niedziela, 7 września 2014

Od Verdy - Coś jest nie tak

Szłam drogą do Kanionu Zaplątania. Często polowałam tam na jakieś drobne ptaki, czy na bizony, które odbywały tu swoje wędrówki. Spotkałam Hamlet'a.
 - Cześć, Verda. - Powiedział. - Słyszałaś co się wydarzyło?
 - Nie. A co takiego? - Odpowiedziałam.
 - Witchita, młoda samica gamma odeszła. - Oznajmił.
 - Na prawdę? - Spytałam. - Z jakiego powodu?
 - Nie wiem. - Odpowiedział. 
 - Crazy musi to przeżywać...
 - Wiem, że ci się podobał, ale to nie najlepszy moment...
 - Nie martw się. Nie jestem taka, żeby od razu przystawiać się do basiora, któremu odeszła partnerka. Idę zapolować. Przynieść ci coś?
 - Nie, ja już byłem na polowaniu.
 - Aha. No to będzie więcej dla mnie. - Uśmiechnęłam się.
***
Napięłam mięśnie i skoczyłam z pułki skalnej tuż na młodego bizona. Celowałam w tętnicę. Padł natychmiast,  a reszta stada uciekła na mój widok. Przed sobą zobaczyłam wilka. Nie innego, jak Crazy'ego.
 - Hej. Niezła technika. - Powiedział. Widać było, że jest nie w humorze z powodu odejścia swojej partnerki.

< Crazy? >

Od Moon'a - C.D. opowiadania Sereny ''Jej uśmiech...''

Przysunąłem się i musnąłem nosem piórka wczepione w jej sierść. Były miękkie w dotyku i delikatnie mnie połaskotały. Poczułem zapach tego dobrego, amerykańskiego kurzu. 
 - Masz za sobą długą podróż. Nie jesteś stąd, a twoje piórka zdążyły już nasiąknąć amerykańskim zapachem. Może zatem jakieś relaksujące miejsce?
 - Dobrze. Co proponujesz? - Spytała.
 - Wodne Serce. Wspaniałe jezioro, otoczone z jednej strony Lasem Czarnego Rumaka, a z drugiej pasmem Dymiących Gór. Piękne miejsce.
 - W takim razie chodźmy.
Przeszliśmy kilkadziesiąt metrów, kiedy zacząłem rozmowę:
 - To skąd pochodzisz? Ja jestem mniej więcej stąd. - Uśmiechnąłem się.
 - Z Chile. Mało znany kraj. - Odpowiedziała.
 - A tam, mało znany. Mi się zawsze kojarzy z Chili. - Zaśmialiśmy się. - I jak tam jest?
 - Bardzo wesoło. Z resztą to Ameryka Południowa, więc...
 - Tak. Mieszkałaś blisko wybrzeża.
 - Nawet, nawet. A czemu pytasz?
 - Z ciekawości. Byłaś kiedyś w Santiago?
 - Stolicy? Nie, za dużo tam ludzi.
 - To fakt... - Westchnąłem. - Tak jak w każdej stolicy.
 - A ty skąd pochodzisz? Powiedziałeś, że jesteś mniej więcej stąd.
 - Owszem. Z drugiej części Teksasu. 
 - Jesteś kowbojem?
 - Dokładnie. Powiem ci, że te indiańskie piórka są zdradliwe... Wyglądasz na amerykankę.

< Serena? Brak weny :/ >

Od Star - C.D. opowiadania Azumy ''Nikushimi to ai

Basior patrzył się na mnie jakbym była... Sama nie wiem. Nie umiałam wyczytać jego spojrzenia. Ale Megan najwyraźniej miała taką zdolność, bo kiedy szliśmy na łąkę, by się pobawić, szepnęła mi do ucha:
 - Podobasz mu się.
 - Megan... Nie, tylko nie to. Co ja zrobię? Nie mogę tak skrzywdzić Alone. - Powiedziałam podobnym tonem, co moja przyjaciółka.
 - A co ma piernik do wiatraka? - Spytała.
 - Tyle, że Alone jest w nim zakochana, a on jej nie zauważa.
 - Bo on kocha ciebie. - Zaśmiała się. Westchnęłam. Doszliśmy już do łąki.
 - To w co się bawimy? - Zapytał Azuma, stając. Szedł cały czas przed nami.
 - Może w berka? - Zasugerowałam.
 - Ja chcę gonić! - Zawołała Megan i ruszyliśmy. Prędzej czy później ktoś musiał zostać złapany. Tym kimś okazał się Azuma. Teraz on gonił. Złapał mnie, ale w chwili, kiedy dotknął łapą mój bark, upadłam i pociągnęłam go za sobą. Znalazłam się pod nim, a nasze nosy zetknęły się ze sobą. Zarumieniłam się i zrzuciłam go z siebie, nim zdążył zareagować. Popędziłam na Megan, a ta uciekała z piskiem. Śmiałyśmy się przy tym jak szalone. Wreszcie postanowiliśmy skończyć tą farsę i odsapnąć chwilę. Przez polanę szła czarna, młoda wilczyca. Wiatr rozwiewał jej długie włosy, a jej głowa była opuszczona nisko. Oczy wlepione w ziemię, postawa skromna, kroki rytmiczne.
 - Hej. - Powiedziała cichutko, nawet na nas nie spoglądając.
 - Kto to był? - Zapytał Azuma. Spojrzałyśmy na siebie z Megan.
 - Alone. - Odpowiedziałam, oglądając się za wilczycą, która siadła sobie na kamień i ułożyła się w promieniach słońca do snu.

< Azuma? Megan? >

Od Hill'a - Bo każda historia ma szczęśliwe zakończenie

Obudziłem się z samego rana. Selene grała w łapki z naszą córką, Whitney. Patrzyłem przez chwilkę na tę uroczą scenkę, ale nie wytrzymałem z bólu. Syknąłem przeciągle.
 - Dalej cię boli? - Spytała Selene, oglądając się w moją stronę.
 - Wiedziałem, że nie powinienem kończyć tego bażanta. - Szepnąłem ze śmiechem.
 - A nie mówiłam? Marsz do Ginewry! Ona znajdzie sposób na twoje zatrucie pokarmowe.
 - Proszę, nie.
 - Tatusiu, nie dyskutuj z mamusią, bo i tak nie wygrasz. - Zaśmiała się Whitney.
 - Widzisz? Nie dyskutuj. - Uśmiechnęła się Selene. Przewróciłem oczami.
 - No dobrze, pójdę. - Westchnąłem. Tak też się stało i po godzinie byłem już w Kanionie Samotnej Gwiazdy, obok jaskini alf. Wszedłem niepewnie. 
 - Ginewro? - Spytałem. Zauważyłem dwa wilki siedzące naprzeciw siebie. Gustaw i Ginewra rozkoszowali się spokojnym dniem i grali w karty.
 - O, Hill, co cię tu sprowadza? - Zapytała.
 - Zatrucie pokarmowe. - Skrzywiłem się. 
 - Ojej, wejdź do tamtego pokoju. - Poleciła, po czym zwróciła się do partnera. - I tak byś wygrał, więc możemy już skończyć...
Poszperała w jednej szafce i znalazła jakieś ogromne tabletki. Skrzywiłem się na ich widok.
 - To na moje dolegliwości? - Spytałem zaniepokojony.
 - Hill, to ma ci pomóc. Dwie tabletki na dzień i po czterech dniach będziesz już mógł jeść wszystko. A na razie polecam ci delikatne, lekkostrawne posiłki. 
 - Dziękuję. - Uśmiechnąłem się sztucznie i wziąłem tabletki w łapę. Chciałem wychodzić, ale Ginewra zatrzymała mnie chrząknięciem.
 - Wybacz za moją ciekawość, ale planujecie z Selene szczeniaki? - Spytała.
 - Nie... - Wyszeptałem.
 - Dlaczego? - Przecież oboje je uwielbiacie.
 - Nie o to chodzi... Bo ja nie mogę mieć szczeniąt...
 - Śmiem wątpić. - Powiedziała. Przeprowadziła kilka krótkich badań, po czym oznajmiła  z uśmiechem:
 - Nie wiem o co ci chodzi, możecie mieć szczeniaki. - Rzekła.
 - Na prawdę? - Spytałem uszczęśliwiony.
 - Oczywiście. Biegnij powiedzieć Selene.
 - Dziękuję, Ginewro! - Zawołałem i wybiegłem z jaskini nawet nie żegnając się z Gustawem. Po drodze przewróciłem kilka wilków i sam się kilka razy wywaliłem. Wreszcie moim oczom ukazała się Selene, która robiła porządki w spiżarni. Jednym ruchem pochwyciłem ją w ramiona i pocałowałem czule.
 - Już ci lepiej? - Spytała ze śmiechem.
 - Zapomniałem o bólu. - Odpowiedziałem i spoważniałem. - Mam dla ciebie ważną wiadomość od samej alfy, Ginewry. 
 - Co się stało? - Spytała zmartwiona.
 - Możemy mieć szczeniaki! - Zawołałem. Selene pisnęła ze szczęścia i rzuciła mi się na szyję. Śmialiśmy się bardzo głośno. Wyglądaliśmy zupełnie jak szczeniaki.
 - Co się dzieje? - Zapytała Whitney, której postać ukazała się za nami.

< Whitney? Selene? >

Od Claire - C.D. opowiadania Diesel'a ''Same wadery!''

Nie mogłam się doczekać, aby zobaczyć ponownie te skarby. To nie tak, że byłam chciwa, ale chciałam się im bliżej przyjrzeć, jak Diesel i Star. Skręciliśmy krętym korytarzem w lewo. Z daleka było widać blask złota, który przebijał się przez ciemność. 
- Dużo tego. - uprzedziła nas wadera, zanim weszliśmy do środka. Kiedy weszła za Diesel'em do pomieszczenia, moje oczy rozszerzyły się ze zdziwienia. Moją uwagę przykuł skromny naszyjnik. Medalik przypominał postać wilka i wisiał na rzemyku. Ta ozdoba bardzo mi się spodobała. Wzięłam ją do łapy i zawiesiłam sobie na szyi. Odwróciłam się, aby zobaczyć co oglądają moi towarzysze. 
- Co o tym sądzicie, dziewczyny? - zapytał niebieski basior. Stanął na dwie łapy, a na głowie miał koronę. Pochwycił berło i zaczął nim machać i udawać ludzkiego króla. Tak mnie to rozśmieszyło, że z wrażenie, zaczęłam turlać się na podłodze. Siostra Diesel'a również się śmiała. 
- Oooo... - powiedziała Star. Ruszyła do przodu. Powędrowałam za nią wzrokiem. Jej uwagę przykuła statuetka. Pochwyciła ją w łapy. Nagle jaskinia zaczęła się trząść, a z góry spadały na nas ostro zakończone fragmenty jaskini. Zobaczyłam, że kawałek sufitu oderwał się i zaczął lecieć w moją stronę. Zastygłam w bezruchu. 
Kątem oka dostrzegłem Diesel'a pędzącego w moją stronę. Wcześniej odepchnął swoją siostrę, zapewne po to, aby jej też się nic nie stało. Złapał mnie w pasie i pociągnął ze sobą. Przeturlaliśmy się kawałek. Kiedy się zatrzymaliśmy, ja leżałam pod nim.
- Dzięki. - powiedziała dysząc. Basior skinął lekko głową i odwrócił wzrok. Oderwałam się od niego. Podbiegłam do mojej nowej przyjaciółki i pochwyciłam ją za łapę. Pociągnąłem za sobą, a basior ruszył za nami. Dobiegliśmy do przejścia, lecz ono było zawalone. 

< Diesel? I bogactwo zostało utracone... Ale jak wydostać się z jaskini? >

Od Shout'a - C.D. opowiadania Darkness'a ''Cała rodzina''

Z głośnym wrzaskiem, rzuciłem się na mojego ojca. Ten złapał mnie za łapy. Pokręcił głową.
- Będzie z tobą dużo problemów. - warknął. Prychnąłem. Nienawidziłem go. Zresztą czemu tak nie lubił cioci... Tylko ona mnie szanowała i rozumiała.
- A żebyś wiedział, tato. - powiedziałem z sarkazmem. Ojciec zlustrował mnie wzrokiem. Wszedł do jaskini i wyszedł z niej z liną. Początek liny przywiązał sobie do łapy, a drugi koniec do mojej łapy. Starałem się stawiać opór, lecz mój tata był dużo silniejszy.
- No... Teraz spróbuj iść do swojej cioci. - prychnął mój ojciec. Tylko przy mnie taki się stawał. Przy reszcie był miły i opiekuńczy. Czułem lekkie dowartościowanie tym, że przy mnie zmieniał swój charakter. 
Kiedy weszliśmy do jaskini, zobaczyłem, że Azuma mnie obserwuje. Irytowało mnie to, ale postanowiłem to zignorować. Cały czas chciał mnie naśladować, ale z drugiej strony jakby się tego lękał.
- Darkness! Co ty robisz? - zapytała moja matka. Jej mina była taka przerażona, że aż mnie to rozbawiło. Zacząłem się głośno śmiać.
- Klaro... Nauczę go w ten sposób dyscypliny. - wytłumaczył. 
- Dyscypliny.... Ta jasne. - skomentowałem to cicho. 
- Przepraszam... - usłyszałem czyjś głos. Odwróciłem się i dostrzegłem tą waderę. To ona... Ta wadera, która śledziła moją ciocię i mnie. - Czy jest tu mój brat Seke?
- Nie, skarbie. - odpowiedziała moja mama. - Wyszedł gdzieś z Peace'm. 
- Acha, dziękuje, a mogłabym na niego poczekać? - zapytała wadera. 
- Oczywiście. Jak chcesz to możesz w tym czasie pobawić się z Dust'em. - odparła moja mama. Szara wadera weszła do mojego domu. W tej chwili mnie dostrzegła. W jej oczach dostrzegłem głęboki spokój, który mnie zaskoczył, przecież jeszcze jakiś czas temu, groziłem jej śmiercią.
- Cześć... - powiedziała cicho, przechodząc obok mnie.
- Hej... - odpowiedziałem odruchowo, ale zaraz zacząłem pyskować mojemu ojcu, który pozostawał niewzruszony.

Od Layli - C.D. opowiadania Corry'ego ''Życie jest ważne...''

To wszystko działo się tak szybko, że nawet niektórych rzeczy nie pamiętam. Czułam jedynie obecność Corry'ego, wiedziałam że jest blisko. To dodawało mi siły by dalej próbować pokonać prąd. rzeki Condos. Kto by pomyślał, że ta rzeka może być tak zabójcza... Nie miałam nawet świadomości, że spadamy. Woda szumiała mi w uszach, przed oczami migał mi Corry i strugi wody, a serce biło tak, jakby miało zaraz stanąć. 
 - Trzymaj się... - Usłyszałam cichy szept. Dopiero teraz spostrzegłam, że spadamy w dół. Nagle z głośnym pluskiem nasze ciała zanurzyły się w wodzie. Uderzyłam głową o kamień i straciłam przytomność. Obudziłam się w jaskini Corry'ego, otulona brązową skórą jelenia. Otworzyłam oczy i ujrzałam przed sobą czatującego wilka.
 - Już myślałem, że się nie obudzisz. - Powiedział.
 - Co się stało? - Spytałam łapiąc się za bolące miejsce na głowie.
 - Uderzyłaś się w głowę, kiedy spadliśmy w dół wodospadu. - Oznajmił. Zrobiłam dziwną minę. Jaki wodospad? Kiedy? Gdzie? Po chwili intensywnego myślenia wreszcie załapałam o co chodziło wilkowi.
 - Uratowałeś mi życie... - Wyszeptałam. 
 - Na to wygląda. - Uśmiechnął się.
Przysunęłam się bliżej niego.
 - Dziękuję. - Szepnęłam i pocałowałam go delikatnie. Po dwóch sekundach spostrzegłam, co się stało. Marzyłam tylko o tym, żeby mieć maskę i zapaść się pod ziemię. Nim Corry zareagował, uniosłam się w powietrze.  Co działo się dalej, nie pamiętam. Dopiero kiedy znów opadłam w dół, wiedziałam, że przeszłam przemianę:
Wilk wpatrywał się w moje szmaragdowe oczy, a ja najpierw cieszyłam się z tego powodu, że mam maskę, przez którą nie widać moich łez, a potem znów było mi smutno, bo przypomniałam sobie, co przed chwilą zrobiłam.
 - Corry... Przepraszam... - Wyszeptałam. Chciałam iść, uciekać. Ale ktoś mi na to nie pozwolił. 

< Corry? >

Od Bloodspill'a - C.D. opowiadania Megan ''Kluczem jest podejście''

Uśmiechnąłem się do niej delikatnie, po czym wstałem na cztery łapy.
 - A co ty byś wolała? - Spytałem.
 - Nie wiem... Mi to obojętnie. - Odpowiedziała. - Ty wybierz.
 - Skoro nalegasz. To może chodźmy na spacer? - Zaproponowałem.
 - A w jakie miejsce?
 - Może do Pustynnego Gaju, co? - Spytałem.
 - Jeszcze tam nie byłam... - Powiedziała okazując mi swoje zdziwienie. - Istnieje takie miejsce?
 - Tak. Będziesz miała okazję je poznać.
 - To na co jeszcze czekamy? - Zapytała wadera, szybko wstając. Nagle pokazały się w niej wszystkie pokłady energii, które się w niej gromadziły. - Prowadź!
 - Dobrze. - Uśmiechnąłem się i ruszyłem średnim tempem, a Megan podążała za mną.
 - A czy to jest daleko? - Zapytała.
 - Owszem. - Przyznałem. - To może żeby droga minęła nam szybciej, porozmawiamy o czymś fajnym?
 - Na przykład? - Spytała, trochę zwalniając.
 - A o czym ty byś chciała?
 - Ciebie się pytam.
 - Ale ja pytam się ciebie. - Zaśmiałem się. Megan była na prawdę wesołą wilczycą, mimo wszelkich pozorów.

< Megan? >

Od Peety - Szybki wybór...

Czułem się bardzo źle. Serena - wilczyca, która mi się spodobała wolała innego wilka. Widziałem to po tym, jak na niego patrzyła. Ona również mu się spodobała. Postanowiłem, że ustąpie. Nie miałem zamiaru mieszać w tym, co się pomiędzy nimi rodziło.
Tak się zamyśliłem, że nie dostrzegłem przed sobą wadery. Wpadłem wprost na nią. Mój pysk spoczywał na jej, a moje usta na jej. Wadera szybko mnie z siebie zrzuciła, a ja czułem wielkie zaskoczenie i zawstydzenie.
- Peeta! - wrzasnęła lekko przerażona. Rozpoznałem ten głos. Należał do mojej przyjaciółki...
- Ami... - jęknąłem. Zobaczyłem, że wilczyca miała mokry pysk od łez i była poraniona. - Ja przepraszam, nie chciałem... - zacząłem się tłumaczyć, ale wadera machnęła łapą.
- Och, daj mi spokój. - warknęła. Zdziwiło mnie jej zachowanie, gdyż zazwyczaj była bardzo miła. Teraz pokazała mi swoja drugą stronę...
- Co ci się stało? - zapytałem. Wadera rzuciła mi się w ramiona, a ja objąłem ją. Łkanie przerodziło się w szloch. W uspokającym geście zacząłem ją głaskać po plecach. 
- Chodzi... chodzi... o... - mówiła przez łzy. - Chodzi o Zuko. - szepnęła. Odsunąłem ją od siebie. Trzymałem jej łapy w mocnym uścisku.
- Coś ci zrobił? - zapytałem. Byłem gotowy pokazać mu, gdzie raki zimują. Zresztą słynął z tego, że uwielbiał wadery...
- Nie... Po prostu zakochałam się w nim... Potem wróciła Hunter... I on wybrał ją... - szepnęła. Spuściła łeb, a łzy kapały na ziemię. Patrzyłem na każdą z nich jak upada. - Czuję się taka upokorzona... I w ogóle... czuję wielki wstyd... Nie wiem, czy kiedykolwiek zdołam mu spojrzeć w oczy... - powiedziała. Objąłem ją. 
- Chodź, opatrzę ci te rany. A skąd je w ogóle masz? - zapytałem.
- Walczyłam z Hunter... - mruknęła. Przewróciłem oczami. 
- Ami, przecież jesteś odpowiedzialną waderą...
Wilczyca zamilkła. Zaprowadziłem ja do swojej jaskini. Tam usadowiła się na posłaniu, a ja w spokoju, zacząłem opatrywać jej rany. Najbardziej przerażała mnie ta na klatce piersiowej....
- Dzięki. - rzekła Ami, kiedy opatrywałem jej ranę. Spojrzałem na nią i wróciłem do czyszczenia rany. Zobaczyłem, że wadera wpatruje się we mnie uważnie. Zerknąłem na nią i spostrzegłem, że jej łeb jest blisko mojego łba.
- Peeta... - wyszeptała. Pocałowała mnie. Zaskoczony jej reakcją, odsunąłem się od niej. Wadera patrzyła na mnie. Zamierzała wybieć z jaskini, ale złapałem ją za ramię.
- Puść mnie! - wrzasnęła, przez kolejną porcję łez. - Mam dosyć tego... Najpierw Zuko... Nie zniszczę twojego związku.... 
- Ami, ja nie jestem w żadnym związku... - powiedziałem. Wadera spojrzała na mnie.
- Widziałam cię z pewną waderą...
- Tak, ale ona mnie spławiła... Wolała kogoś innego. - szepnąłem. Ami przestała płakać i patrzyła wciąż na mnie. 
- Przykro mi. Wiem jak się czujesz. - odszepnęła. Podniosłem wzrok i uśmiechnąłem się szeroko.
- Wiesz... Nie zależy mi już na tamtej... - zacząłem. - Ami... Chyba ciebie kocham... Możemy spróbować? Chodzi mi o to... - chciałem coś powiedzieć, ale waderao objęła moją twarz i mnie pocałowała. W czasie pocałunku, ja również ją objąłem. 
- Oczywiście. Tylko to wszystko takie porąbane. - zaśmiała się. Uśmiechnąłem się.
- Wiesz, że związki, które mają trudny początek, będą udane w przyszłości. - szepnąłem jej zalotnie do ucha.

Dopisek: Coś szybko się zaczął ten związek O.o Ale co tam xd

Od Corry'ego - Życie jest ważne...

- Layla, ostrożnie! - krzyknąłem do wadery. Odwróciła swój łeb w moim kierunku. Uśmiechnęła się szeroko. Nie przejmowała się tym, że kamienie, po których szliśmy były bardzo śliskie. Przechodziliśmy obok rwącego potoku.
- Nie martw się, nic mi nie będzie! - odkrzyknęła. Przewróciłem oczami. Ostrożnie stawiałem łapy. Spojrzałem w jej oczy. Widziałem jak jej pysk otworzył pod wpływem zaskoczenia. Jakby w zwolnionym tempie widziałem jak jej łapa ześlizguje się z kamienia, a ona wpada do potoku. 
- Corry! - zdążyła krzyknąć. Potok porwał ją ze sobą. Moje łapy odbiły się od kamieni. Zacząłem szalony pościg. Biegłem kamienną drogą. Nie obchodziło mnie to, że ostre zakończenia, raniły moje łapy. Jedyne co widziałem, to przerażenie na jej pysku. Próbowała utrzymać się na powierzchni wody. Co chwila kasłała, aby pozbyć się wody z płuc.
Zwróciłem mój wzrok na drogę. Zobaczyłem, że kamienna droga kończy się głazem, z które można było wyskoczyć. Zauważyłem w tym swoją szansę.
Raz....
Dwa...
Trzy...
Podskoczyłem do góry. Odbiłem się mocno od kamienia, aż tylne łapy zabolały mnie pod wpływem ugięcia. Przy tym wyskoku, wylądowałem w wodzie z głośnym pluskiem. Przez chwilę nurkowałem, ale szybki nurt, wyłonił mnie z powrotem na powierzchnię. Zaczerpnąłem powietrza.
Zacząłem rozglądać się za waderą. Zza skał wyłoniła się jej postać. Widać, że była na skraju wyczerpania. Mocnymi ruchami łap, zacząłem do niej płynąć. W chwili, gdy jest postać zniknęła pod wodą, zanurkowałem. Pochwyciłem ją w swoje łapy i wyciągnąłem na powierzchnię. Leżała bezwładnie na moim grzbiecie. Ułożyłem jest łeb na moim karku. Chciałem wydostać się na brzeg, ale pod moimi łapami nie czułem już gruntu.
Nagle przed sobą zobaczyłem wodospad. Z całych sił próbowałem skręcić w lewo, ale nurt był za silny. Z przerażeniem dostrzegłem, że jesteśmy coraz bliżej wodospadu. Ostatnie spojrzenie i czułem jak spadam w dół. Pochwyciłem w locie Layle i przycisnąłem do siebie. Odwróciłem się plecami, aby na nie upaść. Chciałem ochronić wilczycę.

< Layla? Co się dalej wydarzyło... :3 >

Dopisek od właścicielki wilka: Możecie tą scenę kojarzyć z pewnego filmu, ja ją trochę podrasowałam ;D.