czwartek, 2 lipca 2015

Od Ayoko - Po co mam żyć?

   Otworzyłam leniwie i z niechęcią moje zaspane powieki i zatrzepotałam suchymi, słabymi rzęsami. Ziewnęłam przeciągle, prezentując pełne uzębienie. Tak jak myślałam, była już dziesiąta rano, Dividend, moja współlokatorka, dawno wstała i poszła się włóczyć gdzieś po zrujnowanych i zaśnieżonych terenach Watahy Krwawego Wzgórza. Z wyraźnie okazywaną niechęcią do życia podniosłam się w posłania i ruszyłam w stronę wyjścia, by zaczerpnąć świeżego, jak zawsze chłodnego powietrza. Bez zastanowienia ruszyłam szaleńczym biegiem w stronę Klifów Dezerterów. Wiedziałam, że wbiegając na tereny Klifów Dezerterów, łamię zasady narzucone przez alfy. I tak chciałam to zakończyć.
 - Hej! Tam nie wolno wchodzić! - Upomniał mnie jakiś wilk, myśląc, że coś wskóra. Ja natomiast stałam zdyszana nad brzegiem jednego z klifów. Pomyślałam o tym wszystkim... Percy, któy odszedł z watahy. Ginewra, która umierała. Moi byli partnerzy, którzy zawsze mnie zostawiali. Moje dzieci, które poumierały bądź ruszyły w świat za przygodą... Już nigdy ich wszystkich nie zobaczę... Po co mam żyć, skoro nie mam nawet dla kogo? Zrobiłam kilka kroków bliżej przepaści, a drobne fragmenty gruntu, które odczepiły się pod naciskiem moich łap, zaczęły spadać w dół.
 - Naprawdę chcesz to zrobić? Jesteś aż tak głupia? - Usłyszałam głos za plecami.

< Ktoś dokończy? >

Pandora - profil wilczycy

Imię: Pandora
Płeć: Samica
Wiek: 1 rok
Hierarchia: Omega
StanowiskoStrateg
Głos: Zendaya
Cechy charakteru: Na co dzień jest dość miła, czasem nawet pomocna, ale dość łatwo wpada w złość. Wtedy jest dość chamska i arogancka. Jest mistrzem kłótni. Gdy już ktoś zacznie, ona zawsze wygrywa. Od innych wymaga szacunku, więc i ona szanuje innych, chyba, że ktoś jej podpadnie. Kocha żartować i ma bardzo dobre poczucie humoru. Ma również (niewielki) dystans do siebie, dlatego można z niej żartować, ale nie wolno przesadzać, gdyż może się to źle skończyć. Nie jest wrażliwa, co to to nie. Jest twarda i zawsze taka była. Niektórzy mówią, że ma serce z kamienia, ale to ci, którym nie chciało się jej poznać. Jest otwarta. Nie boi się nikogo. Przyjaciele są dla niej największym skarbem. Jest inteligentna i rozgarnięta. Ładne śpiewa.
Cechy fizyczne: Jest bardzo szybka i zwinna. Umie pływać. Dzięki swojemu "wychudzeniu" jest w stanie wcisnąć się w szczeliny, w które zwykły wilk się nie wciśnie.
Znak szczególny: Różowy okręg na czole
Słaby punkt: Brzuch
Boi się: Niedźwiedzi
Waga: 30 kilogramów
Wzrost: 75 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Brak
Wataha pochodzenia: Wataha Krwawego Wzgórza
LubiRomantyczne spacerki po zmroku, chodzenie po plaży
Nie lubi: Gdy ktoś stawia ją w krępującej sytuacji
***
Żywioł: Mrok, Elektryczność, Czas, Miłość, Muzyka
Moce: [5/20] Telepatia, sprawia, że instrumenty same grają, sprawdzanie przyszłości, cofanie się w czasie, kontrolowanie innych wilków
Partner/ka: Podoba jej się Path
RodziceRaquel [losy nieznane]
PotomstwoBrak
Inna rodzina: Brak
***
Data dołączenia: 2 lipiec 2015
Upomnienia: 0/3
Krwawe Pioruny: 50.000
Wykonane Questy: Brak
Poziom: 0
PD: | Ogólnie: 0 | Wykorzystano: 0 | Zostało: 0
Umiejętności: | Walka: 0 | Instynkt: 0 | Umysł: 0 | Polowanie: 0 |
Jaskinia: numer 1
Ekwipunek: Brak
Zbroja: Brak
Towarzysz: Brak
HistoriaNie lubię opowiadać o niej rozwlekle więc ujmę to tak: byłam w watasze, którą napadli. Uciekłam i po 3 miesiącach trafiłam tu.
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: pati20 | email: pati.k.vip.123456789@gmail.com |

Od Pandory - Jak tu dotarłam?

Trzy miesiące. Trzy miesiące gonili mnie wrogowie. Starałam się zachować spokój, ale nadal trzymałam te emocje. Jako córka alf, dostałam od nich ostatnie zadanie. Prosili, by ostatni członek rodu przetrwał, nie pozwolił, by o nim zapomniano. Biegłam przez las, a ścieżka jakby nie miała końca. Myśląc o swoich przejściach, straciłam czujność. Wrogie wilki mnie otoczyły. Gdy się do mnie zbliżały, czułam, jakby z nimi zaciskały więzy tych złych emocji. Przed oczami pojawiły się te sceny, które mnie tak bolały... Widok tych martwych wilków, rodziny i przyjaciół. Ja cała we krwi. Ojca, który zdradza swoje ostatnie życzenie, a chwile później leży już martwy, obok mojej matki. Cały smutek, cała rozpacz, wszystko zlało się w całość i uderzyło we mnie z wzmożoną siłą. Zawyłam wyższym głosem, niż inne wilki w ogóle potrafiły, jak gdy rodzice ginęli na mych oczach od tych ran, które im zadano. Wtedy żałowałam, że nie zostałam tam z nimi… Że nie dałam zabić się ranom, które mi zadali. Jednak wtedy przewodził nią instynkt. Wilki zawyły z bólu, ale nadal się do mnie zbliżały. Zakręciło mi się w głowie. Rzeczywistość zlewała mi się z fantazją. Emocje przejęły nade mną kontrole. Padłam, tracąc świadomość. Czułam, że nadal biegnę, jednak nie biegłam. Byłam tego pewna…
***
Obudziłam się na środku pola. Toczyła się tam wojna. Wilki skakały sobie do gardeł. Chwiejnie wstałam, jednak od razu się na mnie rzucili. Upadłam, udając martwą. Przeczołgałam się do lasu, bo tam nie toczyła się już wojna. I szłam zdezorientowana powoli. To nie był ten świat. To nie był świat który znałam. Gdy doszłam do jeziora wpadłam na jakiegoś wilka. Był on biało – czarny z szarymi łapami. Przedstawiłam się i nie czekając na odpowiedź zasypałam go pytaniami typu: Gdzie ja jestem? Co to za świat? 

< Path? >

Od Star - Przełamanie lodów

   Droga u boku Flash'a nigdy mi się nie dłużyła. Mimo tego, że był generałem, zawsze zabierał się ze mną na obchody terenów, które miały na celu sprawdzenie, czy wszystko w watasze jest w porządku. Wcześniej na takie obchody szedł mój ojciec lub Patton, teraz to ja mogłam biegać po wszystkich zakazanych miejscach bez obawy, że dostanę szlaban. 
 - Star, zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego śnieg zaczyna powoli topnieć? - Zapytał wilk, przerywając ciszę, towarzyszącą nam już od kilku dobrych minut, które wydawały się być wiecznością.
 - Nie. - Odpowiedziałam. Flash nabrał w usta powietrza i chciał mi coś na to odrzec, jednakże jego niezaczęta wypowiedź została przerwana przez dziwny dźwięk, który niemalże mnie ogłuszył. - Co to było? - Zapytałam, lekko spanikowanym głosem.
 - Wiwern. - Odrzekł Flash spokojnie. - Podpalenie powinno być skuteczne.
 - A ja co mam robić? - Zapytałam. Ta nazwa nie wywarła na mnie zbytniego wrażenia, ale pozory lubią być mylące aż zbyt często, szczególnie ostatnio.
 - Manipulacja umysłem. Szybko! - Zawołał Flash i stanął w szranki z dwunożnym smokiem o nienaturalnie dużej głowie wyposażonej w ptasi, zakrzywiony dziób i piskliwym, denerwującym głosie. Weszłam do umysłu potwora i kazałam mu nie ruszać się i dać się zabić. Ptak - o ile można było to  tak nazwać - nie stawiał oporu przed moim zaklęciem. Flash podpalił bestię błyskawicznie i już po chwili na śniegu leżała wielka kupa ptasich piór. Kiedy jednak poruszyła się ona, próbując wstać, obydwoje skoczyliśmy na tę magiczną istotę, wbijając jej ostre pazury w żyły, powodując krwawienie. Spojrzeliśmy w górę i wtedy nasze nosy lekko się zetknęły. Żadne z nas nie postanowiło drgnąć, wciąż trwając w takiej pozycji.
 - Zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego śnieg zaczyna powoli topnieć? - Powtórzył pytanie Flash, a jego oczy nagle rozbłysły pewnością siebie.
 - Nie. Dlaczego? - Odpowiedziałam.
 - Bo z każdym dniem coraz bardziej mnie lubisz. - Uśmiechnął się lekko, na co ja zapłonęłam żywym rumieńcem. Spojrzałam w jego oczy o szmaragdowych tęczówkach. Długo tak staliśmy, uśmiechając się do siebie nieśmiało. Gdy wróciłam na ziemię, spuściłam wzrok.
 - Emm... Może powinniśmy iść dalej? - Zapytałam, odsuwając się o jakiś centymetr, może dwa.

< Flash? Idziemy czy zostajemy? >

Od Diesel'a - Przytłaczające zdarzenia

   Po tym jak w lesie mnie i Brokenheart zaatakował przerośnięty bies, nie widziałem jej już nigdzie, zupełnie jakby zapadła się pod ziemię. Pytałem kilka wilków w watasze, a wszystkie jednogłośnie odparły, że Broken poszła w swoją, nieznaną nikomu innemu stronę.
 - *Szkoda. Nawet zaczynałem ją lubić.* - Myślałem podczas jednego z wielu spacerów po ośnieżonych i zupełnie odmienionych terenach watahy mojej siostry. Nagle przypomniałem sobie miejsce, do którego najbardziej lubiłem chodzić. Szum rzeki, widok ryb, które radośnie skakały wśród kamieni, to świeże uczucie w ustach, kiedy piłem... Teraz cała Rzeka Marzeń była skuta grubą warstwą śliskiego lodu...
   Mimo że to miejsce źle mi się kojarzyło, a mówiąc precyzyjniej, przyzywało ono wszystkie wspomnienia związane z tamtym światem oraz z Brokenheart, którą poznałem niedaleko górnego biegu tejże rzeki, postanowiłem je odwiedzić.
   Gdy już siedziałem nad brzegiem zamarzniętej Rzeki Marzeń zacząłem rozmyślać o tym, jak wiele się zmieniło. Moja matka, Ginewra, leżała umierająca na łożu, trzymając mojego ojca za łapę, a przy niej krzątała się Makka, beta, która została nową uzdrowicielką, próbującą ją wyleczyć. Moja siostra przejęła po ojcu obowiązek przewodzenia watahą. Nowy wilk, Flash, uratował nas wszystkich, dając nam ten jeden znak, który sprawił, że mogliśmy się odnaleźć. Lubiłem go tak samo bardzo, jak on lubił moją siostrę. Odeszło tyle wilków... Pamiętałem jeszcze czasy, kiedy dorównywaliśmy liczebnością Watasze Podniebnej Krainy, która reprezentuje żywioł magii, a teraz została nas ledwie ponad trzydziestka. Claire, moja partnerka, raczej nie wróci już do watahy. Jej futro sprzed opętania przez Shi było tak białe, jak otaczający mnie śnieg...
I właśnie w tym momencie po moim pysku spłynęły łzy, które ogrzały moje policzki.
 - Nie płacz. - Usłyszałem za sobą.

< Ktoś chce dokończyć? Fajnie by było popisać c; >

Od Primrose - Nowy współlokator

   Kiedy tylko otworzyłam swoje zielone oczy, od razu jednym szybkim ruchem wstałam na równe łapy i zeszłam z kupki zwiędłych liści, na których spałam, po czym bez zastanowienia ruszyłam w stronę wyjścia, chcąc zobaczyć jaka dzisiaj jest pogoda. Nie byłam zaskoczona, gdy ujrzałam wokół siebie mnóstwo śniegu. Zauważyłam jednak, że zaczęło go ostatnio ubywać, nie jest już aż tak zimny i lepi się dobrze, co oznacza, że jest stary. 
 - Ciekawe co tak wpływa na ten śnieg. Dam się pociąć na kawałki, że nie chodzi tu o słońce, choć ostatnio zaczyna mocno przygrzewać. - Powiedziałam do siebie, po czym ruszyłam na wcześniej zaplanowaną wycieczkę po terenach watahy. Pustynie i prerie pokryte śniegiem, część morza skuta twardym, śliskim lodem, po którym uwielbiałam jeździć. Często robiłam to w towarzystwie Lost In Dreams, której idzie to niesamowicie dobrze. Postanowiłam, że odwiedzę brzeg Krwawego Morza, może ją znajdę?
***
   Lost zrobiła kolejny zwinny piruet w powietrzu, a jej sierść i grzywka niesamowicie pięknie falowały podczas ruchu. Miała niesamowity talent.
 - Lost, kto cię tego nauczył? - Zapytałam, wchodząc na taflę i podając wilczycy łapę.
 - Dziadek. - Odparła krótko i wróciła do jazdy. Dziwny wydał mi się fakt, że Dream jest przecież taką depresyjną waderą, a zadaje się głównie z optymistami. Może będę w stanie jej pomóc, kiedy nasza znajomość się rozwinie? Mam taką nadzieję. 
***
   Po udanej jeździe postanowiłam darować sobie chodzenie po reszcie terenów i powoli wracać do jaskini. Mijałam mnóstwo ośnieżonych drzew i przypominałam sobie, jak kiedyś się po nich wspinałam. Ten śnieg już był tak nudny i przytłaczający, że zaczęłam przez niego poważnieć. Z tych poważnych przemyśleń wyrwał mnie dziwny dźwięk dochodzący z mojej jaskini. Weszłam do środka, gotowa do ataku łaskotkowego na przeciwniku. Zauważyłam obcego wilka, który... rozpakowywał się.
 - Cześć? - Rzekłam, podchodząc do basiora.
 - Witaj. Kim jesteś i czego szukasz w mojej jaskini? - Zapytał.
 - Widzisz... to moja jaskinia. - Uśmiechnęłam się. Fajnie było by mieć współlokatora, to by oznaczało koniec tej głupiej samotności.
 - Chyba nie będę ci przeszkadzał? - Odwzajemnił uśmiech.
 - Nie, w żadnym wypadku. Ale mam nadzieję, że tobie nie będzie przeszkadzało moje gadanie przez sen... - Zaśmiałam się.
 - Raczej nie, swoje posłanie ulokuję w przeciwnym końcu jaskini. - Odpowiedział.
 - Dobrze. Ja jestem Primrose, z kim mam przyjemność? - Zapytałam.

< Fidello? >

Od Silence'a - C.D. Liesel ''Pierwsza lekcja walki''


Uniosłem lekko przednie łapy przyjmując odpowiednią postawę. Spodziewałem się chaotycznego ataku ze strony Liesel, otrzymałem jednak przeciwieństwo. Spokojnie podchodziła rozpatrując każdy mój ruch. W pewnej chwili doskoczyła do mnie i uderzyła trzy razy. Każdy cios trafił w nadstawioną wcześniej łapę. Spodziewałem się odskoku w do tyłu i ponowna próba ataku. Zaskoczyła mnie jednak jej reakcja. Uderzyła jeszcze dwa razy po czym wyprowadziła kopnięcie w moją lewą łapę. Osunąłem się od niej, gdyby nie była szczeniakiem ten cios spokojnie powaliłby mnie na ziemię. Widać było, że jest z siebie dumna... ja natomiast stałem zaszokowany .
- Dobrze, nad atakiem nie będziemy dużo pracować. 
- Dlaczego? 
- Bo ktoś zrobił to za mnie. Nie wierze w to, że podejmujesz w walce takie decyzje bez wcześniejszego treningu. Natomiast jeszcze trochę posiedzimy nad obroną. 
Przez następną godzinę pokazywałem Liesel jak wybraniać poszczególne uderzenia. 
- Zrobimy może coś innego... 
- Dobrze, co proponujesz? 
- Nie wiem, to Ty miałeś mnie uczyć. - Powiedziała wadera lekko trącając mnie w bok . 
- Myślisz, że walka składa się tylko z ataku i obrony? 
- Raczej nie. 
-Uniki, walka za pomocą mocy, kontrowanie ataków. Jest tego sporo. 
- To co wybierasz? 
- Może poćwiczymy uniki i kontry, co ty na to? 
- Może być. 
Ustawiliśmy się naprzeciwko siebie. Na początek zdecydowałem, że zaczniemy od uników. 
- Jeśli wilk atakuje prawą łapą najlepiej jest odsuwać się w lewą stronę. Zawsze możesz też się schylić, ale wtedy jesteś narażona na kopnięcie z jego strony. 
- I to tyle? 
- Jeśli chodzi o teorię, teraz spróbujmy w praktyce. 
Bez zastanowienia machnąłem łapą tak aby leciała ona w stronę łba samicy. Nie wkładałem w to siły. Chodziło tylko o to aby wyrobić w niej pewien nawyk. Liesel automatycznie odskoczyła w bok i znalazła się poza moim zasięgiem. 
- Masz dobry refleks, teraz spróbuj wyprowadzić kontrę po tym jak odskoczysz. 
Powtórzyłem cios, wadera znowu się odchyliła po czym szybko przemieściła się w moim kierunku i kopnęła w udo. 
- Ogólnie muszę cię pochwalić. Uczysz się bardzo szybko i robisz mało błędów. Masz dobry refleks i walczysz używając też mózgu. Nie atakujesz bezmyślnie, chaotycznie. Trochę treningu i będziesz w tym naprawdę dobra. 

<Liesel? >

środa, 1 lipca 2015

Abyss odchodzi z watahy!

Abyss odchodzi.
~
Powód odejścia: Decyzja właściciela
Piastowane stanowiska: Atakujący
Data dołączenia: 25 czerwiec 2015
Data odejścia: 1 lipiec 2015
Imię partnera: Brak
Ilość szans na powrót: Dwie
KLIKNIJ, ABY ZOBACZYĆ PEŁNY PROFIL
~
Żegnaj!

Od Angeal'a - C.D. Zack'a ''Opowiastki przy ognisku''

Kiedy już miałem zaczynać swoją opowieść, która miała być kontynuacją opowieści mojego brata, przypomniało mi się, że zapomniałem momentu, na którym skończył.
 - Poczekajcie... Zack, na czym skończyłeś? - Zapytałem.
 - Na tym, kiedy zasnąłem w pniu. - Odpowiedział.
 - Aha. Tak na marginesie, wyglądałeś wtedy jak przygłup.
 - Wiem. - Uśmiechnął się. - Nie gadaj, tylko opowiadaj alfom o naszej ''przygodzie''.
 - Dobrze, dobrze. Wracając zatem do opowieści...
Zack przeżył to bardziej niż ja. Jako starszy brat, musiałem zachować zimną krew...

***Retrospekcja - 1 miesiąc wcześniej***

Widząc, że Zack zasnął, przewróciłem oczami i westchnąłem głośno, wypuszczając z moich ust parę.
 - Rozumiem, że to ja biorę pierwszą wartę... - Mruknąłem. Przez kilka godzin nie zmrużyłem oka, patrząc jak mojemu bratu cieknie po pysku ślina, słuchając jak chrapie, czując jego oddech na swoim pysku i śmiejąc się z tego, że wyglądał wtedy tak zabawnie. Szturchnąłem brata delikatnie, a ten obudził się.
 - Czego? - Zapytał, przeciągając się. Spał kilka dobrych godzin, podczas których ja go pilnowałem i jeszcze marudzi? Niedoczekanie.
 - Idę na polowanie. Masz nie spać i pilnować pnia. Nasze moce nie działają, sprawdzałem. Muszę zdać się na własne zmysły.
 - Co ty, Angeal, zwariowałeś? Przecież zawsze trzymamy się razem... To nasza odwieczna zasada. Nie pozwalam ci iść samemu. 
 - Ale wtedy stracimy pień, naszą jedyną ochronę przed tym śniegiem.
 - I co z tego? - Zapytał. Zachowywał się jak małe dziecko, chyba nawet nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. - Poza tym, musimy wypatrywać znaków od innych wilków. Podejrzewam, że wszyscy się rozdzieliliśmy... To co, idziemy?
 - Tak, chodźmy. - Odpowiedziałem ochoczo. Nie wiem, dlaczego się zgodziłem. Przemierzając tereny znaleźliśmy zamrożoną na kość padlinę. Była to samica łosia, tak zwana klępa. Wlekliśmy ją za sobą, poszukując schronienia.
 - Angeal, patrz! - Krzyknął Zack, porzucił naszą zdobyczy i pognał przed siebie. Przewróciłem oczami, wymruczałem pod nosem to, co chciałem wymruczeć i pociągnąłem nasz posiłek, podążając za Zackiem prosto w białą zamieć. I nagle zobaczyłem jaskinię, która osłaniała nas od wiatru.
 - Zack, kocham cię. - Powiedziałem.
 - Nie dziękuj. - Uśmiechnął się.
Nie liczyłem ile dni przesiedzieliśmy w tej jaskini, ale oszczędzaliśmy jedzenia i starczyło nam na długo. Dzięki niskiej temperaturze nie zepsuło się tak szybko. Pewnego dnia opuściliśmy jaskinię i wędrowaliśmy po watasze kolejne trzy. I wtedy oślepiło nas światło. Pobiegliśmy w jego stronę, gdy tylko powrócił nam wzrok. I tak odnaleźliśmy resztę naszej watahy, która również się tam zbiegła.

***Powrót do rzeczywistości***

 - Ciekawe co by się stało, gdybyście się wtedy rozdzielili... - Uśmiechnął się Gustaw.
 - Nie wiem. Ale od tamtej pory nie opuszczamy siebie na krok. - Odparłem.
 - Czyli nic się nie zmieniło. - Rzekła Star.
 - Nie. - Mruknąłem i położyłem się obok brata, grzejąc się przy ognisku. Przypomniałem sobie jak bardzo pragnąłem takiego ciepła, kiedy ten dureń ślinił się podczas snu... Jak dobrze być w domu, wśród swoich, i nareszcie porządnie się wyspać.

Od Zack'a - Opowiastki przy ognisku

 - Chłopaki, opowiedzcie jak to było, kiedy Klan Lodu nas najechał? Jak przetrwaliście? - Zapytał Gustaw, przenosząc wzrok z ognia, który rozświetlał jaskinię alf, na mnie i mojego brata, siedzących naprzeciw niego. 
 - No nie wiem, jakoś nie mam siły ani ochoty o tym opowiadać... - Mruknął Angeal, po czym położył się bliżej ognia, by jeszcze bardziej się ogrzać.
 - Prosimy, kuzynie! - Zawołała Star, patrząc na mnie błagalnym wzrokiem, któremu po prostu nie mogłem się oprzeć.
 - Angeal, ty stary marudo, mam wszystko opowiadać sam? - Zapytałem, a moje oczy ze Star przeniosły się na mojego brązowego braciszka.
 - Proszę bardzo, obudź mnie kiedy skończysz. - Ziewnął niechętnie, łypiąc na mnie okiem.
 - Dobrze, potem się z tobą policzę. Więc...
Doskonale to pamiętam... Jakby to było wczoraj. To niesamowite, że minął już miesiąc...

***Retrospekcja - 1 miesiąc wcześniej***

- Broń się, pacanie! Ha! Nigdy mi nie dorównasz! - Krzyczał Angeal zadając kolejne ataki.
 - Nie bądź tego taki pewien! - Odpowiedziałem, rozpoczynając swoją serię ataków, która powaliła mojego brata. - Chyba - chciałem coś powiedzieć, ale nagle poczułem na sobie nieprzyjemne zimno, a na nos zaczęły mi spadać płatki śniegu - przegrałeś...
 - Co to za cyrki? Jest lato, skąd się wziął śnieg?! - rzekł mój brat, wstając ze zdumienia.
 - Bracie, patrz. - Powiedziałem, łapą wskazując niebo. Pędziło po nim stado wilków, spore stado, a spod ich łap wydobywał się śnieg. Chmury zakryły słońce, jedyne co widziałem to błyszczące oczy Angeal'a, które po chwili zniknęły w zamieci.
 - Zack! Trzymaj się! - Krzyknął. Wydawało mi się wtedy, że dzieli nas przynajmniej dwadzieścia metrów, w rzeczywistości byliśmy zaledwie trzy metry od siebie. Po omacku znaleźliśmy się na wzajem, i trzymając się ogonami, podążaliśmy w jedną stronę.
 - Pamiętasz drogę do jaskini? - Zapytałem.
 - Gdybym coś widział, trafiłbym. - Powiedział.
 - Czyli jesteśmy w kropce... Co teraz?
 - Do pnia! - Krzyknął mój brat i wspólnie weszliśmy do grubego, pustego w środku pnia, który był jedyną rzeczą, jaką wtedy widzieliśmy. 
 - Jak zimno... - Szepnąłem, a moja szczęka zaczęła się energicznie poruszać mimo mojej woli. Złapałem się za pysk, zatrzymując ten, wywołany zimnem, odruch. Nawet nie zauważyłem, kiedy zasnąłem głębokim snem, cały skostniały i sztywny, śniąc o wczorajszym dniu, który był tak piękny...

***Powrót do rzeczywistości***

 - Czemu przerwałeś? - Zapytał Angeal, podnosząc na mnie wzrok.
 - Bo teraz twoja kolej. Opowiedz resztę, stary marudo. - Odpowiedziałem.
- Jesteśmy w tym samym wieku. - Uśmiechnął się.
 - Co nie zmienia faktu, że jesteś starym marudą. - Odparłem.
 - Dobra, wkurzasz mnie. - Powiedział Angeal, zmieniając pozycję z leżącej na siedzącą, ja natomiast położyłem się przy ognisku, chcąc wysłuchać dalszej opowieści mojego brata.

< Angeal? >