sobota, 8 października 2016

Faith odchodzi z watahy!

~
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: KJK | e-mail: KJKwilk@gmail.com |
Powód odejścia: Odeszła za córką/Decyzja właściciela
Piastowane stanowiska: Obrończyni szczeniąt
Data dołączenia: 11 lipiec 2016
 Data odejścia: 8 październik 2016
Imię partnera/ki: Brak
Ilość szans na powrót: Dwie
~
Żegnaj!

Cherry odchodzi z watahy!

Cherry odchodzi.
~
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: †Anonymous† |
Powód odejścia: Uciekła za marzeniami/Decyzja właściciela
Piastowane stanowiska: Uczeń
Data dołączenia: 14 lipiec 2016
 Data odejścia: 8 październik 2016
Imię partnera/ki: Brak
Ilość szans na powrót: Dwie
~
Żegnaj!

Od Corsair'a - Teraz jesteś Zero cz 3


Resztę dnia spędziłem dokładnie tłumacząc każdą z moich mocy... oraz działanie Plagi, którą zabrałem ze sobą. Gdyby nie fakt, że ocknąłem się dość wcześnie, udało się odratować dwójkę trochę za bardzo ciekawskich samców. Jeden z nich zaczytał się o niewydolności nerek, natomiast drugi o krwotoku wewnętrznym. Zaraz po wypowiedzeniu odpowiedniej frazy, objawy ustąpiły z ich wyeksploatowanych ciał. Szliśmy dość wolnym tempem, pomimo iż głównym celem była ewakuacja z aktualnego obszaru działań. Cóż, wspominałem, że sprzęt, który z nami walczy jest przestarzały. Dowiedziałem się, że aktualnie wojny na świecie sprowadzają się do maszyn, w których postawiono na ataki z zaskoczenia. Mechy były na porządku dziennym, jednak używane były tylko w wypadkach walki na średni dystans. W walce z małego dystansu wciąż królowała jednostka ludzka, jednak dawna artyleria przeszła potężną modernizację, potrafiła trafić we wskazany punkt z prawie 100 000 metrów, jednak przypłacała to znikomą mobilnością i częstotliwością strzału. Nie uważałem jej za groźnego przeciwnika. W końcu, pociski trochę lecą, a wataha może bardzo łatwo rozbiec się, lub ukryć. Cóż, nie doceniałem jej. Późnym wieczorem dotarliśmy do starej fabryki pojazdów opancerzonych.
Dobrze zorganizowana grupa, jaką byli bojownicy, do których dołączyłem, dość szybko rozbiła obóz, rozstawiła warty i zaaranżowała punkt do opieki nad rannymi. Niektórzy spali, inni siedzieli przy ognisku i rozmawiali... z pewnością był to dla nich ciężki dzień. Ja natomiast siedziałem dość daleko od reszty. Przeglądałem zdjęcia wszystkich wilków, które znałem, chcąc znaleźć osobę przewodzącą owej grupie. Byłem pewien, że gdzieś widziałem tą waderę... jednak cała sielanka, śmiechy i odpoczynek zapowiadały burzę, burzę, która miała rozerwać ciche i bezchmurne nocne niebo. 

C.D.N.

Od Corsair'a - Teraz jesteś Zero cz 2


Otworzyłem oczy tylko po to, aby zorientować się, że całe moje ciało ogarnia paraliż. Przemieszczałem się, jednak nie za sprawą własnych łap. Jedyne, co widziałem to osmolone korony drzew i błękit nieba zasłonięty czarnym smogiem, przypominającym dym z palących się opon. Zmysły, takie jak smak, węch, słuch oraz czucie w łapach powoli wracały do normy. Już po kilku chwilach mogłem się zorientować, że na całej klatce piersiowej mam ogromny opatrunek, obejmujący prawie połowę mojego ciała. Jęknąłem cicho, próbując ruszyć się na bok. Jednak wystarczył tak cichy dźwięk, aby jak się później okazało, cała kolumna wilków zwolniła. Nosze, na których leżałem, zostały położone na ziemi, a dwie wadery dość skutecznie mnie unieruchomiły. Obserwowałem jak każdy jeden samiec ustawia się w okręgu, szykując swój najpotężniejszy atak.Wykresy nigdy mnie nie myliły, otrzymanie takiej ilości trafień skutkowałoby co najmniej rozerwaniem na pół... Z moich przemyśleń wyrwał mnie cios w pysk wyprowadzony przez dziwnie znajomą waderę. Przystawiła sztylet do mojego gardła, patrząc wzrokiem bez żadnego współczucia. 
- Podaj mi powód, dla którego miałabym cię oszczędzić.
- Mogę prosić o jakieś wyjaśnienia!? Kilka minut po pojawieniu się w tym świecie zostałem przywitany serią w plecy, więc... - Wypowiedź nie mogła zostać dokończona. Srebrne ostrze samicy zaczęło powoli nacinać moją skórę. 
- Jeszcze raz podnieś ton na mnie lub na kogoś innego, to osobiście wypruję ci flaki i wepchnę w przełyk... Co do wyjaśnień... Czego potrzebujesz, aby stać się jednostką użyteczną dla naszej społeczności? 
- Informacji, co się dzieje? 
- Haha, więc chyba na serio nie jesteś stąd. Ludzie, to się stało. Niszczyli ziemię, doprowadzając do pozostawienia nielicznych łat zieleni ca całej planecie. Aktualnie kontynenty wyglądają jak wielkie metropolie. A my właśnie oddaliśmy im kolejne "państwo-miasto". I to głównie z winy innej watahy. Miała się zająć siłami powietrznymi, jednak nawet od lat nieużywany sprzęt okazał się dla nich zbyt dużą przeszkodą. Mieliśmy piękne widowisko...
- C-co przez to rozumiesz? 
- Jak to co...? Rzeźnię! Myśliwce F-22 Raptor, śmigłowce Bell Uh-1 Iroquois z zamontowanymi karabinami... Mimo, iż posiadamy żywioły, nie jesteśmy w stanie przeciwstawić się takiej sile ognia. Do tej pory zniszczyliśmy tylko dziesięć śmigłowców i jeden myśliwiec... A ty, do czego jesteś zdolny?! - Zapytała ze złością w głosie. 
Uśmiechnąłem się, a sposób, w jaki na mnie patrzyła uległ zmianie w ciągu sekundy. 
- Cóż, jeśli mnie zabijesz, raczej się tego nie dowiesz. 

C.D.N.

Od Seraphim'a - Jak tu dotarłem?

Od jakiegoś czasu moje życie jest bardzo monotonne. Znajduję jakąś pustą jaskinię lub norę, siedzę tam kilka dni, a potem szukam nowej. Nie mam żadnego celu w życiu i nawet nie próbuję go odnaleźć. Myślę, że to już czas na znalezienie sobie miejsca, w którym spędzę kilka dni, miesięcy, lat, a może i całe życie. To czas na dołączenie do watahy. Zwykle wymijałem inne wilki, bądź przeganiano mnie... Nie dziwię im się. Wyglądam trochę jak sztuczny optymista... I nim jestem. Wylazłem ze "swojej" nory i użyłem swych mocy, które powinny pomóc mi w szukaniu. Zacząłem się rozglądać. Po krótkim czasie udało mi się znaleźć ślad jakiegoś magicznego stworzenia, nie było zbyt daleko. Niecałe pięćdziesiąt metrów na północną część lasu. Nie śpieszyłem się jakoś bardzo, przecież nie zginę jutro, nie? Jest szansa, że tak. Nie wyglądam, ale mam już jakieś dziesięć lat. Jeszcze trochę i umrę w samotności ze starości... Po dziesięciu minutach zauważyłem jakiegoś wilka, który leżał opierając się o wielki dąb. Drzewo prawdopodobnie liczyło sobie kilkanaście, a może i kilkadziesiąt lat. Ucieszyłem się w duchu. Nareszcie zmienię coś w swoim bezsensownym życiu... Jeszcze dzień wcześniej byłem pewny, że zdechnę i nie poznam nikogo nowego, będę samotny. Nikt nie będzie za mną tęsknić, nikogo nie będę obchodzić. Nikt nie będzie płakał nad moim grobem. Po chwili gapienia się na wilka, który najprawdopodobniej nie zauważył mnie, lub po prostu ignorował, postanowiłem się jakoś odezwać. Wyszczerzyłem się i odparłem:
- Witaj, jestem Seraph.

<Ktokolwiek? :T >

Seraphim - profil wilka

Imię: Seraphim (w skrócie Seraph)
Płeć: Samiec
Wiek: 11 lat
Hierarchia: Omega
Kierunek: Jastrząb
Stanowisko: Łucznik stopnia niższego
Typ: Skrzydlaty
Rasa: Wilk Księżycowy
Głos: Feel [Piotr Kupicha]
***
Cechy charakteruJest jak to sam określa - sztucznym optymistą. Skrywa swoje smutki za maską uśmiechu i pogodnego basiora. Ma bardzo niską samoocenę. Najbardziej nienawidzi w sobie tego, iż nie potrafi kłamać oraz waha się nawet przy nic nieznaczących wyborach. Kłamanie szczególnie nie wychodzi mu, gdy musi to zrobić, aby nikogo nie urazić. Stracił przez to niegdyś niemal wszystko. Przyjaciół oraz rodzinę, choć nie pamięta, czy naprawdę to kiedykolwiek miał.
Cechy fizyczne: Jest bardzo szybki i skoczny, nie grzeszy za to siłą oraz wytrzymałością. We wszystkim innym jest przeciętny, a przynajmniej tak mówi.
Znak szczególny: Czerwona grzywa, błękitne, świecące w ciemnościach oczy oraz srebrny kolczyk w lewym uchu. Prócz tego jest niewyróżniającym się niczym, szarym wilkiem. Nosi czasami szarą bluzę. Nie wie, skąd ją ma, ale lubi nosić ją w chłodniejsze dni, lub kiedy chce skryć się przed całym światem.
Słaby punkt: Kark.
Boi się: Mimo, że mówi, iż niczego się nie boi... Nie jest to prawdą. Najbardziej boi się tego, że zapomniał o kimś ważnym w jego życiu, a teraz ta osoba go nienawidzi.
Waga: 55 kilogramów
Wzrost: 80 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Brak. Jeśli uwierzysz, że ten wilk jest szczęśliwy, to przykro mi, lecz raczej się nie polubicie.
Pochodzenie: Ziemia, Europa, Wielka Brytania
LubiJego ulubionym zajęciem jest pisanie w notatniku. Co prawda, zapisuje tam chyba tylko swoje sny; ciszę, spokój i samotność; deszczowe dni; wodę; używać swoich mocy
Nie lubi: Ciepła; ostrych dań; większości owadów
***
Żywioł: [3/3] Czas, Elektryczność, Magia
Moce: [6/20] Telepatia; Cofanie i zatrzymywanie czasu [jeśli cofnie zbyt daleko może odbić się to na jego zdrowiu]; Teleportacja [nazywa to "skrótami"]; Krzyk Błyskawic [wilka otacza jakby tarcza z błyskawic. Może użyć tej mocy, aby zwiększyć swoją siłę fizyczną bądź doprowadzić do wielkiego wybuchu]; Skrzydła [basior potrafi przywołać skrzydła, dzięki którym może oczywiście latać]; Potrafi wyczuć, że w pobliżu jest jakieś magiczne stworzenie. Takie jak wilki, magiczne kotowate, etc.; 
Partner/ka: ''No, może i jest taka jedna.''
Rodzice: ''Nawet jeśli żyją, to ich nie pamiętam.''
Potomstwo: ''Raczej nie byłby ze mnie dobry ojciec.''
Inna rodzina: ''Jeśli miałem jakąś rodzinę, to najprawdopodobniej już jej nie mam.''
***
Data dołączenia: 8 październik 2016
Data urodzenia: 3 grudzień
Upomnienia: 0/3
Krwawe Pioruny: 600.000
★★★★★★★★★★
Zdobyte osiągnięcia: Brak
Poziom: 12
PD: | Ogólnie: 1200 | Wykorzystano: 800 | Zostało: 500 |
Umiejętności: | Walka: 550 | Instynkt: 0 | Umysł: 0 | Polowanie: 250 |
Jaskinia: numer 25
Ekwipunek: Brak
Torba| 0 Wilcze Jagody | 0 Czarna Krew | 0 Łza Wilczycy | 0 Niezapominajka | 0 Rumianek | 0 Liść | 0 Czaszka | 0 Czarna Perła | 0 Kość | 0 Chmiel | 0 Popiół | 0 Księżycowy Pył | 
Bronie: Brak
Zbroja: Brak
Smok: Brak
Towarzysz: Brak
Historia: ''Nie pamiętam trzech pierwszych lat swojego życia. Wiem tyle, że w jakiś sposób trafiłem do pewnej starszej kobiety. Postanowiłem pobyć przy niej jeszcze przez rok, a później poszukać nowego domu. Bo kilku latach wędrówki znalazłem tę watahę, być może zostanę tu na dłużej.''
Inne zdjęcia: | Bez skrzydeł | 
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: Sheira |

Ostatnia aktualizacja: 12.11.2016

Od Patton'a - C.D. Lonely Rain ''Za każdym razem''


Makka zawsze należała do osób pracowitych. Zbliżała się zima i wiedziała, że nie będzie mogła zbierać ziół, które były przecież niezbędne do leczenia pacjentów przychodzących do naszej jaskini, więc wyszła, aby trochę ich pozbierać. Ja zagłębiłem się w lekturze na temat mocy przyzywania demonów. Krótka, czarna książka, przeczytana przeze mnie już dwa razy, wciąż odkrywała przede mną kolejne tajniki, wciąż pachniała świeżością. Za każdym razem sięgałem po nią z takim samym zaciekawieniem i podekscytowaniem, spoglądając najpierw na prostą, czarną okładkę z widocznym na niej złotym pentagramem i głową kozła. Bardzo podobał mi się ten minimalizm, prostota, dosadność.
Przerwałem czytanie w połowie i postanowiłem wyjść się przewietrzyć, przy okazji szukając też Makki. Już dawno nie wychodziliśmy na wspólne spacery, chyba najwyższy czas do tego wrócić. Przed jaskinią znalazłem kartkę, przytrzymaną kamieniem i napis na ziemi, który mówił, że Lonely Rain odeszła na granice watahy. 
Czytając tekst na kartce, nie wiedziałem co mam o tym myśleć...
 - *Zakochała się we mnie, czy jak?* - Myślałem na początku. - *Przecież wie, że mam partnerkę, z którą jestem bardzo szczęśliwy i z której nie zrezygnuję. Odchodzi dlatego, bo o tym wie i nie chce się mieszać w nasz związek? A może źle na to patrzę i chodzi o coś zupełnie innego?
Super szybkość to bardzo przydatna moc, jeśli ktoś postanowi - prawdopodobnie - odejść z watahy, a ty chcesz go zatrzymać i dowiedzieć się o co chodzi. W kilka chwil możesz znaleźć się naprzeciw tej osoby z kartką w zębach, pytając się o co do licha biega, dekoncentrując swoim nagłym pojawieniem się wilczycę. Wykorzystałem swą moc właśnie w ten sposób i czekałem na odpowiedź oszołomionej wadery.

< Lonely Rain? Brak weny >

Od Silent Fear'a - C.D. Rathyen ''Dzień dla mordercy''


Goniłem ją. Nie mogłem inaczej. Mówiłem słowa, których wcale nie chciałem mówić. Próbowałem się wydostać z tego czegoś, w czym się znalazłem, jednak nie miałem takiej możliwości. Sen zawładnął moim ciałem i stworzył nowy umysł, który kompletnie uciszał prawdziwego mnie. Widocznie spałem dość mocno, czego nie można było powiedzieć o Rath. Ona nadal była sobą, gdyż nie zapadła się w sen tak głęboko, jak ja - jednak to mogło zmienić się w każdej chwili.
Z ledwością wyrabiając na zakrętach, wciąż biegłem w ślad za wilczycą, która wciąż nie poddawała się urokowi snu, wciąż walczyła, wciąż miała świadomość tego, co się dzieje. Nie chciała, aby doszło do niczego między nami, przecież ledwo mnie znała i w dodatku czuła do mnie niechęć, ba - przecież chciała mnie zabić! Zapewne nie rozumiała co tutaj się dzieje i dlaczego Silent mówi do niej ''kochanie'', dlaczego wciąż ją goni. Spędziłem na chodzeniu po snach wiele czasu, ale również nigdy nie miałem styczności z taką sytuacją, jak zmiana osobowości, zaśnięcie we śnie - wszystko to było dla mnie kompletną abstrakcją, a jedyna wiedza na ten temat była czerpana z zapisków starych magów, które niegdyś były dostępne w wielu różnych miejscach za niewielką sumkę. Dziękowałem sobie za zakup tamtych notatek, bo gdyby nie one, nie byłbym tak spokojny.
Stało się. W pewnym momencie Rahyen również zasnęła głębiej, a jej charakter zmienił się. Schowała się w krzakach, czego moje oczy nie zarejestrowały, po czym w końcu wyłoniła się z nich, natychmiast przygniatając mnie do ziemi. Spojrzałem jej w oczy i zrozumiałem, że to już nie jest ona. Teraz prawdziwi my możemy jedynie patrzeć jak nasze ciała i stworzone przez sen umysły robią co im się żywnie podoba... Nie mogliśmy nic zrobić.

< Rath? Przepraszam, że tak długo, krótkie opo i w ogóle ;-; >

sobota, 1 października 2016

Od Lonely Rain - Za każdym razem

Postanowiłam się odważyć. Nie czułam już tego ucisku. Postanowiłam sobie... Wzięłam kartkę, pióro i zaczęłam pisać.

"Zauważ mnie...
Weź moją rękę. 
Dlaczego jesteśmy
sobie obcy, skoro
nasza miłość jest silna?
Dlaczego to toczy się beze mnie?

Za każdym razem kiedy próbuję się latać.
Upadam bez moich skrzydeł.
Czuję się taka mała.
Myślę, że cię potrzebuję...
I za każdym razem, kiedy widzę Cię w moich snach 
widzę twoja twarz, to mnie nawiedza. 
Myślę, że cię potrzebuję...

Wyobrażam sobie, że
jesteś tu. 
To jedyny sposób
by widzieć jasno.
Co ja zrobiłam?
Wydaje się, że łatwo się z tym uporałeś.

Za każdym razem kiedy próbuję się latać.
Upadam bez moich skrzydeł.
Czuję się taka mała.
Myślę, że cię potrzebuję...
I za każdym razem, kiedy widzę Cię w moich snach 
widzę twoja twarz, to mnie nawiedza. 
Myślę, że cię potrzebuję...

Pewnie to ja sprawiłam, że zaczęło padać.
Proszę, wybacz mi. 
Moje słabości spowodowały twój ból,
a ta piosenka jest moimi przeprosinami.
Och.

W nocy modlę się, 
aby Twoja twarz
wkrótce odeszła w niepamięć.

Za każdym razem kiedy próbuję się latać.
Upadam bez moich skrzydeł.
Czuję się taka mała.
Myślę, że cię potrzebuję...
I za każdym razem, kiedy widzę Cię w moich snach 
widzę twoja twarz, to mnie nawiedza. 
Myślę, że cię potrzebuję..."

Rzuciłam pióro gdzieś daleko, by poniósł je wiatr. Kijem nabazgrałam jeszcze "Odchodzę na granice watahy. Żegnaj, chciałam, żebyś wiedział. Lonely Rain."
Makka gdzieś wyszła, a ja podbiegłam do jaskini jej oraz Pattona, po czym odeszłam na granice, nie oglądając się. 

<Patton? Chciałam zrobić z ta piosenką, dlatego tak mało tekstu xd>

Tekst pochodzi z piosenki ''Everytime'' autorstwa Britney Spears. 

Od Rathyen - C.D. Silent Fear'a ''Dzień dla mordercy''


Otworzyłam oczy i rozglądnęłam się delikatnie. Czekaj... co? Kolejny sen? Starałam się podnieść, bo leżałam w niewygodnej pozycji na grzbiecie, ale... nie mogłam! Spojrzałam w górę i spostrzegłam kajdanki. Różowe. Futerkowe. W panterkę. Kto wymyślił ten rypnięty sen?! Zaczęłam się szarpać, żeby się uwolnić. I nagle przyszedł on.
- Może byś mnie tak uwolnił? - prychnęłam, dalej się szarpiąc.
Basior zaśmiał się i stanął nade mną.
- Nie mam kluczyków, moja droga. - wymruczał mi do ucha, delikatnie je przygryzając.
Aż otworzyłam szerzej oczy ze zdumienia. Co on do cholery jasnej wyprawia?! Zszokowana zamknęłam oczy, starając się wymyślić plan. Żadnego.
Czułam oddech Fear'a na mojej skórze.
Myśl... myśl... Jest!
Skupiłam się, marszcząc lekko brwi. Powoli zaczęłam sobie wyobrażać wnętrze zamku w kajdankach, które powoli się się otwierają. I nagle usłyszałam kliknięcie. Szybko się zerwałam, spychając przy okazji basiora z siebie.
- Oj no... - zamruczał niezadowolony, kiedy się podnosił.
Skrzywiłam się, rozglądając się dookoła. Wyjście... Ujrzałam korytarz i natychmiast do niego ruszyłam. Biegnąc nim, usłyszałam śmiech, a potem słowa.
- Ale wiesz kochanie, że nie uciekniesz?
Pisnęłam cicho. Chyba nigdy nie byłam aż tak... przerażona? Przestraszona?

<Fear? XD>