wtorek, 26 lipca 2016

Od Silent Fear'a - C.D. Rathyen ''Dzień dla mordercy''


Manipulacja... Co za ścierwo. Chociaż wiedziałem, że to złe, nie mogłem się postawić, musiałem wykonywać jej rozkazy. Sam posiadałem tą moc, więc wiedziałem, z czym to się je. Kiedy tylko użyła mocy, straciłem kontrolę nad swoim ciałem i umysłem, byłem lalką, bez uczuć i świadomości, mogła mną dowolnie sterować... Gdyby alfa nie przybył na czas, ta mała najpewniej by zwiała...
 - Trzymaj ją mocno, Fear. - Powiedział, również używając mocy manipulacji. Teraz już nie wiedziałem co mam robić. Ani nie poluźniłem uścisku, ani nie wzmocniłem. Pozostałem neutralny, podczas gdy dwójka wilków biła się o mój umysł. Świetnie! - A ty, nie próbuj swoich sztuczek, już ci nie pomogą. Nie masz szans... najmniejszych. 
 - Uch... Wy zawsze myślicie, że już wygraliście. - Wysyczała. - Okłamujecie się, pocieszacie, po co? I tak znacie prawdę... I tak to ja będę górą!
 - Dlaczego chciałaś zabić mojego najlepszego mordercę? - Zapytał.
 - Najlepszego mordercę? - Zaśmiałem się, czując, że odzyskuję siebie. - Może jakiś awansik?
 - Powód jest nieistotny. - Mruknęła.
 - Przyciśnij mocniej. - Wydał rozkaz Flash. Naturalnie, spełniłem go. - A teraz mów.
 - Nic wam nie powiem. - Odrzekła. - *Zapomnijcie, że mnie spotkaliście.*
Już prawie miałem spełnić jej żądanie, gdy otrząsnął mnie alfa:
 - Twoja manipulacja ci nie pomoże. - Ciągnął Flash. Zastanawiałem się, kiedy będę mógł wtrącić się do rozmowy... Póki co patrzyłem to na jedno, to na drugie, jak debil. W jednej chwili coś błysnęło przed naszymi oczami i pojawił się przy nas wszechobecny beta... Jeszcze tego tu brakowało.
 - Co mam z nią zrobić? - Zapytał. No tak, Flash pewnie cały czas gadał z nim telepatycznie.
 - Nie chce mówić dlaczego rzuciła się na Fear'a. Chciałbym, abyś eskortował ją wraz z nim do obozowiska. - Rzekł Flash, po czym zwrócił się do wadery. - Nie próbuj żadnych sztuczek. Patton jest całkowicie odporny na manipulację i inne tego typu bajery. Nawet jeśli zmanipulujesz Silent'a do zabicia Patt'a, nie uda ci się to. Chociaż Fear jest ''najlepszym mordercą na świecie'', ten demon wie, jak się obronić przed takimi typami. Spróbujesz prysnąć, dogoni cię. Ba! I to z jaką łatwością. Najszybszy wilk w watasze, o ile nie na świecie.
Wadera jedynie prychnęła.
 - Może podasz nam swoje imię? - Zapytał Patton, kiedy samiec alfa zaczął się oddalać, a my ruszyliśmy, trzymając waderę z obu stron.
 - A może nie? - Odgryzła się.
 - Wadery... - Prychnąłem. - Weź już nie bądź taka tajemnicza, bo mi się niedobrze robi!
 - I bardzo dobrze, może zdechniesz.
 - Jak dzieci. - Westchnął Patton. 
 - Zamknij się. - Mruknąłem. - Ta nieokrzesana wadera śmiała podnieść na mnie łapę, dasz wiarę?
 - Za taką cenę warto. - Odparła.
 - Stulcie pyski oboje i dajcie mi w spokoju iść. Chcę wykonać swoje zadanie i mieć spokój.
Dobrze. Postanowiłem, że teraz to ja spróbuję użyć manipulacji i zmusić ją, by wreszcie powiedziała, jak do cholery ma na imię. Zrobiłem to jednak nieco grzeczniej, niż ona.
 - *Hej... Wybacz za te ślady na twoim pysku. Naprawdę nie chciałem cię zranić... Czy mogłabyś mi uczynić ten zaszczyt i powiedziała jak masz na imię?*

< Rathyen? Niby mam wenę, a nic specjalnego nie wychodzi z tego pisania ;-; >

Od Rathyen - C.D. Silent Fear'a ''Dzień dla mordercy''


Syknęłam cicho, kiedy zrobił mi ranę na policzku.
- Od kiedy najlepszy morderca na świecie pyta o imię swoją ofiarę? - wymamrotałam, próbując złapać oddech.
- Najlepszy morderca? - skrzywił się. - Raczej z tym skończyłem. - mruknął.
Zaśmiałam się lekko.
- Żartujesz? Wiesz ile kasy jest za twoją głowę? Cały zestaw sztyletów można za to kupić. - uśmiechnęłam się złośliwie.
- Nie sądzę, żeby ci się udało. - powiedział nowy głos.
Odwróciłam głowę na tyle, ile mogłam. Ujrzałam wilka w różnych odcieniach szarości. Zmrużyłam oczy.
- Alfa, jak mniemam. - wydusiłam, bo wilk który mnie trzymał, zacieśnił ucisk. - Puść mnie. - wycharczałam.
Starałam się spojrzeć mu w oczy. Uniosłam lekko brwi, widząc że są puste.
- *W sumie troszkę manipulacji nie zaszkodzi.* - wymruczałam w myślach. - *Rozluźnij ucisk.* - przesłałam mu telepatycznie i dodałam do tego trochę magii. Po chwili poczułam, jak uchwyt słabnie. - *Dobrze... A teraz puść.* - zamruczałam.

<Silent? D: >

Od Silent Fear'a - C.D. Rathyen ''Dzień dla mordercy''


Wyszedłem na przechadzkę. Miałem wrażenie, że coraz więcej wilczyc się na mnie gapi... Burnt Flame praktycznie nie spuszczała mnie z oka... i to nie robiłoby mi różnicy, gdybym nie znał jej zamiarów wobec mnie, do tego pojawiła się jakaś nowa osóbka. Czułem, że jest blisko. Niestety, choćby umiała się skradać lepiej niż najlepszy szpieg czy polujący, mojego nosa nigdy nie wykiwa. A kiedy przyłożyła mi sztylet do gardła i palnęła ten tak bardzo oklepany tekst, zacząłem się śmiać, niemal płacząc.
 - Och, rozbawiłaś mnie. - Rzekłem, dusząc śmiech. Gdybym mógł, już dawno zwijałbym się na ziemi, jednak przeszkadzał mi jakiś sztylet.
 - Ciekawe czy będąc martwym też będziesz się tak śmiał. - Mruknęła, dociskając mocniej ostrze.
 - Ciekawe czy będąc martwą też będziesz taka pyskata. - Rzuciłem. No dobra, Fear, pora pokazać tej laluni, że nie warto zadzierać z kimś takim jak ty. Nawet jeśli jest groźna, z pewnością nie dorównuje mi umiejętnościami. Byłem zbyt doświadczony... a przynajmniej tak myślałem. Z całej siły nadepnąłem na jedną z jej łap, wykorzystując dosłownie sekundę jej oszołomienia, by wykaraskać się z uścisku.
 - Nie wiesz z kim zadarłeś. - Warknęła.
 - Gadaj kto cię przysłał! - Krzyknąłem. Skoczyła mi do gardła. Pierwsze, co musiałem zrobić, to pozbyć się jej sztyletu, jeszcze sobie krzywdę zrobi. - Na ilu celownikach już jestem?!
Zamiast odpowiadać, zaczęła zadawać mi ciosy sztyletem. Skutecznie ich unikałem, jednak niemalże na styk.
 - Już nie wal takich piruetów. - Rzekła, wyprowadzając mocniejszy atak. Tym razem ostrze przejechało po skórze. Dość duża rana cięta, średnie krwawienie, czyli nic szczególnego.
 - Odłóż to, bo komuś stanie się krzywda. - Odparłem, wyprowadzając wreszcie pierwszy kontratak. Wadera skutecznie uniknęła moich pazurów. - I tym kimś bynajmniej nie będę ja.
 - To się jeszcze okaże. - Prychnęła, wyprowadzając kolejną serię ciosów. Nie rozumiałem... Dlaczego? Komu znowu zaszedłem za skórę? No co?! Zabiłem kilka wilków, wielkie mi coś. Musiałem przecież zaspokoić swoje podstawowe potrzeby, tak? Tyle pytań, tyle uników, piruety, wiry, chaos... czułem się jakbym wódkę popił Whiskey. W tym całym zamieszaniu, udało mi się wyprowadzić prawie celny atak, jednak zamiast trafić w klatkę piersiową wilczycy, trafiłem w... łapę ze sztyletem, który wypadł daleko, poza nasz zasięg. - Jestem w stanie zabić cię i bez sztyletu.
 - Jasne. - Odparłem przeciągle, niewiele robiąc sobie z pogróżek tejże istoty. Czując już mniejsze zagrożenie, przyjrzałem się jej uważniej. Na plecach miała dwie czerwone linie. Brzuch kremowy. Reszta ciemna. Oczy czerwone, jakby się czegoś naćpała.
Oboje wybiliśmy się w powietrzu. Wykorzystałem te kilka sekund, by wznieść się jak najwyżej. Udało się osiągnąć cel: wadera była trochę niżej, niż ja. Cały ciężar ciała przeniosłem do przodu. Tak! Udało mi się ją przygnieść.
 - Puszczaj! - Szarpała się.
 - Cicho. - Warknąłem. - Teraz ładnie mi powiesz, dla kogo pracujesz?
 - Wiesz, że i tak nie zatrzymasz mnie tu zbyt długo?
 - Zostałaś pokonana. Potraktuj to honorowo i grzecznie odpowiedz na moje pytanie.
 - Nie. - Odwarknęła wściekle.
 - Okej, w takim razie odpowiesz na nie przed obliczem mojego alfy. A chciałem być miły...
Spróbowała się wydostać z uścisku. Pożałowała. Poddusiłem ją lekko, po czym dotknąłem jej policzka i delikatnie przejechałem po nim pazurami.
 - To niegrzecznie uciekać w środku rozmowy. - Uśmiechnąłem się, w tym samym momencie wzywając alfę na miejsce zdarzenia. - Może zdradzisz mi chociaż swoje imię, co?

< Rath? >

Od Rathyen - Dzień dla mordercy

Odetchnęłam cicho, rozglądając się dookoła. Od tygodnia go tropiłam. I zgubiłam trop.
- Świetnie. - mruknęłam do siebie. - Jeśli go nie znajdę, nici z zapłaty. A widziałam taki fajny sztylet... - westchnęłam.
W sumie to ofiara irytowała mnie coraz bardziej. Nie dość, że nie mogłam się zbliżyć do niego najwyżej na odległość dziesięciu kilometrów, to jeszcze nie byłam go w stanie zaatakować nawet na odległość. Widziałam tylko kawałki jego futra, jeśli już coś. Skrzywiłam się lekko. Siedziałam w krzakach niedaleko jakiegoś obozu. W końcu go zobaczyłam. Wysoki wilk z wieloma ogonami. Uśmiechnęłam się lekko, ale nie ruszyłam z miejsca. W końcu pojawiłam się za nim.
- Jakieś ostatnie słowo? - wymruczałam mu do ucha, przykładając sztylet do jego gardła.

<Silent Fear? Wiem, pisać nie umiem D: >

Od Grace - C.D. Patton'a ''Nocna Walka''


Bardzo się cieszyłam, że Patton pozwolił mi z nim polecieć. Dzięki temu mogłam nareszcie się jakoś wykazać: do tej pory byłam znana jedynie z tego, że opiekowałam się szczeniętami i byłam deltą, jednak ja miałam ochotę na coś więcej. Tak więc, kiedy na polu walki zaczęło się robić gorąco i hucznie od krzyków Star, zareagowałam jako pierwsza i poleciałam szukać Patton'a, który szukał Flash'a.
 - Masakra z tą walką, nie? - Zagadnęłam, kiedy lecieliśmy.
 - Skoncentruj się na swoim zadaniu. - Rzucił oschle, uważnie przyglądając się ziemi.
 - Ech... A myślałam, że da się z tobą normalnie pogadać. - Mruknęłam zrezygnowana.
 - Bo się da. - Odrzekł. - Ale nie w takim momencie.
 - No dobra, masz rację. - Westchnęłam, z niechęcią przyznając mu rację. To rzeczywiście nie był odpowiedni moment na gadanie o głupotach. 
 - W ogóle nie powinno cię tu być. - Skwitował.
 - Chciałam pomóc! - Odparłam.
 - Wiem, wiem... - Westchnął. - Pytanie, czy niczego nie utrudnisz...
 - Postaram się. - Rzuciłam. Dalej lecieliśmy już w absolutnym milczeniu, wciąż szukając naszego przywódcy. Samiec beta był bardzo szybki, nie tylko na lądzie, ale i w powietrzu; ledwo za nim nadążałam, a on leciał sobie spokojnie, jak gdyby nigdy nic, co jakiś czas mówiąc, że go spowalniam... może i miał rację, jednak ja nie mogłam się poddać, zaszłam już za daleko i poprzysięgłam sobie, że odnajdę Flash'a i nareszcie przydam się na coś; udowodnię, że jestem coś warta.
Zastanawiałam się, jakim cudem Patton umie lecieć z taką prędkością i jednocześnie spokojnie wszystko widzi... to było szalone. Patrzenie w dół przy takiej prędkości przyprawiało mnie o mdłości, a on naprawdę nic sobie z tego nie robił...
 - Patt, od kiedy latasz? - Zapytałam.
 - Kiedy tu dołączyłem, długo ukrywałem swoje skrzydła. - Odparł. - Latam od urodzenia.
 - Mhm. - Mruknęłam. Nie minęło pół sekundy, kiedy Patton leciał o wiele niżej. Nie wiedziałam jaki miał w tym cel, ale postanowiłam się dostosować do bardziej doświadczonego wilka i podążać za nim, wręcz papugując jego ruchy. - Czemu lecimy tak nisko? Za chwilę będziemy uderzali w korony drzew.
 - Mam go. - Szepnął.

< Hm? >

Od Celty - C.D. Castiel'a ''Wspólna praca''


Ugh... Nie, nie... Wszystko się działo za szybko, nie wiedziałam za co mogę się zabrać. 
- Mam cię! - usłyszałam nagle za plecami. 
W mgnieniu oka zostałam przyciśnięta do gleby, co pogorszyło moją pozycję. 
- Złaź. - Warknęłam. 
- Zrobię to... - Urwał. 
Nagle poczułam jak przeciwnik i jego nadwaga znika z mojego grzbietu. Usłyszałam odgłosy warczenia, walki... Odruchowo spojrzałam w tamtym kierunku... By ujrzeć Castiel'a? Z łatwością poradził sobie z basiorem. Uniosłam się delikatnie na łapach, uderzając jedną z nich o ziemię. Ta została skuta lodem, co podziałało na korzyść Castiel'a. Przeciwnikowi po prostu rozjeżdżały się łapy. Wykorzystałam to wpadając w niego, przez co obydwoje się wywaliliśmy. 
- Cas... Wszystko dobrze? Jesteś cały? - Wypaliłam. - Powiedz, że nic ci nie zrobił.. 

< Cas..? Celtiś się martwi o ciebie :-: >

Od Arnis'a - Cienie przeszłości, światło przyszłości

- *Świetnie, kolejny dzień, w którym prawdopodobnie nic nie znajdę.* - pomyślałem, wstając i przeciągając się leniwie. Miesiąc bez żadnych nowych tropów. W sumie zastanawiałem się, czy jest sens ciągnąć to dalej. Przecież sam jeden nie zabiłbym ich wszystkich. No ale jak już zacząłem, to musiałem skończyć. Ruszyłem wzdłuż rzeki, przy której spałem. Obudziłem się przed południem, więc sporo czasu na szukanie jakiejkolwiek poszlaki.
W sumie byłem tutaj od jakichś trzech dni. Czułem ich lekki zapach, ale nie wiedziałem gdzie są. Nie wiedziałem, czy specjalnie się ukrywają, czy po prostu są za daleko.
- No cóż, komu w drogę, temu czas. - powiedziałem do siebie, idąc dalej w górę rzeki.
Czułem coraz intensywniejszy zapach, więc poszedłem za nim, przez co oddaliłem się od wody. W końcu po południu dotarłem do obozowiska. Zacząłem chodzić w pewnej odległości od niego i z nosem przy ziemi.
- *Nie, to nie oni.* - pomyślałem nieco zawiedziony i podniosłem głowę. Zamknąłem oczy. - *Koło czterdziestu wilków.* - przysłuchiwałem się dalej, aż zszokowany otworzyłem oczy i odwróciłem się o 180 stopni.
Przede mną stała biała, skrzydlata wadera w cętki. W dodatku całkiem ładna. Cofnąłem się i obnażyłem kły. Zawarczałem cicho, jednak na niej nie zrobiło to wrażenia.
- Kim jesteś? - spytała spokojnie jak gdyby nigdy nic.
Nie odpowiedziałem. Nie wyczułem od niej zapachu Pająków, ale wolałem się nie przedstawiać.
- Kim jesteś i co tutaj robisz? - powtórzyła.
Nie wyczuwałem od niej wrogiego nastawienia. Uspokoiłem się więc i wyprostowałem.
- Arnis. - mruknąłem, dalej bacznie jej się przyglądając.
- A jesteś tu, ponieważ...? - uśmiechnęła się lekko.
- Szukam kogoś - skrzywiłem się i cofnąłem.
- Czyżbyś się zgubił? - zaśmiała się cicho.
- W sumie raczej śledzę, ale nie ważne. - warknąłem cicho i minąłem ją.
- Czekaj, gdzie idziesz? Nawet się nie przedstawiłam! - krzyknęła za mną.
Spojrzałem na nią przez ramię. Wadera posłała mi kolejny uśmiech.
- Cloud jestem - powiedziała.

< Cloud? D: jak ja nie umiem pisać ;-; >

Od Patton'a - C.D. Alexis ''Nocna Walka''


Bardzo martwiłem się nie tylko o Flash'a, ale i o moją córkę. Byłem święcie przekonany, że ona żyje i faktycznie jest tu uwięziona, więc wiadomo, że za wszelką cenę chciałem ją odnaleźć i dążyłem do tego. Niestety, teraz miałem nieco inne sprawy na głowie, mianowicie alfy udały się na samotny pojedynek. Flash nie wiedział na co się pisze, gdyż odkryliśmy to dopiero po jego zniknięciu. Nie dało się też wysłać wiadomości telepatycznej, ponieważ zablokował możliwość odbierania takich wiadomości: każda moja telepatyczna wypowiedź po prostu ginęła bezpowrotnie. Dopiero za trzecim razem się zorientowałem, że nie mówię do nikogo, a wiadomości przepadają. Plan był w sumie dosyć prosty: najpierw odnaleźć Flash'a, potem Verdanę. Byłem pewien, że mój dawny przyjaciel, a aktualnie nieżyjący już wróg, mówił prawdę. Nie gadałby takich rzeczy, gdyby były one kłamstwem. Po prostu nie miał żadnego celu w oszukiwaniu mnie, więc miałem sto procent pewności, że to prawdziwa informacja. Plan był prosty: najpierw dopilnować, by Flash wrócił bezpieczny, a potem znaleźć Verdanę i żyć z nią i moją partnerką długo i szczęśliwie. Proste? Niekoniecznie.
 - Flash! - Zacząłem się drzeć, mknąc w powietrzu najszybciej jak umiałem. Wyostrzając wzrok, nic nie dostrzegałem. Tylko ciemność, drzewa... i tak w kółko. - Przecież nie wrócę tam z pustymi łapami... - Wyszeptałem. Poziom irytacji wzrastał z każdą minutą. W jakim miejscu oni toczą ten pojedynek?! W innym wymiarze, czy jak?! Przecież nie mogli odejść tak daleko...
 - Patton! - Usłyszałem za sobą. - Zwolnij!
To był głos wadery.
 - Grace?! - Odwróciłem się, gdy zobaczyłem skrzydlatą waderę, zbliżającą się do mnie.
 - Lataj wolniej, nawet FBI nie byłoby w stanie cię namierzyć. - Rzuciła. - A tak w ogóle to przyszłam, a właściwie przyleciałam, z pomocą. Chcę znaleźć Flash'a, bo Star odbija! Drze się po nas i takie tam... - Mruknęła swoim typowym, luźnym językiem.
 - Ach tak. - Rzekłem zirytowany. - Doprawdy okropne. Krzyczą po was... Straszne.
 - Serio, przecież sam go nie znajdziesz, no! - Nalegała.
 - Spadaj stąd, mała.
 - Uważaj na słowa! - Krzyknęła.
 - No dobrze. - Westchnąłem. - Ale jeśli twoja matka się o tym dowie...
 - Będę milczeć jak grób. - Uśmiechnęła się. - Lećmy ich szukać.
Od tamtej pory musiałem latać wolniej, by moja towarzyszka była w stanie mnie dogonić. Zastanawiałem się co ona sobie w ogóle myślała... Ot tak po prostu sobie za mną poleciała, nie zdając sobie sprawy z tego, że to niebezpieczne. Nie wiemy z jaką siłą mamy do czynienia. Na terenie ich pojedynku mogą się odgrywać jakieś dramatyczne sceny, ważyć losy watahy i życia naszego alfy, a my tak po prostu sobie tam przylecimy... i co? I co potem. Jaki właściwie jest plan?! Poleciałem szukać Flash'a jak na złamanie karku, nawet nie mając planu ratunku... o ile jego w ogóle trzeba będzie ratować. Tak się właśnie dzieje, kiedy Patton chce wykonać dobry uczynek. 
 - Ciekawe co się dzieje na polu walki, nie? - Zagadnęła Grace, która zdawała się bardziej podziwiać widoki, niż szukać Flash'a, jednak wiedziałem, że to tylko złudzenie.
 - Taa. - Mruknąłem, niemal w ogóle jej nie słuchając. Miałem ważniejsze sprawy na głowie.

< Ktoś? >

Rathyen - profil wilczycy


Silenced Screams by Shiinrai
Imię: Rathyen (skrót - Rath, tylko dla niektórych, Rathy - w sumie to chyba nikt jej tak nie nazwał, a jeśli tak, nie przeżył tego, może kiedyś komuś pozwoli / czytaj Ratjen)
Płeć: Samica
Wiek: 8 lat
Hierarchia: Omega
Kierunek: Jastrząb
Stanowisko: Szpieg Lądowy
Typ: Zwykły
Rasa: Wilk Galaktyczny
GłosAmaLee
***
Cechy charakteru: Rathyen jest świetną manipulatorką. Często zmusza innych do robienia tego, co ona chce. Jest chłodna dla innych i często wredna. Gdy tylko może, zawsze dodaje swoją kąśliwą uwagę. Kiedy widzi czyjeś cierpienie, tylko siada i się przygląda z tym swoim złośliwym uśmieszkiem. Jest nieczuła na ból i problemy innych, więc nie warto liczyć na jej pomoc.
Cechy fizyczneRath jest zgrabną waderą, która dodatkowo bardzo dobrze wie o swoim wdzięku. Jest zwinna i szybka. Czarny kolor futra pomaga jej w skryciu się w gęstwinach. 
Znak szczególnyNa jej plecach widnieją dwie czerwone linie, które mają swój początek między łopatkami wilczycy, a koniec u nasady ogona, który jest w czerwono-czarny. Brzuch ma barwy kremowej. Oczy zazwyczaj ma w kolorze ciemnego fioletu, jednak gdy ktoś ją zdenerwuje lub kiedy ona użyje magii, stają się krwist0-czerwone.
Słaby punktCzerwone linie na grzbiecie, zwłaszcza mało odporne na jakiekolwiek moce
Boi się: Ciszy, jak to się mówi "cisza przed burzą", a burza może oznaczać cokolwiek
Waga: 40 kilogramów
Wzrost: 62 centymetry
Najlepsi przyjacieleBrak
Pochodzenie: Las Xevy, mroczna kraina otoczona równie ciemną legendą. 
Lubi: Cierpienie innych sprawia jej wyjątkową przyjemność
Nie lubi: Zbytniego ekscytowania się czymkolwiek i zbytniego przesładzania wszystkiego
***
Żywioł: [3/3] Czas, Magia, Mrok
Moce: [9/20] Hipnoza, potrafi uśpić innych, telepatia, manipulacja, telekineza, teleportacja, "fałszywa pamięć", czyli wkrada się do umysłu wilka i usuwa bądź dodaje nowe, sztuczne wspomnienia. Potrafi zamrozić czas. Umie w każdym momencie "zgasić światło" przyzywając czarną mgłę.
Partner/ka: Raczej nie przepada za pojęciem miłość, ponieważ uważa, że jest to przesłodzone i przereklamowane, także zdobycie jej jest praktycznie niemożliwe. Chociaż i tak coś ciągnie ją do jednego z basiorów.
RodziceW sumie nigdy ich nie poznała. Prawdopodobnie są martwi.
Potomstwo: Może kiedyś
Inna rodzina: Brak
***
Data dołączenia: 26 lipiec 2016
Data urodzenia: 10 październik
Upomnienia: 1/3
Krwawe Pioruny: 1.200.000
★★★★★★★★
Zdobyte osiągnięcia: Brak
Poziom: 17
PD: | Ogólnie: 1700 | Wykorzystano: 800 | Zostało: 900
Umiejętności: | Walka: 250 | Instynkt: 0 | Umysł: 0 | Polowanie: 550 |
Jaskinia: numer 36
Ekwipunek: Brak
Bronie: Brak
Zbroja: Brak
Towarzysz: Brak
Historia: W sumie nic nie wie o swoim pochodzeniu. Niektórzy twierdzą, że jest jedyną ocalałą córką Zake'a i Elif, alf Watahy Mrocznych Snów. Jednak ona nie bardzo w to wierzy. Odkąd pamięta, wałęsała się, to kradnąc, to mordując innych.
Inne zdjęcia: | Inne | Jako szczeniak |
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: Lucya | GG: 49500072 | email: rapsodiam0@gmail.com |

Ostatnia aktualizacja: 11.02.2017

poniedziałek, 25 lipca 2016

Od Castiel'a - C.D. Celty ''Wspólna praca?''


Uśmiechnąłem się do wadery łobuzersko. 
 - Fakt, to było głupie z twojej strony. - Zaśmiałem się. - Teraz jeszcze trudniej będzie ci się mnie pozbyć.
 - Jakoś to przeżyję. - Odpowiedziała, wyszczerzając zęby.
 - Nie bądź tego taka pewna. - Mrugnąłem, po czym zacząłem odchodzić. - Będą się martwić, do zobaczenia.
 - Na razie. - Usłyszałem za plecami, po czym przyspieszyłem kroku. Po całym zdarzeniu postanowiłem się jeszcze trochę przejść, w tym celu wspiąłem się po murze, który Celty utworzyła i przeskoczyłem na drugą stronę. Nie zapuściłem się zbyt daleko, można by nawet powiedzieć, że łaziłem wzdłuż muru.
 - Uroczo razem wyglądacie. - Usłyszałem nagle i momentalnie podskoczyłem do góry. W mroku ciężko było mi dojrzeć moją siostrę, która siedziała na murze.
 - A ty co, ninja jakiś? Złaź stamtąd! - Odparłem zbulwersowany.
 - Już się tak nie złość, braciszku. - Szepnęła Grace. - Chcesz, aby cały obóz się obudził?
 - Powiedz mi, co ty w ogóle robisz? - Zapytałem. - Śledzisz mnie, czy jak?
 - Nie, widziałam was przypadkiem. Wiem, że może cię to wszystko męczyć, więc przyszłam z pomocą... od czego się ma rodzeństwo?
 - Nie będę rozmawiał o sprawach sercowych z moją siostrą! - Oburzyłem się.
 - Och, czyli jednak coś jest na rzeczy... - Zaśmiała się.
 - Sprawdź czy nie ma cię gdzieś indziej. - Warknąłem. Czułem, że za chwilę wybuchnę.
 - No już, nie oburzaj się tak. - Odparła i zeskoczyła z muru. - To jak to jest? Na prawdę coś do niej czujesz?
 - Ja tego nawet nazwać nie umiem. - Zwiesiłem głowę. - Przecież jesteśmy przyjaciółmi... Nie wiem co się dzieje i nie chcę o tym rozmawiać. Wyraziłem się jasno?
 - Nie rozkazuj mi. 
 - To moje życie i nikt nie będzie się do niego pakował z łapami. Ok?
 - No dobra. - Ustąpiła. - Jednak uważam, że powinieneś się z kimś podzielić tym problemem. Nie wiesz co to jest, to coś nowego, nie wiesz jak jej o tym powiedzieć, czujesz, że to cię zmienia... Tego się nie ignoruje.
 - Nie baw się w psychologa. - Rzuciłem i przeskoczyłem przez mur, po czym odszedłem.
 - A-A ty dokąd? - Spytała, podążając za mną.
 - Idę spać, cześć. - Rzuciłem chłodno.
W następną noc czekała nas walka. Wszystkie wilki przygotowały się do ataku, jednak coś poszło nie tak i ostatecznie na terenie bitwy panował niezły chaos, po tym, jak kilka osobników wyskoczyło z wrzaskiem ''ciut'' za szybko. Starałem się ignorować to wszystko, co działo się wokół mnie i skoncentrowałem się na jednym: Celty. Starałem się walczyć jak najbliżej niej, aby w razie czego pomóc jej się z tego wykaraskać.

< Celty? Trochu brak pomysłu ;-; >