piątek, 8 stycznia 2016

Od Inspired Death - Przeszłość [Quest #1], cz 2


Miałem nadzieję, że nikt się nie dowie. Rodzice moich ''koleżanek'' zjawili się u moich rodziców rok po moim morderstwie. Nie patrzyłem rodzicom w oczy. Wzrok utkwiłem w ziemi. Do naszej jaskini po chwili wszedł Alfa... To, co powiedział, wstrząsnęło mną. Rodzice zamordowanych mogli zabić mi matkę i ojca, a ja miałem zostać wygnany. Spojrzałem na Alfę jak na wyrocznię śmierci. Żyłem rok w kłamstwie, chciałem powiedzieć o tym rodzicom, ale nie w taki sposób. Zacząłem płakać. Usłyszałem głos ojca.
- Synu, masz powód do płaczu. Zawiedliśmy się na tobie. Nadaję ci imię Inspired Death. Opisuje twój charakter w dwóch słowach. Wiedź, że mamy wyrzuty, ale cię kochamy. - Powiedział ojciec przed śmiercią.
- Inspired... pamiętaj, mknij dalej. Zostaw ten rozdział. My będziemy w twoim sercu. - Powiedziała pocieszająco matka, po czym dodała: - Twój prezent urodzinowy leży na łóżku. - Rzekła krótko powstrzymując łzy. Zacząłem warczeć i płakać. Znano mnie ze sprytu, więc na czas zabicia rodziców pilnował mnie Alfa oraz pięć innych wilków. Wypuszczono mnie i kazano mi spadać. Spojrzałem prosto w oczy zabójców z największą pogardą. Jednakże skoro miałem być wygnany i życie straciło sens, niczego mi nie było szkoda. Poszedłem po prezent. Były to skarpetki, o których marzyłem, jednak w tej chwili myślałem tylko o rodzicach. Dla mnie był to prezent o wartości sentymentalnej. Włożyłem skarpetki i... rzuciłem się na rodziców ofiar. Zagryzłem ich. Zacząłem uciekać. Goniło mnie pięć wilków. Byłem świadom tego, że jak mnie złapią, to mnie zabiją. Ustałem w miejscu. Kroki wilków ucichły. Ucieszyłem się, lecz nie na długo. Wlekła się do mnie kelpie. Zaczęła biec w moją stronę. Uciekałem, po chwili stanąłem. Patrzyłem na kelpie jak na normalne zwierzę, podbiegłem, stwór mnie kopnął. Wiłem się z bólu. Wstałem i ponownie na nie ruszyłem. Życie było mi obojętne. Kelpie była zdziwiona. Prawdopodobnie była przygotowana na pogoń za mną. Skoczyłem na zwierza, ten zaś odwrócił się. Wbiłem szpony w jego łeb. Skoczyłem na grzbiet i zagryzłem.
Usłyszałem jakieś szmery, kontynuowałem bieg. Biegłem bardzo szybko. Zacisnąłem zęby, zamknąłem oczy i powstrzymywałem się od łez. Skarpetki przypominały mi rodziców, postanowiłem, że nie zdejmę ich na dłużej niż godzinę. Zamierzałem nosić skarpetki w każde miejsce, które na to pozwalało. Zmęczony padłem pod drzewem. Sapałem. Chciałem zawyć, lecz nie mogłem, usłyszano by mnie. Zapomniałem z jaskini kolczyka. Był to kolczyk od matki. Ponownie zacząłem mój bieg. Kiedy zbliżałem się do watahy, zwolniłem. Zauważyłem plakat. Według nich już nie żyłem. W sumie to bardzo dobrze. Zabrałem kolczyk, założyłem go na ucho i popędziłem w stronę lasu. Bieg był długi i męczący. Po pewnym czasie padłem. Leżałem na trawie, zasnąłem, bądź zemdlałem.

Od Inspired Death - Przeszłość [Quest #1], cz 1

Moje życie nie było łatwe, a gdy robiło się kolorowo, nagle wszystko się burzyło. Moi rodzice mnie kochali, byłem najlepszy z miotu, nie wyróżniała mnie tylko siła, znano mnie raczej z cichości oraz sprytu. Moje imię miało nawiązywać do tych dwóch cech, lecz wyszło inaczej... Do 3 miesięcy mówiono na mnie Zabójczy, niezbyt mi to odpowiadało, ponieważ kojarzyło mi się to z jakimś psychopatą. No ale cóż, za dużo do powiedzenia nie miałem. 
Byłem najszczęśliwszym wilkiem z watahy. Pewnego burzowego wieczoru wybrałem się na spacer, wtedy jeszcze wiodłem wesołe i zwyczajne życie. Byłem nad jeziorem, pluskałem się z innymi wilkami, tylko ja byłem spięty. Czułem, że coś nas obserwuje. Eines była moją przyjaciółką, zadawałem się z nią od urodzenia. Sprawiała wrażenie zakochanej we mnie, ja też coś do niej czułem. W wieku jednego roku spytałem się jej czy będzie ze mną, Eines zaśmiała się i odeszła bez słowa. Złamała mi wtedy serce. Wskoczyłem do wody, chciałem się utopić, lecz nie mogłem. Pływałem bez sensu łkając. Płacz nie był widoczny pod wodą. Zauważyłem Kelpie, rzuciłem się na nią i zamordowałem na miejscu. Miotały mną emocje takie jak gniew, bezsilność oraz rozpacz. Mordowałem bezbronne wodne stworzenia bez namysłu, na początku czułem coś takiego, jak poczucie winy, ale w raz z każdym zabitym stworzeniem smutek mijał... Wtedy to się zaczęło. Martwe zwierzęta powypływały na brzeg jeziora. Ja uciekłem w głąb lasu. Patrzyłem w niebo, po czym usiadłem bezwładnie zaciskając zęby i płacząc. Tak. Miłość wywołuje we mnie wielkie emocje. Nie wiem czy to bardziej plus czy minus, nie zastanawiałem się nad tym. Wadera, z którą znałem się rok wyśmiała mnie. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby zwyczajnie powiedziała, że jesteśmy za mali czy coś... Urwałem różę i postanowiłem ją przeprosić. Szedłem powoli patrząc w ziemię. Miałem do niej podejść. Zobaczyłam ją i jej koleżankę, ustałem pod drzewem i podsłuchałem ich rozmowę. Obgadywała mnie. Śmiała się ze mnie wraz ze swoją zasraną przyjaciółeczką. Rzuciłem się na nią z pazurami, chciałem ją tylko zadrapać, lecz gdy usłyszałem te słowa, coś we mnie pękło;
- Na co ty liczyłeś!? Przyjaźniłam się z tobą, bo rodzice mi kazali. Nienawidzę cię! Dla mnie jesteś tylko zasranym introwertykiem bez uczuć! - Krzyknęła w moją stronę. Rzuciłem się i ugryzłem... Myślałem, że zostawię jej ślad lecz ona nie żyła. Umarła. Popatrzyłem na jej przyjaciółkę, która miała pysk blady jak ściana. Wadera zemdlała. Zatargałem ją na dno jeziora, a na jej ogon położyłem kamienie. Wróciłem do domu, zjadłem kolację i położyłem się spać pełen obaw.

Od Lost In Dreams - C.D. Inspired Death ''W poszukiwaniu tych innych''


 - Nikim. - Rzuciłam w stronę basiora, omijając go ze spuszczoną głową. W tamtym momencie nie miałam ochoty na rozmowę z kimkolwiek. Nie miałam ochoty myśleć, oddychać... właściwie nie miałam ochoty nawet egzystować. Bo... po co, dla kogo? Sens życia tak naprawdę nigdy nie został przeze mnie odnaleziony, choć wydawało mi się, że wreszcie, po tylu latach, znalazłam go. Wiedziałam, że widocznie nie mam szansy na bycie szczęśliwą. 
 - Nie możesz być nikim, wtedy byś nie istniała. - Powiedział, podążając za mną. Następny próbujący mnie pocieszyć.
 - Więc wyobraź sobie, że nie istnieję. - Odparłam, jednak basior nie odpuszczał.
 - To powiedz chociaż jak się nazywasz. - Poprosił. Podniosłam na niego wzrok.
 - Lost In Dreams. - Wyszeptałam. - Masz to, czego chciałeś. Jednak nie mogę ci pozostać dłużna, twoje imię brzmi...?
 - Inspired Death. - Uśmiechnął się lekko, mając nadzieję, że zrobi to samo. Byłam jednak zbyt przybita. - Opowiesz mi co się stało, że jesteś taka smutna? - Zapytał po chwili milczenia.
 - Ja. - Rzekłam krótko, aż nazbyt. Te dialogi nieszczególnie mi się podobały, przecież słowa kleiły się do mnie jak rzepy. Chciałam wyrzucić wszystko, co ciążyło mi na sercu, jednak przecież znałam tego wilka nawet niecałe pięć minut, a nie słynę ze zbytniej ufności, w zasadzie to w ogóle nikomu nie ufam. Postanowiłam jednak poznać wilka. Liczyłam, że nareszcie trafię na wartościowego rozmówcę. - Abstrahując od tematu, nie widziałam cię tu wcześniej. Od kiedy tu należysz?
 - Od wczoraj. - Powiedział, rozglądając się lekko wokoło. - A ty?
 - Od dość dłuższego czasu. - Rzekłam.
 - Hm, czyżbyś rozochociła się do rozmowy? - Zapytał.
 - Nieszczególnie, aczkolwiek uważam, że takie zachowanie z mojej strony nie jest wobec ciebie fair. - Uśmiechnęłam się smutno. - Wracając do tematu, jakie tutaj pełnisz stanowisko?
 - Jestem mordercą wodnym. A ty? Czyżby wojowniczka?
 - Chybiłeś. Szpieg do zadań specjalnych. - Powiedziałam. - Oboje pracujemy w najemnictwie.
 - Nie da się nie zauważyć. - Rzekł.

< Inspired Death? Brak weny. >

Od Inspired Death - W poszukiwaniu tych innych

Po dobrze przespanej nocy miałem ochotę na spacer. Nie zwracałem uwagi na Hurtcalled, dała mi jasno do zrozumienia, że mnie nienawidzi. Z tego, co słyszałem to wszystkich nienawidzi, a takie wilki to raczej ciemne typy, a problemy mi nie potrzebne. Siedziałem pod drzewem rozmyślając nad sensem życia. Po jakiejś godzinie - albo więcej - wstałem i poszedłem na spacer. Inne wilki patrzyły się na mnie jak na innego. Nie przejmowałem się tym, nie był to pierwszy raz. Jak to ja do nikogo nie zagadnąłem. Hurtcalled znałem, lecz ona mnie nie chciała znać, bo jest zwyczajnie dziwna. Zresztą, nie zależało mi już na jej towarzystwie. Pragnąłem poznać kogoś oryginalnego, jedynego w swoim rodzaju. Większość watahy była zwyczajna, takie wilki mi nie przeszkadzają, są miłe, a ja im to przeważnie odwzajemniam. Ponownie zasiadłem pod drzewem. Przechodziły często koło mnie spore grupki wilków, nie lubiłem takich sytuacji, więc wyruszyłem w poszukiwaniu jakiegoś cichego miejsca. Długo wędrowałem po terenach już mniej więcej znanych. Wkroczyłem na Suche Łąki, zauważyłem tam Hurtcalled z jakimś wilkiem. Prowadzili z tego co zauważyłem dość smętny dialog. Ruszyłem dalej. Idąc dość wolno wyszedłem zza krzaków, ujrzałem piękne miejsce. Rozejrzałem się, nikogo nie zauważyłem. Prawdopodobnie był to Krwawy Wodospad. Bardzo mi się tu podobało. Odetchnąłem i oparłem się o drzewo. Siedziałem wygodnie na trawie. Zacząłem rozmyślać. Piękne otoczenie dobrze na mnie wpływało. Usłyszałem szmery w krzakach. Rozejrzałem się spokojnie, po czym ruszyłem w stronę krzaków. Wsadziłem łeb w krzaki, nikogo ani niczego tam nie ujrzałem. Zasiadłem pod drzewem, usłyszałem ponownie szelest. Poruszyłem się i wyciągnąłem pazury, usadowiłem się wygodnie i w ciszy rozglądałem się. 
- *Pewnie wiatr.* - Pomyślałem. Nie minęło piętnaście sekund, a ponownie usłyszałem szmer. Po chwili ku mnie zbliżała się wilczyca. Miała ona rękawiczki podobne do moich, jednakże w innych kolorach, mianowicie były one biało-czarne. Jej zielone włosy i piękna czarna sierść rzuciła mi się w oczy. Wadera patrzyła prosto w moje ślepia, zrobiło mi się jakoś nienaturalnie smutno. Wzrok wadery ciążył na mnie. Po chwili nieśmiało spytałem:
 - Kim jesteś?

< Lost In Dreams? >

Od Zan'a - Nauka pod kątem przyszłego zawodu

Najpierw obudziłem się w jaskini mojej mentorki. Kazała mi wcześnie wstać, więc dotrzymałem obietnicy. A raczej postarałem się. Wstałem dwie minuty po szóstej... Jednak wilczyca powitała mnie z uśmiechem.
- Wstawaj, umyj się, zjedz coś i zaczynamy - rzekła.
- Dobrze! - odkrzyknąłem pełen entuzjazmu za odchodzącą Cloud. Zatem wstałem i ruszyłem pod "prysznic". Woda obmyła mnie całego, po czym zeszła z sierści raz - dwa opryskując wszystko wokół. Zachichotałem cicho i poszedłem do Irand'a. - Cześć! - krzyknąłem do niego.
- Cześć. - odparł spokojnie. - Pewnie chcesz coś zjeść?
- O, tak. - odpowiedziałem i zasiadłem obok niego. - Co dzisiaj na śniadanie?
- Sarna. - odrzekł krótko i podsunął mi pod nos kawałek mięsa. - Jedz, Cloud już na ciebie czeka.
Szybko wsunąłem śniadanie i wybiegłem na dwór. Tam siedziała Cloud.
- Gotowy? - spytała.
- Gotowy! - odpowiedziałem.
- Zatem: jeśli chcesz otrzymać dobry zawód, musisz się podszkolić.
- Aha...
- A ja to szkolenie poprowadzę. Najpierw zrób małą rozgrzewkę, dobrze ci to zrobi. - nakazała.
- Tak jest. - odparłem i zacząłem biec truchtem. Śnieg odskakiwał na wszystkie strony. 
- Stop! Dobrze, teraz pokaż, jak dobrze zaatakowałbyś bronią. Udawaj, że trzymasz... na przykład karabin pneumatyczny. Musisz zabić wilka właśnie strzelając do niego z tej broni, pokaż. - rzekła i przysiadła. Ja zacząłem biec trzymając w łapie "broń", po czym zrobiłem fikołka i ustałem na dwóch łapach. Udawałem, że strzelam. - Dobrze sobie poradzisz. Musisz się też liczyć z ciężarem broni. - powiedziała. - Jeśli kiedyś zostałbyś generałem, jak byś rozkazywał?
- Najpierw kazałbym niektórym snajperom wyruszyć na zwiady. Później, oczywiście, podczas wojny, wysłałbym szeregami wilki od najwyższych stanowisk wojskowych, do szeregowców i oficerów. Zaczęlibyśmy strzelać, a kiedy skończyłyby się naboje, strzelalibyśmy z broni maszynowych. Jeśli i te by się skończyły, są czołgi. Jeśli to by nie wypaliło, atakujemy bez broni. - skończyłem.
- Bardzo dobrze opracowałeś plan. Nadawałbyś się na stratega! - odpowiedziała.
- Dzięki... - zarumieniłem się.
- Teraz udawaj, że jestem właśnie takim wilkiem, a wam żaden plan nie wypalił, walcz ze mną. - nakazała.
- Ale jesteś dziewczyną... - odparłem zniechęcony.
- Dziewczyna, czy chłopak, wróg to wróg. - warknęła.
Pewnie byśmy się jeszcze kłócili, ale skorzystałem z tego, po czym uderzyłem waderę w bok. Ona jednak niewiele sobie z tego zrobiła i również zaatakowała. Wbiłem kły w między jej łopatki, a kiedy ona chciała mnie zaatakować, uniknąłem jej perlistych kłów.
- Dobrze opracowujesz strategię. - rzekła liżąc swój bok.
- A ty mocno atakujesz... - również lizałem obolałe miejsce.
- Kiedyś też będziesz tak dobrze atakował. - pocieszyła mnie. - Zaliczyłeś tą naukę. Teraz wybierzmy się na spacer.
I poszliśmy. Później poszliśmy na Słoneczną Polanę, gdzie bawiłem się z Gorsh, Crazy'm, Valixy i Vivą.

czwartek, 7 stycznia 2016

Od Star - C.D. Flash'a ''Każdy koniec zwiastuje początek''


Zostałam poproszona przez mojego partnera o dokończenie przesłuchania. Wilk wydawał mi się co najmniej dziwny, ale zostały tylko trzy pytania, więc stwierdziłam, że mogę kontynuować przesłuchanie.
 - Dobrze, zatem, Silent Fear, jakie są twoje żywioły i moce? - Zapytałam, nie owijając zbytnio w bawełnę.
 - Moje żywioły to Magia, Elektryczność oraz Mrok. Me moce stworzone są typowo pod mój fach, czyżby przeznaczenie? Jestem posiadaczem jednej z najrzadszych mocy na świecie, którą posiadają jedynie wilki należące do kręgu Shingami bądź posiadacze odpowiednich Amuletów, a jest to po prostu Moc Shinigami. Prócz tego, moją ulubioną mocą jest możliwość wejścia w sen dowolnego wilka za pomocą dotknięcia łapy i dowolna zmiana snu: mogę z koszmaru uczynić przepiękny sen, i na odwrót - wszystko dzieje się wedle mego uznania. Prócz tego mam umiejętność wyczarowania wszystkiego, co sobie wymarzę, umiem grać na instrumentach i jest w stanie tworzyć sny lub światy, polegając jedynie na własnej wyobraźni. Prócz tego jestem zdolny do wywołania paraliżu sennego poprzez dotknięcie innego wilka; moje ciało jest w stanie wykształcić elektryczny pancerz, który po zetknięciu się z innym ciałem odrzuca na kilka metrów, dodatkowo dotkliwie rażąc oponenta; potrafię porazić prądem; jestem w stanie wywołać deszcz piorunów; kolejną i ostatnią elektryczną mocą jest elekto-akcja. W mym posiadaniu są również takie moce, jak: telepatia; teleportacja; czytanie w myślach; hipnoza; niewidzialność; czytanie myśli i manipulacja nimi, wręcz wkradanie się do umysłu innego wilka. Teraz moje ulubione, mroczne moce: stawanie się cieniem i możliwość bardzo szybkiego poruszania się; wywołanie mrocznej mgły, która może nie tylko znacznie zmniejszyć widoczność, ale i zatruć, a nawet zabić; mroczne ciernie, które dodatkowo wnikają w ciało wilka i wpuszczają soki trawienne - wilk jest w stanie... rozpuścić się od środka, ładnie to ujmując. Posiadam również dwie moce, których byłem testerem i otrzymałem je jako pierwszy wilk na świecie: Remember Me - w głowie danego wilka cały czas pojawiam się ja, wilk nie potrafi uwolnić swoich myśli od niego, a ja mogę go namawiać do samobójstwa, kazać uciekać, bądź wciąż powtarzać jedynie ''Nie zapomnij o mnie''; a także Bloody Smile - polega ona na nagłym wystraszeniu wilka za pomocą halucynacji. Oponent idzie sobie spokojnie, a nagle przed sobą widzi jedynie zakrwawiony i szeroko uśmiechający się pysk, należący do mej osoby - taki wilk jest bardzo otumaniony i łatwo go zabić. Moc działa na odległość 20 kilometrów, wszystkie istoty znajdujące się w tym obiegu są narażone na nagły... zawał. - Wymienił sumiennie wszystkie moce. Bez większych zastanowień przeszłam dalej.
 - Opowiedz jeszcze swoją historię.
 - Urodziłem się w Watasze Podniebnej Krainy, choć sercem od zawsze byłem w watasze Mroku. Odszedłem z Watahy Podniebnej Krainy w wieku jednego roku, gdy narodziła się ma siostra. Pozostawiłem rodzeństwo oraz rodziców i wstąpiłem w szeregi Watahy z Dudniących Wodospadów. Łącząc magię i mrok, stałem się bardzo potężnym i cenionym wśród szlachciców, płatnym mordercą. W wieku trzech lat opuściłem szeregi watahy, ponieważ wilki w niej żyjące zepsuły się. Powróciłem do rodzinnych stron, ale niezbyt odświeżyłem kontakt z rodziną. W międzyczasie wstąpiłem do Shinigami, czyli grupy wilków morderców. Szybko jednak wypisałem się, wplątując się w kilka sporych konfliktów. Po tych przygodach postanowiłem odejść z watahy w poszukiwaniu nowej, a za mną poszło również moje rodzeństwo. Tyle. - Uśmiechnął się.
 - Dobrze, możesz odejść. Zostałeś przyjęty. - Powiedziałam. Chciałam jak najszybciej uwolnić się od tego wilka... przez niego w jaskini panowała... specyficzna aura.

Od Flash'a - C.D. Silence'a ''Każdy koniec zwiastuje początek''


Uważnie przyglądałem się przybyszowi, który nie wyglądał na zbyt dobrego wilka z czystym sumieniem. Puste oczy basiora lekko zniechęciły również i moje szczenięta. Jednakże jego rozwaga i uprzejmość w stosunku do przywódcy, szczerze mnie zadziwiła, zauważyłem, że moją partnerkę również.
 - Witaj. Jak masz na imię, drogi przybyszu? - Zapytałem na początku rozmowy.
 - Silent Fear, miło mi. - Powiedział, po czym lekko się ukłonił. - Czy mógłbym poznać imiona moich potencjalnych przywódców?
 - Mam na imię Flash, a moja partnerka to Star. - Przedstawiłem nas, po czym przeszedłem do ważniejszych kwestii. - Zostanie ci zadane kilka pytań. Przyrzekasz odpowiedzieć na wszystkie szczerze?
 - Owszem, przyrzekam odpowiadać na wszystkie wasze pytania szczerze oraz sumiennie.
 - Dobrze, w takim razie zacznijmy od dość prostej sprawy. Ile masz lat?
 - Aktualnie mam ukończone cztery.
 - Jaki jest twój słaby punkt?
 - Moim najsłabszym punktem jest głowa. - Odpowiedział bez najmniejszego zawahania. Lekko mnie to przerażało, było nawet zastanawiające... Nie wyglądał na wilka ufnego, ani tym bardziej tak grzecznego.
 - Masz jakieś lęki? - Zapytałem, już bojąc się odpowiedzi.
 - Jedynie lęk przed snem. Dlatego gdy śpię, proszę mnie nie szukać. Uciekam wtedy do własnego świata, a raczej ciężko go znaleźć.
 - Rozumiem. - Rzekłem lekko zdziwiony. - Z której watahy pochodzisz?
 - Z Watahy Podniebnej Krainy. Posiadam w tej watasze dwójkę rodzeństwa, Anonymous'a i Imagine. - Powiedział. - Przybywam więc z całkowicie pokojowymi zamiarami.
 - Boję się zapytać, ale co lubisz, a czego nie lubisz?
 - Hm, to pokaże mnie z nieco innej strony, ale bądźmy ze sobą szczerzy, i tak mi nie zaufasz. Lubię wywoływać negatywne uczucia u innych wilków; gdy ktoś nie lubi jego osoby; wadery z pazurem i kochające w ten inny, mroczny sposób; noc; deszcz; pełnię; brak ckliwości i owijania w bawełnę; brutalność; walkę; zabijanie; krzyki umierających w agonii ofiar, szczególnie istot mordowanych przeze mnie; ciszę; samotność; kiedy dostanę zlecenie na zabicie kogoś; gdy mogę używać swoich mocy dla zabawy; gdy inni mnie respektują. Nie lubię natomiast słodkości, piękna i wszystkich synonimów tych słów; romantyzmu i nadmiernej uczuciowości; dużego gorąca; delikatności; poezji; wilków nad wyraz dobrych; uczciwości; tłumu; jakichkolwiek zasad; gdy cieszę się zbytnim zainteresowaniem; braku umiaru; dnia i ładnej pogody; śniegu; hałasu; stereotypowych, pustych wilczyc; kolorów; rutyny; nauki; pouczania; moralizowania; gdy inni dają mi rady, choć ja ich nie chcę.
 - Rozumiem. - Rzekłem, nie wiedząc już co mam myśleć. Byłem na tyle pogłębiony w zadumie, iż postanowiłem, aby przesłuchanie dokończyła Star.

< Star? >

Od Alexis - C.D. Jason'a ''Północne Wycie''


Powiedzmy, że zignorowałam lekko gest Jason'a. Samym pocałunkiem nie zdobędzie mojego serca, po prostu taka nie jestem. Nie wymagam wielkich czynów, aczkolwiek nie jestem osobą, która szybko decyduje się na związek. Po tym pocałunku natychmiast wpadłam w lekką zadumę, co basior zresztą zauważył. 
 - Zrobiłem coś... nie tak? - Zapytał, próbując na mnie spojrzeć. Uśmiechnęłam się do niego.
 - Nie. - Powiedziałam. - Tak mnie coś na myślenie złapało. - Wytłumaczyłam.
 - Nie jesteś smutna... ani zła? - Pytał, wciąż próbując się upewnić. Wreszcie wybuchnęłam śmiechem.
 - Nie, głuptasie. - Rzekłam i delikatnie wtuliłam się w jego sierść. - Widać, że kompletnie nie rozumiesz wader. - Zachichotałam, a Jason lekko zagubiony sam nie wiedział co odpowiedzieć, więc zrobił jedynie głupią minę i sam popadł w zadumę, próbując rozgryźć o co chodzi. Ja tylko przyglądałam mu się, a uśmiech na moim pysku powiększał się z każdą kolejną minutą.
 - Bawi cię to? - Zapytał po chwili poważnie.
 - Owszem. - Odparłam, zachowując swój normalny ton. 
 - W takim razie mnie też. - Uśmiechnął się. - Lubię, kiedy się śmiejesz.
 - Przestań, bo się rumienię. - Rzekłam, po czym odwróciłam wzrok. Tylu miłych słów chyba jeszcze nigdy nie usłyszałam.
 - Wyglądasz uroczo, kiedy twoja twarz nie jest taka obojętna. - Kontynuował.
 - Dzięki. - Spojrzałam na niego. - Niezbyt lubię posiadanie długu u innych wilków, więc... - Dodałam, po czym również złożyłam delikatny pocałunek na jego policzku. Chyba można pozwolić sobie na odrobinkę więcej szczerych uczuć, nieprawdaż?

< Jason? Wybacz, że tak długo. >

Inspired Death - profil wilka


autor nieznany
Imię: Inspired Death [czyt. inspajrd def/ang. zainspirowany śmiercią]
Płeć: Samiec
Wiek: 4 lata
Hierarchia: Omega
Kierunek: Jastrząb
StanowiskoMorderca wodny
GłosHozier
***
Cechy charakteruInspired nie jest raczej postacią pierwszoplanową. Jest strasznie cichy i tajemniczy. Ciszę uznaje za największą świętość. Można powiedzieć, że w kwestii mordu uczuć nie posiada. Mimo iż jest mordercą wodnym, to i tak nieźle radzi sobie na lądzie. Jego uczucia są zmienne. Nie propaguje bezsensownych bójek, lecz czasami sam im podlega. Nie wyróżnia go odwaga społeczna.
Cechy fizyczneBardzo dobrze czuje się w wodzie, pływa i nurkuje bez problemów. Na lądzie wyróżnia go szybkość, jest jednym z najszybszych wilków w watasze. Posiada on bardzo ostre szpony, dają mu one dużą przewagę w walkach.
Znak szczególny: Czerwono-czarne skarpetki na łapach
Słaby punkt: Nos
Boi sięSwojej wyobraźni
Waga: 45 kilogramów
Wzrost: 90 centymetrów
Najlepsi przyjacieleNie ma, nie pragnie jakoś szczególnie poznać.
Pochodzenie: Ziemia Wojny [Wataha z Dudniących Wodospadów]
LubiCiszę, noc oraz spokój. Lubi także wadery z pazurem.
Nie lubiChaosu, zamieszania. Nienawidzi słodkości i pustych wilczyc.

art by BlackEmoWolf on dA
Żywioł: [3/3] Mrok, Elektryczność, Woda
Moce: [9/20] Potrafi wniknąć w umysł innych, posiada zabójczy kieł, uwielbia mącić w snach, zmieniać je w koszmary i na odwrót. W bardzo złym humorze potrafi wywołać ciemność, która rozchodzi się nad całą watahą. Nie pali się w lawie. Tworzy różne postacie z cieni. Umie rozmawiać ze zmarłymi. Telepatia.
Partner/kaNie ma. Przez jeden związek cierpiał, więc nie poszukuje.
RodziceCuyig i Uren [nie należeli do WKW, nie żyją]
PotomstwoNie ma, nie chce mieć
Inna rodzina: Brak

art by BlackEmoWolf on dA
Data dołączenia: 7 styczeń 2016
Data urodzenia: 14 lipiec
Upomnienia: 0/3
Krwawe Pioruny: 150.000
★★★★★★★★★★
Zdobyte osiągnięcia: Brak
Poziom: 8
PD: | Ogólnie: 850 | Wykorzystano: 500 | Zostało: 350
Umiejętności: | Walka: 250 | Instynkt: 0 | Umysł: 0 | Polowanie: 250 |
Jaskinia: numer 5
Ekwipunek: Brak
Torba: Brak
Bronie: Brak
Zbroja: Brak
Smok: Brak
Towarzysz: Brak
HistoriaJego rodzice zostali zamordowani. Dołączył tu. Więcej wam nie powie.
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: Ahira |

autor nieznany

Od Inspired Death - Początki

Szedłem powoli ciemną drogą. Szukałem watahy, szczerze wisiało mi czy jakaś wataha mnie zechce, i bez niej dałbym sobie radę. Zbliżałem się do wielkiego drzewa, ujrzałem na nim śliczną, białowłosą waderę.
- Nie jesteś wilkiem z tej watahy, zgadza się?- Zapytała bystro patrząc swymi odmiennymi ślepiami wadera.
- No nie, ale chciałbym nim zostać. - Wlepiłem czarne ślepia w wilczycę.
- Aha, nie interesuje mnie to, ale z grzeczności muszę się spytać. Jak się nazywasz? - Spytała obojętnym głosem wadera.
- Ten no. - Zagapiłem się w oczy wadery.
- No mów rzesz, nie mam całego dnia, a nawet gdyby, to nie zamierzam marnować go na puste i bezsensowne rozmowy. - Wilczyca spojrzała na mnie jak na debila.
- Inspired Death, a ty? - Odpowiedziałem naturalnym głosem. Widać było, że wadera się zamyśliła.
- Wiesz, moje imię nie jest istotne, ale jeżeli musisz wiedzieć, to Hurtcalled Life. - Powiedziała wadera idąc w nieznaną mi stronę. - A na co ty czekasz? Ruszaj się, idziemy do Alf. To moje ostatnie słowa. - Hurtcalled powiedziała to tak, jakby wszystko było jej obojętne.
- *A może i było...* - Pomyślałem. Biegliśmy przez około godzinę, nie byłem zmęczony, lecz co chwilę musiałem zwalniać, bo inaczej przegoniłbym wilczycę, widziałem, że się jej to nie podobało. Wkroczyłem do nieznanej jaskini, w sumie to wszystko było mi tam nieznane. 
- Star, przyprowadziłam nowego, błąkał się w okolicy watahy. Pozwól, że już sobie pójdę, bo nie za bardzo obchodzi mnie jego los. -Wilczyca spojrzała na mnie jak na jakieś stare mięso.
- Dobrze, możesz odejść, lecz pamiętaj, że uprzejmość nie gryzie. - Powiedział Flash.
- Mnie akurat tak. - Mruknęła wilczyca odchodząc.
- Nie martw się, ona taka jest. - Powiedziała moja nowa Alfa Star.
Po tonie frustrujących i dosyć dziwnych pytań mogłem opuścić jaskinię. Zostałem mordercą wodnym, odpowiadało mi to. Powędrowałem do mojej jaskini, okazało się, że jestem w tej samej jaskini co Hurtcalled. Nie znałem jej, ale coś do niej czułem. Może to zauroczenie, a może coś więcej, nie wiem, ale byłem tak zmęczony, że usnąłem na miejscu.