środa, 2 marca 2016

Fistrall - profil wilka

Imię: Fistrall
Płeć: Samiec
Wiek: 3 lata
Hierarchia: Omega
Kierunek: Jastrząb
Stanowisko: Strażnik Nocny
Typ: Zwykły
Rasa: Wilk Księżycowy
Głos: Amber Run [Joe Keogh]
***
Cechy charakteru: Zacznijmy od tego, iż jest to basior strasznie, ale to strasznie zagubiony. Stracił pasję do walki oraz zamiłowanie do otaczającego go niegdyś kolorowego świata. Praktycznie zawsze myśli na głos, często przez to wychodzi na idiotę. Na pewno nie ma on równo pod sufitem. Jest uległy w większości spraw. Mało co, bądź kto go interesuje. Na pewno nigdy nie powróci do bycia ekstrawertykiem. Zdecydowany pesymista. Mimo wszystko czasem się uśmiechnie. Bardzo szybko wpada w szał, ale równie szybko z niego wychodzi. Wszystkich traktuje z takim samym szacunkiem, nie uznaje wyższości. Wszystkie uczucia tłumi w sobie, przez co trudno się z nim dogadać. Nigdy nie przyszło mu na myśl aby się komukolwiek użalać. Poszukuje pasji, która go opuściła. Czasami wybucha niekontrolowanym śmiechem, oczywiście nieświadomie często w bardzo poważnych sytuacjach. Nie unika nowych znajomości, jednakże woli samotność.
Cechy fizyczne: Fistrall nie jest szybki, pływanie też mu nie wychodzi najlepiej. Zwinnym nazwać go raczej też nie można. Jest nawet silny. Bardzo wytrzymały oraz odporny.
Znak szczególny: Wiecznie świecące zielone ślepia oraz nienaturalnie spłaszczony zielony język.
Słaby punkt: Ogon
Boi się: Krat, klatek, łańcuchów i innych rzeczy, przypominających mu więzienie.
Waga: 45 kilogramów
Wzrost: 85 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Brak
Pochodzenie: Ziemia Wojny [Wataha z Dudniących Wodospadów]
Lubi: Noc; akceptację; zrozumienie
Nie lubi: Krzyku; chamskich wilków; więzień; mafii

Żywioł: [3/3] Mrok, Magia, Elektryczność
Moce: [5/20Basior ten posiada parę mocy, których do końca nie opanował. Zwyczajnie nie miał jak. Pierwszą z mocy jest telepatia, drugą zaś powodowanie paraliżu za pomocą dotknięcia łapą. Umie wniknąć w czyiś sen, ale nie panuje nad tym jakoś za specjalnie. Może tworzyć realistyczne halucynacje. Czasem uda mu się porozmawiać z jakimś duchem. Tyle.
Partner/ka: Psychol z przeżyciami... normalnie marzenie każdej wadery
RodziceNie miał ''przyjemności'' poznać
Potomstwo: Nigdy się nad tym nie zastanawiał
Inna rodzina: Brak

Data dołączenia: 2 marzec 2016
Data urodzenia: 28 wrzesień
Upomnienia: 0/3
Krwawe Pioruny: 800.000
★★★★★★★★★
Zdobyte osiągnięcia: Brak
Poziom: 18
PD: | Ogólnie: 1800 | Wykorzystano: 800 | Zostało: 1000
Umiejętności: | Walka: 550 | Instynkt: 0 | Umysł: 0 | Polowanie: 250 |
Jaskinia: numer 17
Ekwipunek: Brak
Torba| 0 Wilcze Jagody | 0 Czarna Krew | 0 Łza Wilczycy | 0 Niezapominajka | 0 Rumianek | 0 Liść | 0 Czaszka | 0 Czarna Perła | 0 Kość | 0 Chmiel | 0 Popiół | 0 Księżycowy Pył | 
Bronie: Brak
Zbroja: Brak
Smok: Brak
Towarzysz: Brak
HistoriaWilk ten był praktycznie niezauważalny przez innych. W wieku roku został porwany przez pewną mafię, która chciała wziąć sobie jego nerki i mieć z tego niezły hajs. Zamówienie na nerki zostało wycofane, jako iż Fistrall wiedział już ''za dużo''. Wilki przykuły go łańcuchami w niewielkim budynku i pilnowały dniem oraz nocą do pewnego czasu. W wieku 3 lat z kompletnie zrytą psychiką, basior uciekł. Błąkając się trafił tutaj.
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: AveArbuz |


Ostatnia aktualizacja: 13.03.2016

Od Fistrall'a - Jak tu dotarłem?

Poluzowane łańcuchy miałem od dwóch dni. Wilk, który mnie pilnował był bardzo nieuważny.
Gdy gadałem do siebie, basior mnie ignorował. Brał mnie za nienormalnego. To jeden z błędów, jakie popełniał.
Praktycznie zawsze myślałem na głos, więc gdyby chodź raz ten imbecyl posłuchał co mamroczę, pewno nie opuszczałby dzisiaj swojego stanowiska ani na sekundę. Basior poszedł na obiad. Moja chwila. Mój czas.
Z całym impetem rozpędziłem się, rozrywając przy tym łańcuchy. Zacząłem biec, uciekać, gnać...
Wolność dla mnie była jak dla szczeniaka fabryka zabawek, piękna, a zarazem kosztowna.
Oddalałem się od mojego więzienia, które z czasem stawało się również moim psychicznym więzieniem.
Uciekłem, więc tak jak sobie obiecałem, zamierzałem stać się taki jak dawniej. No i tu napotkałem błąd,
chciałem, aczkolwiek nie mogłem. Byłem zdruzgotany, a zarazem obojętny. W końcu bijąc się tak z myślami wpadłem na kogoś.
- Patrz jak ła... Znaczy przepraszam. - Rzekłem dalej nie wiedząc co się ze mną dzieje.
- Znajdujesz się na terenach Watahy Krwawego Wzgórza. - Odezwał się wilk.
- Wataha to coś, czego potrzebujesz, zaczniesz wtedy od.. - Chciałem kontynuować, ale zorientowałem się, iż mówię na głos... w dodatku sam do siebie. To było nie do opanowania. Wkurzyłem się na siebie, złapałem się za łeb. Po dosłownie sekundzie stałem już normalnie.
- No, a mógłbym dołączyć do tej watahy? - Spytałem, nie widziałem do końca wilka, ponieważ wiała okropna śnieżyca.

<Wilku?>

Od Jason'a - Najpiękniejszy sen na świecie

Po ciężkim dniu spędzonym na treningach z Seikatsu wreszcie wróciliśmy wieczorem do jaskini. Zdążył tylko pożegnać się cichym "dobranoc" i zasnął na swoim posłaniu. Nasze, czyli moje i Alexis, szczeniaczki już dawno spały, więc dałem Alex mały kawałek jelenia, którego złapaliśmy razem z Seikatsu i zaniosłem resztę do "spiżarni". Wróciłem i liznąłem Alex w nos.
- Dobranoc. - szepnąłem i ułożyłem się niedaleko na posłaniu.
Alexis położyła łeb na łapach i zasnęła. Ziewnąłem i uczyniłem to samo.

***

Obudziłem się rano w jaskini. Nic nie było takie nadzwyczajne. Po prostu takie samo. Poszedłem nad Wodne Serce i napiłem się wody. Była przyjemnie chłodna, więc obmyłem się cały, wchodząc do wody. Wyszedłem na śnieg i otrzepałem się. Nie wiem dlaczego, ale ni stąd, ni zowąd nabrała mnie chętka na jakąś podróż. Coś ciągnęło mnie w lewą stronę... Dlatego też tam się udałem. Szedłem około godzinę, po czym ujrzałem... portal! Stał przy nim czarny wilk z białymi oczami bez tęczówek w zbroi. Zakradłem się ostrożnie i wyjąłem katanę. Zabicie go okazało się być bardzo łatwe.
Wszedłem przez portal i tam... Zastałem... Naszą ukochaną Ziemię! Nasz świat bez lodu i śniegu! Stałem osłupiały z szeroko otworzonym pyskiem i wytrzeszczonymi oczami. Postawiłem łapę na kamyku. Wydawał się być prawdziwy. Pognałem po trawie. Wreszcie było czuć wiosnę, choć jeszcze nie taką pełną. Niedaleko stała Wataha Krwawego Wzgórza. Niektóre wilki również stały bardzo zaskoczone, pewnie nigdy nie słyszały wiele o tym świecie. Wśród tych wilków stała Alex. Podbiegłem do nich. 
- Jason! Co tu się dzieje? Ale..? - Alex nie nadążała z pytaniami. 
- Cii... to właśnie planeta, na której nieliczni z nas żyli... w tym ja. - wyjaśniłem. 
Zza Alex wyszły szczenięta. Dotknąłem nosem nosa Grace, a do Jacob'a i Castiel'a puściłem oko. Zabrałem swoją rodzinę na oprowadzkę. I wtedy...
***
Obudziłem się w jaskini. Wyglądnąłem czym prędzej na zewnątrz. Śnieg i lód. Westchnąłem i położyłem się z powrotem. To był tylko sen. Ale piękny sen. Piękny...

Dopisek od właścicielki wilka: Jason zabił strażnika z taką łatwością, bo to był tylko sen

Neko - profil wilczycy

Imię: Neko
Płeć: Samica
Wiek: 3 lata
Hierarchia: Omega
Kierunek: Koliber
StanowiskoPsycholog
Typ: Zwykły
Rasa: Wilk Gwiezdny
Głos: Honey
***
Cechy charakteru: Zacznijmy od tego, że jest to wadera pozytywnie nastawiona do świata. Wadera ta nienawidzi kłótni oraz sporów, często wychodzi na idiotkę, ponieważ zawsze szuka nietypowych rozwiązań. Kocha malować oraz rysować, aczkolwiek nie jakoś przesadnie. Jest inteligentna, można szukać w niej oparcia. Zawsze chętnie pomaga, nawet gdy widzi, iż ktoś udaje. Ryzykantka. Nienawidzi zachowań agresywnych u innych wilków. Zawsze staje w obronie słabszych.
Cechy fizyczne: Neko bardzo szybko biega, jednakże na krótkie dystanse. Jest bardzo zwinna.
Znak szczególny: Po jej wyglądzie można rozpoznać, iż często składa wizyty w studiach piercingu, to właśnie dość spora ilość kolczyków wyróżnia ją z tłumu.
Słaby punkt: Uszy
Boi się: Cierpienia
Waga: 40 kilogramów
Wzrost: 70 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Na razie brak
Pochodzenie: Ziemia Wojny [Wataha z Dudniących Wodospadów]
Lubi: Słuchać muzyki, malować, rysować, pomagać
Nie lubi: Chamskości u innych; nietolerancji; agresywnych zachowań

Żywioł: [3/4] Mrok, Magia, Elektryczność
Moce: [6/25] Tworzenie różnych form z cienia; czytanie w umyśle innego wilka; telekineza; telepatia; tworzenie realistycznych halucynacji; paraliżujący oddech
Partner/ka: Chętnie kogoś pozna
RodziceNie znała
Potomstwo: Brak
Inna rodzina: Brak

Data dołączenia: 2 marzec 2016
Data urodzenia: 27 kwiecień
Upomnienia: 0/3
Krwawe Pioruny: 500.000
★★★★★★★★★★
Zdobyte osiągnięcia: Brak
Poziom: 12
PD: | Ogólnie: 1200 | Wykorzystano: 800 | Zostało: 400
Umiejętności: | Walka: 0 | Instynkt: 250 | Umysł: 550 | Polowanie: 0 |
Jaskinia: numer 13
Ekwipunek: Brak
Torba| 0 Wilcze Jagody | 0 Czarna Krew | 0 Łza Wilczycy | 0 Niezapominajka | 0 Rumianek | 0 Liść | 0 Czaszka | 0 Czarna Perła | 0 Kość | 0 Chmiel | 0 Popiół | 0 Księżycowy Pył | 
Bronie: Brak
Zbroja: Brak
Smok: Brak
Towarzysz: Brak
HistoriaNeko żyła spokojnie, póki wilki z jej poprzedniej watahy nie uznały jej za niepotrzebną. Trochę się pobłąkała. Koniec końców trafiła tutaj.
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: AveArbuz |

art by NekoPunkWolf on dA

Ostatnia aktualizacja: 13.03.2016

Od Neko - Jak tu dotarłam

Szłam w nieznaną mi stronę. Śnieg sypał, a zimny, porywisty wiatr co chwila uderzał mnie w pysk. Myślałam, że zaraz padnę i pożegnam się z tym światem. Lubiłam śnieg i ogółem zimę, ale to już była przesada. Co chwila burczało mi w żołądku. Chyba nie był to mój szczęśliwy dzień. Łapy powoli odmawiały mi posłuszeństwa. W pewnym momencie ujrzałam jakiegoś wilka, zapalił się we mnie promyk nadziei. Zaczęłam gnać w stronę zdziwionej postaci. Nie mogłam dokładnie zidentyfikować, czy to basior czy też wadera.
- Cześć, jestem Neko. - Powiedziałam szybko.
- Witaj, znajdujesz się na terenach Watahy Krwawego Wzgórza. - Oznajmił wilk. Ucieszyłam się, wataha to coś, czego potrzebowałam. Taka ekstrawertyczka jak ja nie poradziłaby sobie sama. Dalej nie wiedziałam z kim rozmawiam. Wiatr świstał mi w uszach, więc głos nieznajomego był dla mnie niewyraźny.

<Nieznajomy Wilku?>

wtorek, 1 marca 2016

Od Jason'a - Zwierzyniec część 1 [Quest #6]

Rano wstałem z posłania tak, by nie obudzić Alexis i naszych dzieci. Nagle spostrzegłem, że Castiel'a nigdzie nie ma. Przynajmniej nie na posłaniu. Oczywiście, że co robił? Sam tego nie wiem, ale niedaleko Castiel'a była mała dziura, więc pewnie ją wykopał. Chodził na ślepo, więc był niedaleko wody. Pomyśleć, że gdyby tak wpadł... Podszedłem do niego i złapałem za kark. Zaczął się szamotać, a ja w końcu postawiłem go na posłaniu. Użyłem mocy usypiającej, więc Cas szybko zasnął. Dwa pozostałe szczeniaki, oraz Alex nie obudziły się. Ciekawie rozglądnąłem się, by zobaczyć, gdzie jest Funky. Postanowiłem ją dzisiaj wytrenować. Smoczyca leżała nad wodą, zapewne rozmyślała. Sam nie wiem, co mogą robić takie smoki. Położyłem ją na grzbiet i wyszliśmy z jaskini. Postanowiłem, że najpierw wzmocnimy jej odporność. Przygotowałem specjalny wywar, który smoczyca wypiła. Teraz zaczął się trening. Zadawałem ciosy, takie jak mentorzy w walkach zadają szczeniakom. Smok nie dawał za wygraną i również atakował. Raz tak mnie użarła, że aż poleciała krew.
- Sss...Ała... - syknąłem z bólu. - Trening atakowania oraz unikania i wytrzymałości masz z głowy. - wylizałem ranę niedaleko znaku.
Funky mogła mi zadać naprawdę silny ból. A w planach miałem fajne nawet treningi... No nic. I tak najlepsze na koniec. Może teraz pływanie, bo kiedyś się jej to przyda, prawda? Więc wszedłem do wody i wyczekiwałem reakcji Funky. Zawsze podążała za mną, ale teraz stała na brzegu jak słup soli gapiąc się na mnie. 
- No, dalej, chodź tu! - zniecierpliwiłem się i ochlapałem smoka wodą tak, że był mokry cały.
Funky zaskrzeczała i chciała zaatakować. Przełamała się i pierwszy raz weszła do wody. Okazało się, że nigdy się nie uczyła, a potrafi pływać. Podpłynęła do mnie bardzo szybko i ugryzła w bark. Warknąłem i popatrzyłem, jak woda wokół nas zabarwia się na kolor czerwony. Wyszedłem z wody i otrzepałem się. Funky zrobiła to samo, tylko bez otrzepania się. Rozkopała śnieg i zauważyła dosyć suchą trawę. Wytarzała się w niej i była sucha. Następnie trenowaliśmy szybkość. Wygrałem z nią o pół milimetra. Dosłownie. Więc jest bardzo szybka, lecz to jeszcze potrenowaliśmy. Na koniec - wisienka na czubku - latanie. Wysunąłem czarne skrzydła i wzbiłem się w powietrze, a ze skrzydeł odpadło kilka piór. Smoczyca machała swoimi małymi skrzydełkami, ale nic z tego. Poćwiczyliśmy to trochę, aż w końcu Funky uniosła się dwa centymetry nad ziemią. Postanowiliśmy zakończyć trening biegiem truchtem do jaskini.

Od Jason'a - C.D. Alexis ''Czy jestem gotowy?''


Makka pozwoliła mi wejść. Nareszcie, nie mogłem już gadać z Pattonem - z niecierpliwości i stresu, czy Alexis pomyślnie urodziła... Zanim wszedłem, uśmiechnąłem się do Patton'a, a po moim pysku wylał się strumień ciepłych łez.
- Idź już, bo zaraz zemdlejesz. - uśmiechnął się wilk. - Wolę, żebyś najpierw je zobaczył. - dodał żartobliwie.
Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej i wszedłem do uzdrowiska Makki. Tam zobaczyłem moją partnerkę i trzy, puchate, małe kuleczki przytulone do siebie. Podszedłem do półki skalnej, gdzie znajdowała się moja rodzina. Popatrzyłem na Alex.
- Są cudne... Jak je nazwiemy? - wyszeptała. - To będzie Castiel, ten Jacob, a nasza córeczka...
- Grace. - wyszeptałem, a z moich oczu wylała się kolejna porcja łez. 
Popatrzyłem na nasze dzieci i je przytuliłem. Pierwszy zareagował Castiel - zaczął się wiercić i szukać miejsca na ślepo, lecz nic z tego. Jego rodzeństwo i ja przytulaliśmy się do siebie, że nie było o tym mowy. Nagle podeszła Makka.
- Alexis nie może się przemęczać, a szczeniaki muszą mieć dużo spokoju, wiecie, w hałasie trudno zasnąć, a one potrzebują też snu. Mogą teraz pić tylko i wyłącznie mleko, jako ich pokarm, lecz to zapewne wiecie. Gdzieś około piątego miesiąca możecie zacząć podawać mięso i odzwyczajać je od mleka. Jeśli mielibyście jakieś wątpliwości, nie wahajcie się przyjść i pytać. - rzekła wadera.
- Dziękuję ci, Makko. Uszczęśliwiłaś nie tylko Alex, ale i z pewnością wiele innych wilczyc, ale ja chciałbym, podziękować w imieniu nas obu. - przytuliłem ją.
- Nie ma za co, to był mój obowiązek... - zarumieniła się.
Puściłem ją.
- Ja też ci dziękuję. - powiedziała słabym głosem Alex i próbowała wstać.
Pomogłem jej i złapałem Grace za kark. Szczeniaki były trzy, a nas dwoje. Alexis trzymając w pysku Castiel'a spojrzała na mnie pytająco. Makka to zauważyła.
- Pattonie, mógłbyś im pomóc? - Spytała samca Betę, a on podszedł do nas.
- Tak, jasne. - odparł i, domyślając się, o co chodzi, złapał Jacob'a za skórę na karku. Pożegnaliśmy się z Makką i dwanaście łap, niosące dwanaście innych, małych łapek ruszyliśmy w kierunku jaskini numer 31. Kiedy tam dotarliśmy, pożegnaliśmy się z Pattonem i podziękowaliśmy mu. Potem Alexis położyła się na swoim posłaniu ze szczeniakami, a one zaczęły jeść, pijąc mleko. Położyłem się obok i uśmiechnąłem. W tej grubej księdze razem z wybranką mego serca zaczynamy nowy rozdział... Być może najlepszy z rozdziałów.

Od Jason'a - Uczenie to nie moja broszka...

Niedawno do tej watahy dołączył młody basior, a mianowicie Seikatsu, który piastował kierunek polowań. Wybrał mnie, jako swojego mentora, co wydało mi się dziwne, ponieważ z reguły szczeniaki wybierały Diesel'a, lub Sheirę. Poszedłem "odebrać" go od Alf. 
- No, Jason, nareszcie jesteś. Ten mały jest chyba w złym stanie... - oświadczyła mi Star od razu na powitaniu.
- Gdzie on jest? - spytałem rozglądając się. 
- Tutaj leży... - zaprowadziła mnie do miejsca, w którym Sei leżał. - A tak przy okazji, napijesz się herbaty? Nalegam.
- Wiesz, nie chcę zostawiać Alex samej na długo, w prawdzie przyszedłem tu tylko po małego... Więc chyba będę zmuszony odmówić. - rzekłem.
- Dobrze, więc cię nie zatrzymuję. Ale weź tą paczkę z herbatą z rumiankiem. Dla Alexis. Powiedz jej, że to od Flasha i ode mnie, na lepsze samopoczucie. - podała mi małą paczuszkę herbaty i uśmiechnęła się.
- Dziękuję. - rzuciłem z uśmiechem i odwróciłem się do szczeniaka. - A ty, nie będzie przeszkadzać ci, jeśli podróż odbędziesz w torbie?
Ten odwrócił do mnie łeb i spojrzał na mnie czerwonymi oczami.
- Mam łapy. - mruknął. - Nie chcę cię obciążać.
- Mały, ty? Mnie? - zaśmiałem się. - Wskakuj.
Zdjąłem torbę, a Seikatsu posłusznie do niej wszedł. Postarałem się o to, by było mu tam jak najwygodniej. Mimo tego, iż miał na karku sześć miesięcy, w torbie nie było mu ciasno. Włożyłem w kąt torby, tam, gdzie nie była ona zajęta, paczuszkę z herbatą i pożegnałem się ze Star jeszcze raz jej dziękując.
- Dziękuję ci, Star, a teraz do zobaczenia, muszę iść.
- Nie ma za co, mamy w zapasie tej herbaty, a wy sobie wypijecie. No, leć już! - odpowiedziała.
Pomachałem jej łapą na odchodne i zerknąłem do torby.
- Trzymaj się, mały. - powiedziałem półszeptem.
- Dobrze... em... mentorze.
- Mów mi Jason. - uśmiechnąłem się i użyłem mocy, dzięki której znaleźliśmy się w żółtym jakby teleporcie i byliśmy w naszej jaskini.
- Jesteś w domu. - westchnąłem i poszukałem wzrokiem Alex. - Alex, już jesteśmy.
Wilczyca wychyliła się zza ściany przerywając zajęcie, które robiła, po czym do nas podeszła. Pocałowała mnie w policzek i podeszła do mojej torby.
- No, malutki, pokaż się. - położyła łapę na ściance torby.
Seikatsu wysunął łebek, najwyraźniej trochę nieśmiało.
- Dzień dobry... - szepnął i znów schował się na dno.
- Cześć, nie bój się. - zaśmiała się Alex. - No, zdejmij tą torbę, niech sobie wyjdzie, pozwiedza! - Pacnęła mnie łapą w głowę, po czym tą samą łapą zakryła pysk i zaśmiała się cicho.
Ja uśmiechnąłem się i zdjąłem torbę, a Seikatsu wyskoczył z niej jak oblany zimną wodą.
- Jesteście parą? - spytał, patrząc to na jednego, to na drugiego, już trochę śmielej. 
Alexis usiadła, uśmiechnęliśmy się do siebie i też usiadłem. 
- No...Tak. - zaśmiałem się nerwowo i krótko.
Dlaczego ten szczeniak zadawał takie pytania? Seikatsu podszedł do Alexis i usiadł obok niej. Widać było, że przypadła mu do gustu bardziej niż ja.
- Ach, Alexis, prawie bym zapomniał, choć to nie takie ważne. Star przesyła pozdrowienia i herbatę dla ciebie. - wyjąłem pudełko herbaty i podałem ją waderze.
- O, podziękowałeś w moim imieniu? - upewniła się.
- Tak, nawet w moim. - zaśmiałem się.
Nagle, nie wiadomo skąd, do pokoju przyszła Funky. Jak widać była ciekawa nowego mieszkańca, gdyż podeszła do Seikatsu i chciała się bawić. Szczeniak tylko popatrzył na nią, a ja wziąłem smoka w łapy. 
- Idź, gdzieś się połóż. - postawiłem ją z powrotem na podłogę, a ona gdzieś odeszła, węsząc jak pies, ale szybciej. 
- Sei, do końca tego dnia masz wolne, ale jutro zaczynamy treningi. Jak chcesz, dzisiaj możemy na coś zapolować, na coś małego.
- Okej. - odparł i wyszliśmy. 
Wzięliśmy ze sobą Funky i czekaliśmy na zdobycz. Niedaleko w trawie biegła mysz. 
- Złap ją. - nakazałem.
- Ale ja nie umiem. - przyznał.
- To się nauczysz, idź. - powtórzyłem, a szczeniak niezdarnie podkradł się do myszy, ale kiedy skoczył, może spadł brzuchem na ziemię, może ziemia wpadła mu do oczu, ale mysz złapał? Złapał. Trzymając ją za ogon przyniósł ją do mnie. 
- A widzisz? A nie umiałeś. - uśmiechnąłem się i pogłaskałem Seikatsu po łebku.
- Złapałem! - ucieszył się i podniósł mysz.
Oglądnąłem się za Funky, a ona przyszła, nie wiadomo skąd. Poszliśmy do jaskini, a tam okazało się, że Alexis zrobiła dla nas kolację. Sei zjadł swoją mysz i podziękował kolacji, ale za to my zjedliśmy pyszną sarnę. Później poszliśmy spać. Tak miło spędziliśmy dzień...Wspaniały dzień.

Od Kiiyuko - C.D. Corey'a ''Wilczyca ze złamanym sercem''


Zastanowiłam się. Co bym zmieniła? 
- Swoją przeszłość... Całą... - szepnęłam.
- Rozumiem... a w sobie? - pytał.
- Swoją naiwność! - krzyknęłam, zerwałam się na równe łapy, wybuchłam płaczem i wybiegłam z jaskini. Rzuciłam się w śnieg i zaczęłam łkać. Corey podszedł do mnie i ułożył obok, przytulając mnie.
- No... nie płacz. Ja nie chciałem... - bał się najwyraźniej, że to jego wina. - Nie lubię, jak płaczesz. -dodał.
- Ale to nie twoja wina... - szepnęłam płacząc, a wtedy usiedliśmy.
Wilk przytulił mnie i pogłaskał łapą po włosach. Wtuliłam się w futro Corey'a i powoli się uspokajałam. Powoli wróciliśmy do ogniska, otuliliśmy się tym samym kocem, co przedtem i otrzymałam jeszcze jeden kawałek tego pysznego jelenia, którego zrobił Corey. Nie wiem, jak mu za to wszystko dziękować. Przecież uratował mi życie, tam, pod kołem młyńskim, potem to ciepło, jedzenie... teraz pocieszanie mnie i znowu smakołyki... Dlaczego on to wszystko dla mnie robi? Teraz rozmawialiśmy na wszelkie tematy. 
- Gdzie chciałabyś się teraz znaleźć? - spytał nagle.
- Hm... - zamyśliłam się. - Na rozgrzanej słońcem plaży. Leżeć na ciepłym piasku, wsłuchiwać się w szum morza... - zamknęłam oczy, po czym je otworzyłam. - A ty?
- Może... Na jakiejś łące, obok gór... Nie wiem, coś takiego. - odparł.
Chwilę jeszcze rozmawialiśmy i musiałam iść. Kiedy wychodziłam, Corey złapał moją łapę i musnął ją delikatnie, po czym wyprostował się i zza pleców wyciągnął małe, czerwone pudełeczko w kształcie serca.
- A to... to jest... dla ciebie. - wyszeptał i podał mi pudełko w kształcie serduszka. 
Popatrzyłam na niego, a później na pudełko. Otworzyłam je. - Taki tam... drobny prezent. - dodał, kiedy wyciągałam...
Piękną, tęczową bransoletę ze skóry. Trzymając ją w łapie rzuciłam się Corey'owi na szyję.
- Dziękuję! Jesteś wspaniały! Tyle dla mnie robisz i jeszcze ty dajesz mi prezent! Ale czekaj, też mam coś dla ciebie. - wyciągnęłam z torby małe pudełko.
Wilk przyjął je ode mnie i otworzył. Wyciągnął złoty łańcuszek i popatrzył na mnie.
- Jest cudny, dziękuję. - przytulił mnie lekko. - No, już cię nie zatrzymuję, leć.
Pożegnaliśmy się, a kiedy byłam już na średniej odległości, kątem oka zauważyłam, że Corey odwracając się zakłada łańcuszek. Ja zdjęłam moją tęczową bransoletę i włożyłam do torby, by się nie zniszczyła. Postanowiłam o nią dbać. Kiedy weszłam do jaskini, krzyknęłam "hej", ale nikt nie odpowiedział. Spojrzałam na posłania. Jedynie Safira wyszła z cienia.
- Teraz wszyscy odchodzą... Alois też sobie odszedł. - rzekła. - Pewnie miał już ciebie dość. - dodała złośliwie i wyszła z jaskini.
Na posłaniu Alois'a faktycznie nie było na nim jego właściciela. Nie było nikogo. Tylko ja i ciemność. Ogarnęła mnie fala płaczu, zawróciłam i kierowałam się do jaskini Corey'a. Kiedy tam podeszłam, na moje szczęście Corey jeszcze nie spał, tylko sprzątał resztki z naszej kolacji. 
- Kiiyuko? Co ci się stało?! - wyszedł mi na powitanie. - Wejdź...

< Corey? Przyjmiesz biedną kluskę? :3 >

Od Hurtcalled Life - Próba Męstwa część 1 [Quest #8]

Wstałam dość wcześnie. Miałam napływ myśli. Cisza panująca wokół mnie była przytłaczająca. Postanowiłam udać się nad Wodospad Życia. Wzięłam kąpiel, zaraz potem ruszyłam w stronę jaskiń. Wszystkie wilki wyglądały na zadowolone. Usadowiłam się na drzewie obserwując te szczęśliwe istoty. Nie ukrywam, że wilków kiedyś było więcej. W sumie nie obchodziło mnie to.
W pewnym momencie zimny wiatr ''uderzył'' mnie w twarz. Szybko zeskoczyłam z drzewa. Jeżeli będę tak bezczynnie siedzieć, nic dla siebie nie zrobię. Jedyne, co mogę uzyskać po leniuchowaniu to osłabienie. Po dość długim namyśle postanowiłam podjąć się Próby Męstwa. Od razu udałam się do Alfy z zapytaniem o zgodę. Odpowiedź była oczywista, mianowicie ''tak''. Jako teren, na którym miałam przebywać obrałam sobie Zdradziecki Klif. Mimo tego, że nie jestem jakaś słaba i tak bałam się konfrontacji z Biesem. Każdy o zdrowym umyśle bałby się konfrontacji z Biesem. Bez zbędnego obijania się ruszyłam w stronę Suchej Łąki. Dreptałam powoli, miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Mimo wszystko postanowiłam nie zawracać sobie tym głowy. W pewnym momencie praktycznie znikąd pojawił się przede mną czarny basior. Pierwsze, co zrobiłam, to wyszczerzyłam kły.
- Czego chcesz? - Syknęłam. Od razu spostrzegłam, że nie należy on do Watahy Krwawego Wzgórza.
- Niczego konkretniejszego. - Odpowiedział.
- To łaskawie nie zastawiaj mi drogi. - Mruknęłam w stronę basiora. Wiedziałam, że mógł on stanowić niebezpieczeństwo i powinnam powiedzieć to Star, jednakże obiecałam sobie nie zawracać. Wilk robił się namolny. Lazł za mną sama nie wiem po co, w końcu się na niego rzuciłam. Wbiłam w niego mój pazur, wilk tylko się zaśmiał. Zdruzgotana dopiero po chwili powróciłam do siebie. Basior zadrapał mnie, ja natomiast rzuciłam się na niego ponownie. Prawdopodobnie był nieśmiertelny. Chwilę potem basior znajdował się pode mną. Zaczęłam wydłubywać mu serce. Darł się w niemiłosiernie, wiedziałam że to już jego koniec. Zginął dość drastycznie, no ale cóż. Wkroczyłam już do Lasu Czarnego Rumaka. Nie ukrywam tego, że byłam zmęczona. Postanowiłam jednak się nie zatrzymywać. Szłam i szłam. Odnosiłam wrażenie, iż idę wiecznie. Zaburczało mi w brzuchu. Po chwili zauważyłam stado jeleni. Byłam tak głodna, że bez zastanowienia rzuciłam się na zwierzynę. Mój idiotyzm tylko je odstraszył. Stałam jak kołek rozglądając się za uciekającą już zwierzyną. Westchnęłam głośno i oparłam się o drzewo. Leżałam tak przez dłuższy czas. W końcu się zebrałam. Chwilę potem znajdowałam się już na terenach Zdradzieckiego Klifu. Ciężko mi się tu oddychało, jednakże sądzę iż to kwestia przyzwyczajenia. Na moje ubogie szczęście nie natknęłam się na Biesa. Znalazłam małą jaskinię, w której postanowiłam się chwilowo osiedlić. Dni mijały mi szybko. Często zastanawiałam się czy Bies w ogóle istnieje. Może to kwestia tego, że porusza się nocą, chociaż nie mam konkretnych informacji na temat życia tego nietypowego stwora. Co chwila słyszałam jakieś szmery, szumy. Myśl o monstrum zrobiła się moją małą obsesją. Mimo wszystko starałam zachować się zdrowy rozsądek, co sprawiało mi teraz drobny kłopot. Często rozmyślałam nad watahą. Miałam szczerą nadzieję, że wszystko jest tam dobrze. Ta cała ''Próba Męstwa'' wyglądała jak walka z samotnością, do której byłam przyzwyczajona. Czasem sobie coś pośpiewałam, czasem po prostu myślałam o różnych różnościach. Krótko mówiąc tak jak zwykle. Wieczorem postanowiłam wybrać się na spacer. Nocą klif oraz wszystko wokoło wyglądało pięknie. W pewnym momencie zaszeleściły krzaki, Nerwowo skierowałam łeb w ich stronę. Pustka.
- Pewnie mam już omamy. - Pomyślałam głośno. Chwilę potem usłyszałam dyszenie. Serce zaczęło mi walić. Sama nie wiedziałam czy chcę się obrócić, czy też nie. Po chwili się opanowałam, obróciłam się lekko. To, co ujrzałam, porządnie mną wstrząsnęło. Przede mną stał najprawdziwszy Bies, jeszcze gorszy niż mi go opisywano. Stworzenie to posiadało długie, odstające rogi, długie ostre szpony oraz kły... Bardzo duże kły. Wryłam wzrok w stworzenie, nie ruszałam się.