sobota, 14 lutego 2015

Notte - profil wilczycy

autor nieznany
Imię: Notte (dla nielicznych Notka)
Płeć: Samica
Wiek: 2 lata
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Morderczyni powietrzna
Głos: Brak
***
Cechy charakteru: Wiecznie ukryta w mroku i tajemnicza Notte jest bardzo zmiennym wilkiem. Dla nieznajomych jest bardzo oschła i ogólnie robi wszystko, by rozmawiać jak najkrócej. Czasami udaje się ją poznać i odkryć jej drugą stronę. Dla przyjaciół jest dosyć miła. Umie okazać litość jednak dla prawdziwych wrogów jest bezwzględna.
Cechy fizyczne: Jest bardzo zwinna
Znak szczególny: W ciemności widać tylko jej nos i oczy
Słaby punkt: Lewa kość skrzydłowa
Boi się: Smoków światła
Waga: 30 kilogramów
Wzrost: 70 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Nie zdążyła jeszcze nikogo poznać
Kraj pochodzenia: Europa, Rosja
Lubi: Gdy jest ciemno, pozbywać się problemów (czasami są to wilki), śpiewać, latać, pływać
Nie lubi: Gdy jest jasno, słońca, problemów, ckliwych historyjek, kłótni
***
Żywioł: Mrok, muzyka i woda
Moce: [11/20] Telepatia, zaciemnienie jej otoczenia, Oślepienie na około miesiąc, Ogłuszenie na około miesiąc, Zabicie dźwiękiem, Zahipnotyzowanie śpiewem, sprawienie by coś stało się czarne na około 2 godziny, Nie potrzebuje tlenu by żyć, Pod wodą zmienianie wyglądu, Wywołanie tsunami, Zamienienie skrzydeł w płetwy
Partner/ka: Szuka
Rodzice: Nie żyją
Potomstwo: Nie ma
Inna rodzina: Nie żyją
***
Data dołączenia: 14 luty 2015
Upomnienia: 0/3
Krwawe Pioruny: 400.000
Wykonane Questy: Brak
Poziom: 2
PD: | Ogólnie: 200 | Wykorzystano: 0 | Zostało: 200
Umiejętności: | Walka: 0 | Instynkt: 0 | Umysł: 0 | Polowanie: 0 |
Opowiadania
Jaskinia: Brak
Ekwipunek: Brak
Zbroja: Brak
Towarzysz: Brak
Historia: Gdy przyszłam na świat Rosja była inna. Miło było mi tam żyć jednak gdy wybuchła wojna zaczęłam razem z rodziną uciekać. Podczas ucieczki z różnych powodów umierał kolejny członek rodziny, a ja dalej się trzymałam. W końcu zostałam tylko ja i moja siostra. Zmierzałyśmy już w stronę terenów Watahy Krwawego Wzgórza jednak ona padła po prostu z wycieńczenia. Była prawie załamana, jednak szłam dalej. W końcu dotarłam do celu i postanowiłam rozpocząć nowe życie.
Inne zdjęcia: Pod wodą
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: Kaloszówka |

Od Notte - Jak tu dotarłam?

To była ciężka noc. Nie mogłam spać. Obracałam się cały czas nerwowo z boku na bok. Otaczała mnie tylko moja rodzina, jednak nie czułam się zbyt bezpiecznie. Księżyc świecił jasnym blaskiem. Wstałam leniwie się przeciągając. Patrzyłam się w gwiazdy. Nagle jednak ciszę zakłócił straszny huk. Niedaleko nas spadła łuska z pocisku, a obok niej martwy człowiek. 
- Mamo, wstawaj! - Próbowałam ją obudzić.
- Co, co...? Już wstaję.
Zaraz obudził się też tata i moja siostra. 
- Co to był za huk? - zapytała siostra.
- To chyba był pistolet... 
- Sakro, musimy chyba już iść - Powiedziała mama.
- Notka, obudź resztę rodzeństwa. - Poprosiła siostra.
- Dobrze. - Odpowiedziałam.
Zaraz już cała rodzina nie spała. Ja, tata, mama, moje dwie starsze siostry i młodszy brat. 
- Musimy stąd uciekać. - Zakomunikowała jedna z sióstr.
Tak też zrobiliśmy. Drga liczyła tylko 5 km, ale raz po raz przy locie ktoś był zestrzeliwany. W końcu zostałam tylko ja i moja siostra Elusja. Ostatni kilometr przeszłyśmy kryjąc się w wysokiej trawie. Tego dnia miały być moje urodziny jednak okoliczność nie pozwoliła na ich uczcić.
- Wszystkiego najlepszego Notka! - Powiedziała Ela.
- Dzięki. - Odparłam i Przytuliłam się do niej.
- Proszę, to prezent. - Wręczyła mi naszyjnik.
- To naszyjnik pamięci, jak będziesz go miała zawsze będziesz miło nas wspominała.
- Dziękuje.
Zdawało by się, że już dotrzemy do terenów watahy, gdy Ela po prostu padła.
- Idź dalej beze mnie...
- Ela nie zostawiaj mnie!
- Nie mogę, po prostu nie mogę... - I w tym momencie opuściła mnie ostatnia bliska mi istota.
Wlekłam jeszcze jej ciało jednak później, gdy byłam blisko, musiałam ją zostawić, bo brakowało mi już sił. Do terenów Watahy Krwawgo Wzgórza doszłam sama. Odnalazłam sposób jak dołączyć i postanowiłam rozpocząć nowe życie...

Od Diesel'a - Znajoma twarz

Szedłem przez tereny watahy, rozmyślając o losie Peety. Miłość go wyniszczyła. A co ze mną? Byłem młodym samcem alfa, więc wszystkie na mnie leciały... przynajmniej tak mi się wydawało. Tęskniłem za swoją partnerką, Claire. Jej oczy śniły mi się każdej nocy. Właśnie w chwili, kiedy zacząłem o nich myśleć, poczułem ból. Zdarzyłem się z kimś.
 - Claire?! - Zapytałem, spoglądając z niedowierzaniem na moją przeszkodę.
 - Shi. - Poprawiła wadera oschłym tonem.
 - Z... zmieniłaś się. - Stwierdziłem, wytrzeszczając oczy. - Dlaczego odeszłaś?
 - Nieważne. - Rzekła wymijająco i zaczęła się oddalać. Poszedłem za nią. Po kilku metrach wadera odwróciła się w moją stronę. W jej oczach wyczytałem tłumioną agresję. Chciała się na mnie rzucić, ale tego nie zrobiła. co nią kierowało? Na pewno nie była już tą samą waderą co kiedyś. Nie zmieniła się wizualnie, a przynajmniej nie na tyle, aby wywołać u mnie szok. Natomiast zmiana w jej charakterze, bardzo mną wstrząsnęła, a jednocześnie zapragnąłem odkryć jak najwięcej jej nowych cech.
 - Odczep się, zanim będzie za późno. - Powiedziała.
 - Nie jesteś ta samą Claire co kiedyś. - Wyszeptałem, zbliżając się do niej nieustannie.
 - Claire... - Wyszeptała, po czym gwałtownie potrząsnęła łbem. - Nie nazywaj mnie tak!
 - To twoje imię. Tak nazwali cię Laeti i Karo, twoi rodzice.
 - Rodzice... - Szepnęła i powtórzyła czynność. - Jestem Shi, dotarło w końcu?!
 - Tak. - Odpowiedziałem. Uważałem, że już czas się wycofać. Ale wiedziałem, że ta sprawa jeszcze się nie wyjaśniła. Od tej pory poprzysiągłem sobie, że będę śledził Clair... Shi, cały czas, dopóki nie dowiem się, co się z nią stało.

Od Jason'a - Walentynki

Dziś jest dzień świętego Walentego - walentynki. Tak, to czas zakochanych. Każdy może się dzisiaj zakochać. Ale... Tak. Ja nie miałem się w kim zakochać. Kto by chciał szczeniaka, który wyrósł tak szybko i nie brykał z innymi szczeniakami?
- Ciekawe co tam jest...? - powiedziałem nagle do siebie, patrząc na cień, który przemknął na kamieniu. - Kanoshi? To nie jest śmieszne! - krzyczałem, myśląc, że to Kanoshi się ze mną wygłupia. Jednak,to nie on. Kiedy podszedłem bliżej, naskoczyła na mnie taka wadera:
autor nieznany
To była miłość od pierwszego wejrzenia! Uśmiechnęła się i zeszła ze mnie.
- Jestem Cloi. - powiedziała.
- Ja, ja, ja Jason. - wyjąkałem.
Poszedłem za nią. Kiedy odkryła, że za nią idę, ponownie na mnie naskoczyła.
- Jason,tak? - powiedziała.
- Tak! - odpowiedziałem. Wadera westchnęła i pocałowała mnie. Wokół nas pojawił się czarno-różowy okrąg. Kiedy przestała, okrąg znikł. Zaczęła mi opowiadać swą historię.
- Urodziłam się nieopodal Lasu Czarnego Rumaka, należącego do twojej watahy. Nie miałam co prawda swojej watahy i jakoś radziłam sobie sama z mamą. Tata był okrutny. Kiedy mama mnie karmiła, gdy miałam około 2 miesiące, gryzł mamę po łapach, brzuchu i pysku. Mnie odpychał. Jak pewnie myślisz, miałam przykre i bolesne dzieciństwo. Pewnego dnia posunął się za daleko. Rozszarpał brzuch mamy i zajadał się jej mięsem. Kiedy spojrzał na mnie, rozpłakał się i przytulił na wpół zjedzoną mamę, szepcząc, że ją przeprasza. Zbliżał się do mnie, ale ja cofnęłam się i uciekłam. Myślisz, że tam został? Nie. Pobiegł za mną. Na szczęście byłą zima i mogłam ukryć się w zaspie, ale tam było bardzo zimno. Potem jakoś poradziłam sobie sama. Tata popełnił samobójstwo, ale za nim nie tęskniłam. Od 2 miesięcy sama aż do 1 roku.
Ta historia była smutna. Biedna Cloi. Po chwili pożegnaliśmy się i odeszła... Nie wiem, czy jeszcze kiedyś ją zobaczę...

Walentynki!

Ja osobiście nie przepadam za tym świętem, ale spróbuję się na nie otworzyć. 
Wesołego Dnia Zakochanych!
autor nieznany
W dzisiejszym dniu wygląd watahy zmienia się na... zobaczyliście już przecież,
a wszystkie parki dostają po 100.000 Piór Feniksa i 50 PD, a zakochane wilki 50.000 Piór Feniksa i 25 PD. Wilki, które szukają lub nie mają drugiej połówki, muszą czekać na następne walentynki, aby otrzymać podarunek.

Enjoy!

piątek, 13 lutego 2015

Od Smile - C.D. opowiadania Silence'a ''Pierwsze dni''

„Uległa”?… Te słowo obijało mi się o uszy, doprawdy przez większość czasu, lecz czy było ono prawdą? Jednak tak, po czasie stałam się uległa. Było to dla mnie ciosem… nożem w plecy, od siebie. Zaciskało głosy w gardle, rzucając nimi na wszystkie strony. Niezrozumianym faktem, lecz poznanym. Z dnia na dzień stawałam się słabsza. Jednak upuściłam się w ramiona rzeczywistości. Ujęły mnie, i nie zamierzały wypuścić. Po czasie długotrwałego namyślenia nastąpiły puste, niczym otchłań i ciężkie jak kamień słowa. Uniosłam łeb w stronę wilka. Opuściłam ją na lewę ramię, wprawiając w ruch prawą wargę. Unosiła się w górę, usiłując wywołać uśmiech. Taki prawdziwy. Raczej nie udany… ale próbowałam. Skuliłam uszy, robiąc przy tym dziwny skrzekot mechanizmem. W końcu coś strząsnęło, prychnęło, a na koniec uderzyło małą, niewidoczną iskierką elektryczności. 
- Popełnisz błąd – zazgrzytałam biomechaniczną łapą
Wilk nienaruszony w dalszym ciągu siedząc wbijał wzrok w moje ślepia. Widziałam w nim coś, co mówi, że go to nie obchodzi. Ma gdzieś moje znaki ostrzegawcze, dając wyrazistym kolorem napis „zostaw mnie”. Przez pewien czas wypoczywał po walce, w postaci nienaruszonej duszy. Każdy oddech był wolny, wędrował w swoje strony. Pozostawiał ciepłe przeczucie, które także ginęło… wszystko ginie, wraz ze mną. Poczułam się bezpieczniejsza. Uległam spokojowi, oraz zimnemu dreszczowi deszczu. Staliśmy między sobą, w ulewie, które do prawdy wcale nas nie obchodziła. Zostaliśmy „rozwaleni” psychicznie. Nie stanowił dla mnie przeszkody. Zacisnęłam zimny wiatr w ledwo zipiącej metalowej łapie. Rdza sięgała jedynie w niektórych miejscach. Najbardziej ku końcowi palców. Opuściłam ją w chłodną ziemię pokrytą kroplami wody.
- Niech stracę – rzucił pewnym tonem
Zastygłam… Poczułam się inaczej. Nie odtrącona, lecz przyjęta… Na siłę. Nie walczyłam z tym więcej. Potrzebowałam pomocy, żadnej wyznaczonej duszy. Wystarczy losowa, obojętna…
- Prowadź – rzekłam, słowem bez uczuć
***
- To długo tu jesteś?... – zapytał, zapewne po to, aby po prostu zacząć rozmowę
-…
Dalszym ciągiem wędkowaliśmy ku kierunku jego jaskini. Te pytanie było jednak nie trafne… odpowiadam jedynie na te niezależne, ważne, nie na te typu „pobocznych”. 
- Na tyle długo, aby zdążyć stać się częścią watahy – Ujęłam to na tyle prosto, aby wilk potrafił zrozumieć co mam na myśli.
Ulewa dawała w oznaki, nie ustawała z minutami, lecz wzrastała.
-Daj spokój, przeprosiłem – westchnął sucho
- Właśnie… - wyszeptałam
Wilk odszedł z marszu. Przystał na drodze. Uniósł lekko pysk. Jedno oko zmrużył, a na pysku pojawił się uśmiech, pewnego typu „cwaniaczka”. A z ust wyłoniły puste słowa.
- Przepraszam
Na te słowo, przystałam. Wolnym krokiem odwróciłam, a następnie utkwiłam przed jego twarzą. 
-„Diese worte bedeuten nichts”– przygarbiona nisko opuściłam głowę, po czym przysuwałam ją w kierunku basiora
Ten z nienaruszoną wolą w dalszym ciągu przedstawiał tę samą scenę. Przejechałam ogonem po ziemi, po czym sama się po raz kolejny odwróciłam. 
***
- To tu – westchną
Szczerze, domyślałam się, iż żaden normalny wilk nie poprzestaje na losowej jaskini. Bez jego wypowiedzi. Była ciekawa, znaczy się… może jedynie dla mnie, ale jednak tak. Gdzieniegdzie dostrzegłam wydrapane znaki, nie interesowało mnie co one oznaczają. Były zapewne jedynie wynikiem dość często spotykanego stanu, czyli tak zwanej „nudy”. Jeszcze indziej ślady krwi, była ona dla mnie bliska, lecz nie zaskakująca… wolnym krokiem wkroczyłam kierunku skalistego pomieszczenia. Wilk za mną zwinnym ruchem wyminął moja osobę, po czym usadowił się w zapewne swoim ulubionym skrawku jaskini. Dla mnie ważnym powodem było jedynie to, że jest tu sucho, gdyż deszcz nie jest żywiołem sprzyjającym mojemu… Wolnym ruchem przyłożyłam łapę ku końcowi maski, chcąc ją zdjąć.
- Boisz się? – zapytałam 

< Silence? Co z tobą będzie? ;d >

Od Jasona - Zabawa ze Star

Byłem dorosły! No... mogłem teraz przyciągać wadery (to żart). Zobaczyłem zbliżającą się do mnie wilczycę, a na imię jej było Star
- Hej, Star. - powiedziałem.
- Cześć. Chciałam ci pokazać taką jedną, dziwną rzecz. - odpowiedziała. 
- No dobra, idę. - oznajmiłem.
Po chwili byliśmy na Pustyni Duchów.
- To tam! - zawołała Star. Pobiegłem za nią. Zobaczyłem wielki ślad. Wyglądał jak ślad UFO. - I co?
- Ale, co to tak naprawdę jest i po co tu było? - zapytałem.
- Tego nie wiem... - powiedziała Star. Nagle odeszliśmy od śladu. Szliśmy już w stronę Słonecznej Polany, która była bardzo daleko. 
-To naprawdę zaraz po urodzeniu byłaś zielona i nazwano cię Green Star? - zapytałem chichocząc. Zielony kolor jest taki śmieszny! I to jeszcze kolor wilka!
- A ty wyglądałeś jak niedźwiedź.- powiedziała i szturchnęła mnie. Była słodka, a jednocześnie irytująca. Ech...samice. Zawsze namieszają samcom. Co robić? Nagle nie zauważyliśmy wystających kamieni przed sobą i potknęliśmy się. Star leciała w dół, ale ja też. Turlaliśmy się, aż w końcu leżeliśmy na ciepłym piasku. Otworzyłem oczy i zobaczyłem, że ja i Star stykamy się nosami. W końcu wadera też otworzyła oczy i szybko wstała. 
-Przepraszam Star... - powiedziałem, gdy nagle przede mną przeleciała strzała. Ktoś nagle wskoczył na Star. Wilk wyglądał tak:
- Złaź z niej! - Krzyknąłem.
- Niby czemu?! - Odpowiedział wilk.
- Bo tak mówię!
I skoczyłem na niego. Zabiłęm go i zaczęliśmy wracać do domu. 

< I jak Star? Dreszczyk?! xD >

wtorek, 10 lutego 2015

Od Azumy - C.D. opowiadania Star ''Dance Macabre''

-Jak to możliwe, że on powrócił?-Spytała Alone.
-Nie unicestwiłem jego duszy.Uciekła i przejęła ciało jakiegoś wilka, a że potrafi zmieniać kształt z pomocą krwi danego wilka zmienił się w siebie, a potem we mnie.-Odparłem.-Chciał zniszczyć mnie na oczach całej watahy.Chciał bym przy wszystkich błagał go o śmierć...kiedy...kiedy ty zostaniesz unicestwiona.-Spojrzałem na skołowaną wilczycę.
-On...chciał mnie zgładzić.-To nie było pytanie.
-Tak.Chciał.Ale na szczęście pojawiła się Star.-Skierowałem swój wzrok na siedzącą po prawicy Gustawa młodą Alfę.
-Przepraszam was wszystkich ale niestety niedługo umrę.-Czułem to.-A właściwie nie ja ale moja dusza.Będę powłokom.Skutki magi Shout'a. Zabijcie mnie teraz.Nie chcę być bezmyślną marionetką.-Szepnąłem.Nagle usłyszałem szmer.Rzuciłem nożem w głowę Shouta. Jego dusza wciąż istniała.Chciała uleczyć jego ciało.-Leż psie!-Wrzasnąłem i kilkukrotnie wbiłem nóż w jego oczodół.-Hahaha...dawno nie czułem takiej radości.-Wyznałem...moja dusza po woli stawała się coraz bardziej podatna na kontrolę zła...Zlizałem krew z noża.-Na czym skończyliśmy?-Widziałem przerażenie mieszane z zaniepokojeniem na twarzach obu wilczyc.Gustaw zachował jednak zimną krew.

< Star? Alone? Gustawie? >

Od Silence'a, nagrania, cz. 7

Wyszedłem z pomieszczenia strażnika i już miałem udać się do kolejnego pokoju badawczego . Zatrzymał mnie jednak potworny zgrzyt . Zacząłem szukać w pamięci co mogło wywołać coś takiego . Tunel , rozwidlenie , puste przejście , stalowe drzwi ... drzwi . Wrota które mijałem były na prawdę solidne . Przypominały coś na wzór wejścia do schronu przeciw atomowego . Bez większej zwłoki zawróciłem w kierunku rozdroża . Spodziewałem się zawalenia stropu i zwyczajnego zmiażdżenia drzwi . To co zobaczyłem zabrało mi mowę . Cały korytarz można było zobaczyć przez wielką dziurę w metalu . Wyglądała jakby coś ją wypruło . Nie wiem co mną kierowało ... ale postanowiłem wejść do środka . W chwili gdy przekroczyłem próg zapaliły się światłą ukazując zakrwawione ściany . Ten korytarz wyglądał jakby walka skończyła się kilka sekund temu . Brunatna ciecz ciągle była ciepła a mózgi ludzi ciągle mlaskały podczas przechodzenia po nich . W szedłem do jedynego otwartego pomieszczenia . Moim oczom ukazał się naukowiec próbujący zabić się szkłem usilnie próbował podciąć sobie żyły ... coś jednak było szybsze . Przewróciło mnie i skoczyło do naukowca . Jednym czystym szarpnięciem wyrwało mu rękę po czym rozłupało czaszkę . Mózg wypadł na ziemię rozbryzgując się po " sterylnej " posadzce . Stworzenie spojrzało na mnie i wyszeptało : Nikt nie wychodzi stąd żywy . Idź dalej ... pozbieraj dyktafony . A ja i tak będę czekał przy wyjściu . Po tych słowach zniknął . Podbiegłem do ciała naukowca . To wszystko wyglądało tak jakby czas się zatrzymał i wrócił do normalnego biegu kilka minut temu . Obok zmasakrowanego truchła leżała jakaś dziwna strzykawka . Pisało na niej N3 . Sprawdziłem na rozpisce ... wyglądało na to , że to coś umożliwiało pozyskanie mocy burzy . Nie wiem czemu to zrobiłem ... podniosłem strzykawkę i wbiłem ją sobie w łapę . Czułem , że trafiłem w żyłę . Poza tym moim wyznacznikiem były ślady po żyletce która zostawiła bardzo ładne kreski na wewnętrznej stronie mojej łapy . Poczułem mocne mrowienie . Po chwili moja sierść zjeżyła się , przebiegły po niej małe iskry a w miejscu wbicia igły powstał piorun . Pomyślałem , że się stąd wyniosę . Biegiem popędziłem w stronę drzwi wejściowych . Nie było w nich nikogo . Już prawie byłem na zewnątrz ... gdy coś mnie złapało i wciągnęło do środka . Z nadludzką siłą cisnęło mną o ścianę . 
-Mówiłem , że nikt nie wychodzi stad żywy . 
Spróbowałem zadać cios ... moja łapa po prostu zatrzymała się przed jego pyskiem . Przez przypadek użyłem również plazmitu . ten odbił się od jego klatki piersiowej . 
-Kto jest alfą ?! - Zapytał napastnik przyciskając mnie do ziemi . 
-Pier*ol się ! - Wrzasnąłem odrzucając go od siebie . Zacząłem uciekać i wbiegłem do pomieszczenia w którym testowano ogień . Stanąłem przed dyszą a wilk do mnie podszedł . Po raz kolejny uderzył mnie tak mocno , że zachwiałem się i upadłem . Tym razem cel był zamierzony . W jednej chwili teleportowałem się do konsoli sterującej i włączyłem pełną moc . Tak jak myślałem ... to coś spłonęło żywcem . W prochach mojej ofiary znalazłem naszyjnik z imieniem " Dredo " . To o nim mówił mi dziwak na pustyni . Wychodząc znalazłem jeszcze jedne dyktafon . 

To nie jest nagranie profesora ... to nie jest nagranie z testu . To nagranie które ma być przestrogą dla każdego kto chce tu wejść . Będziesz miał niesamowite szczęście jeśli stad wyjdziesz . Chcieliśmy ingerować w naturę ... ta nas pokarała . 
Doktor Delias ... ostatni ocalały z obiektu badawczego numer ... aaaaaaa ! 

Tak kończyło się ostatnie nagranie . Z kilkoma dyktafonami w torbie ruszyłem w stronę watahy . 
***
Był już wieczór a ja z powodu moich ran szedłem o dzień dłużej . Gdy tylko przeszedłem przez granicę powitał mnie głos bety . 
-Silence ... gdzie byłeś ? I co ci się stało ? 
Nie dziwię się , że o to zapytał . Cały mój pysk był w ranach ciętych . Z łap miałem powyrywane kępki sierści a lewy bok ... cóż powiedzmy , e wystawał z niego kawałek metalu na który się nadziałem . 
-Tu masz odpowiedzi - Powiedziałem wręczając mu torbę z dyktafonami - Tylko ma to do mnie wrócić . 

< Patton ? >

Od Shi - Nastaną złe dni

Podkład muzyczny włączyć od 4 minuty:
Przymknęłam powieki, aby lepiej wsłuchać się w wiatr, który plątał moją grzywę. Zawsze lubiłam przychodzić w góry, chociaż robiłam to tak rzadko. Nie często mogłam podziwiać piękno świata z dołu. Góry w watasze były wyjątkowe. Jedyne w swoim rodzaju.
Westchnęłam głośno, dostrzegając ptaka unoszącego się na wietrze. Wydawał się taki samotny, lecz wolny. Mogłam wybrać między samotnością, a wolnością. Chociaż z początku dusza Diniti, która została we mnie umieszczona, wydawała mi się zła, to wiedziałam, że tak naprawdę była zagubiona. Moje ja mieszało się z jej, powoli zanikając, a czasami w ogóle go brakowała. Nawet jeżeli uda mnie się uratować, to nie będę taka sama, jak kiedyś. 
Diniti nie raz pokazywała mi obrazy, które pamiętała z czasów, gdy jeszcze żyła. Wiedziałam, że Mirk niedługo się przebudzi. Znowu nadejdą mroczne czasy, jeżeli ta wataha, która została wybrana go nie pokona. Wystarczyło odnaleźć tylko jego grób. Nie wiadomo, gdzie był, lecz ja mogłam się tylko domyślać gdzie. Nie było mi dane go znaleźć.
Otworzyłam oczy. Niedługo musiałam dać znać, że powróciłam do watahy. Nie byłem pewna czy nadszedł czas, aby wszystko wyjawić Gustawowi. Jednak prędzej czy później musiałam mu to wyjaśnić... Przebudzi się Najciemniejszy z Ciemności...