnie... Ja już nie mogę... - powiedziała obalając się.
- Nie. Na mnie nie licz, ja ci nie pomogę, dotarło? A może sylabami? Albo literami, jak do szczeniaczka?
W końcu, co jak co, dopadła mnie jedna z potrzeb - czyli głód. Zaczęłam tropić, jedyne, co wyczułam, to woń drzew, śniegu i wszystkiego, oprócz żywej komórki. No, z wyjątkiem Fei. W końcu... natrafiłam na trop czegoś smakowitego... krowy! 
- *Starczy mi na kilka dni... dopóki nie znajdę watahy, to musi wystarczyć...* - pomyślałam i zaczęłam biec w stronę, z której woń stawała się silniejsza. W końcu zauważyłam stado muciek. Wybrałam jedną z nich i podeszłam do niej, jakbym chciała powiedzieć: "Cześć!", a nie ją upolować. Krowy zaczęły muczeć, a ja skoczyłam na "wybrankę". To był sus... na pewno go zapamiętam! Do końca życia! Albo... krócej. Później, co się działo... Wbiłam zęby w kark... Krew zaczęła sikać na wszystkie strony. Poplamiło moje białe futro, a przy tym pysk. Nawet trochę kapnęło na moją sio... na Luin Feę. Krowa jednak nie dawała za wygraną. Zaczęła skakać, wierzgać, a ja tylko zębami trzymałam się karku. Moje ciało, razem z łapami, zaczęło latać w powietrzu, kiedy ona tak harcowała. - Już przegrałaś... - powiedziałam jakoś, przez zamknięty pysk i użyłam mroku, który zaczął niszczyć zwierzynę od środka, elektryczności, która zaczęła razić ją prądem, a przy tym łamać kości, oraz czasu, dzięki któremu postarzyłam krowę do wieku, kiedy za dwa, trzy dni mogła umrzeć. Wygrałam, chociaż obeszło by się bez mocy, nie chciałam robić z siebie wielce wojowniczki przed waderą. Złapałam martwą krowę za kłąb i zaczęłam ciągnąć. Zaciągnęłam ją pod drzewo i tam zaczęłam jeść. 
- Dasz mi kawałek? - spytała wilczyca z nadzieją patrząc na zdechłe zwierzę.
- Nie. - odrzekłam zakrywając pysk w mięsie. Nie chciałam, by patrzyła na mój wyraz twarzy. Znów zaczęłam ciągnąc krowę. Jednak - nie starczyła na długo... Na raz. Wrzuciłam szczątki do rzeki, która prowadziła do oceanu. Była nadzieja, na znalezienie watahy, ale także na wiele przygód. Zaczęłam iść z nurtem rzeki. A nawet - wskoczyłam do niej. To było takie spokojne... Aż w końcu... rzeka wpłynęła do oceanu. Ja szybko wyskoczyłam w wody i otrzepałam się. Nadbiegła zdyszana, zmęczona i głodna siostra. Nagle zauważyłam jaskinię. Zaczęłam do niej biec. 
- Jest tu jakaś wataha?! - wrzasnęłam, kiedy do niej wbiegłam.
- Owszem, Wataha Krwawego Wzgórza. Jestem jej Alfą, nie powinnaś tak wchodzić... - powiedział Flash, Alfa watahy.
- Dobra, chuj z tym, chcę dołączyć. Pewnie ona też... - warknęłam. Odbyłam rozmowę, bardzo, bardzo długą i zostałam przyjęta. Nie wiem jak ona, ale chyba też, bo wracałyśmy do jaskini numer dwa.

Od Niko - Poznanie swych umiejętności w walce

Tata jak co dzień przygotował śniadanie dla całej naszej rodziny.
- Wyśmienite! Jak ty to robisz? - Zapytała mama oblizując się.
- To moja słodka tajemnica. - Powiedział tata uśmiechając się.
- Tato, możemy odwiedzić przyjaciół mamy? - Zapytała Aravel przeżuwając kawałek mięsa.
- Jasne, lecz pod okiem mentorów i mamy, jeśli wam pozwolą, możecie iść. - Odpowiedział tata.
- Pójdziemy zapytać nauczycieli i wilka o którym nam mówiłaś, czy możemy mieć u niego swoją pierwszą lekcję? - Zapytała Aravel podgryzając kość ze śniadania.
- Jasne. - Odpowiedziała mama.
- Tato, pójdziesz z nami? - Zapytałam.
- Nie, ja muszę pójść na polowanie abyście miały co jeść. - Odpowiedział.
- Dobrze, więc chodźmy! - Powiedziała mama po czym otworzyła swoją wielką, skórzaną torbę. - Wchodźcie, polecimy, będzie szybciej. - Powiedziała mama.
- Mamo, mogę lecieć na twoim grzbiecie? Będę się mocno trzymać! - Zapytała Aravel gdy już miała pakować się do torby.
- Jasne, tylko uważaj abyś nie spadła! - Powiedziała troskliwie. Byliśmy z bratem w środku torby, było tam strasznie ciemno, ale i ciepło oraz przytulnie.
- To już tutaj, później dolecimy jeszcze w jedno miejsce do mentorów, dziś będziecie pokazywać swoje najlepsze strony podczas walki. - Wyjaśniła mama.
- Super! Uwielbiam walkę! - Krzyknęła Aravel entuzjastycznie.
- Ja tam nie lubię walki... - Odpowiedział brat. Aravel weszła do środka jaskini, mama czekała tuż za nią, my podążaliśmy za siostrą.
- Kim jesteście i czego tutaj chcecie? - Powiedział wilk powarkując.
- Jestem Aravel, córka Sheiry, a to moje rodzeństwo. - Przywitała się.
- Sheiry? Przepraszam, nie przedstawiłem się, mam na imię Decron i jestem jej przyjacielem, bardzo chciałem was poznać. - Odpowiedział wilk zmieniając ton na nieco spokojniejszy. Wtedy weszła mama i powiedziała:
 - Przepraszam że nie zawiadomiłam cię o odwiedzinach. 
- Nic nie szkodzi, sam chciałem do ciebie przyjść, aby je zobaczyć. - Odpowiedział.
- Mogą tutaj zostać na chwilę? Zaraz wrócę. Mam jeszcze jedno pytanie, mogą mieć tutaj swą pierwszą lekcję walki? Polecę teraz zapytać ich nauczycieli czy zgodzą się. - Powiedziała mama do wilka.
- Jasne, byłbym zaszczycony. - Odpowiedział.
- Do zobaczenia! - Powiedziała mama po czym wystrzeliła w powietrze.
- Pa. - Powiedział wilk.
- Pa mamo. - Pożegnaliśmy się z mamą.
- Chcecie coś do jedzenia lub picia? - Zapytał wilk w kapturze.
- Nie, dopiero jedliśmy śniadanie, czy to smok stoi na twoim grzbiecie? - Zapytała siostra.
- Tak, nazywa się szpon. - Powiedział wilk uśmiechając się do swojego smoka.
- Chciałabym kiedyś mieć smoka... Ale to tylko marzenie... - Odpowiedziała Aravel.
- Marzenia czasem się spełniają. - Powiedział wilk próbując poprawić humor siostrze.
- Ta... Jasne. - Odpowiedziała Aravel.
Wtedy do jaskini weszła nasza mama razem z nauczycielami.
- Cześć Crystal, widzę że jesteś nauczycielem jednego z tych szczeniąt. - Powiedział Decron.
- Tak, Niko. - Odpowiedziała krótko.
- Mógłbym sprawdzić atuty szczeniąt? Będę delikatny! - Zapytał Decron, wszyscy nauczyciele pokiwali pyskami na tak.
- Więc kto pierwszy? - Zapytał.
- Ja bym mogła... - Zgłosiła się Aravel i podeszła do wilka.
- Gotowa? - Zapytał.
- Zawsze! - Uśmiechnęła się.
- Zacznijmy. - Odpowiedział, po czym próbował zaatakować ją w bok, uniknęła tego i ugryzła go w nos.
- Daj z siebie wszystko! - Krzyknął Decron, a ona podrapała go w prawy bok, ugryzła go w opuszkę prawej przedniej łapy, zapiszczał cicho. Potem wilk powalił ją na ziemię, chciał ugryźć ją w szyję, kłapnął pyskiem obok, ale odsunęła się i wstała po czym ugryzła go w szyję, głośno zapiszczał. - Dobra, koniec. Świetnie sobie radzisz jak na szczenię, ledwo żyję, jesteś niesamowita, gdzie się tego nauczyłaś? - Zapytał zachwycony dysząc. - Brawo Aravel, jesteś świetna w walce, choć niektóre z twoich uników nie były najlepsze, jesteś jeszcze szczeniakiem, więc masz czas na naukę.
- Dziękuję. - Odpowiedziała, po czym zasnęła z wycieńczenia.
- Kto teraz, maluchy? - Zapytał wilk, po czym raz spojrzał na mnie, raz na brata.
- ... - Podeszłam bez słowa jakby bezbronna.
- Gotowa? - Zapytał.
- ... - Tylko skinęłam łbem na tak i rzuciłam na niego wyzywającym spojrzeniem, wilk chciał powalić mnie na ziemię kopiąc w podbrzusze, odskoczyłam po czym ugryzłam go w kark, a on upadł, ale po chwili wstał i czekał na mój atak, wskoczyłam na jego grzbiet i wbiłam me ostre pazury w jego ciało z wielką siłą, wilk zapiszczał. Potem chciał odrzucić mnie łapą do ściany jaskini, odskoczyłam i tym razem ugryzłam go w tylną, lewą łapę, upadł.
- Jesteś bardzo szybka i świetna w unikach, lecz trochę gorsza w atakach, brawo mała. - Powiedział wilk, a Demon podszedł do niego aby opatrzyć jego rany. Wilk na nowo wstał, a moja mentorka dała mu trochę jedzenia i wody, aby poczuł się lepiej.
- Chcesz walczyć ze mną czy ze swoim mentorem? - Zapytał Decron mego brata - Spirita.
Ten spojrzał na rany wilka i odpowiedział: - Nie chcę abyś cierpiał, będę walczył z mentorem.
- Dobrze. - Odpowiedział, położył się na swoim posłaniu i patrzył na przebieg walki.

Od Crystal - C.D. Wishastonish ''Jak tu dotarłam?''


Słyszałam kroki dobiegające od wylotu jaskini. Ktoś biegł w jej stronę. Najpierw nie byłam pewna, ale po krótkim czasie poznałam kroki Wish. Biegła w stronę naszej jaskini. Ciekawiło mnie jedno... po co ona tak biegła? Po chwili wpadłam na myśl, że może dowiedziała się o porodzie. Chwilę potem zawołała od progu.
- Crystal!
- Stało się co? - spytałam zdziwiona z uśmiechem na pysku.
- Gratuluję... dowiedziałam się że masz szczeniaki... - wydyszała. - Biegłam ile sił w łapach...
- Nie musiałaś...
- Musiałam... jesteś moją przyjaciółką... przyszłam ci pogratulować.
- Dziękuję, Wish... Wchodź.
- Dzięki Crystal... masz słodkie szczeniaki. - odparła uśmiechając się.
- Wiem... - również odwzajemniłam uśmiech.
- Ja już muszę lecieć... ciemno się robi.
- Zostań jeśli chcesz... mogę ci załatwić jakiś pokój...
- Nie, dzięki... nie będę ci zajmowała czasu...
- Nie zajmujesz... no, ale jak chcesz. Mam nadzieję, że się jutro spotkamy...
- Przyjdę tu. W południe. Pójdziemy na spacer. - powiedziała szybko.
- Dobranoc. - powiedziałam.
- Dobranoc. - odpowiedziała Wishastonish wychodząc.

<Wish... czekam od ciebie na chociaż jedno długie opowiadanie... postaraj się proszę>

Od Karony - Egzamin

Czuję! Wzrok zaczyna się wyostrzać, a uszy kierowane cichym, ale szybkim biciem serca obracały się jakby rozkojarzone całą zaistniałą sytuacją. Czuję jak wzrasta poziom adrenaliny we krwi. Podchodzę coraz bliżej i widzę go. Niewielkie stworzenie o szarym futrze, które spokojnie poszukuje pożywienia nie spodziewając się tego co go zaraz czeka. Jeszcze chwila... teraz! Rzuciłam się w pogoń za królikiem, który nawet nie zdążył zauważyć co się wokół niego dzieje. Ostre kły wbite w grzbiet ofiary uniemożliwiły jej ruchy, by po chwili zacisnąć się zadając śmiertelny cios. Czuję się wspaniale. Nigdy nie upolowałam nic tak szybko. Nagle obraz zaczął się rozmazywać, a ja usłyszałam czyjś głos. Był to Hector... Po chwili już całkiem otrząsnęłam się i zdałam sobie sprawę, że to był tylko sen... Dziś ostatnia lekcja, a ja się tak boje ze nie podołam... 
- Dzień dobry, Karono. - usłyszałam ściszony głos Hectora. Bał się tego dnia. Tak samo jak ja.
- Dzień dobry. - odpowiedziałam nadal przeżywając swoje osiągnięcie. - Śniło mi się, że upolowałam zająca w kilka sekund.
- Czasem sny się spełniają... oby twój się akurat sprawdził. - powiedział, próbując poprawić mi humor, a jednocześnie rozluźnić atmosferę.
- Boję się... - odpowiedziałam przerażona.
- Ja nawet też... ale nic się nie martw... musisz zdać tę lekcję! - powiedział uśmiechając się. - Kocham cię, siostrzyczko!
- Ja ciebie też kocham... - odparłam przytulając się do niego. Pół godziny później byłam w drodze do Zain'a. Kiedy stanęłam przed jego jaskinią, łapy odmówiły posłuszeństwa. Stałam tak chwilę, po czym ruszyłam do wejścia. Nie było go. - *Czyżby zapomniał? A może się coś stało?* - Błądziłam myślami. Moje domysły zostały przerwane. Zain stał na skraju lasu. Niechętnie skierowałam się w tamtą stronę. 
- Gotowa? - zapytał pełen entuzjazmu.
- Nie... - cicho odpowiedziałam. 
- Nic się nie martw. Będzie dobrze. - usłyszałam słowa pocieszenia. - Chodź za mną. 
Ruszyliśmy. Po dwudziestu minutach wędrówki i uspokajaniu mnie, zatrzymaliśmy się. 
- Słyszysz? -zapytał.
- Tak. 
Pojawiło się to uczucie jak ze snu. Nagle byłam jak w transie. Nie słyszałam co mówi do mnie Zain. Czułam ofiarę i musiałam ją złapać. Zaczęłam biec przed siebie. Są! Stado jeleni! Każdy normalny pomyślałby, że to szaleństwo polować samemu na jelenia. Ale nie ja. Nie myślałam rozsądnie. Kiedyś Zain powiedział, że z czasem zacznę nad tym całkiem panować. I tak się właśnie w tamtej chwili stało. Zmysły pozostały wyostrzone, a ja odzyskałam rozum. Choć nie do końca, bo jednak ruszyłam w pościg. Stado zaczęło uciekać, a ja mając już obrany cel zaczęłam gonić ofiarę. Poszło łatwo, bo byłam naprawdę szybka. Po chwili jeleń padł na ziemię, a ja razem z nim. Widziałam jak po raz ostatni unosi się jego klatka piersiowa po czym opada aby pozostać tak już na zawsze. 
- Świetnie ci poszło! Jestem naprawdę dumny! - usłyszałam. 
- Dzięki. - uśmiechnęłam się do mentora.
- Chodź. Pomożesz mi to zanieść do watahy.
- Jasne.