sobota, 3 czerwca 2017

Od Ilii - Zaplątane spotkanie

Cel: złapać kolorowego motyla.
Dreptałam tak za nim już długi czas, a on nawet się nie zatrzymał. Cwaniak, ale bardzo ładny. Jak żyję, tak nie widziałam równie kolorowego, a różne kojarzyłam. Ten uparcie jednak kontynuował lot, jak gdyby nic. Był zbyt ładny do złapania i potencjalnego uszkodzenia go. Nawet nie wiem kiedy pojawił się na horyzoncie las, a kiedy do niego weszłam - też nie wiem.
- Oj no, zatrzymaj się - wymruczałam błagalnie. Uparcie poleciał w koronę drzewa. - Tak chcesz się bawić? Dobra!
Oczywiście, że wskoczyłam na drzewo. Oczywiście, że wlazłam na gałąź. Oczywiście, że motyl sobie odleciał. Oczywiste było też to, że potknęłam się i zaczepiając łapę w bluszcz nie spadłam całkiem na ziemię, a zawisłam nad nią dobry metr głową w dół. Nie, nie miałam jak się samej wydostać. Podczas próby rozkołysania się usłyszałam jak ktoś przechodził. Spojrzałam w tamtą stronę - stał tam wręcz wryty wilk, chyba basior, ale z tej perspektywy nie mogłam tego ocenić.
- Czy... Czy wszystko w porządku? - Zapytał ostrożnie, robiąc mały krok w moją stronę.
- O, cześć! Wszystko w jak najlepszym porządku. Przypadkiem utknęłam tylko. Mógłbyś mi pomóc jakoś przeciąć roślinę? Za dużo krwi przepływa mi do mózgu - powiedziałam radośnie, szczerząc się do niego. Bez zbędnych pytań, typu po licho tam wlazłam, uwolnił mi łapę, a ja sama opadłam na ziemię, gdzie przez chwilę się nie ruszałam, bo nastąpiły dosyć paskudne zawroty głowy. Gdy już było wszystko dobrze, napotkałam jego zdziwiony wzrok.
- Skąd jesteś? Nie widziałem cię w Fortis Corde...
- A to dlatego, że jestem w Viridi Agmen - odparłam wesoło. Cofnął się, nagle stał się nieufny. Zaśmiałam się - Jesteśmy wilkami, czemu się odsuwasz?
- Jesteśmy we wrogich Klanach - mruknął.
- I? Miło mieć przyjaciół nie tylko w swoich progach - powiedziałam jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. - Jak się nazywasz?
- Arcun - powiedział po chwili.
- Ja jestem Ilia. Zaczepiście cię poznać - dodałam rozbawiona nawiązując do spotkania.

<Arcun?> 

Od Silent Fear'a - C.D. Withered Rose "Brak spokoju"


Jakoś zbytnio się tym nie przejąłem, bo w przeciwieństwie do Withered Rose miałem dużą dawkę dystansu, w sumie można się nawet pokusić o stwierdzenie, że lubiłem, kiedy inni się ze mnie śmieją. Jednocześnie bardzo mnie to denerwowało, ale uczucie zdenerwowania sprawiało mi dużą przyjemność, także właściwie na jedno wychodziło. Nie dawałem With satysfakcji i nie odpowiadałem przez dłuższy czas, a zebrałem się z ziemi bardzo szybko. Wreszcie kilkusekundową ciszę - tak, to jest długi czas - przerwała Althena, wyraźnie wkurzona naszymi wygłupami, o ile można to tak nazwać.
 - Zamknijcie się oboje - Mruknęła. - Za chwilę oboje skończycie gorzej, niż niezdary.
 - Bardzo przepraszam, nie chcieliśmy panienki urazić - Syknąłem.
 - Jeszcze raz mnie nazwiesz panienką, a wyrwę ci oko i wsadzę do gardła.
 - Dobrze, już milczę, młoda damo - Uśmiechnąłem się wrednie, po czym przekonałem się, że Althena wcale nie żartowała. Natychmiast mnie powaliła, nie spodziewałem się, że taka z niej silna dziewczynka. - Wybacz, nie chciałem cię urazić, księż...
 - Spróbuj powiedzieć jeszcze jedno słowo - Wyszeptała bardzo powoli Althena. - A naprawdę marnie skończysz.
Tak jak Althena kazała, nie odezwałem się już ani słowem, ale o śmiechu nie mówiła ani słowa, a ja nie miałem już siły dłużej tego powstrzymywać. Obie wadery bardzo mnie rozbawiały, bo denerwowało je praktycznie każde wypowiedziane przeze mnie słowo. Miałem wrażenie, że za chwilę stojąca nade mną Althena mrugnie do Withered Rose i obie zaczną mnie rozrywać na kawałeczki. Kiedy o tym pomyślałem, zachciało mi się śmiać jeszcze bardziej, co też uczyniłem.
 - Popaprany jakiś... - Mruknęła pod nosem With, na co zacząłem śmiać się jeszcze bardziej, bo było mi wesoło, że użyła mojego ulubionego słowa. Kochałem, kiedy wilki mnie tak nazywały. Może powinienem uznać to za pseudonim?
 - Zaczynam się ciebie bać, Silent - Mruknęła Althena, zostawiając mnie w spokoju. Teraz obie wadery mogły patrzeć się, jak tarzam się wesoło po ziemi i śmieję się jak idiota na cały głos, dając wszystkim znać o swojej obecności. Silent Fear w swoim żywiole, o tak. Uspokojenie się zajęło mi kilka minut, podczas których wilczyce zdążyły jeszcze trochę się nadziwić, a następnie odejść powoli dalej, pozostawiając mnie. Jak na ich nieszczęście, szybko się zorientowałem i dogoniłem je.
 - To co, będziemy się włóczyć bez celu, czy coś porobimy? - Zapytałem.
 - A już myślałam, że wywali się o jakiś kamień - Westchnęła Withered Rose. O, teraz udawała, że ma mnie dosyć, ciekawa strategia. Widać było, że jest trochę zagubiona w swoich uczuciach.
 - Zabiłbym coś, kogoś - Rzekłem, marząc.
 - Możesz zabić siebie - Prychnęła Althena, po czym dodała. - A tak serio, przecież niedawno coś jedliśmy, znowu jesteś głodny?
 - Nie, zabijanie jest fajne! - Wykrzyknąłem. - Ale serio, mamy jakiś konkretny cel tej wyprawy, czy idziemy przed siebie i zobaczy się, co się stanie?
Czekałem na odpowiedź ze strony wader, miałem nadzieję, że wymyślą coś dobrego, co rozładuje zbędne pokłady mojej energii. Uważnie rejestrując każdy ruch Withered Rose, szedłem pomiędzy nią, a Altheną. 

< With? Then? >

Od Avalanche - C.D. Eliasa "Wodospad życia"


Uważałam, że takiego wilka jak Elias, który nie zdarza się zbyt często warto dobrze ugościć, nie tylko po to, aby pokazać mu, że w Klanie wilki są traktowane dobrze i nie wywyższam się nad nie, co było zresztą prawdą, ale również by oddać mu należyty szacunek. W sumie czułam do niego podobny respekt, jak do Patton'a i Makki. Cała trójka była nieco starszymi, doświadczonymi wilkami, co mi imponowało. Liczyłam, że za parę lat będę taka, jak one. Na razie byłam początkującą Alfą i cieszyłam się, że para Beta mi pomagała, czułam wsparcie i pewnego rodzaju przewagę nad innymi wilkami. Nasz Klan z wolna się odbudowywał, miałam nadzieję, że zgodnie z założeniami wilków, które przydzielały mi ten Klan, będę w stanie poprowadzić go do zwycięstwa, zniszczyć Cecidisti Stellae, przywrócić Fallen'a na dobrą drogę lub go zabić i sprawić, by zapanował pokój. Jednak tyle zadań kontra ja, młoda Alfa - wizja ta nieco mnie przewyższała i cieszyłam się, że mam przy sobie właśnie takie wilki, jak Elias. Chciałam mieć z nim jak najlepszą relację, czułam, że mogę się od tego basiora wiele nauczyć.
 - To nie żart, jestem chętna cię u mnie przenocować. Jaskinie Alf przeważnie są obszerne, także spokojnie, znajdzie się dla ciebie wystarczająca ilość miejsca - Zapewniłam. - Następnego dnia możemy kogoś zwerbować i w trójkę udać się na polowanie, aby zdobyć ci zapas żywności i te skóry do jaskini.
 - Jesteś bardzo pomocna, dziękuję - Rzekł Elias. - Jestem w stanie to zrobić sam.
 - Wiem, ale chcę pomóc - Odrzekłam. - Zżyć się z członkami Klanu, rozumiesz. Poza tym, na razie zapanował chwilowy spokój, więc chcę się nim cieszyć.
 - Spokój? Co się działo przed moim dołączeniem? - Spytał, wyraźnie zaciekawiony.
 - Ostatnio na terenie Fortis Corde zginęły dwa wilki, z łap zdradzieckiego Klanu pod panowaniem mojego brata - Powiedziałam. - Nie znaleziono ciał, ale są ślady. Jestem pewna, że to ich robota.
 - Możemy złożyć im wizytę - Uśmiechnął się basior.
 - To doskonale wyszkoleni mordercy - Powiedziałam, chcąc ostudzić zapał wilka. - Nie będzie łatwo, szczególnie we dwójkę. Jednak mam w planie udać się do mojego brata samotnie, by przemówić mu do rozsądku. Najpierw jednak poproszę Patton'a, aby przeprowadził śledztwo.
 - Rozumiem, że jest szpiegiem? - Zapytał.
 - Tak, ma bardzo duże doświadczenie  jest dowódcą najemników, a także Betą. Uważam, że coś wywęszy - Stwierdziłam.
 - Czyli będziemy zmuszeni czekać na jakiekolwiek wyniki i ślady, by móc podjąć jakieś działania - Rzekł. - A najpierw i tak chcesz sama porozmawiać z bratem.
 - Tak - Przytaknęłam i kontynuowałam wypowiedź. - I mówiąc szczerze, średnio zależy mi na walce, kiedy nasze Klany są jeszcze tak małe. Oboje nie chcemy ponieść strat.
 - Masz rację - Uśmiechnął się do mnie wilk. Nastała chwila ciszy, więc postanowiłam ją przerwać:
 - To jak, jesteś chętny, abym ci pomogła, czy poradzisz sobie? - Zapytałam. - Z noclegiem nie ma co negocjować, nie będziesz spał pod gołym niebem, mówię o polowaniu - Wytłumaczyłam i czekałam na odpowiedź ze strony Eliasa.

< Elias? >

I l i a

''Nie masz pewności, że nie mam pewności.''
podstawowe informacje
Imię: Ilia
Pseudonim: Można śmiało wymyślać
Klan: Fortis Corde (wcześniej Viridi Agmen)
Przydomek: HappyHeart
Płeć: Samica
Wiek: 50 księżyców
Ranga: ★
Stanowisko: Szpieg
Typ: Wilk Gwiezdny
Rasa: Wilk Marzeń
GłosX [Maite Perroni]

***

opis wilka
CharakterZacznijmy od tego, że wygląda na to, iż prawdopodobnie ma ADHD. Ilia to dosyć wesoła wadera, która chyba nigdy nie traci swojego uśmiechu. Często się śmieje, nierzadko robi innym kawały, ale głównie opowiada dowcipy i gry słowne, lubi pomagać innym nawet zwykłym słowem. Przy bliższym poznaniu można dostrzec jej spokój ducha i jeszcze większe pokłady złotego serca. Szczera do bólu, nie widzi zwykle w tym nic złego, jest bardzo bezpośrednia. Bardzo lubi jak się ją przytula, co jest nawet dziwne. Czy potrafi być poważna albo wyciszona? W sumie tak, ale tylko w krytycznych momentach, zdarzało się widzieć ją jak mówi roześmiana o lekko niepokojących sprawach. Lubi innym pomagać, ale niespecjalnie przepada za opowiadaniem o swoich problemach. Nie uzgodniono czy jest pacyfistą czy wręcz odwrotnie, tu problem pozostaje. Niekiedy można odnieść wrażenie, że zachowuje się wręcz dziecinnie. Jest wiernym przyjacielem dla bliskich, ale czasem i jej zdarza się zagrać tą złą... Wbrew pozorom jest z niej świetny szpieg, bo potrafi sobie zjednać niemal każdego i dowiadywać się ciekawych faktów, a do tego jest bardzo sprytna...
Sprawność: Jest raczej wytrzymała pod względem fizycznym, pomimo szczupłej sylwetki, bardzo gibka i znana z lubienia uników. Pomimo opanowania do perfekcji swoich magicznych mocy, nie nadaje się do bezpośrednich starć przez wzgląd na to, iż nie jest wystarczająco silna, ale nadrabia to szybkością fizyczną i w działaniu. Dosyć skoczna, przeciętna w pływaniu. Jest jednym z szybszych w biegach wilków w tym gronie, a ponieważ jednym z jej żywiołów jest Lód, wadera świetnie sobie radzi na zamrożonych taflach.
Aparycja: Przeciętnej wysokości wadera o smukłym ciele. Jej sierść jest w paru barwach, głównie to biały, szary i beżowy, same łapy ma ciemniejsze, jak i końcówki uszu. Jej ogon jest zlepkiem tych kolorów, jest minimalnie dłuższy niż cała jej postura. Ma długie i gęste, szaroniebieskie włosy, oczy są koloru jasnego fioletu.
Znaki szczególne: Ogon w kolorowe paski chyba najbardziej ją cechuje
Lubi: Poznawać wilki i spędzać z nimi czas, być w ruchu, wywoływać u innych uśmiech
Nie lubi: Przebywać zbyt długo na słońcu przez nasilające się bóle głowy
Inne: Bardzo mało sypia, ponieważ gdy śpi nawiedzają ją tak straszne koszmary, że potrafi się zbudzić rozdygotana z płaczem, te koszmary to tak naprawdę prawdziwe wspomnienia z przeszłości, ale nie wie o tym
Pochodzenie: Europa, Hiszpania
Historia: Myśli, że miała spokojną przeszłość, a opuściła rodzinne tereny aby rozpocząć nowe życie jako dorosły wilk. Prawda jest jednak inna, czego nie jest świadoma. Jej ojciec zwykle skazywał na śmierć swoje dzieci w brutalne sposoby, ale co do tej córki miał inne plany, chciał ją bowiem poświęcić dla jakiegoś bóstwa. Matka nie miała wpływu na to, ale starała się jakoś ratować potomstwo. W przeddzień złożenia ofiary, matka całkiem zmanipulowała umysł Ilii i zmieniła jej każde wspomnienie tak, by myślała, że zawsze była wesoła, a nie przerażona. Gdy miała pewność, że Ilia nie pozna prawdy o sobie, przekonała ją, że powinna rozpocząć nowe życie z dala od rodziny. Tak ją uratowała i po wielu dniach wędrówki trafiła tu.

***

zdolności magiczne
Żywioł: Powietrze, Lód
Żywioł dodatkowy: -
Moce główne: Zmiana ciśnienia, bariera wiatru, silny podmuch, zamrożenie, odporność na niskie temperatury, tworzenie lodowej ściany
Moce specjalne:
  • Uciszenie (zwane czasem "Zamknij mordę") - tymczasowo "wyłącza" moce u przeciwnika
  • Lustro (znane też jako "Patrz i płacz") - jest w stanie "skopiować" ostatnią moc przeciwnika i osobiście jej użyć, bardzo to ją osłabia
  • Senna Iluzja (ewentualnie "Dobranoc") - przeciwnik widzi to, co Ilia mu chce pokazać
Moc dodatkowa: -

***

relacje z innymi
PartnerArcun
Rodzice: Zasadniczo to sama nie wie co z nimi, nawet nie zna ich imion
Rodzina: Jak wyżej, nawet nie wie, że w rodzinie przewijały się różnego rodzaju bestie
Potomstwo: Blue Dream (adoptowana)
Najlepszy przyjaciel: Tymczasowo brak
Przyjaciele: Wszyscy z Klanu
Wrogowie: Nie jest zbytnio świadoma czy ma wrogów
Mistrz: -
Uczeń: | Dawny: Brak | Obecny: Brak |
Oprawca: Laven
Wybawca: -

***

statystyki
Miejsce zamieszkania: Rzeka Marzeń - Jaskinia położona przy brzegu, w skałach, zasłaniają ją drzewa i krzewy. Mieszka wraz z Arcun'em i Blue Dream.
Data dołączenia: 3 czerwiec 2017
Urodziny: 16 dzień jesieni
Kamienie Mocy: 50.000
LVL: 4 [do lvl up zostało: 100]
EXP: | Ogólnie: 400 | Wykorzystano: 200 | Zostało: 200 |
Umiejętności: | Walka: 55 | Polowanie: 60 | Magia: 150 | Umysł: 35 |
Ekwipunek: Brak
Osiągnięcia: Najaktywniejszy Wilk Czerwca 2017
Stan: Bardzo dobry [100 HP]
Choroby/uczulenia: Alergia na jaskry i na głupotę, dłuższe przebywanie na słońcu wywołuje u niej migrenę
Zbroja: Brak
Broń: Brak
Towarzysz: Brak
Kontakt: | Howrse: Luna34 |

Od Eliasa - C.D. Avalanche "Wodospad życia"


Młoda wadera czekała na moją odpowiedź.
— Mogę zrobić to sam — odparłem, bowiem jako Alfa musiała mieć naprawdę dużo na głowie, a nie chciałem zabierać jej niepotrzebnie czasu.
Wilczycę wyraźne zadowoliła moja odpowiedź. 
— Dobrze — Wstała. — Zgłoś się do mnie później. Znajdź wodospad, za nim znajduje się moja jaskinia, w której powinnam być w porze wieczornej. Muszę już iść.
Wadera zamieniła się czarną mgłę, istota przypominała cień, po czym wzniosła się bez najmniejszego problemu w powietrze. Utrzymywała się w nim chwilę, tuż nade mną i rzuciła mi spojrzenie, dopóki nie odbiła w prawo i poszybowała dalej. Obserwowałem ją, póki nie zniknęła mi z pola widzenia, dosłownie rozpływając się w chmurach.
Nowe życie, nowa wataha, nowy Klan. Wszystko zaczęło się od nowa.
Dźwignąłem się na równe nogi. Tereny były przeogromne i przez chwilę zwątpiłem, czy w pojedynkę dam radę je ogarnąć. No nic, musiałem dać sobie radę sam, skoro podjąłem taką, a nie inną decyzję. Zawsze istniał łut szczęścia, że mogłem trafić na jakiegoś sympatycznego wilka. 
Z determinacją ruszyłem kamienistym zboczem w dół. Łapy starałem się stawiać ostrożnie, gdyż jeden zły ruch mógł się dla mnie bardzo źle skończyć. Drobne kamyczki obsuwały się spod nich, zlatując na sam dół, a ja za każdym razem przystawałem, będąc gotowym do tego, że spadnę. Nic takiego się nie stało i bezpiecznie udało mi się zejść. 
Odetchnąłem z ulgą, gdy poczułem pod łapami miękkość trawy. Rozejrzałem się uważnie wokół, zastanawiając się, czy ruszyć w kierunku lasu, czy bezkresnej łąki. Ostatecznie wybrałem drugą opcję. Lubiłem zapach drewna, ale nie przepadałem za lasami. Dziwnie się w nich czułem, dlatego preferowałem otwarte tereny. 
Zaburczało mi w brzuchu, kiedy do moich nozdrzy dobiegł nęcący zapach. Uniosłem powoli łeb ponad trawę, która sięgała mi do barków i dostrzegłem sarnę — nieświadoma niebezpieczeństwa w spokoju się pasła. Oblizałem pysk, lustrując ją wzrokiem. Ugiąłem łapy i zniżyłem łeb, zacząłem się powoli skradać. Instynkt przejął władzę na moim umysłem, a ja nie próbowałem go powstrzymać.
Sarna szybko mnie wyczuła, ale kiedy znalazłem się bardzo blisko niej, podniosła łeb do góry i popatrzyła ze strachem w oczach w moją stronę. Nie widziała mnie, ale wyczuwała zagrożenie. Stała tak kilkadziesiąt sekund, po czym wróciła do pogryzania trawy, co mnie ucieszyło. Im bliżej niej byłem, tym większe prawdopodobieństwo, że mogło udać mi się ją upolować. 
Już miałem zamiar ruszyć dalej, kiedy wiatr zmienił kierunek. Teraz mnie wyczuła. Zwierzę gwałtownie uniosło łeb. Nie czekając na jej reakcję zerwałem się z miejsca. Sarna miała zbyt mało czasu, żeby zareagować. Zdążyła jedynie obrócić ciało. Dobiegłem do niej. Wgryzłem się w jej szyję i poczułem na języku metaliczny posmak. Nakręciło mnie to bardziej.
Szamotanina trwała chwilę. 
Była młoda i słaba, więc szybko padła na ziemię, a ja spoglądałem w jej brązowe oczy, trzymając mocno jej szyję. Wierzgała nogami. Dogorywała. Czekałem cierpliwie, aż w jej spojrzeniu zabraknie ogniwa życia. Kiedy to nastąpiło, zacząłem się posilać. 
Nie byłem w stanie spożyć sam całego mięsa, więc postanowiłem chwilę odpocząć, aby jedzenie ułożyło mi się w żołądku. Zaraz nade mną zaczęły kluczyć ptaki, które nie tylko zwabił zapach. Przypałętał się nawet rudy lis. Biegał wokoło mnie, zachowując jednak bezpieczną odległość. 
Zastanowiłem się chwilę, nie mogłem przecież całego dnia spędzić na pilnowaniu upolowanej przeze mnie ofiary. Swoją drogą tereny wydawały się obfitować zwierzynę, a ja najadłem się na tyle, że najpewniej nie musiałem przez parę dni spożywać większej. Z małym żalem porzuciłem ciało sarny, oddalając się w kierunku jeziora. 
Kiedy znalazłem się przy jego brzegu, pochyliłem łeb i łapczywie chlipałem wodę, aż zaspokoiłem dokuczliwe pragnienie. Rozejrzałem się, zasłonięte przez pnącza. Odsłoniłem je łapą, zanim wszedłem do środka. Pomieszczenie było małe, ale praktyczne. Wokół panował mrok, ale gdybym pozbył się pnączy, z pewnością byłoby o wiele jaśniejsze. Poczułem się senny poprzez panującą w jaskini atmosferę. Ułożyłem się pod jedną ze ścian i usnąłem, zastanawiając się jak wilczyca ma na imię, bo w końcu mi się nie przedstawiła.

***

— Halo, Elias? — Usłyszałem nad sobą znajomy mi głos, więc otworzyłem zaspane oczy. 
Zamrugałem kilkakrotnie, aż moje spojrzenie się wyostrzyło, a nad sobą dostrzegłem młodą Alfę. Stała, uśmiechając się szeroko. Mój wzrok powędrował na wyjście jaskini, było już praktycznie ciemno.
— Wybacz, że zaspałem — zapytałem, podnosząc się do siadu. — Jak mnie znalazłaś?
— Po zapachu — wyjaśniła. Zapadła chwilowa cisza. — Czekałam, ale nie przychodziłeś, to postanowiłam cię sama znaleźć. 
Kiwnąłem wolno głową. 
— No cóż, grunt, że ci się udało — powiedziałem. — I nawet znalazłem sobie jaskinię.
Wadera rozejrzała się po jaskini i uśmiechnęła lekko.
— Przytulna.
Przysiadła zadem na zimnej kamiennym podłożu. 
— Niby tak, ale wyposażyłbym ją w skóry. Nocą jest tu o wiele chłodniej — Westchnąłem, a młoda Alfa pokiwała w skupieniu głową.
— Myślę, że na pewno ktoś by ci pomógł z tym wyposażeniem. Jak chcesz to na tą noc mogę zabrać Cię do siebie — zaproponowała wilczyca.
— Jesteś pewna, ...? 
— Avalanche — mruknęła. 
A więc tak miała na imię. Lawina. Ciekawe imię, nie powiem.
— Jesteś pewna, Avalanche? — poprawiłem się.

< Avalanche? >

Od Moon'a - Dogonić czas

Odkąd pamiętam, moim najlepszym i w sumie jedynym przyjacielem był mój brat. Nie chciałem szukać nikogo innego, bardzo go kochałem i choć łączyły nas więzy rodzinne, chyba jeszcze bardziej łączyła nas przyjaźń, którą wybraliśmy dobrowolnie. Z Tomoe dzieliłem praktycznie każdą wolną chwilę, jednak czas beztroski kończył się...
Wiek dwunastu księżyców zbliżał się nieubłaganie. Nikt w rodzinie nie wierzył, że już tak wyrośliśmy, przecież jeszcze niedawno byliśmy świeżo urodzonymi, różowymi na pyskach i opuszkach łap, bezbronnymi kuleczkami. Wchodziliśmy w etap, kiedy przychodził czas na naukę walki, polowania, rozmawianie o tym, kim chcemy zostać w przyszłości. To ostatnie nie dawało mi spokoju. Zupełnie nie wiedziałem, kim chciałbym zostać w przyszłości. Chyba podobnie jak Tomoe... Postanowiłem z nim o tym pogadać podczas jednej z naszych wypraw, tym razem kierowaliśmy się w stronę granic Luminosum Iter, chyba najbardziej pokojowego Klanu obok Viridi Agmen. Mama mówiła, aby nie oddalać się za bardzo w stronę granic dwóch pozostałych Klanów, ze względu na zabójstwa, jakie dokonało Cecidisti Stellae na Klanie Avalanche. Nie chciała, aby coś nam się stało i choć na początku mieliśmy ochotę się tam zaszyć, wybraliśmy granice Klanu, któremu podlegały dwie siostry.
 - Tomoe? - Odezwałem się, kiedy mój brat podziwiał jakieś drzewko.
 - Tak, Moon? - Odparł, zwracając wzrok w moją stronę.
 - Masz już jakieś plany na przyszłość? Wiesz, kim chcesz zostać?
 - Nie wiem - Stwierdził po chwili namysłu. - A ty?
- Też nie wiem, liczyłem, że ty będziesz coś miał i jakoś mnie naprowadzisz...
 - Przykro mi, ale jesteśmy na tym samym poziomie. Oboje nie wiemy jeszcze, czego chcemy.
Słyszałem, że na terenie Klanu, na którym w zasadzie już byliśmy, również mieszka jeden szczeniak, a konkretniej samiczka o imieniu Saira. Była bardzo podobna do Tomoe, bo cała biała. Przyszło nam zobaczyć ją na treningu. Obserwowaliśmy ją i jej mentorkę, Lost, z dużej odległości. Wlepialiśmy wzrok w każdy jej ruch. 
 - Ona już wybrała, kim chce być - Szepnąłem do brata. - Pewnie szkoli się na wojowniczkę!
 - Niekoniecznie - Ugasił mój zapał brat. - Może po prostu uczy się walki? My też mamy taki obowiązek, pamiętasz?
 - Tak, masz rację - Przytaknąłem.
Popatrzyliśmy jeszcze chwilę na trening dwóch wilczyc i postanowiliśmy wrócić do domu, jednak wystąpił jeden, drobny kłopot... Zgubiliśmy się.

< Tomoe? >

Od Withered Rose - C.D. Silent Fear'a "Brak spokoju"


Gdzie jest Althena? Brakowało jej tu teraz - nie tylko ze względu na ziółka i moją łapę, ale też z powodu Silent Fear'a. Naprawdę, zaczynało się robić niezbyt fajnie. 
- Wiesz, nie. To ty opowiedz mi coś o sobie - spojrzałam na swoją łapę, która z każdą chwilą wyglądała coraz gorzej - na obrzeżkach wielkiej rany pojawiły się czarne strupy niczym po oparzeniu.
- Mam na imię Silent Fear. Twoja kolej - rzucił, odsuwając się ponownie.
- Mam na imię Withered Rose - odpowiedziałam z ironią, odwracając głowę. Czemu Altheny nadal tu nie ma, i co się z nią, do cholery stało?
- Nasza niezdarka się obraziła...? Uważaj, bo zaraz niezdarnie skręcisz sobie kark - mimo, iż nie widziałam go, wiedziałam, że złośliwie się uśmiechnął.
Warknęłam cicho i położyłam się na ziemi podkurczając pod siebie "chorą" łapę. Wtedy po kilku minutach ciszy przybiegła Althena. Usiadłam więc i spojrzałam na samca, który przypatrywał się ziołom znalezionym przez waderę. Althena usiadła przede mną i zaczęła wcierać kilka ziół na raz w moją łapę. Zaufałam samicy, może mi pomóc. Wadera zabandażowała jeszcze jakimś bandażem moją łapę, zostawiając na zewnątrz pazury i odeszła ode mnie.
- Dzięki - rzuciłam przyglądając się zabandażowanej łapie. - Naprawdę, już jest lepiej.
- Co z tego, jak zaraz i tak wyrżniesz w inny kamień? - samiec uniósł jedną brew wstając.
- Zamknij się - warknęłam, również wstając i kierując się naprzód.
Po chwili Thena i Silent mnie dogonili, a ja niezauważalnie przesunęłam zdrową łapą większy kamień tak, że tym razem to Silent wyłożył się jak długi. Stanęłam przy jego łbie.
- No i kto tu jest niezdarny, hm? - uśmiechnęłam się złośliwie, siadając.

< Silent? XD Sorry, musiałam :> >

Od Avalanche - C.D. Eliasa "Wodospad życia"


Jako Alfa Klanu, w którym zginęły już dwa wilki, musiałam być bardzo czujna i robić obchód terenów praktycznie cały czas. Bardzo cieszyłam się, że Patton zaoferował mi swoją pomoc, w końcu robił to o wiele szybciej niż ja. Dlatego powiedział mi, abym zajmowała się tym terenem przy granicy, podczas gdy on zajmie się całą resztą, a na granice z innymi Klanami też będzie zaglądał. Był dla mnie dużym wsparciem w tym bardzo trudnym dla mnie, jak i dla całego Fortis Corde momencie.
Gdy zobaczyłam obcego wilka, krążącego po terenach, natychmiast za nim podążyłam. Zanim mnie zauważył, minęła może minuta. Nie odwrócił się, ale byłam pewna, że zdaje sobie sprawę z mojej obecności. Prawdopodobnie postanowił poczekać i zobaczyć, co ja zrobię. Na początku myślałam, że ja również poczekam i w końcu któreś z nas ustąpi, jednak moja ciekawość, niecierpliwość i obawy wzięły górę i wzbiłam się w powietrze, mocno wybijając się łapami. W powietrzu zrobiłam mnóstwo obrotów, na tyle dużo, by ostatecznie wylądować pysk w pysk z wilkiem. Cała sytuacja trwała może dwie sekundy, a kiedy już znalazłam się przed intruzem, zaczęłam tradycyjną procedurę, czyli poinformowanie wilka gdzie jest i kim ja jestem.
 - Znajdujesz się na terenie jednego z Klanów Watahy Krwawego Wzgórza, Fortis Corde, a przed tobą stoi Alfa tego Klanu - Powiedziałam.
 - Elias - Rzucił w odpowiedzi i nie rozwodził się dalej, dopóki nie zobaczył mojego zdenerwowania. - Nie posiadam Watahy, ani Klanu. Ale z chęcią mogę stać się jednym z członków twojego.
Fortis Corde potrzebowało odbudowy, i to bez dwóch zdań. Nawet gdybym chciała go wyrzucić, nie mogłam tego zrobić. Wydawał się miły i doświadczony, nieco starszy ode mnie. Spokój emanujący z jego niezwykłych oczu budził respekt nawet we mnie. 
 - Dobrze, chętnie cię przyjmę, jeśli poznam jakieś informacje na twój temat - Odpowiedziałam, siadając na ziemi. Wilk uczynił to samo. Oboje wiedzieliśmy, że nasza pogawędka trochę potrwa.
 - Co dokładnie chcesz wiedzieć? - Spytał.
 - Interesuje mnie twoje pochodzenie i skrócona wersja twojej historii.
 - Pochodzę z Polski, jednak moja rodzina na początku mieszkała na terenach Ameryki. Poza mną, w Polsce urodziła się również moja siostra, Ave. Byliśmy szczęśliwą rodziną, dopóki wroga wataha nam tego nie odebrała. Zabili moją rodzinę, a ja dzięki matce uciekłem. Trafiłem do innej watahy, gdzie szkoliłem swoje umiejętności walki, jednak dobrowolnie z niej odszedłem, szukając innego miejsca.
Historia basiora była smutna, jednak zawierała jeden szczegół, który sprawił, że Elias idealnie pasował do Fortis Corde, a był to fragment o trenowaniu walki.
 - Czyli rozumiem, że przejąłbyś posadę wojownika, gdybym cię przyjęła? - Zapytałam z uśmiechem.
 - Owszem - Odpowiedział Elias i również się uśmiechnął.
 - Dobrze, zatem zaczynasz od jutra - Rzekłam. - A teraz, ktoś powinien oprowadzić cię po terenach, a przy okazji musisz sobie znaleźć jakąś jaskinię. Ja mogę cię oprowadzić, jeśli chcesz, ewentualnie możesz to zrobić na własną łapę, albo wybrać kogoś innego. Na terenie Klanu mieszka kilka innych wilków, któryś na pewno będzie chciał cię oprowadzić.

< Elias? >

Od Eliasa - Wodospad życia

Przeszłość dla każdego na swój sposób była trudna. Często to, w jakim stanie ją pozostawisz może wpłynąć na twoją przyszłość. Sam się o tym przekonałem. Okrucieństwo, które otrzymałem od losu oddałem pod inną postacią. Można powiedzieć, że los był co najmniej przewrotny i przewidywalny.
— Cała filozofia życia — zaśmiałem się do siebie pod nosem. 
Westchnąłem cicho. Minęło mnóstwo czasu odkąd straciłem rodzinę, ale lubiłem wracać myślami do dni, gdy wszystko wydawało się być spokojnie i beztroskie. Doświadczenie i wiedza, którą nabyłem zniszczyły wszystko, uświadamiając mi realia rządzące światem. Czułem się samotny i szczerze nienawidziłem tego uczucia, straciwszy rodzinę, równocześnie straciłem poczucie przynależności.
Poranek był rześki i chłodny. Odetchnąłem pełną piersią, aby zapełnić całe płuca przyjemnie świeżym powietrzem. Z oddali między szeleszczącymi liśćmi, wśród koron drzew, dało się słyszeć przyjazne ptasie trele. Zamknąłem na chwilę oczy, chciałem wsłuchać się w nie lepiej.
Otworzyłem oczy, a krajobraz przede mną zmienił się.
Znajdowałem się w mojej rodzinnej jaskini, całej obryzganej krwią. W kącie leżały obrócone do mnie tyłem ciała siostry i ojca. Dostrzegłem, że klatka piersiowa rodziciela podnosi się ostatni raz, świszczący oddech rozprzestrzeniał się po całej jaskini, aż w końcu z trudem złapał ostatni haust powietrza, oddając się w objęcia śmierci. 
Potrząsnąłem łbem, a mój oddech przyspieszył. Serce waliło mi jak oszalałe. Wizja, to tylko wizja, próbowałem się uspokoić, co nie wychodziło mi łatwo. Próbowałem skupić uwagę na czymś innym.
I udało się. 
Wyczułem bowiem za sobą obecność jakiegoś obcego wilka. Nie odwróciłem się, aby sprawdzić z kim miałem do czynienia, postanowiłem poczekać na ruch z jego strony.

< Avalanche? >

Mini-konkurs

Konkurs trwa do 10.06.2017

Hej, mamy dla was nowy mały konkurs! Liczymy na jakieś zaangażowanie, ponieważ to, co trzeba będzie napisać, jest nam bardzo potrzebne do dokończenia jednej z zakładek. Jak widzicie, na blogu nadal panuje bałagan i liczymy, że w końcu to ogarniemy - jednak wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. 

NA CZYM POLEGA KONKURS?

Chodzi o to, aby napisać krótką opinię o WKW. Za co najbardziej je lubicie, dlaczego tutaj dołączyliście. Chodzi o wymienienie pozytywnych stron bloga, bo ma to zachęcić do dołączenia nowe osoby. Opinia nie musi być długa, jednak powinna być po prostu szczera.

GDZIE MOGĘ WYSŁAĆ OPINIĘ?

Wszystko wysyłamy tradycyjnie do KJK lub na KJKwilk@gmail.com, w zależności przez co się ze mną kontaktujecie. 
Najlepiej, aby w temacie wpisać "WKW - konkurs" lub "WKW - opinia" - byłabym wdzięczna.

JAKIE SĄ NAGRODY?

  • wszystkie wilki każdego uczestnika otrzymują 20.000 KM
  • trzy najlepsze zdaniem Adminów [Julia, Szymon, Alex] opinie zostaną nagrodzone 30.000 KM i 100 EXP dla wszystkich wilków
Mamy nadzieję, że nam pomożecie!

~ KJK.