piątek, 19 lutego 2016

Od Black Orchid - Próba ognia

Była już trzecia rano, a ja wciąż leżałam i oglądałam nową broń, która została mi dziś dostarczona. Piękny metalowy łuk ze złotymi wykończeniami... moje odwieczne marzenie. Ulepszony w każdy możliwy sposób. Pomimo iż powieki powoli mi się zamykały, wciąż cała moja uwaga była skupiona na nowej cięciwie. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, jak usnęłam. Oczy ponownie otworzyłam o godzinie piątej. Z wielkim zapałem pochwyciłam kołczan oraz "White Arrow" I wybiegłam z jaskini kierując się prosto na łowny las. Od samego początku zaczęłam się skradać trzymając w gotowości ostrą strzałę. W pewnej chwili pomiędzy krzewami mignęło mi poroże. Piękny, dorodny jeleń właśnie skubał resztki trawy, która jakimś cudem wciąż opierała się zimnej powłoce. Czas na pierwszy strzał... strzała oraz cięciwa ułożyły mi się w łapie prawie idealnie. Wciągnęłam brzuch i stanęłam na dwóch łapach, wzrok skupiłam idealnie na tętnicy samca, a do nosa wciągnęłam odrobinkę świeżego powietrza. Cichy świst przeszył powietrze, znajdując swoje ujście w tchawicy zwierzęcia. To poczęło się miotać... zapewne ból dosłownie go do tego zmusił. 
- *Zeszła mi na prawo, muszę dokładniej określać kierunek i siłę wiatru. *- Powiedziałam sama do siebie, czując jak coś dosłownie ociera się o czubek mojego nosa i ląduje w czaszce leśnego bożka. Stanęłam sparaliżowana, a po chwili odwróciłam wciąż przerażony wzrok. 
- Silence! -Wrzasnęłam widząc czarnego basiora idącego w moją stronę. 
- Więc, kto zabiera zwierzę? - zapytał niewzruszony.
- Że co?! Prawie mnie trafiłeś!
- Wątpisz w moje umiejętności. 
- Nie, ale zaczynam wątpić w możliwość przeżycia, gdy jesteś w pobliżu. Co do jelenia, ja go biorę. -Odpowiedziałam poirytowana.
- Dlaczego niby? To mój rzut go zabił.
- Ale to moja strzała była pierwsza! 
- Twierdzisz, że przez broń dystansową powinnaś zabrać stworzenie?
- Tak.
- Więc przekonajmy się. - Na pysku wilka pojawił się szyderczy uśmiech. Nigdy nie lubiłam tego obserwować... do tego ten dziwny wzrok. Jakby dwa wilki patrzyły na mnie w tym samym czasie. 
W pewnej chwili podłoże pod moimi łapami zmieniło kolor na czarny. Zamiast drzew, boki pokryła czarna ciecz, a jedynie góra pozostała nie zakryta. 
- W tym pomieszczeniu nie da się zrobić sobie krzywdy. 
- Co ty bredzisz? - Zapytałam doskonale wiedząc, co wilk będzie chciał zrobić.
- Możesz uciąć sobie łapę... strzelić mi między oczy. Tu komórki regenerują się tak szybko, że nie można ich zniszczyć. Jedynym sposobem jest wrzucenie do ognia i podpalenie tu obecnych. Udowodnić ci?
- Niby jak?
Wilk nie czekał długo. Oparł łapę o podłoże i z całej siły uderzył w nią tomahawkiem. Dźwięk łamanych kości był okropny, jednak już po chwili część łapy była znów na swoim miejscu. Z lekkim zawahaniem uniosłam łuk, a samiec widząc to rzucił się do ataku.
- Jeśli trafisz mnie w łeb to wygrałaś! - Wrzasnął wyprowadzając pierwszy cios w moje ramię. 
Widziałam jak ostrze wbija się w moją łapę, rozrywa delikatną skórę, przecina się przez lekko różowe, ale zdecydowanie krwiste mięso, kończąc na kości i robiąc w niej dość spore wgłębienie. Wyrwałam się i odskoczyłam jednocześnie naciągając cięciwę i wypuszczając strzałę idealnie w staw basiora. Ten w ułamku sekundy wyskoczył, rozrywając skórę, która zaczęła obficie broczyć krwią. Silence upadł, lecz już po chwili począł celować ostrzem tomahawka w uszkodzoną kończynę. Basior wstał po kilku sekundach, wywołując u mnie odruch wymiotny. Widok samca stojącego bez łapy, z której wciąż leciały prawie litry krwi nie był zbyt sprzyjający. Szybko naciągnęłam cięciwę umieszczając na niej trzy strzały. Szybkim ruchem prześlizgnęłam się pod wilkiem rozcinając jego bebech ostrą częścią łuku i obserwując jak jego jelita wysypują się na ziemię. Mógł szybko się regenerować, ale aktualnie mogło mu to trochę zająć. Wymierzyłam idealnie pomiędzy jego oczy, jednak moja reakcja była za wolna. Broń basiora wbiła się w moje gardło, przyprawiając mnie o duszność na dwie sekundy. Wyplułam sporą ilość krwi... a po chwili upadłam na drżące łapy. Samiec zbliżył się do mnie i jednym płynnym ruchem wyrwał kawałek zimnej stali z mojego gardła. 
- Więc jeleń chyba jest mój, Black.... -Wyszeptał biorąc zamach. 
W ostatniej chwili osunęłam się na ziemię celując prosto w zęby basiora. Krzyk, który z siebie wydał dodatkowo dodał całej sytuacji "epickiego'' smaczku. Bełt przebił się przez podgardle basiora wybijając również ogromną, krwawiącą dziurę z tyłu głowy. Kawałki mózgu osunęły się po jego ramieniu. Leżałam zadowolona patrząc, jak Silence wyszarpuje sobie grot z czaszki, przy tym spoglądając na mnie dumnie. W chwili, gdy całe jego ciało się zregenerowało, tajemniczy "pokój" roztopił się i zniknął. Znów staliśmy nad jeleniem patrząc na powód naszej "drobnej" sprzeczki. 
- Zanieść go do twojej jaskini? 
- Nie, poradzę sobie. Mam jednak nadzieję, że nie jesteś na mnie zły. 
- Nie sądziłem, ze się przełamiesz. Kiedyś oduczysz mnie pewności siebie. 
- Kiedyś stwierdziłeś, że jesteś niereformowalny. 
- Bo to prawda. Jednak niektóre jednostki mają na mnie dobry wpływ. Smacznego Black. - Odpowiedział odchodząc.
- Wcale nie zależało ci na jedzeniu, prawda? 
- Czy zawsze muszę mieć jakiś powód? - Zapytał po raz kolejny śmiejąc się niczym psychopata.

Od Dark Heaven - C.D. Anonymous'a ''Niebywałe''


Przytaknęłam głową z uśmiechem. Szczerze, to mało co potrafi mnie tak ucieszyć jak polowanie i to jeszcze z kimś, kto trochę by mi pomógł. Wprawdzie jestem silna, ale nie taka jak duży jeleń, a z polowań nigdy nie rezygnuję. Zawsze przyda się ktoś do pomocy. Nagle zobaczyłam, że Anynomous odwrócił się i odszedł kilka chwiejnych kroków. Z błyskiem w oczach popatrzyłam na to, co upolowaliśmy i dotknęłam łapą ostrego poroża. Podbiegłam do niego i zobaczyłam wielką ranę na brzuchu...
- Anynomous, jesteś ranny... - Zdążyłam wydusić, bo zobaczyłam, że krew zaczyna robić swoje, a z jego oka płynie łza zwana łzą bólu. - Poczekaj... mogę chwilowo znieczulić cię magią i czymś trzeba zatamować krew... Krwawniki chwilowo powinny ją zatamować i rana szybciej się zgoi.
- Nie lepiej dojść do uzdrowicielki? - Spytał patrząc na mnie takim wzrokiem, jakim nie spotkałam jeszcze nigdy u samca. Cierpiał, ale ukrywał to.
- Za daleko... zanim dojdziemy w połowie się wykrwawisz.
Szybko położyłam na nim łapę i wypowiedziałam zaklęcie. Po chwili czuł już znieczulenie. Spojrzałam na kupkę krwawników. Telekineza plotła z nich coś w rodzaju liny, bo rana była obszerna.
- Trzymaj to przy brzuchu przez jakiś czas. Powinno choć trochę zatamować. Widzisz, tak to trzeba sobie radzić na wolności... - Zaśmiałam się, nie stresowałam się, aby też poczuł, że już wszystko dobrze.
- Teraz do uzdrowicielki. - Powiedział i ruszył, przez co pobudził krew do wypływania.
- Wskakuj!
- Gdzie?
- Na mój grzbiet.
- Ale...
- Nie ma czasu, dajesz.
Położył się na moim grzebiecie. Na boku, bo brzuch był ranny. Teraz i ja chwiejnie, ale biegłam. Trzymał się mojej grzywki, którą zarzuciłam do tyłu, bo jakby spadł, to moja wina, niech mi łeb urwie. Spotkaliśmy po drodze Makkę. Zdziwiła się nieco, że niosę na moich chudych plecach basiora. Znałyśmy się już... Ale mniejsza o to. Opowiedziałam jej wszystko, a Anynomous pokazał jej ranę.
- Dużo krwi się lało, patrz na te rośliny... - Powiedziałam, ponieważ rana wyglądała o wiele lepiej, więc zdjęłam znieczulenie i skulił się chwilowo. Leżał już na ziemi, a raczej śniegu, bo rannego kłaść na kamieniu? Makka opatrzyła ranę i jeszcze z nim porozmawiała, po czym przetransportowałyśmy go do jego jaskini. Kiedy Makka odeszła, weszłam do jaskini i położyłam się obok Anynomousa.
- I jak się czujesz...? - Złapałam z nim chwilowy kontakt wzrokowy.

<Anynomous? Jak mam pomysł, to jakoś napiszę cokolwiek XD>

Losowanie - Konkurs ''Randka w ciemno''

Bogata Loteria

W bogatej loterii znalazło się 6 wilków, które wygrały ze swoimi partnerami w Konkursie ''Randka w ciemno''. Są to: Corey, Lost In Dreams, Anonymous, Diesel, Alexis i Silent Fear. Wybraliśmy 6 nagród, które zostały losowane każdemu wilkowi. Oto rezultaty losowania:

1.000.000 Krwawych Piorunów - Corey
1000 PD - Silent Fear
Wilczy Nieśmiertelnik - Lost In Dreams
20x każdego składnika alchemicznego - Anonymous
Zbroja Ognia - Alexis
Amulet Władzy - Diesel

***

Zwykła Loteria

W zwykłej loterii znalazło się 6 wilków, które przegrały ze swoimi partnerami w Konkursie ''Randka w ciemno''. Są to: Max, Tim, Dark Heaven, Black Orchid, Kiiyuko, Jason. Wybraliśmy 6 nagród, które zostały losowane każdemu wilkowi. Oto rezultaty losowania:

500.000 Krwawych Piorunów - Max
500 PD - Dark Heaven
Eliksir Żywiołu - Black Orchid
10x każdego składnika alchemicznego - Jason
Zbroja Powietrza - Kiiyuko
Eliksir Żywiołu - Tim

***

Loteria była czymś w rodzaju kontynuacji konkursu, teraz zostaje on jednak już oficjalnie zakończony.

Konkurs #3 rozstrzygnięty!

Wyniki wyczekiwane przez wszystkich biorących udział w Konkursie #3 - ''Randka w ciemno'' nareszcie się ukazały! Każde z 12 opowiadań zostało ocenione przez 7 osób. Oto wyniki:

Para 1 - Corey i Kiiyuko
Liczba punktów: Corey - 33 / Kiiyuko - 27
Bogata Loteria: Corey
Zwykła Loteria: Kiiyuko

Para 2 - Lost In Dreams i Tim
Liczba punktów: Lost In Dreams - 32 / Tim - 22
Bogata Loteria: Lost In Dreams
Zwykła Loteria: Tim

Para 3 - Max i Diesel
Liczba punktów: Max - 23 / Diesel - 33
Bogata Loteria: Diesel
Zwykła Loteria: Max

Para 4 - Dark Heaven i Silent Fear
Liczba punktów: Dark Heaven - 28 / Silent Fear - 35
Bogata Loteria: Silent Fear
Zwykła Loteria: Dark Heaven

Para 5 - Black Orchid i Anonymous
Liczba punktów: Black Orchid - 28 / Anonymous - 32
Bogata Loteria: Anonymous
Zwykła Loteria: Black Orchid

Para 6 - Alexis i Jason
Liczba punktów: Alexis - 32 / Jason - 23
Bogata Loteria: Alexis
Zwykła Loteria: Jason

Jedynym wilkiem, który otrzymał maksymalną ilość punktów był Silent Fear, jednak wszystkie opowiadania były naprawdę świetne i nie otrzymały zbyt wielu słabych not :)
Mam nadzieję, że taki konkurs wszystkim się spodobał i następnym razem wykażecie podobną lub nawet większą aktywność i również powstaną takie cudowne opowiadania ;)

Od Anonymous'a - C.D. Black Orchid ''Tańczące światła''

Poprzednie opowiadanie

Zeszliśmy właśnie na temat, który bardzo mnie intrygował i często nie dawał mi spokoju. Z tamtego świata pozostało jedenaście osobników, a wszyscy po traumatycznych przeżyciach nie byli zbyt chętni do opowiadania o świecie, który został przez nich utracony, a właściwie odebrany im przez największy postrach na Ziemi Wojny, Klan Wiecznego Lodu.
 - Nie wiem... Jednak marzę, że kiedyś zobaczę to miejsce. - Powiedziałem i spojrzałem na wilczycę, po czym blado się uśmiechnąłem. - Ale gdyby Klan Wiecznego Lodu nie przeniósł tutaj watahy, moglibyśmy się nie poznać. To jest plus tego, że jest jak jest. 
 - To miło, że tak uważasz. - Spuściła wzrok, moje słowa wyraźnie ją zawstydziły, przez co zmieszałem się. - Cieszę się również, że wataha mnie nie dyskryminuje, chociaż należałam do Watahy Górskiego Potoku.
 - Ta wataha ma chyba w zwyczaju dawać drugą szansę. I na pewno nie dyskryminuje kogoś tylko dlatego, że pochodzi on z watahy, która ich napadła. Nie brałaś przecież udziału w tym incydencie.
 - Fakt, nie byłam w to zamieszana... właściwie nikt nawet o tym nie wiedział. Ta część watahy, która stworzyła Klan Wiecznego Lodu zrobiła to zupełnie potajemnie. Szkoda, że alfa bardzo pochwala takiego typu zachowanie. - Westchnęła. - Mam nadzieję, że w Watasze Krwawego Wzgórza nigdy nie dojdzie do czegoś takiego, jak stworzenie klanu, który będzie rabował i mordował dla przyjemności, a alfa nie dość, że będzie to pochwalał, będzie temu jeszcze przewodził.
 - Znasz zarówno Star i Flash'a, jak i ich dzieci... co może pójść nie tak? - Zapytałem.
 - Właściwie to masz rację, ale nigdy nie wiesz kiedy któreś z nich postanowi się zmienić.
 - Jeśli będziesz tak myśleć o każdym, nigdy nikomu nie zaufasz. - Zauważyłem. - Fakt, powinno się być powściągliwym i zawsze czujnym, jednak powinno się powierzyć swoje zaufanie chociaż jednej osobie.
 - Komu ty powierzyłeś swoje? - Zapytała.
 - Mojej najlepszej przyjaciółce, Lost In Dreams, a także mojemu rodzeństwu. Poza nimi i tobą, chyba nie ma osób, przed którymi otwierałbym się aż do tego stopnia.
 - Mogę czuć się wyjątkowa? - Spytała z uśmiechem.
 - Jesteś wyjątkowa. - Poprawiłem słowa Black Orchid, również się uśmiechając.

< Black Orchid? >

Od Anonymous'a - C.D. Dark Heaven ''Niebywałe...''


Zastanowiłem się chwilę, po czym odpowiedziałem na pytanie wadery w sposób następujący:
 - Teraz najlepszym miejscem na polowanie jest Las Dusz. Większość zwierzyny tam wyemigrowała, z powodu srogiej zimy. Tam zwierzęta, na które polujemy mogą odnaleźć zamarzniętą pod warstwą śniegu trawę, ich główne źródło pożywienia. - Powiedziałem.
 - A w innych miejscach nie mogą sobie jej wygrzebać? - Zapytała zdziwiona.
 - Wiadomo, żyją tam, gdzie trawy jest najwięcej i najłatwiej ją zdobyć. - Rzekłem z uśmiechem.
 - Aha, teraz już rozumiem. - Odparła Dark Heaven i popatrzyła na mnie z malutkimi iskierkami w oczach. - No to jak będzie, pokażesz mi gdzie znajduje się ten las? Im wcześniej, tym lepiej.
 - Spokojnie czas nas nie goni. - Rzuciłem i zacząłem się zbierać do drogi. - To niedaleko, Rzeka Marzeń przepływa właśnie przez Las Dusz. Wybrałaś dobrą lokację.
Droga bezpośrednio do lasu nie była zbyt długa i zbyt głośna. Po prostu, szliśmy, obydwoje myśląc o polowaniu.
 - Daleko jeszcze? - Głos wilczycy przerwał na dobre towarzyszącą nam ciszę.
 - Nie, w zasadzie, to już jesteśmy. Las jest ogromny, rozciąga się na dużą ilość terenów. - Odparłem.
Przed nami zobaczyliśmy stado, które składało się z kilku łań, jelenia i trzech małych jelonków. 
 - Pomożesz mi w polowaniu? - Uśmiechnęła się zachęcająco wadera. Pokiwałem jedynie głową. Dark Heaven spojrzała z determinacją na osobniki i zaczęła zbliżać się do nich, stawiając niemal niesłyszalne kroki. Czyniłem to samo, jednak z przeciwnej strony. Wreszcie byliśmy na tyle blisko, aby równolegle zaatakować stado. Musieliśmy wyjść i gonić, ponieważ w pobliżu saren nie było krzewów, za którymi można by się ukryć i spokojnie zaatakować stado z bliższej odległości. Wreszcie, upolowaliśmy dwie łanie i jednego z małych jelonków.
 - Czy taka ilość jedzenia cię satysfakcjonuje? - Zapytałem żartobliwie.

< Dark Heaven? Kompletny brak weny ;-; >

Od Corey'a - C.D. Kiiyuko ''Wilczyca ze złamanym sercem''


Moja towarzyszka spokojnie konsumowała przyrządzoną przeze mnie na rożnie sarnę. Widać, że była głodna, w przeciwieństwie do mnie. Przeważnie miałem dość duży apetyt, który nie miał w zwyczaju maleć, jednak tym razem, pod wpływem tej mieszanki najróżniejszych emocji, które zafundował mi dzisiejszy dzień, zwyczajnie nie miałem siły jeść i nie odczuwałem takiej potrzeby, jednak postanowiłem nałożyć sobie małą porcję, aby Kiiyuko nie poczuła się samotna. Poza tym, gdybym nie jadł, nie miałbym co ze sobą zrobić, a to mogło wydawać się waderze nieco niezręczne. Jadłem razem z nią głównie dla jej komfortu.
- Miałaś rację, kąpiel była złym pomysłem. - Przyznałem ze wstydem, wciąż czując, że wypadek Kiiyuko to moja wina. Było mi z tym bardzo źle, gdyż zazwyczaj jestem dość odpowiedzialnym wilkiem i rzadko pozwalam sobie na coś takiego, jak spontaniczność. Jest to cecha raczej młodych i niezbyt doświadczonych basiorów, które jeszcze nie poznały konsekwencji, płynących z posiadania tejże cechy charakteru. Kiedy wilk staje się coraz bardziej doświadczony, eliminuje się to samo, bez najmniejszej ingerencji wilka... przynajmniej tak właśnie było w moim przypadku. Zazwyczaj spokojny i bardzo stonowany basior nagle znów zaczął się zachowywać jak młody szczeniak, nie mający pojęcia o tym, jaki świat jest okrutny? Co tak wpłynęło na tą, mam nadzieję jednorazową, nagłą zmianę? Czyżby ta wilczyca, która siedziała teraz obok mnie, przykryta tym samym kocem, wpatrująca się we mnie intrygującym spojrzeniem? Zdecydowanie było zbyt wcześnie, aby to potwierdzić, bądź zaprzeczyć.
 - Chyba nie czujesz się winny? - Zapytała, śmiejąc się. Spojrzała na mnie oczami, które niesamowicie błyszczały, jakby zrobione ze szkła. - Przecież to nie była twoja wina.
 - Powiedz to mojemu sumieniu, które i tak nie daje mi spokoju. - Westchnąłem.
 - Musisz przestać ciągle się o wszystko obwiniać. Zachowujesz się tak dorośle... - Rzekła.
 - Widzisz, szczenię umarło we mnie dawno temu. Dzięki, że próbujesz przywrócić mi choćby garstkę z tamtego wilka, ale lubię siebie takim, jakim jestem i nie mam zamiaru ponownie się zmieniać, rozumiesz... Po prostu, nie wiem co tak na mnie dzisiaj wpłynęło, ale zapewniam, że to jednorazowy wybryk. Choćby ten czynnik nadal na mnie wpływał, nie będę mu się poddawać.
 - Dlaczego nie chcesz się zmieniać. Nie żebym chciała robić z ciebie kogoś innego... - Broniła się.
 - Spokojnie, nigdy bym tak nie pomyślał. Odpowiadając na twoje pytanie, po prostu, przyzwyczaiłem się do takiego siebie i teraźniejszy obraz mojej osoby o wiele bardziej przypadł mi do gustu, niż tamten nierozważny młodzik, którym byłem. Zmieniłem się nie do poznania i jestem bardzo zadowolony z efektów tejże zmiany. - Powiedziałem. - Nabyłem wiele doświadczenia i jestem respektowany przez osoby, które mogły bliżej mnie poznać. Naprawdę jestem zadowolony z tego, kim jestem... chociaż, czuję się bardzo samotny. Jedyne, o co chciałbym wzbogacić swoje życie to partnerka, być może i grupka szczeniąt, jednak to już nie jest takie proste i oczywiste. A ty? Chciałabyś coś w sobie zmienić?

< Kiiyuko? Może to nie to, czego oczekiwałaś, ale Corey jest ciut nieśmiały ;3 >

Od Corey'a - C.D. Crazy Lightning'a ''Ziemia skuta lodem''


Cieszyłem się, że alfy miło mnie przyjęły. Niestety, moja broń była zepsuta, więc nie mogłem trenować. Musiałem jak najszybciej zgromadzić pieniądze na zakup drugiej, jednak nie miałem pojęcia jak. Tymczasem, postanowiłem nieco pozwiedzać tereny watahy. Widziałem, że śnieg miejscami zaczął topnieć, więc może po wielu miesiącach zmarzliny i ogólnego chłodu nareszcie zapanuje cieplejsza pora roku? Bardzo wierzyłem w to, że tak się stanie, a pierwsze oznaki wiosny jedynie utwierdzały mnie w przekonaniu, że tak właśnie będzie. Z tych iście wiosennych przemyśleń wyrwało mnie nagłe uderzenie. Wpadł na mnie niebieski basior. 
 - Przepraszam najmocniej. - Powiedziałem pierwszy, spokojnie lustrując towarzysza wzrokiem.
 - Och, nic się nie stało. To ja nie patrzyłem gdzie idę. - Odparł i uśmiechnął się lekko. - Jesteś tutaj nowy?
 - Owszem. Właśnie zmierzam do swojej jaskini na rozstajach. - Rzekłem.
 - Mogę cię tam zaprowadzić. Wyprowadziłem się wczoraj. - Zaproponował. Uniosłem brwi.
 - Dlaczego się przeprowadziłeś? Przecież wtedy jeszcze nie wiedziałeś, że możesz mieć współlokatora...
 - Tak, ale wczoraj postanowiliśmy z moją partnerką, że się do niej przeprowadzę. - Powiedział.
 - Rozumiem, życzę szczęścia na nowej drodze życia. Tak z innej beczki, nazywam się Corey. Chyba się nie przedstawiłem, a to niegrzecznie odchodząc, nawet nie poznając imienia swego towarzysza.
 - Prawda. Ja mam na imię Diesel, jestem bratem Star, alfy. - Przedstawił się dumnie.
 - Już ją poznałem. Miła wilczyca. - Rzekłem z uśmiechem i już miałem podążać w dalszą drogę, kiedy basior złapał mnie za bark, tym samym powstrzymując mnie przed odejściem.
 - Na pewno nie mam cię zaprowadzić? - Zapytał.
 - Spokojnie, wiem, gdzie to jest. - Odparłem lekko poirytowany. Pożegnaliśmy się jeszcze raz i ruszyłem w drogę. Niestety, nie było mi dane zobaczyć jaskini. Spotkałem po drodze nieznajomą mi osobę.

< Ktoś, kto jeszcze się nie przewinął przez opa Corey'a? >

Safira odchodzi z watahy!

Safira odchodzi.
~
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: ♥Ognista♥ |
Powód odejścia: Decyzja właściciela... oraz inne powody. Bardziej decyzja administracji, niż właściciela.
Piastowane stanowiska: Nauczycielka walki
Data dołączenia: 3 październik 2015
Data odejścia: 19 luty 2016
Imię partnera/ki: Brak
Ilość szans na powrót: Jedna
~
Żegnaj!

Valixy odchodzi z watahy!

Valixy odchodzi.
~
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: ♥Ognista♥ |
Powód odejścia: Decyzja właściciela, nie wysłanie formularzu dorosłego wilka... oraz inne powody. Prędzej decyzja administracji, niż właścicielki.
Piastowane stanowiska: Uczeń IV klasy
Data dołączenia: 6 styczeń 2016
Data odejścia: 19 luty 2016
Imię partnera/ki: Brak
Ilość szans na powrót: Jedna
~
Żegnaj!