poniedziałek, 23 marca 2015

Od Bwana ra Roho - Jak tu dotarłem?

Znów spotyka mnie rozczarowanie. Po 10-tej już próbie dostania się do królestwa duchów nie udaje mi się po raz kolejny. Każdy dzień wędrówki dłuży się. Od tego dnia minął już prawie rok. Duch Światła objawił mi przeznaczenie. Dlatego wędruje na tereny Watahy Krwawego Wzgórza. Szedłem tak rozmyślając. Nagle przede mną pojawiła się wadera. Wyczułem to... To członek tej watahy.Zbliżyłem się. Wadera nie ruszała się. Jednak znienacka pojawił się ogromny wąż. Zatopił kły w moim ciele. W mgnieniu oka przyleciał Ares- mój przewodnik. Rozpoczęła się walka między wężem, a gryfem.

(Bellatriks?)

Od Henriette - C.D. opowiadania Patton'a "Nowe życie"

- Henriette - odpowiedziałam bez emocji.
Ruszyliśmy w drogę. Przez cały czas panowała cisza. Nie miałam ochoty na rozmowę. Chciałam tylko wiedzieć, czy będę należeć do tej watahy... .
- To tutaj - oznajmił Patton.
- Dziękuję - powiedziałam i weszłam do środka.
***
Dostałam się. Jestem członkiem Watahy Krwawego Wzgórza. 
Wyszłam z jaskini i wzięłam głęboki wdech.
- I jak poszło? - usłyszałam nagle.
Spojrzałam w stronę, z której dobiegł mnie głos. Patton...
- Dobrze, a nawet świetnie. Jestem członkiem watahy - powiedziałam z uśmiechem.
Basior odwzajemnił uśmiech.
- Co tu robisz? - spytałam.
- Mam wiadomość dla alfy - odrzekł i przeszedł koło mnie.
Wchodząc do jaskini, musnął mnie bokiem. Od razu poczułam coś dziwnego, ale z całą pewnością złego... . Gwałtownie odskoczyłam i spojrzałam na basiora z przerażeniem.

<Patton? Takie cuś>

Od Diletty - C.D. opowiadania Liyen'a "Wschód szczęścia"

- Diletta - odpowiedziałam cicho.
- Co tu robisz sama? - spytał basior.
Westchnęłam, przymykając oczy. Powiedzieć prawdę, czy nie? Może lekko się z nią minę...
- Przyszłam posiedzieć trochę w ciszy i samotności. - Dopiero, gdy to powiedziałam, zdałam sobie sprawę z głupoty swych słów.
Basior spojrzał na mnie ukradkiem.
- W takim razie... nie będę ci przeszkadzał - powiedział podnosząc się z ziemi.
- Nie... nie przeszkadzasz... ja... no...
-*No i już się motam. Pierwszy wilk, który sam z własnej woli się do mnie odezwał, a ja zachowuje się jak skończona idiotka.* - pomyślałam.
Położyłam się i schowałam pysk między łapami.
- Przepraszam cię za moje chore zachowanie... nie jestem przyzwyczajona do rozmów z innymi - wyszeptałam próbując opanować łzy. - Jesteś chyba drugim wilkiem z tej watahy, którym rozmawiam.

<Liyen? Trochę brak pomysłu...>

Od Zoryi - Spotkanie

Nie spałem całą noc. Coś po prostu nie pozwalało mi zasnąć. Na szczęście już zaczynało świtać. O godzinie 6:00 wyszedłem potrenować. W lesie było pusto większość wilków zapewne jeszcze spała. Dziś postanowiłem poćwiczyć atak i pływanie. Znalazłem stary pień i zacząłem trenować. Później poszedłem nad jezioro pływać. Po ukończeniu dziennej dawki wysiłku wróciłem do swojej jaskini odpocząć.
***
Wieczorem zdecydowałem, że odwiedzę Lucy. Był tylko jeden problem. Nie wiedziałem, gdzie jest jej jaskinia.
- *Dobra... pójdę na żywioł* - pomyślałem wychodząc na zewnątrz.
Na szczęście po drodze spotkałem waderę, która znała drogę. Kiedy zdobyłem potrzebne informacje bez wahania ruszyłem według wskazówek. Szedłem pięć może dziesięć minut. Wreszcie moim oczom ukazała się jaskinia, w której mieszkała Lucy. Ostrożnie zajrzałem do środka.
- Hej. Lucy jesteś? - zawołałem.
Żadnej odpowiedzi. Tylko cichy szmer dobiegający ze środka. Powoli wszedłem do środka i rozejrzałem się. Nagle coś skoczyło w moją stronę i powaliło mnie na ziemie. Uderzyłem głową w kamień i na chwilę wszystko dookoła straciło swoje kształty. Widziałem jedynie kolorowe plamy. Kiedy mój wzrok wrócił do normy ujrzałem przed sobą Lucy szczerzącą groźnie kły.

<Lucy? :3>

Od Alois'a - C.D. opowiadania Leslie ''Jak tu dotarłam?''

UWAGA, OPOWIADANIE ZAWIERA WYRAZY, OKREŚLANE MIANEM BRZYDKICH SŁÓW / PRZEKLEŃSTW.
CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!

- Kim jesteś? - spytałem i ruszyłem w stronę wadery.
Ta wycofała się i skuliła do tego okropnie drżała. Była przerażona. Choć rzadko mi się to zdarza, czułem się w chuj zmieszany.
- Ej nie bój się... - powiedziałem przymilnie. - Nie skrzywdzę cię.
Po tych słowach wzrok wadery przeniósł się na mnie. Zniżyłem łeb, praktycznie kładąc go na ziemi.
- Jak masz na imię?
Nie otrzymałem odpowiedzi. Nie wiem, czy to było spowodowane strachem, czy też niechęcią do mojej osoby. W każdym razie nie zamierzałem dać za wygraną.
- Jestem Alois. Gwardzista z Watahy Krwawego Wzgórza. - Rzekłem z uśmiechem.
- Leslie - odpowiedziała cicho, ledwo słyszalnie.
- Leslie... - powtórzyłem - ładne imię. Jesteś tu sama?
Wadera pokiwała twierdząco głową wciąż pozostając w skulonej pozycji. Zrobiło mi się jej żal, ponieważ... zresztą nie ważne dlaczego.
- Leslie... chodź ze mną. Zaprowadzę cię do alf... - powiedziałem patrząc na nią.

<Leslie? :) >

niedziela, 22 marca 2015

Od Patton'a - C.D. opowiadania Silence'a ''Przedsionek piekła''

Uśmiechnąłem się półgębkiem i spojrzałem na basiora.
 - Wiem, co sobie teraz myślisz... Ale moja hierarchia nie ma nic do tego, co mi wypada, a czego nie. Skoro już zapytałeś, otrzymasz odpowiedź. Rzecz jasna, pójdę z tobą, mam dość siedzenia w jednym miejscu i robienia tego samego. - Powiedziałem.
 - Jak chcesz. Ale nie będę się potem użerał z alfą, że nie wróciłeś, jasne? - Zapytał.
 - Przecież nikt nie musi wiedzieć, że poszliśmy razem. - Odparłem.
 - Gdyby to było takie proste... - Westchnął. - Koniec gadki, jak chcesz iść, to pakuj manatki i za dwadzieścia minut cię tu widzę.
 - Mhm. - Mruknąłem, po czym ruszyłem w stronę swojej jaskini. Makka nie spała, rysowała kawałkiem białego kamienia po większym, czarnym kamieniu. Kiedy usłyszała moje kroki, jej wzrok powędrował na mnie.
 - Makko... Idę z Silence'm na wyprawę. Nie wiem, kiedy wrócę. - Powiedziałem prosto z mostu. - O ile w ogóle wrócę.
 - O czym ty mówisz? - Zapytała.
 - Przed chwilą podjąłem spontaniczną decyzję pójścia z nim na wyprawę poza tereny watahy. - Rzekłem.
 - Tak często cię nie ma... - Westchnęła. - Chyba nawet zaczynam za tobą tęsknić.
 - Proszę cię. - Objąłem ją. - Wiesz, że mam dużo na głowie. Ale wiesz też, że niedługo to się skończy... I będziemy nareszcie razem. - Rzekłem, po czym ucałowałem jej ciepłe, aksamitne wargi. To był spokojny, krótki pocałunek.
 - Ile mam jeszcze na ciebie czekać? - Zapytała. Wziąłem jej pysk w swoje łapy.
 - Wrócę najszybciej, jak tylko będę mógł. - Odparłem, jeszcze raz delikatnie ją całując. Z jaskini nie wziąłem niczego, poza prowiantem i moim pamiętnikiem, który pisałem od początku swojego życia. 
 - Spóźniłeś się. - Usłyszałem.
 - Partnerka. - Odpowiedziałem, dostrzegając Silence'a.
 - Ech... Nigdy was nie zrozumiem.
 - Masz zamiar dalej marudzić, czy idziemy? - Zapytałem.


< Silence? >

Od Patton'a - C.D. opowiadania Leslie ''Jak tu dotarłam?''

UWAGA, OPOWIADANIE ZAWIERA WYRAZY, OKREŚLANE MIANEM BRZYDKICH SŁÓW / PRZEKLEŃSTW.
CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!

W blasku księżyca zobaczyłem białą waderę, którą ewidentnie coś trapiło. Patrzyła na mnie złotymi oczami, które przepełnione były bólem. Kiedy wyłoniłem się z cienia, odsunęła się znów i spuściła wzrok, w nadziei, że jej nie skrzywdzę.
 - Nie bój się. - Przemówiłem, na skutek czego jedno złote oko łypnęło na mnie z nieśmiałością, a może nawet i strachem. - Nic ci nie zrobię... Jak masz na imię i co się stało? Marnie wyglądasz.
 - Leslie. - Szepnęła cichuteńko wadera. - Ja... uciekłam od ojca... Nie wiem, gdzie jestem...
 - *Skoro jest taka zastraszona, jej ojciec musiał być zimnym draniem... Trzeba z nią postępować delikatnie. Jak spieprzę, już nikomu stąd nie zaufa...* - Pomyślałem.
 - Jesteś na terenie Watahy Krwawego Wzgórza, a rozmawiasz z betą tej watahy, Patton'em. - Powiedziałem, lekko szczerząc zęby w uśmiechu.
 - Ja nie wiedziałam! Przepraszam! - Szepnęła.
 - Nie ma problemu. Wiesz... Nie będę wnikał w twoją przeszłość, ale może chciałabyś zapomnieć o ojcu i zacząć nowe życie w naszej watasze? Myślę, że podbijesz serce alfy Ginewry, jesteście dość podobne... Nie tylko z wyglądu, ale i z charakteru. - Rzekłem i czekałem na odpowiedź Leslie.

< Leslie? Kto inny mógł to dokończyć, jak nie Patton xd >

Ps. Tak, teraz przy opowiadaniach o nieco bardziej ostrym języku, będzie pojawiał się komunikat informujący o wulgaryzmach. Innymi słowy - nie musimy już cenzurować przekleństw, jeżeli takowe się pojawią.

Od Patton'a - C.D. opowiadania Henriette ''Nowe życie''

Od razu, gdy zauważyłem obcą waderę na terenach watahy, moje zmysły wyostrzyły się. Kiedy słyszałem, jak wrzeszczy w pogoni za jakimś wilkiem z watahy, postanowiłem wyskoczyć z krzaków, w których się ukrywałem i zidentyfikować tego hałaśliwego osobnika. 
 - Kim ty...? - Zapytała, hamując tuż przede mną.
 - Dla ciebie Patton, beta Watahy Krwawego Wzgórza. - Odpowiedziałem.
 - A więc to wataha? - Spytała. - Myślałam, że tylko jakiś samotny wilk tędy przebiegał...
 - Nie zmieniając tematu, co tu robisz? Nie jesteś upoważniona do przebywania na naszych terenach... Nie chciałbym robić kłopotu, ale jeżeli ja bądź alfa uzna cię za zagrożenie, będę zmuszony cię zabić. - Powiedziałem.
 - Odeszłam z mojej watahy. Chciałam być jak najdalej od niej, a łapy poniosły mnie tutaj... - Rzekła, spoglądając na mnie.
 - Rozumiem. Czy gdybym teraz zaproponował ci dołączenie do Watahy Krwawego Wzgórza, rozważyłabyś moją ofertę? - Zapytałem.
 - Mogłabym? - Odpowiedziała pytaniem.
 - Tak, ale twój ostateczny los nie zależy ode mnie, lecz od alfy, Gustawa.
 - Mógłbyś mnie do niego zaprowadzić?
 - Oczywiście. A... Mogę wiedzieć jak masz na imię? - Uśmiechnąłem się.

< Henriette? >

Henriette - profil wilczycy

ImięHenriette
Płeć: Samica
Wiek: 3 lata
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Trener
Głos: Epica [Simone Simons]
Cechy charakteru: Pewnie myślisz, że to kolejna ładniutka i głupiutka wadera... Mylisz się. Teraz zapewne pomyślałeś, że to następna super wredna i nienawidząca życia wilczyca... Nie. Znowu błąd. Henriette jest zwykłą waderą, która jak każdy ma lepsze i gorsze dni. Na ogół jest wesoła. Dużo żartuje i stara się jak najczęściej uśmiechać. Pewna siebie, stanowcza i zawzięta. Do tego nieco złośliwa. Ma duże skłonności do zaczepek. Wredna dla tych, którzy na to zasługują. Nieufna wobec obcych. oraz odważna. W walce cechuje ją bezwzględność i żądza krwi. Jest również lojalna, szczególnie wobec tych, na których jej zależy. Stara się optymistycznie patrzeć na otaczający ją świat.
Cechy fizyczne: Nie jest zbyt silna, ale za to szybka i zwinna. Do tego świetnie się wspina.
Znak szczególny: Zagięte prawe ucho
Słaby punkt: Pazury
Boi się: Przegrania walki, utraty kogoś bliskiego
Waga: 40 kilogramów
Wzrost: 70 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Brak
Kraj pochodzenia: Europa, Norwegia
Lubi: Mgliste dni, jesień, burze
Nie lubi: Nadmiernej ciekawości, zarozumiałych i bezczelnych wilków
***
Żywioł: Światło, Czas, Magia
Moce: [5/20]  Teleportacja, tworzenie kuli światła, hipnoza, paraliż [Henriette może sparaliżować na 5 sekund innego wilka], telepatia
Partner/ka: Szuka...
Rodzice: Już dawno o nich zapomniała
Potomstwo: Raczej nie planuje
Inna rodzina: Brak
***
Data dołączenia: 22 marzec 2015
Upomnienia: 0/3
Krwawe Pioruny: 300.000
Wykonane Questy: Brak
Poziom: 1
PD: | Ogólnie: 150 | Wykorzystano: 0 | Zostało: 150
Umiejętności: | Walka: 0 | Instynkt: 0 | Umysł: 0 | Polowanie: 0 |
Opowiadania
Jaskinia: Brak
Ekwipunek: Brak
Zbroja: Brak
Towarzysz: Brak
Historia: Opuściłam dawną watahę, ponieważ nie działo się w niej kompletnie nic. Po pewnym czasie dotarłam tu.
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: Melancholiczka |

Od Henriette - Nowe życie

Minęło już sporo czasu odkąd opuściłam moją starą watahę... Nie żałuję podjętych decyzji.
Był już wieczór. Szłam przez las. Wilgotna paprocie oraz trawa delikatnie muskały moje łapy. Nie wiedziałam, gdzie jestem ani dokąd idę... Liczyło się tylko jedno: znaleźć się jak najdalej od dawnego "domu"... Wreszcie trafiłam na plażę. Nastała noc, gdyby nie księżyc panowałaby absolutna ciemność. Postanowiłam, że tu przenocuje, bo w końcu co może mi się stać na plaży... .
Obudził mnie chłodny powiew wiatru. Uniosłam łeb i rozejrzałam się. Niedaleko ode mnie ujrzałam jakiegoś wilka. Stał i patrzył w moją stronę. Nie zwlekając wstałam i ruszyłam w jego stronę. W pewnym momencie wilk odwrócił się i zaczął biec. Chyba przede mną uciekał... Pobiegłam za nim krzycząc... właściwie wrzeszcząc by się zatrzymał. Wtem ktoś stanął mi na drodze... Zatrzymałam się tuż przed tym kimś...

<Wilku?>