sobota, 3 marca 2018

Od Lynn - C.D. Aleksandra "Ciekawość świata i nie tylko"


— Możemy wpierw udać się do Orlego Lasu — zasugerował.
— Dobrze, niech będzie — zgodziłam się.
Ruszyłam za basiorem w drogę. Aleksander zdecydowanie nie obracał się w towarzystwie wilków, na pierwszy rzut oka widać było po nim, że był introwertykiem. Łatwo można było wywnioskować to po jego sposobie wyrażanie się, a także nastawienia. Od razu w oczy rzucała się lekka niechęć oraz zdystansowanie charakteryzujące osoby zamknięte w sobie. Niczego nie komentowałam ani nie zamierzałam zniechęcać się przez to do poznania jego osoby. Za bardzo mnie zaciekawił, żebym mogła mu odpuścić. 
Nie lubiłam niezręcznej ciszy, dlatego postanowiłam wdać się w krótką pogawędkę z basiorem. Chciałam go przekonać do siebie w jakiś sposób, więc dlatego starałam się ostrożnie prowadzić rozmowę i reagować na sygnały, które mi wysyłał. 
— Długo należysz do Fortis Corde? — zapytałam, spoglądając z ciekawością na jego reakcję.
Od Alf dowiedziałam się, że Aleksander należał do watahy na długo przed tym zanim została podzielona na Klany. Zastanawiałam się również o ile musiał być ode mnie starszy. Z pewnością nie był młodzieniaszkiem, ale nie wyglądał też na schorowanego. Ba, prezentował się nienagannie. Dysponował umięśnioną, wręcz atletyczną sylwetką godną pozazdroszczenia — musiał długo nad nią pracować. 
Weszliśmy w las. 
— To długa historia — powiedział z ociąganiem. — Musisz wiedzieć, że urodziłem się w watasze, kiedy jeszcze zajmowała tereny Ameryki, a konkretniej mówiąc Stanów Zjednoczonych. Wróciłem tu z... — zastanowił się, szukając właściwego słowa. — osobistych powodów. 
— Rozumiem — mruknęłam bez wyrazu. 
— A ty? Czemu tu dołączyłaś? — zapytał, spoglądając na mnie kątem oka. Szybko jednak odwrócił spojrzenie, gdy zorientował się, że to zauważyłam. 
— W sumie to po prostu chciałam zwiedzić skrawek świata. Nie chciałam siedzieć w jednym miejscu i szczerze powiedziawszy nie zamierzałam tu osiąść, ale Fortis Corde przekonało mnie do siebie — odparłam z przyjacielskim uśmiechem.
Wilk nie odpowiedział. Znowu zapadła cisza. Tym razem nie przeszkadzała najwyraźniej żadnemu z nas. Właściwie dzięki niej wreszcie mogłam usłyszeć śpiew ptaków dobiegający spomiędzy koron drzew, szum liści, którymi poruszał delikatny wietrzyk. Mogłam wsłuchać się w odgłosy lasu.

< Aleksander? >

piątek, 2 marca 2018

Od Sealiah - C.D. Clive'a "Śnieżka"


Jak każdego dnia, odkąd Clive stał się mistrzem Thistle, a przez to zaczął jeszcze częściej niż zwykle odwiedzać Sairę, po skończeniu swoich ostatnich wieczornych obowiązków, wymknęłam się z jaskini i podążyłam w dolinę, aby sprawdzić co się u nich dzieje, a następnie złożyć raport Samsawellowi. Wciąż pałałam niegasnącą nadzieją co do tego,że któraś z przyniesionych przeze mnie informacji na tyle go zaintryguje, że zdecyduje się odwiedzić swą córkę po raz drugi od przyjścia This na świat. Swoją drogą nigdy nie udało mi się do końca zrozumieć czemu tak bardzo stara się tego unikać. Czyżby wciąż obwiniał się, że to, iż nasza mała Królowa Śniegu ma pod opieką tą niewielką puchatą kuleczkę, to tylko jego wina? Jeśli tak, to doskonale to ukrywał, gdyż nawet ja, jako jego siostra i najprawdopodobniej najbliższa mu istota na świecie, mogłam się tylko tego domyślać. 
Tak dumając, sama nie zdając sobie z tego za dobrze sprawy, dotarłam w pobliże groty Sar. Aby być pewna, że na pewno nie uda jej się przyłapać mnie na szpiegostwie, postanowiłam skorzystać z jednej ze swoich mocy i, przemieniając się w rosomaka tundrowego, wtopić się jak najbardziej w otoczenie. W końcu po okolicy krążyło ich pełno, więc istniało niewielkie ryzyko, że ktoś domyśli się, że jest coś w nim niezwykłego. Następnie powoli podeszłam do otworu wejściowego i zaczęłam nasłuchiwać. Do moich uszu dotarł strzępek rozmowy, z którego wyraźnie wynikało, że...ma bratanica postanowiła zacząć nowe życie u boku Clive'a. 
W tym momencie postanowiłam jednak przybrać z powrotem swą prawdziwą postać i wejść do środka, aby jej tego pogratulować.
Niestety wybrałam sobie akurat moment, w którym zaczęli się całować, więc byłam zmuszona wstrzymać się chwilę z wyrazami uznania.
W końcu jednak oderwali się od siebie i zwrócili na mnie uwagę. Oboje czuli się wyraźnie zażenowani moją obecnością.
- Nie macie się czym przejmować. - oświadczyłam ze śmiechem. - Przyszłam Wam tylko pogratulować zawarcia partnerstwa i życzyć wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia.
- Chcesz powiedzieć, że słyszałaś całą naszą rozmowę? - spytała Saira, patrząc gdzieś w bok.
- Na pewno jej część.
- W takim razie pewnie powiesz teraz o tym Well'owi?
- Nie, ponieważ uważam, że powinniście zrobić to osobiście. Ja Wam mogę jedynie towarzyszyć, zwłaszcza, że i tak mam dla Ciebie mały prezent.

<Clive?>

Od Aleksandra - C.D. Lynn "Ciekawość świata i nie tylko"


Przez moją głowę natychmiast po tym pytaniu przemknęła myśl, że teraz mógłbym jej się spokojnie pozbyć, gdybym tylko odpowiedział, że, owszem, będzie mi to przeszkadzać. Tyle, że coś mówiło mi, że ona tak łatwo nie zrezygnuje z pomysłu poznania mnie bliżej i zaszyje się w jakimś pobliskim kącie, gdzie poczeka aż skończę jeść, a potem i tak znowu do mnie podejdzie. Mówiąc szczerze ta opcja jeszcze mniej mi odpowiadała niż perspektywa spędzenia z nią kilku godzin na zwiedzaniu terenów, bez tego całego bawienia się w kotka i myszkę. Co prawda mógłbym spróbować oddalić się niepostrzeżenie, wykorzystując jedną z moich mocy, ale wtedy musiałbym z kolei pozostawić swoją ofiarę na pastwę innych osobników,aby po oddaleniu się wystarczająco od niedawno poznanej wadery próbować upolować coś nowego. Z tym, iż byłbym zmuszony zużyć na to niepotrzebnie dodatkową energię. 
Po skalkulowaniu wszystkich za i przeciw, zdecydowałem, starając się za wszelką cenę ukryć przed nią swoją rezygnację:
- Raczej zbytnio nie powinno.
- W takim razie pozwól, że usiądę i poczekam aż skończysz.
Zamiast odpowiedzieć, wbiłem kły z powrotem w sarninę i zacząłem pałaszować.

***

Kiedy po około kwadransie wszystko znikło w moim żołądku, oblizałem się i przeniosłem całą swoją uwagę na moją towarzyszkę.
- Udało Ci się już zwiedzić wszystkie nasze tereny? - zagaiłem.
- Większość z nich na pewno, ale robiłam to w samotności, więc nie mogłam poznać wszystkich ich sekretów. - odparła lekko melancholijnie.
- I pewnie chciałabyś je jeszcze raz zrobić to w moim towarzystwie? - domyśliłem się. 
- Jeśli tylko nie miałbyś nic przeciwko. - to mówiąc, podniosła się. 
,,Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak wiele." - pomyślałem, ale na głos powiedziałem tylko:
- W takim razie ruszajmy.

<Lynn?>

Od Milo - Szczęście w nieszczęściu

Gdybym zdecydował się dołączyć do Viridi Agmen, nie poznałbym Ilii. Kiedy dowiedziałem się, że z kolei ona opuściła swój pierwotny Klan dla Arcuna i, że był to właśnie Leczniczy Klan, nie mogłem się nie zaśmiać i stwierdzić, że los lubił płatać dobre figle. Ona przytaknęła i zgodziła się ze mną.
Los lubił płatać również złe figle.
Wchodząc do jaskini Ilii, ta od razu rzuciła się w moje ramiona, łkając cicho. Wiedziałem, że sprawa dotyczyła Blue Dream. Nie wiedziałem co konkretnie stało się z małą wilczycą. Po prostu dowiedziałem się, że we wszystkich Klanach, oprócz Cecidisti Stellae, zaginęły wilki. Przerażało mnie to, bo sprawa była dziwna.
— Milo, dlaczego akurat ona? — załkała Ilia. — Dlaczego moja mała Blue Dream?
Nie powiedziałem nic, tylko głaskałem ją delikatnie po włosach. Później zacząłem szeptać kojące słowa do ucha. Podziałały, wkrótce wyczerpana Ilia usnęła w moich ramionach. Uważnie przyjrzałem się jej twarzy. Podpuchnięte oczy świadczyły o tym, ile łez musiała wylać. Potargane włosy, z których wyjąłem kilka gałązek czy liści, mówiły o tym, że starała się ją odszukać za wszelką cenę.
Przelknąłem gulę. 
Przywiązałem się do Blue Dream. Mnie również na swój sposób jej brakowało, ale jednak gdyby to Ilia zaginęła... Mogłem wyjść na egoistę, ale z dwojga złego cieszyłem się, że to młodsza wadera zniknęła. Wolałem do tego głośno się nie przyznawać. 
Po chwili zdecydowałem się, że ja też pójdę spać. Wtuliłem się w waderę, wdychając jej zapach i pozwalając, aby porwały mnie ramiona Morfeusza, pozwalając zapaść w głęboki sen. 

< Ilia? >

Od Clive'a - C.D. Sairy "Śnieżka"


Nie takiej reakcji spodziewałem się po Sairze, choć mimo wszystko widziałem, że i tak targały nią negatywne odczucia. Po jej ostatnich słowach poczułem względny spokój. Wszelkie obawy odeszły w zapomnienie, poczułem się jakby wyzwolony. Odczucie to było dla mnie nowe, nigdy wcześniej nie doświadczyłem czegoś takiego. Wypuściłem powietrze przez usta, a obłoczek pary powstałej przez kontakt ciepła i zimna, wzniósł się ponad nami.
— Dziwnie się czuję — wyznałem. — Co w ogóle mamy dalej robić? Nigdy nie byłem w związku.
Saira spojrzała na mnie uważnie. 
— Uwierz mi, że ja też. 
Parsknąłem śmiechem, co jak co, ale o tym byłem przekonany w stu procentach. Usiadłem na zimnym, mokrym śniegu, dając sobie chwilę odetchnąć i poukładać parę spraw w głowie. Trzask rozlegający się nieopodal mnie, dał mi do zrozumienia, że Saira również postanowiła skorzystać z okazji. 
Zastanawiałem się jak mogliśmy w niedalekiej przyszłości stworzyć związek. Na pewno opierało się to na metodach prób i błędów, których jako niedoświadczone wilki, z pewnością zrobilibyśmy wiele. Pocieszał mnie fakt, żę byłem pierwszym partnerem Sairy oraz czułem się z tego powodu na swój sposób wyróżniony. Jakby się nad tym zastanowić, to naprawdę fajnie brzmiało, móc powiedzieć, że jesteś czyimś pierwszym. Rozmarzyłem się.
— Zastanawiam się kiedy mój ojciec ponownie mnie odwiedzi — wyznała cicho Saira. — Chciałabym mu powiedzieć o nas. Ucieszyłby się, że to właśnie ty zostałeś moim partnerem. Lubił cię — dopowiedziała.
Przyciągnąłem ją do siebie, a ona oparła głowę o mój bark. 
— Spokojnie, wszystko się ułoży — mruknąłem. 
— Już układa — poprawiła mnie Saira.
I rzeczywiście, miała rację. Wszystko już zaczęło się dobrze układać.

< Saira? Samsawell? A może Thistle lub Sealiah? >

Od Sairy - C.D. Clive'a "Śnieżka"


Odsunęłam się od niego nieznacznie i na dłuższą chwilę zamknęłam mocno oczy, próbując we względnym spokoju przyjąć do wiadomości to, co przed chwilą usłyszałam. Mój umysł zaczęły nagle wypełniać obrazy Clive'a zabijającego inne, niczemu niewinne osobniki bez najmniejszego mrugnięcia okiem, serce w tym samym czasie twierdziło, że mimo wszystko mogę mu w pełni zaufać, bo nie skrzywdzi nikogo z moich bliskich, a część podświadomości podpowiadała, że to, że on sam jest Wilkiem Księżycowym nie musi w cale świadczyć, że akurat te jego cechy przeniosą są na nasze ewentualne wspólne potomstwo. W końcu ma rodzina do dziś nie wiedziała, dlaczego Mortimer jest jednym z nich... Tylko którego z nich miałam teraz posłuchać...?
Po kilkunastu minutach całkowitej ciszy, w czasie której analizowałam wszystkie za i przeciw życia z kimś takim przez resztę życia pod jednym dachem, zdecydowałam się wreszcie oświadczyć, starannie dobierając słowa:
- Nie uważam, aby to, że jesteś jednym z nich mogło...szczególnie wpłynąć na charakter naszego związku. Potrafisz przecież świetnie panować nad tą częścią swego jestestwa, a i ja powoli uczę się postępować z tego typu wilkami. W dodatku musisz pamiętać, że This ma część genów pochodzących od tego typu osobnika. Zresztą ja sama, jak i mój ojciec oraz ciotka, też jestem nosicielką pewnej jego cząstki. 
-Mogę wiedzieć do czego zmierzasz? - przerwał mi wyraźnie nie mogąc nadążyć dłużej za tokiem mego rozumowania. 
- Chcę tylko powiedzieć, ze to jakim jesteś basiorem nie zależy od Twojej przynależności do danego typu, ale od tego jakim stajesz się przez swoje czyny. 
- Czyli uważasz, że mimo wszystko mogłabyś wieść ze mną względnie normalne życie? - spytał lekko trzęsącym się z emocji głosem.
- Oczywiście, głuptasie - to mówiąc znów go pocałowałam. 

<Clive? Wybacz, ale nie potrafię za dobrze pisać miłosnych opowiadań.>

Od Lynn - Ciekawość świata i nie tylko

Stosunkowo szybko wybrałam Fortis Corde, spośród czterech dostępnych Klanów, ze względu na moje wielkie zainteresowanie walką. Zadano mi jedynie kilka pytań, na które z chęcią udzieliłam odpowiedzi. Elias i Avalanche okazali się wspaniałą parą Alf i niemalże od razu powitali mnie radośnie w watasze, dzięki czemu, moje wczesne obawy szybko się ulotniły. Klan okazał się ciepłym miejscem, gdzie raczej większość wilków żyła w dobrej komitywie, a przynajmniej nie dopatrzyłam się wśród innych poważniejszych zgrzytów.
Ciekawska natura od razu kazała mi ruszyć na zwiad terenów. Uwielbiałam poznawać, doświadczać nowych rzeczy. Tereny należące do Walecznego Klanu nie zawiodły mnie, bowiem dopatrzyłam się wielu ciekawych miejsc wartych głębszego poznania. I właśnie w jednym z nich trafiłam na Aleksandra. Od razu zaintrygowała mnie jego osoba — z pozoru niewyróżniający się niczym wilk o szafirowych oczach i charakterystycznie krótkim ogonie. Nie zawsze spotykana u mnie śmiałość pchnęła mnie do przywitania się z nim.
Udało nam się zamienić parę słów, dopóki nie oznajmił, że czas go nagli. Wyczułam, że to tylko wymówka i zrobiło mi się przykro z tego powodu, czego rzecz jasna, nie dałam po sobie znać. Puściłam go jednak, obiecując sobie, że drugim razem nie dam spławić się tak łatwo. 
Do naszego drugiego spotkania doszło szybciej niż się spodziewałam. 
Idąc Szmaragdową Łąką z daleka wypatrzyłam jego sylwetkę. Poruszała się szybko, wręcz z prędkością błyskawicy, goniąc za dużo wolniejszą sarną. Dopadł ją bez wysiłku, a w następnej wgryzł się w delikatną gardziel ofiary. Przełknęłam gwałtownie ślinę, wyobrażając sobie smak krwi, którego nie znosiłam. 
Aleksander zamierzał zabrać się za ucztę, kiedy odwrócił głową i dostrzegł moją osobę. Przez chwilę wachał się, zastanawiał się co ma zrobić. Przywołał mnie do siebie nieznacznym gestem łapy. Ruszyłam w jego kierunku pewnym krokiem, choć intensywna woń karmazynowego płynu podrażniała mój węch.
— Witaj — przywitał się. — Może się przyłączysz? — Spojrzał na sarnę, a potem na mnie.
Na jego kłach widoczna była świeża krew.
— Nie dziękuje — odmówiłam. — Jem jedynie padlinę.
— Rozumiem — powiedział.
Nic więcej, zrobił tylko to. Nie posłał mi krzywego spojrzenia ani nawet się nie zdziwił. Przyjął ten fakt i tyle. Zaskoczyło mnie to tak, że dopiero po dłuższej chwili zauważyłam, że basior nie jest pewien co powinien dalej uczynić.
— Jeśli chcesz możesz wrócić jedzenia — zasugerowałam delikatnie.
— Jesteś pewna, że nie będzie ci to przeszkadzać? — upewnił się, pochylając się nieświadomie nad ofiarą.
— Oczywiście. — Uśmiechnęłam się pewnie. 
Wydawało mi się, że moje towarzystwo wprawiało basiora w lekkie zakłopotanie.
— A tobie nie będzie przeszkadzało, że stoję tak nad tobą, gdy będziesz jadł?

< Aleksander? >

czwartek, 1 marca 2018

Ekhi odchodzi!

Imię: Ekhi
Klan: Luminosum Iter
Stanowisko: Atakujący
Partner/ka: Brak
KontaktHowrse: Norah | email: norahvolf@gmail.com |
Powód odejścia: Decyzja właściciela/zaginięcie
PEŁNY PROFIL

Nikt nie zdążył go poznać. Pojawił się i zniknął. Być może był tutaj jedynie przejazdem, a być może jeszcze kiedyś wróci, by zamieszkać tu na stałe?

L y n n

''Bo żyć godnie to nie znaczy nie upadać.''
podstawowe informacje
Imię: Lynn
Pseudonim: Nie posiada, ale nie będzie miała nic przeciwko.
Klan: Fortis Corde
Przydomek: GoldenLight
Płeć: Samica
Wiek: 24 księżyce
Ranga: ★
Stanowisko: Wojownik
Typ: Wilk Słoneczny
Rasa: Wilk Zmysłów
GłosX [Nagi Yanagi]

***

opis wilka
CharakterOgólnie jest sympatyczną wilczycą, pewną siebie o dobrym poczuciu humoru. Bywa nieśmiała, dąży do porozumienia się bez słów. Łatwo ją zranić, chociaż udaje, że jest inaczej. Wrażliwa na krzywdę innych, stara się pomagać poszkodowanym w swoim zakresie. Potrafi zjednywać sobie inne wilki, ale biada temu kto nadepnie jej na odcisk. Kochają i czuła wilczyca, troszcząca się w równym stopniu zarówno o rodzinę, jak i przyjaciół. Daje czas innym, aby ją poznali, podobnie zresztą sama nie zraża się sytuacjami, które źle świadczą o danej jednostce. Lynn z natury jest ciekawska, ale nie dociekliwa, a także nad wyraz cierpliwa. Wyprowadzenie jej z równowagi jest dużym osiągnięciem, gdyż wadera, nawet w sytuacji zagrożenia życia, potrafi zachować zimną krew. Inteligenta, nie daje sobą manipulować. Nie można jej odmówić także bystrości, ale przez miękkie serce nie raz dostała po nosie od życia. Niezwykle wierna, bowiem jeśli pokocha to na całe życie. Cieszy ją towarzystwo innych, jednak najbardziej preferuje spędzanie czasu w gronie wypróbowanych przyjaciół. Ciężko przeżywa stratę bliższych jej wilków. Myśli o innych, nawet aż za bardzo. Nie ma najmniejszego problemu z towarzystwem płci przeciwnej, nieźle daje sobie radę, a jeśli trzeba potrafi być subtelnie uwodzicielska. Wzbudza szacunek, a także sympatię. Odważna, stawia czoła najgorszym problemom. Niestety Lynn nie wie jak się przemóc, żeby w pełni zaufać komuś bliskiemu. Potrzebuje oparcia i stabilności. Niedoświadczona wilczyca jeszcze uczy się życia.
Sprawność: Serce wojowniczki widać w teorii jak i w praktyce. Posiada obszerną wiedzę na temat walki, wykorzystuje ją doskonale. Włada kilkoma stylami, ale łatwo stwierdzić, że Lynn należy do tych zwinniejszych i szybszych. Pracuje nad wytrzymałością, bowiem siła nie jest jej domeną. Preferuje walkę bezpośrednią. Nie wyrywa się pierwsza do ataku, ale też nie czeka bezczynnie. Może poszczycić się tytułem doskonałej biegaczki. Nie potrafi latać, można powiedzieć, że z pływaniem u niej również kiepsko. 
Aparycja: Delikatnej urody wilczyca o futrze wpadającym w jasną szarość. Posiadaczka głęboko osadzonych, szarych oczu, szczupłej, raczej drobnej postury oraz długich łap. Sierść miękka, puszysta, z wyraźnie widocznymi czarnymi akcentami.
Znaki szczególne: Długi ogon.
Lubi: Umiarkowaną pogodę, szczenięta, dobry sarkazm w wykonaniu innych, a także pomagać innym.
Nie lubi: Fałszerzy, manipulacji.
Inne: Posiada niewyjaśnioną niechęć do krwi, dlatego też sama nie poluje na inne zwierzęta. Najczęściej znajduje padlinę, którą podgrzewa, aby wyprzeć jej smak.
Pochodzenie: Kanada, Ameryka Północna
Historia: Urodziła się w kochającej rodzinie. Nie przeżyła żadnych krwawych wojen czy nie zaznała przykrości. Była po prostu kolejny wilkiem, posiadającym zwyczajną, niczym niewyróżniającą się historię. Decyzję o odejściu z watahy podjęła pod wpływem ciekawości. Lynn pragnęła poznać świat i nawet myślała o powrocie, dopóki nie trafiła na Watahę Krwawego Wzgórza. Postanowiła osiąść w Klanie Fortis Corde, spróbować rozpocząć tu nowe życie. 

***

zdolności magiczne
Żywioł: Ogień, Światło
Żywioł dodatkowy: -
Moce główne: Panowanie nad ogniem, ognisty pocisk, podpalenie, oślepienie, panowanie nad światłem, świetlisty pocisk.
Moce specjalne:
  • Krwawa Uczta - Lynn stara się nie używać tej mocy, a także woli nie poznawać w pełni jej możliwości. Jedyne co trzeba wiedzieć to to, że krew daje jej potęgę.
  • Rezonans Ziem - Lynn wywołuje małe trzesięnie ziemi. Moc ta wydaje jej się mało użyteczna, więc zazwyczaj z niej nie korzysta.
  • Połówka Duszy - Lynn jest w stanie podzielić się swoim sercem, aby uratować kogoś przed śmiercią. Jej życie na stałe zostaje powiązane z danym wilkiem. Wilczyca jest w stanie użyć tej mocy raz, a kiedy ginie wilk, który posiadł Półówkę Duszy, ona także umiera.
Moc dodatkowa: -

***

relacje z innymi
Partner: Lynn nie jest kochliwa. Z pewnością dobierze partnera z głową.
Rodzice: Elyn x Xavier (inna wataha)
Rodzina: Brak.
PotomstwoChciałaby mieć, ale aktualnie nie czuje się gotowa na macierzyństwo.
Najlepszy przyjaciel: Ma nadzieję, że niedługo kogoś takiego znajdzie.
Przyjaciele: Jeszcze poznaje wszystkich.
Wrogowie: Czuje niechęć do Wilków Księżycowych, ale nie można nazwać tego nienawiścią.
Mistrz: Klaudius, wuj.
Uczeń: | Dawny: Brak | Obecny: Brak |
Podopieczny: Nikogo konkretnego jeszcze sobie nie wybrała. 

***

statystyki
Miejsce zamieszkania: Szmaragdowa Łąka - kilkukomorowa jaskinia wydrążona w górze. Grota posiada osobną jaskinię, główne pomieszczenie, a także jedno dodatkowe robiące za coś w rodzaju składziku.
Data dołączenia: 1 marzec 2018
Urodziny: 23 dzień wiosny
Kamienie Mocy: 50.000
LVL: 2 [do lvl up zostało: 100]
EXP: | Ogólnie: 200 | Wykorzystano: 150 | Zostało: 50 |
Umiejętności: | Walka: 120 | Polowanie: 15 | Magia: 10 | Umysł: 5 |
Ekwipunek: Brak
Osiągnięcia: Brak
Stan: Bardzo dobry [100 HP]
Choroby/uczulenia: Nic wiadomego.
Zbroja: Brak
Broń: Brak
Towarzysz: Brak
Kontakt: | Howrse: Norah | email: norahvolf@gmail.com |

Od Clive'a - C.D. Sairy "Śnieżka"


Uśmiechnąłem się w odpowiedzi i, tym razem, to ja pocałowałem ją. Spodziewała się tego, oddała pocałunek z całą pasją. Przyjemnie ciepłe wargi Sairy kontrastowały z ziąbem panującym wokół nas. Tylko kiedy odsunąłem się od nowej partnerki, ona wybuchła radosnym śmiechem. Moje serce wypełniło ciepło, dawna Sai powoli do mnie powracała. 
— Kocham cię — rzuciła mi się na szyję, przez co zachwiałem się. 
— Ja też. Jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie — oparłem, ściskając ją mocno.
Bałem się, że ta chwila jest psikusem mego umysłu, marzeniem na jawie, a jednak ciepło od niej bijąca było zbyt prawdziwe. Tylko jeden cholerny fakt mógł zniszczyć szczęście, na którego oboje pragnęliśmy i, do któego wytrwale dążyliśmy. Jak mogłem jej powiedzieć, że byłem jak ten który go skrzywdził? Co zrobiłaby Sai, gdyby dowiedziała się, że byłem Wilkiem Księżycowym? 
Pełne wątpliwości serce zaczęło mnie boleć. Ukrywanie tego przed innymi nie było dla mnie problemem, ale przed nią nie mogłem, wręcz nie umiałem mieć tajemnic. Ona potrafiła sforsować wszelkie mury, przebić się przez tą wieloletnią nie do zdarcia warstwę. Wpatrywałem się głęboko w jej lodowe oczy. Nie odwróciłem wzroku i nie miałem takiego zamiaru, pragnąłem, aby zobaczyła jakie targają mną emocje, uczucia. Oczy były zwierciadłem duszy.
— Clive — powiedziała bezgłośnie, choć doskonale zrozumiałem co powiedziała po ułożeniu jej warg. 
Przeszukała spokojnym wzrokiem moją twarz, a potem przytuliła mnie do siebie. Dała mi jasno do zrozumienia, że była przygotowana na wszystko. Przeczuwała, że coś przed nią ukrywałem i akceptowała to. Przymknąłem oczy.
— Cokolwiek chcesz mi powiedzieć, jestem na to przygotowana — powiedziała miękkim jak aksamit głosem. 
Wtuliłem się w jej futro, wdychając uspokajający zapach. Walczyłem z sobą, nie mogłem wiecznie przed tym uciekać. Jeśli pragnąłem w przyszłości prawdziwego związku, powinienem na samym początku powiedzieć jej prawdę. Zbierałem siły, czekając na właściwą chwilę. 
Saira wyczuwając odpowiedni moment, złapała mnie za barki i odsunęła od siebie. Spojrzałem w jej oczy, mówiąc to co chciałem jej przekazać, pragnąłem zobaczyć jej reakcję. Cholernie się bałem, a jednak jej spokojne oczy działały na mnie zachęcająco. 
— Jestem Księżycowym Wilkiem. 
Coś, do czego nie mogłem przyznać się od wielu miesięcy, wreszcie przeszło mi przez gardło.

< Saira? >