wtorek, 2 września 2014

Od Selene - Znalezisko na spacerze

Od jakiegoś czasu w watasze rodziły się małe wilki. Nie wiedziałam, że sama chce takiego malucha, dopóki Megan mocno mnie nie przytuliła. Bardzo chciałam mieć własne szczeniaki, lecz mój partner nie mógł ich mieć.
Kochałam Hill'a. Myślałam, że jego miłość mi wystarcza... Jednak się myliłam. Byłam na siebie oto zła. Czułam się jak egoistka, która za dużo wymaga od innych.
- Selene, coś cię trapi? - zapytał mnie Hill, wyrywając mnie z moich rozmyślań. Szybko pokręciłam głową. Posłałam w jego stronę piękny uśmiech.
- Nie. - rzekłam cicho. Basior przewrócił oczami.
- Selene? - zapytał mnie powtórnie. Patrzył na mnie jakiś czas. Obserwowałam otocznie, które mijaliśmy, byle by nie patrzeć w jego oczy.
- Dobrze jak uważasz... - mruknął po paru chwilach. 
Idąc lasem doszliśmy do plaży. Ciepły piasek ogrzewał moje łapy. Hill wziął mnie w łapy i rzucił w żółtą, sypką " ziemię ". Zaśmiałam się. Po krótkiej zabawie, moja głowa znajdowała się między jego łapami. Pocałował mnie czule.
- A to za co? - zapytałam. Hill zachichotał.
- Na poprawę humorku. - szepnął.
Nagle zobaczyłem, że na fale wyrzuciły coś na brzeg. Zrzuciłam ze mnie Hill'a i pognałem w stronę białego punktu. Na piasku leżała nieprzytomna wilczyca. Była biała jak śnieg i malutka. Na szyi miała zawieszony kryształ w kształcie serca.
Zabraliśmy ją z Hill'em do siebie. Mój partner bardzo się nią opiekował. Przez zimną noc, ogrzewaliśmy ją swoim ciałami. Biegaliśmy na zmianę po jedzenie, na wypadek, gdyby się urodziła.
Po całym dniu spania, mała wadera otworzyła oczy.
- Hill... - zawołałam go. Mała patrzyła na mnie, a potem przeniosła wzrok na basiora.
- Hej. - powiedział. Wilczyca zamrugała kilka razy oczkami. 
- Dzień dobry...
- Jak masz na imię? - zapytał.
- Artemis... 
- Gdzie twoi rodzice? - zapytałam. Biała wadera rozpłakała się. Przytuliłam ją. To nie było dobre pytanie. Kiedy mała usnęła na moim ramieniu, poszłam z Hill'em do pokoju obok.
- Co z nią zrobimy? - zapytałam.
- Nie wiem.
- Słuchaj, mam pomysł... - zaczęłam, ale bałam się dokończyć.
- Hmm?
- Może ja adoptujemy? - zapytałam. Hill stanął wyryty. Po chwili kiwnął głową.
- Możemy spróbować. 
Rzuciłam mu się na szyję. Roześmiany Hill przytulił mnie do siebie. Moje marzenie się spełniło.
***
- Będziesz naszą córką. - powiedziałam delikatnie. Wadera zaśmiała się.
- Mama! Tata! - rozpłakała się ze szczęścia. Przytuliłam ją do siebie.
- Możemy dać ci na imię Whitney? - zapytałam. Mała skinęła głową. To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu.

Od Cody'ego - Boleść i przyjaźń


Od jakiegoś czasu chodziłem bardzo przygnębiony, gdyż wiedziałem, że moja ukochana, nie czuje do mnie tego samego co ja... Cały czas o nie myślałem, a dokładniej mówiąc... Myślałem o Nadziei.
Postanowiłem podjąć bardzo głupią decyzję... Wiem, że była ona lekkomyślna i beznadziejna. W końcu byłem wariatem. Wielkim i szalonym, jak nikt inny...
W jaskini zostawiłem kartkę. Zapewne nikt jej nie zauważy... No może Gustaw, kiedy zauważy, że mnie nie ma... A zresztą co to za różnica. I tak żaden wilk nie zwracał na mnie uwagi. W głębi duszy pragnąłem mieć jakiegoś przyjaciela.
Ruszyłem przed siebie. Znalazłem się przy Drodze Zguby. Zacząłem stawiać szybkie kroki. Pobiegłem w stronę drzewa, które rosło za niewysokim murkiem. Szybko go przeskoczyłem.
Nagle za drzewem dostrzegłem jakąś waderę... Nie to był pies. Siedziała do mnie odwrócona tyłem. Postawiłem łapę do przodu. Brązowa dama podskoczyła do góry.
- Hej. - powiedziałem nieśmiało. Owa " wilczyca " zlustrowała mnie. Po chwili wahania uśmiechnęła się lekko.
- Cześć... 
- Co tu robisz? - zapytałem. Nie wiedziałem o czym mam z nią porozmawiać, więc takie pytanie powinno być dobre.

< Sacha? Co dalej? >

poniedziałek, 1 września 2014

Od Sandstorm - Zabawa z bratem

Bawiłam się dzisiaj z moim bratem, Cato, w chowanego. Seke się z nami nie bawił, bo Diesel już go nam zajął. Przyszła moja kolej na to, aby liczyć w naszej zabawie. Mieliśmy liczyć do pięćdziesięciu, ale ja nauczyłam się już do sześćdziesięciu. Postanowiłam więc przedłużyć Cato czas na znalezienie dobrej kryjówki. Siadłam sobie w cieniu drzewa i zaczęłam głośno liczyć.
 - Raz... dwa... trzy... - Wyliczałam, a każdą liczbę wymawiałam coraz ciszej. Za mną była niewielka kupka usypana z piasku. Zaczęła się ruszać. Usłyszałam to.
 - Hej! - Zawołałam głośno, ale Cato oddalił się bardzo. Na tyle, żeby mnie nie słyszeć.
 - Nie krzycz... - Usłyszałam głos.
 - K... Kto to? - Spytałam, odsuwając się od drzewa. - Pokaż się!
 - Dobrze. Spełnię twoją prośbę. - Odparł. Góra piachu wybuchła, a na jej miejscu pojawiła się wilczyca. Była mojego wzrostu, czyli wyglądała jak szczeniak, ale jej pysk i głos mówiły mi, że ma już kilka lat. Tak wyglądała:
 - Weź to. - Powiedziała i rzuciła mi pod łapy szary medalion, po czym rozpłynęła się w powietrzu, pozostawiając po sobie kilka białych kamyczków. Wzięłam je do sakiewki. Kiedy je zebrałam, poczułam czyiś oddech za plecami.
 - Szukałaś mnie? - Spytał Cato.
 - Właśnie miałam zacząć, ale ktoś mi przeszkodził. Na szczęście już sobie poszedł.
 - Aha. Wracamy do domu? - Spytał.
Już po chwili wróciliśmy do jaskini. Byłam ciekawa, jak ma na imię ta wadera, która mnie nawiedziła.

Mój plan na najbliższe 10 miesięcy

Zmieniłam szkołę. Dostałam się do drugiego najlepszego gimnazjum w moim mieście, a wszyscy tak wiele ode mnie oczekują, a na dodatek będę musiała do niej dojeżdżać, co nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło. Na pierwszym miejscu stawiam naukę, na drugim jazdę konną, a na trzecim watahę. Poniedziałki mogą być trochę nieciekawe, gdyż...
Lekcje mam do 14:40, potem trzeba jeszcze dojechać, więc w domu będę o 15:00. Następnie wypadałoby zjeść obiad i zająć się nauką, gdyż o 18:00 wyjeżdżam na jazdę konną i jestem tam średnio 2 godziny. Dla watahy znajdę więc czas dopiero ok. godziny 20:00.
Więc poniedziałki będą z tego wszystkiego najgorsze.
Przepraszam za niedogodnienia z tym związane. Za chwilę pojawią się wyniki konkursu.

Od Evan'a - C.D. opowiadania Charli'ego ''Spór''

Matko boska! Ja on to zrobił?!
- Ale jak? - zapytałem zdezorientowany. Pies wyszczerzył się.
- Nigdy nie śmiej się z Charli'ego. - rzekł poważnym tonem i zniżył swój łeb. - Naprawdę masz dziwne te oczy. - stwierdził. Przewróciłem moim " dziwnymi oczami".
- Mówiłeś mi to już... - westchnąłem. Naprawdę nie rozumiałem tego psa. Dziwny z niego typ. - A w ogóle co robisz na terenie watahy?
- Należę do niej. - rzekł, po czym zeskoczył ze mnie, a jęknąłem z bólu. Dosyć sporo ważył. Nie powiem, że był lekki jak piórko.
- Spoko... - mruknąłem. 
Pies zaczął coś śpiewać, a ja musiałem mu coś powiedzieć albo zrobić. Wkurzał mnie. Bardzo!
Przygotowałem się do skoku. Byłem blisko Charli'ego, ale się zmienił. Wylądowałem w pniu, a dokładnie w jego otworze. Nie mogłem wyjąć głowy, ale słyszałem śmiech psa.
- Dorwę cię! - krzyknąłem.
- Ale jak... Z głową w pniu? - wybuchł śmiechem.
- A żebyś wiedział!
Zacząłem się szarpać. Nie dało to efektów, ale za to ten " wilk " miał większy ubaw.

< Charlie? Dokończysz jakimś wielkim finałem xd? >

Od Karo - Dlaczego?

Dzień zapowiadał się pięknie ... nie wiedziałem jednak , że będzie to jeden z najgorszych dni w moim życiu . Z samego rana wybraliśmy się do mojej mamy . Koniecznie chciała zobaczyć wnuczki . Gdy wracaliśmy małe bawiły się a ja rozmyślałem . 
-Tylko wchodźcie po cichu .... mama może spać . - Powiedziałem . 
-Tato ? Mama na pewno została w jaskini ? - zapytała Megan 
-Tak ... dlaczego pytasz ? 
-Bo tu jej nie ma . - Krzyknęła tym razem Clarie 
-Może poszła na mały spacer . - Odpowiedziałem wchodząc do jaskini . 
Czekałem na moja partnerkę do samego rana . Dziewczynki usnęły a ja siedziałem ... Dopiero około 4 rano zobaczyłem kartkę którą moja partnerka zostawiła na posłaniu ... Gdy tylko ją przeczytałem łzy napłynęły mi do oczu . 
-Tato ... gdzie jest mama ? - Usłyszałem zaspany głosik Clarie .- Chyba poszła bardzo daleko na spacer . 
-Posłuchaj ... nie wiem gdzie jest mama . 
-Co ? 
-Odeszła ... nie wiem kiedy wróci . 
-Ale dlaczego ? 
-Tego też nie wiem . 
-Pójdziesz za nią ? 
-Przykro mi Clarie ale nie . 
-Nie ? 
-Nie mógłbym was zostawić . 
-Nie odejdziesz od nas prawda ? 
-Nigdy ... zawszę będę przy was . - Mówiąc to przytuliłem się do Clarie . Położyliśmy się obok Megan i usnęliśmy całą trójką .

Od Dawn Flame'a - C.D. opowiadania Nasari ''Noce nieprzespane''

To wszystko było jakieś pokręcone. Ona mnie kochała, a ja ją. Sens w tym, że oboje o tym nie wiedzieliśmy. Spojrzałem na Nasari i wybuchłem serdecznym śmiechem. Wader wyglądała na zaskoczoną i zasmuconą.
- Ja też. Nasari ja też... cię kocham. - odparłem. Porwałem ją w objęcia i pocałowałem. Wadera nie stawiała oporu. Uwielbiałem smak jej ust.
- Wow! - mruknęła, kiedy się od niej oderwałem. Wyglądała na szczęśliwa. - Nie wiedziałam, że tak dobrze całujesz... - rzekła z lekkim sarkazmem. Zmarszczyłem brwi, a ona uśmiechnęła się słodko.
- Dzięki... - wybąkałem lekko czerwony. Nie wiedziałem, że wilczyca umie otwarcie rozmawiać o takich rzeczach. Wiedziałem, że niej jest nieśmiała, ale nie sądziłem, że potrafi być taka bezpośrednia. Stanęła na palcach i pocałowała mnie nieoczekiwanie. Pociągnęła mnie w dół, obejmując moją szyję.
- No, co teraz? - zapytała. Otworzyłem lekko usta ze zdziwienia. - Chodzi mi o to co planujemy dalej...
- Wiem, ale nie mam pomysłu. - stwierdziłem, masując sobie kark ze zdenerwowania. Wadera zachichotała. 
- Dobrze,że masz mnie. 
Złapała mnie za łapę. Pobiegliśmy w stronę Wiśniowego Sadu. Byłem w tym miejscu raz. Wadera zakryła mi oczy łapami. Zaczęła prowadzić. Na wszelki wypadek wyciągnąłem łapy przed siebie.
Nie czułem ziemi pod nogami tylko deski. Nasari kazała mi podnieść łapy do góry. Tak zrobiłem. Poczułem, że dotykam liści drzewa. Wydawały się miękkie w dotyku. Wkrótce rozwiązała mi oczy. 
Ujrzałem, że most na którym stałem, ciągnął się przez całe jeziorko, a drzewa otaczały go wokół. Na drzewach zawieszone były lampy. Wszytko wyglądało pięknie. 
- Pięknie tu. 
- Wiem, dlatego cie tu przyprowadziłam, przecież jesteś moim... partnerem? Bo nim jesteś prawda? - zapytała z nadzieją. Pokręciłem głową ze śmiechem.
- Oczywiście głuptasie. - rzekłem, po czym dałem jej całusa w nos.

Od Far'a - C.D. opowiadania Merkury ''Powrót''

Na moim pysku zagościł uśmiech. Nie mogłem bez niej żyć...
 - Martwiłem się... - Szepnąłem i przytuliłem ją mocno. - Cieszę się, że wróciłaś.
 - Przepraszam cię. - Odszepnęła. Oderwałem się od niej i wytarłem łzę, która spływała jej po policzku.
 - Nie przepraszaj. Wiesz przecież, że zawsze ci wybaczę.
 - Wiem. - Uśmiechnęła się, całując mnie w nos.
 - Przejdziemy się brzegiem morza? - Spytałem, obejmując ją.
 - No pewnie. - Odpowiedziała, wtulając się we mnie.
 - No to opowiedz mi o tej swojej przygodzie w Kanionie Zaplątania. Chyba nie myślałaś, że się nie dowiem? Pół watahy o tym trąbi. - Rzekłem. Merkury zaczęła opowiadać wszystko ze szczegółami, a ja co chwila przyciskałem ją do siebie mocniej. Nie chciałem jej znów tracić na tak długo.
 - Ciekawa historia. Cieszę się, że już tu przy mnie jesteś. Bo wiesz... ech... chciałem się ciebie o coś zapytać, ale zniknęłaś... i...
Łzy cisnęły mi się do oczu, ale Merkury uspokoiła mnie swoim uśmiechem.
 - Mów, Far, co się stało?
 - Brakuje mi czegoś w naszym związku... Szczeniaków... 

< Merkury? Jak zareagowałaś? Sorki, że dopiero teraz, ale nie umiałam się do tego zabrać... >

Od Zuko - C.D. opowiadania Ami ''Jak tu dotarłam?''

Dostałem od niej kolejny list. Już trzeci w tygodniu, a czwarty w miesiącu. Pisze mi, że mam jej wybaczyć, że się zgubiła i nie wie gdzie jestem, że popełniła wielki błąd, wplątując się w ten romans... Ale cóż, nigdy jej tego nie wybaczę. Zdradziła mnie, a to jest niewybaczalne. Skoro kocha kogoś innego, niech z nim będzie. Nie rozumiem jej. Wrzuciłem list do ognia i wyszeptałem z nienawiścią:
 - Dzięki za wspomnienia, Hunter.
Postanowiłem udać się na dzisiejszy koncert Bloody Hill. Chcieli sprawdzić jak szybko Hige może grać na klawiszach. Pomyślałem, że trochę się rozerwę, przyda mi się to po stracie mojej wielkiej miłości. Wszedłem do jaskini, w której zespół miał próby i koncerty. Poczułem na sobie czyiś wzrok. To była Ami, nowa wadera. Postanowiłem do niej podejść i pogadać przy fajnej muzyce.
 - Hej. - Powiedziałem.
 - O, cześć Zuko! Nie zauważyłam cię! - Odrzekła. Tak na prawdę dobrze wiedziałem, że zauważyła mnie od razu po wejściu do jaskini.
 - Fajnie grają, nie?
 - Tak, widać że cały skład daje z siebie wszystko.
 - A kogo lubisz najbardziej?
 - Chyba Tsume, a ty?
 - Ja najbardziej lubię wokal Blue.
 - A zauważyłeś, że kogoś im brakuje?
 - Tak, drugiego solisty...
 - Przydałby się.

< Ami? Gadamy dalej o zespole, czy chcesz zmienić temacik? :3 >

Od Laeti - Zawsze będę przy tobie

Podkład muzyczny :3 Prosiłabym o wcześniejsze włączenie, przed przeczytaniem tekstu. Proszę czytać spokojnie:
Czułam okropne wyrzuty sumienia...
Kiedy ostatni raz byłam na spacerze, naraziłam mojego ukochanego Karo na niebezpieczeństwo, ale nie tylko jego. Moje córki też były w niebezpieczeństwie.
Leżałam skulona w jaskini. Dużo o tym myślałam. Gdyby Karo nie zabił myśliwych, mogłabym go nigdy nie zobaczyć... Przeze mnie został ranny. Musiałam to zrobić. Po prostu musiałam.
Karo poszedł z córkami do Kairy. To była idealna okazja. Będę za nimi bardzo tęsknić. Po moim pysku zaczęły spływać łzy. Na moim posłaniu zostawiłam kartkę, którą przygotowałam wcześniej.
Rzuciłam ostatnie spojrzenie na jaskinię. Odwróciłam łeb. Ruszyłam przed siebie. Nie wiedziałam, gdzie dotrę, ale liczyłam, że tam będę sama. Nie będę już narażać nikogo na niebezpieczeństwo.
Zatrzymałam się. Czułam jak wiatr rozwiewa moje futro. Stałam na granicy watahy. Podnosząc łeb do góry, powoli otwierałam oczy. Kolejny rozdział w moim krótkim życiu niedługo się zacznie. Będę musiała o nich zapomnieć... O mojej rodzinie.
- Laeti! - usłyszałam znajomy krzyk. Odwróciłam się szybko. Ku mnie biegł lis. Nie kto inny jak mój niedawno nabyty towarzysz. Zatrzymał się przede mną ciężko dyszał.
- Axel? Czego tu szukasz? - zapytałam cicho. Lis podszedł do mnie.
- Czemu chcesz ich opuścić? - odpowiedział pytaniem na pytanie. Napotkałam jego bystry wzrok. Musiałam się komuś wyżalić.
- Nie zrozumiesz... - mruknęłam. Lis posmutniał. Nagle jego ogon poderwał się do góry.
- To pozwól mi iść z tobą. - rzekł poważnie. Spojrzałam na niego zaskoczona. Nie wyglądało na to, że przyjemnie odmowę...
- Nie. - szepnęłam. Odwróciłam się. Nie mogłam iść. Padłam na ziemię i zaczęłam płakać. Axel podszedł do mnie i położył mi łeb na moim łbie. Wtuliłam pysk w jego szyję.
- Wiesz, że jestem twoim towarzyszem. Nie zamierzam cię zostawić. - mruknął. Nie wiem kiedy, ale usnęłam. 
Obudziłam się późnym popołudniem. Axel leżał obok mnie, w pozycji do góry brzuchem. Wyglądało to dosyć komicznie. Łapy miał w górze, a jego klatka piersiowa powoli opadała i się podnosiła. Podniosłam się. Wzięłam go ostrożnie na grzbiet. 
Zaczęłam iść. Poczułam, że lis zacisnął łapy na moim grzbiecie. Zatrzymałam się. Dostrzegłam, że uśmiecha się. Ach to spryciarz. Zrzuciłam go, a on pisnął. Wylądował w trawie. Zaczęłam się śmiać.
- Co to było? - zapytał ze złością.
- Kara za oszukiwanie. - odparłam. 
Zaczęłam iść przed siebie. Lis dreptał za mną. Wkrótce trafiliśmy na tory, które mijałam, kiedy szłam tu sama. Lis zaczął iść prawym torem, a ja lewym. Słońce nas oświetlało.
- Laeti, dokąd idziemy? - zapytał, machając ogonem. Uśmiechnęłam się.
- Zobaczysz... - odparłam tajemniczo. Przez chwilę panowała cisza. Po chwili Axel się odezwał.
- Niezależnie, gdzie idziemy... Zawsze będę przy tobie...

Dopisek od właścicielki wilka: Jakby co to Laeti nie opuściła watahy. Miała taki zamiar, ale postanowiła wrócić.