czwartek, 26 marca 2015

Od Assassino - Pomocy...

Minęło już kilka dni od mojej przemiany. Razem z Darknes'em ustaliliśmy, że dzisiaj go uwolnię z mojej duszy, bo sam już nie umiał. Poszedłem nad jakiś ołtarz.
-*Dobra teraz wysili swoje szare komórki i spraw, aby była noc.* - Zakomenderował Darknes.
Ustawiłem się patrząc wprost na rażące słońce i powoli zacząłem się unosić. Emitowałem jakiś dziwny mrok gdy wtem zacząłem spadać i zostawiałem z sobą ciemną smugę w powietrzu. Z bólem spadłem na ziemię jednak z niebie już wisiał księżyc.
-*Szybko, szybko na ołtarz!*
Pognałem na ołtarz. 
-*Zaczynajmy więc!*
Poczułem się nagle jakbym był lekki jak piórko. A zaraz obok mnie stanął wielki niby cień. Po prostu kształt wilka. Ale czekaj zaczął nabierać koloru... To była wadera!
autor nieznany
- Ha! Ty nierozumny szczeniaku! Ha, ha ha... Nareszcie wolna!
- Ty... Jesteś waderą?!
- I to jaką! Jak myślisz czemu zakochałeś się w Notte? 
- Nie wiem.
- Bo to moja siostra! Ha! Jesteś taki naiwny! A teraz gotuj się na śmierć!
czarna wadera rzuciła się mi do gardła moja krem ciekłą strumieniami. A ona z uśmiechem kończyła swe dzieło.
- Dobrze, teraz natura zajmie się resztą. Wiesz teraz jak czuła się twoja siostra. - Złowieszczo się uśmiechnęła i poszła...

Dopisek od właścicielki: Żegnajcie :* Assassino [*] [*] I krzyżyk wam na drogę wszystkim! i oczekujcie, że niedługo przyjdzie do was ma morderczyni :'D

Od Karony - C.D. opowiadania Levi'ego ''Nowa znajomość''

- Ja też cię lubię. - odpowiedziałam nieśmiało. Levi uśmiechnął się wesoło, pokazując przy tym szereg idealnie białych ząbków. Usłyszałam tajemniczy dźwięk i warknęłam szybko wstając. Dźwięk się powtórzył.
- *Co to jest do cholery?* - pomyślałam. Nagle zaczęłam biec przed siebie, a Levi próbował za mną nadążyć. Stanęłam jak wryta. Levi nie zdążył zahamować i uderzył we mnie. Przed sobą ujrzałam wielki posąg. Zgrzytał... coś było w środku. 
- Levi, zawiąż mi tę linę w pasie i zawiąż jej drugi koniec na drzewie.
- Ale co chcesz zrobić?
- No jak to co?! Wskoczyć tam!
- Idę z tobą!
- Ale...kto nas wyciągnie?
- Damy radę!
Levi również przywiązał się liną. Popatrzyłam na posąg. Wyglądał tak:
Popatrzyłam na Levi'ego. 
- Gotowy? - zapytałam. Levi kiwnął głową potwierdzająco. Po chwili wspięliśmy się na głaz. Wskoczyliśmy do niego. W środku ujrzeliśmy starego wilka pocierającego kamień o kamień w nadziei o iskierkę, która rozpali ognisko. Uśmiechnął się szyderczo( nie miał kilku kłów) i chwycił Levi'ego, odczepiając go od liny.
- Puść go... - wycedziłam przez zęby.
- Będzie moim przyjacielem! - zaśmiał się i przytulił Levi'ego robiąc mi na złość. 
- Oddaj mi go, to nic ci się nie stanie... - warknęłam. 
- Umm... nie. - powiedział. 
- To postaw go na środku, niech do kogoś przyjdzie. Do kogo przyjdzie, z nim zostaje. - powiedziałam. Oczywiście wiedziałam, że Levi nie chciał zostać z takim ''zgrzybielcem".
- Jeżeli pójdziesz do niej, zabiję cię! - powiedział wilk.
- Levi, on cię tylko straszy... Nie bój się. - wyszeptałam i usłyszał to tylko Levi.
- Zostaję z Karoną. - powiedział i podszedł do mnie.
- Chyba przegrałeś... - powiedziałam.
- Zabiję cię! - krzyknął i rzucił się na mnie. Uderzyłam go, a on się przewrócił.
- Chodź Levi. - powiedziałam i po chwili wydostaliśmy się na zewnątrz.

< Levi? =] >

Od Bellatriks - C.D. opowiadania Bwana ra Roho ''Jak tu dotarłem?''

Axyan znowu mi się wymknął, chyba zwęszył zdobycz, pomknęłam za nim. 
Gdy go zobaczyłam zamurowało mnie,wąż walczył z jakimś gryfem, a obok leżał jakiś wilk ze śladami kłów na boku. A tyle razy powtarzałam Axyanowi, żeby nie atakował obcych wilków, bo wpędzi się w kłopoty. No i proszę! Niestety mój zwierzak przegrywał, cofnął się przed gryfem i schował się za mną.
- *Tchórz.* - pomyślałam - *Jak już zaczął walkę, to mógłby ją skończyć.*
Axyan obdarzył gryfa nienawistnym spojrzeniem, a ten odleciał do swojego właściciela.
- Po co tu przylazłeś?! - warknęłam do wilka 
- A może najpierw się przedstawię? - odrzekł spokojnie, podnosząc się z ziemi - Jestem Bwana ra Roho...
- Nie obchodzi mnie to! Wynoś się! - nie polubiłam tego wilka, zionęła od niego jasna energia...
- A może byś mnie chociaż przeprosiła? - odparł wskazując łbem na głębokie rany na boku, z których nadal lała się krew.
- Nie zamierzam.
- Od razu widać, że jesteś zła...
- Co?! Wypraszam sobie!
- Więc jesteś dobra?
- Jestem... neutralna, a ty nie powinieneś tu być...
- Dlaczego?
- To tereny Watahy Krwawego Wzgórza.
- A może chciałbym dołączyć?
- To idź znajdź jaskinię Alf,bo ja nie zamierzam ci pomagać - warknęłam.
- Spoko. - odparł spokojnie wilk, odchodząc. Miałam nadzieję, że już nigdy nie spotkam tego dziwnego wilka, choć czuję, że to tylko daremne nadzieje...

< Roho? >

wtorek, 24 marca 2015

Od Gustawa - C.D. opowiadania Verdy ''Jak tu dotarłam?''

Zobaczyłem zbliżającą się do mnie postać, która powoli przybierała kształt wilczycy. Miała ona szarą, ładną sierść, pokrytą niebieskimi znakami.
 - Witaj. - Rzekła, podchodząc do mnie dość odważnie. - Jesteś alfą tutejszej watahy?
 - Tak, Gustaw. - Odpowiedziałem, przedstawiając się.
 - Verda. - Uśmiechnęła się. - Mogłabym dołączyć?
 - Heh, to nie takie proste. - Rzekłem, po czym lekko uniosłem kąciki swoich ust.
 - A co muszę zrobić? Jakiś rytuał inicjacji? - Zapytała unosząc jedną brew.
 - Starczą odpowiedzi na moje pytania...
 - Dobrze. - Odpowiedziała, siadając na ziemi.
 - Zacznijmy od tego, ile lat sobie liczysz? - Zadałem pierwsze pytanie.
 - Dwa. 
 - Jaki jest twój słaby punkt? - Spytałem, a wadera popatrzyła się na mnie dziwnie. Wiedziała, że bez odpowiedzi nie przyjmę jej do watahy, więc odparła:
 - Znaki, które łączą mnie z wodą.
 - Dobrze. A czego się boisz?
 - Będąc rasowym wilkiem wody, boję się ognia.
 - Rozumiem. Powiesz mi ile wynosi twoja waga oraz wzrost?
 - Ważę 32 kilogramy, a mierzę 65 centymetrów. - Odparła.
 - Skąd pochodzisz? - Zapytałem.
 - Z Europy.
- Dokładniej?
 - Z Polski.
 - Dokładniej?
 - Z Puszczy Białowieskiej. - Uśmiechnęła się lekko.
 - Ok, tyle starczy. To... co lubisz, a czego nie lubisz? - Spytałem ponownie.
 - Lubię pływanie, deszcz i polowania, natomiast nie lubię ognia i pełni.
 - Mhm. Już prawie skończyliśmy. Powiedz mi teraz trochę o swoim żywiole i mocach.
 - Więc, moim żywiołem jak zapewne się domyśliłeś, jest woda. Mocy posiadam pięć. Są to telepatia, kontrolowanie wody, wir wodny, tsunami, sztorm. - Odparła.
- To teraz ostatnie pytanie. Opowiedz mi swoją historię.
 -  Urodziłam się w Puszczy Białowieskiej. Byłam zwyczajnym wilkiem. Gdy miałam zaledwie 3 miesiące w lesie wybuchł pożar. Nie zdołałam uciec i zostałam w jaskini otoczona ogniem. Rozpaczliwie nawoływałam matkę, ale ona nie odpowiadała. Ogień wdarł się do legowiska i dotkliwe mnie poparzył. Zostałam uratowana przez dziwnego wilka. Był biały, a na sierści miał niebieskie znaki. Pobiegła za nim, aż do rzeki. Ale jego tam nie było. Jednak, gdy przejrzałam się w tafli wody zauważyłam, że i ja mam owe znaki. Gdy moja rodzina mnie zobaczyła, wygnała mnie z puszczy. Błąkałam się po świecie ucząc polowania i mocy. W końcu znalazłam tą watahę. Pomógł mi ów wilk, który mnie uratował. Chwilę temu mnie zostawił i... powiedział że jesteś alfą mojej nowej watahy. - Rzekła.
 - Rzeczywiście, nie mylił się. - Powiedziałem i posłałem waderze uśmiech.
 - Czy to znaczy, że należę do watahy? - Zapytała, a jej uśmiech z każdą chwilą był coraz większy.
 - Tak. - Odrzekłem. - Możesz teraz wybrać sobie jakiegoś wilka, który oprowadzi cię po terenach. Potem wrócisz do mnie i wybierzesz sobie stanowisko oraz jaskinię.

< Verda? Bardzo przepraszam, że tyle to trwało. >

poniedziałek, 23 marca 2015

Od Haru No Senshi'ego - C.D. opowiadania Bellatriks ''Nowa wataha''

Przewróciłem oczami i westchnąłem głośno. Irytowała mnie ta parka... a jeszcze musiałem zaakceptować fakt, że z nimi mieszkam! Miałem nadzieję, że babcia i dziadek miło ich przyjmą, ale sądząc po nastawieniu wadery, będą mieć ze sobą na pieńku.
 - Co do twojej prywatności, Bellatriks... - Zacząłem.
 - Słucham. - Odpowiedziała.
 - To zamieszkasz z moją rodziną, w mojej jaskini. Nie narzekaj więc na brak prywatności, bo mówiąc szczerze, to ja powinienem narzekać, mając za współlokatorkę obcą waderę i denerwującego, upierdliwego węża. - Powiedziałem.
 - Ayoko i Percy to twoja rodzina? - Zapytała.
 - Moi dziadkowie. Nikt inny nie przeżył wojny...
 - Wojny? - Zapytała. - Jakiej?
 - Niedawno odbyła się wojna z Watahą Zaklętej Czaszki, która zebrała krwawe żniwo wśród naszej watahy. - Rzekłem, smutniejąc z każdą chwilą. Wilczyca uważnie słuchała, nawet wąż wydawał się być lekko zasmucony.
 - Wiem, co czujesz... - Wyszeptała cicho, spoglądając ze smutkiem na swojego towarzysza.
 - Tak? - Zapytałem zaskoczony.

< Bellatriks? >

Od Patton'a - C.D. opowiadania Yuki Shiroi ''Przebudzenie''

Właśnie rozgrzewałem się przed jednym z treningów, gdy nagle wleciała na mnie szara postać wilczycy imieniem Yuki Shiroi. Nie znałem jej osobiście, ale kojarzyłem ją z wojny. Wiadomo, ona też mnie kojarzyła.
 - Patton! - Zawołała, widząc mnie.
 - No, raczej nie Newton. - Powiedziałem, otrzepując futro z kurzu i pyłu, który wzniosła wadera, hamując tuż przede mną.
 - To nie czas na żarty! - Odparła. Mówiła poważnie...
 - W takim razie mów, o co chodzi. - Rzekłem.
 - Znalazłam grób wilka imieniem Mirk... Kiedy dotknęłam napisu na nagrobku, za mną pojawiła się Shi, a naprzeciw płyty zaczęła tworzyć się postać wilka. Nazywał Shi Diniti... Sparaliżował mnie strach. Uciekli gdzieś...
 - Mirk powiadasz? - Zapytałem ze spokojem.
 - Jak możesz się tym nie przejmować? - Spytała.
 - Nie mogę się przejmować, kiedy myślę. - Odpowiedziałem. Mirk... Dopiero, kiedy to słowo powtórzyłem w myślach dziesięć razy, zrozumiałem, co to znaczy.
 - Oj, Yuki, Yuki... - Westchnąłem.
 - Co?
 - Chyba mamy naprawdę spory problem...

< Yuki Shiroi? Zero weny... >

Od Diesel'a - C.D. opowiadania Shi ''Tylko ty''

Znów zauważyłem w jej oczach ten mrok, który władał moją Claire od jakiegoś czasu, mogłoby się wydawać, że od niedawna, jednak dla mnie była to cała wieczność. Wiedziałem, że znów stała się tą inną, tą Shi, którą pomimo tego, kim była, kochałem ponad życie.
 - Odejdź ode mnie. - Rzekła ostrym, wyrafinowanym tonem, próbując mi się wyrwać.
 - Nigdzie się nie wybieram. - Odpowiedziałem i szybko przyciągnąłem ją do siebie i wykorzystując chwilowe zdezorientowanie wadery, pocałowałem ją tak, jak za starych dobrych czasów... Kiedy oderwała się ode mnie, jej oczy jeszcze przez chwilę były pełne blasku i dobroci, takie, jakie zapamiętałem. Jednak już po chwili znów zawładnęła nimi ciemna, mroczna aura i spowiła delikatną mgłą.
 - Puszczaj mnie, psie! - Wrzasnęła wściekle i szarpnęła mną.
 - Jak sobie życzysz. - Rzekłem i puściłem ją szybko i w odpowiednim momencie, dzięki czemu przewróciła się na plecy.
 - Nie daruję ci tego... - Wyszeptała, zbierając się i otrzepując z kurzu.
 - Pokaż na co cię stać, Shi. - Uśmiechnąłem się.
Wiedziałem, że nie było lepszej okazji, by stoczyć walkę z Shi... Był to chyba jedyny sposób, aby ocalić moją Claire, za którą tak szalenie tęskniłem...

< Shi? Weny brak ;-; >

Od Patton'a - C.D. opowiadania Henriette ''Nowe życie''

Zauważyłem, że wadera się przeraziła, gdy tylko poczuła bijące z mojego środka zło. Zaśmiałem się w duchu, a jednocześnie sam przeraziłem - moje prawdziwe, ukrywane ja powoli zbierało siły, by dojść do głosu. Czułem oddech swojego demona na każdym kroku.
 - Czyżbyś się przestraszyła? - Zapytałem.
 - Nie jesteś normalnym wilkiem... - Wyszeptała.
 - Z pewnością nie. - Odpowiedziałem. - Jeszcze jakieś pytania?
 - Kim jesteś? - Spytała, zagradzając mi drogę do jaskini. Ciekawość ją uskrzydliła i pozwoliła pokonać strach... jakie to urocze.
 - Kimś, kto bardzo szybko może stać się twoim koszmarem. - Uśmiechnąłem się, po czym wszedłem do jaskini. Sprawa do alfy nie była pilna, informowałem tylko jaką jaskinię znalazła sobie Leslie. Kiedy wyszedłem, zauważyłem kogoś, kogo się nie spodziewałem. Przede mną stała Henriette, we własnej osobie.
 - Kim jesteś? - Powtórzyła pytanie sprzed dziesięciu minut.
 - Demonem. - Odpowiedziałem krótko. Zauważyłem strach w oczach wadery. - Lepiej zacznij się przyzwyczajać, tutaj roi się od podobnych do mnie.
 - A gorszych? - Zapytała. Jej ciekawość powoli ponownie ustępowała strachowi.
 - Raczej nie. - Uśmiechnąłem się. - Oprowadzić cię po terenach, czy sama sobie poradzisz?

< Henriette? Brak weny. >

Od Firefly - C.D. opowiadania Fuego "Jak tu dotarłem?"

W ciszy przemierzaliśmy tereny. On praktycznie cały czas skupiony był na własnych myślach. Może to i lepiej... nie musieliśmy prowadzić bezsensownej konwersacji, która miała być tylko formą grzeczności. Gdy dotarliśmy do miejsca, gdzie krzyżowały się ewentualne drogi, jakimi miał podążyć wędrowiec, zatrzymałam się nagle, czekając na jego decyzję.
-I co? Żegnamy się?-rzuciłam, jak zwykle bez ogródek.
-Nie jestem tego pewien- pokręcił głową
-Co ma znaczyć "nie jestem pewien"?
-Jestem zmęczony podróżą i...
-Co?-przerwałam mu, czekając na szybką decyzję.
-Może ewentualnie zostanę tu na...
-Na ile?
-Tak sądzę, że około... Wieczności...-odparł, uśmiechając się.
Dziwny wilk. Samotność chyba dała mu się we znaki. Wyczułam, jakby szukał... kontaktu? Może po prostu był towarzyski. Kto wie.
Wkroczyliśmy do jaskini alf, gdzie Gustaw przeprowadził taką samą rozmowę jak ze mną. Oczywiście opuściłam jamę, zajmując się swoimi sprawami. Resztę popołudnia spędziłam na treningu. Nie należał do przyjemnych z uwagi na perfidną pogodę.
***
Godziny zadawania cięć powietrzu i unikania wyimaginowanych ciosów, zmusiło mnie do kilkuminutowej przerwy, podczas której do mojego nosa dotarł dziś poznany zapach. Kroki również wydały się być charakterystyczne. Przywarłam do ziemi, kryjąc się za krzewami. Gdy kroki były wyraźniejsze, wyskoczyłam na przeciwko basiora z blizną, zagradzając mu drogę.
-Hej! Co robisz?- wystrzeliłam od razu
-Nic szczególnego... A ty?- wyglądał na nieco zdziwionego moją obecnością.
-Trenowałam. Nie lubię być zaskakiwana, a tym bardziej śledzona- okrążyłam go, tak samo jak zrobiłam go dziś rano, ale tym razem zrobiłam to o wiele śmielej.
-Sugerujesz, że chodzę za Tobą?
-Ty to powiedziałeś- uniosłam brew, wpatrując mu się w oczy.
-Owszem, ale potrafię czytać między wierszami i tym razem zrozumiałem, że zarzucasz mi śledzenie Cię- uśmiechnął się chytrze.
-Nie znasz jeszcze tak dobrze wader, jak sądzisz- westchnęłam.- Z resztą... kto by je zrozumiał.
-Prawdopodobnie inna wadera.
-I tu kolejny błąd, nowy. Inną waderę zrozumie tylko i wyłącznie jej dobra znajoma lub ona sama. Różnimy się od siebie bardziej niż przypuszczasz.
-Doprawdy?- nachylił się nade mną.- Podaj przykład.
-Jedne są delikatne, ale uparte. Drugie natomiast potrafią walczyć o swoje, jednak kryją w sobie skromność. Jeszcze inna zamąci Ci w głowie, a kolejna domaga się walki o jej serce. Mamy różne charaktery- zaczęłam.
-A ty? Jaka jesteś?- pokiwał głową, obserwując mnie.
-W skrócie... nieprzewidywalna, ale przy bliższym poznaniu łatwa do rozszyfrowania.
-Nieprzewidywalna?- przymrużył oczy, obserwując jak nadal robię w okół niego okrążenia.
-Dokładnie- rzuciłam cicho, podcinając przednie łapy basiora, przez co wyglądał jakby próbował się ukłonić.- A Ciebie jak można opisać?
W tym momencie schyliłam łeb do wysokości jego pyska, zerkając na niego chytrze.
-To już pozostawię Tobie, Fire- wyszczerzył zęby z zadowoleniem.
-Damie chyba nie wypada tak odpowiadać. Nie sądzisz?
-Oboje dobrze wiemy, że nie uważasz się za taką. Dobrze udało mi się Ciebie poznać. Twój chód, zachowanie, precyzja, spędzanie wolnego czasu... wolisz się ubrudzić w walce, niż zadbać o wygląd, by dobrze prezentować się przed członkami watahy. Na pewno posiadasz stanowisko wojskowe. Nie widuje Cię w towarzystwie innych wilków... nawet, gdy trenujesz, dlatego nie jesteś zbyt towarzyska, ale jakimś dziwnym trafem upodobałaś mnie sobie. 
-Sugerujesz, że próbuje Ci się przypodobać?- rzuciłam z ironią w głosie.
-Ty to powiedziałaś- prychnął zadowolony.
-Zadziorny jesteś- rzuciłam z uznaniem w głosie.
-To komplement?
-Raczej stwierdzenie, ale możesz również traktować jako pochwałę. Teraz muszę Cię opuścić. Chcę jeszcze trochę poćwiczyć. Jeżeli chcesz zdobyć kilka nowych informacji to możesz dołączyć Sherlocku- rzuciłam przez bok.

<Fuego?>

Bwana ra Roho - profil wilka

Imię: Bwana ra Roho (Władca duchów), ale mów mu Roho.
Płeć: Samiec
Wiek: 3 lata
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Wartownik
Głos: Calvin Harris
Cechy charakteru: Z wyglądu nie jest potulny. Szczerze charakterek to on ma dość zawadiacki. Nie jest jednak miłośnikiem walk. To "władca duchów". Jest spokojny, poważny i zdyscyplinowany. Łączy się ze światem duchów za pomocą medalionu Nafsi Medali.
Cechy fizyczneJest dość sliny, lecz dla niego ważniejszy jest umysł. Nie najlepiej znosi długie dystanse. Jest bardzo zwinny i potrafi wspinac się na drzewa.
Znak szczególny: Ciemne futro, miejscami białe, czerwone znaki na boku i oczy.
Słaby punkt: Punkt na środku głowy
Boi się: Roho Ya Giza
Waga: 70 kilogramów
Wzrost: 80 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Poza watahą
Kraj pochodzenia: Afryka, Kenia
Lubi: Spokój, równowagę, samotność.
Nie lubi: Walki, wojen
***
Żywioł: Magia
Moce: [5/20] Telepatia, łączenie się z duszami zmarłych i żywych, kontrolowanie Duchów Światła, czytanie w myślach Roho Ya Giza, tworzenie przedmiotów z "Energii Roho".
Partner/ka: Miłość to przeciwieństwo spokoju... A to dla niego najważniejsze.
Rodzice: Nie ma
Potomstwo: Brak
Inna rodzina: Duchy...
***
Data dołączenia: 23 marzec 2015
Upomnienia: 0/3
Krwawe Pioruny: 300.000
Wykonane Questy: Brak
Poziom: 1
PD: | Ogólnie: 150 | Wykorzystano: 0 | Zostało: 150
Umiejętności: | Walka: 0 | Instynkt: 0 | Umysł: 0 | Polowanie: 0 |
Jaskinia: numer 27
Ekwipunek: Brak
Zbroja: Brak
Towarzysz: Brak
Historia:  Nazywany byłem w swojej wiosce Władcą duchów, gdyż w noc moich narodzin dwa duchy - Roho wa Mwanga i Roho Ya Giza wróciły na Ziemię. Rozpoczęła się walka. Wilki zamieszkujące tę wioskę wiedziały, że minęło 10000 lat od ostatniej. Miało sie wydać, czy na Ziemi zapanuje pokój, czy mrok przejmie kontrolę na kolejne 10 tysiącleci. Jednak jej zaprzestałem. Byłem jeszcze ślepy, ale i tak pogodziłem dwa największe duchy. Duchy Światła zostały moimi zwolennikami, a Mroku wrogami. Gdy skończyłem 2 lata wyruszyłem w świat i dotarłem tu.
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: Queen |