czwartek, 7 maja 2015

Od Levi'ego - C.D. opowiadania Karony "Nowa znajomość"

- Oczywiście jako przyjaciółkę. - dopowiedziałem szybko, cały się rumieniąc. Karona zatrzepotała rzęsami i spuściła wzrok.
- Ahh, tak... - powiedziała cicho do siebie. Nie wiedziałem co mam zrobić. Z jednej strony dosyć krótko znałem waderę, gdyż nasza znajomość trwała zaledwie kilka godzin, a już mogłem powiedzieć, że traktuję ją jak przyjaciółkę. Chociaż kiedy mnie uratowała, zacząłem na nią inaczej patrzeć. Z pewnością mogła się zaliczyć do urodziwych wader. 
- Karona, to znaczy wiesz... - zacząłem sobie rozmasowywać kark. - Spodobałaś mi się. - palnąłem bez namysłu. W jej oczach pojawiło się zaskoczenie.
- Naprawdę? - zapytała niepewnie.
- Tak, ale jak dla mnie to trochę za szybko by się działo. - odparłem. - Chciałbym cię nieco lepiej poznać... - nie zdążyłem dokończyć, gdyż Karona złożyła na moich ustach pocałunek, delikatny niczym dotyk piórka. Ze spuszczoną głową odsunęła się ode mnie.
- Przepraszam... - szepnęła spłoszona. Odwróciła się, chcąc uciec, lecz złapałem ją za nadgarstek i mocno przycisnąłem do siebie. Odwzajemniłem wcześniejszy gest, tym razem pogłębiając nasz pocałunek.
- Szybko zmieniasz zdanie... - mruknęła, śmiejąc się lekko. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- No tak, ale nie musimy brać, że sobą ślubu od razu. - parsknąłem, a Karona wtuliła się w moją klatkę piersiową. Widziałem po niej, że właśnie tego potrzebowała.
- To chcesz być ze mną? - zapytałem. - I najważniejsze pytanie, co robimy dalej, bo wiesz... ja niezbyt znam się na tych sprawach. - rzekłem zawstydzony.

< Karona? Co na to powiesz? : ) >

Od Kevii - Brak tematu

UWAGA, OPOWIADANIE ZAWIERA WYRAZY, OKREŚLANE MIANEM BRZYDKICH SŁÓW / PRZEKLEŃSTW.
CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!

Biegłam przez las ciężko dysząc. 
- Kurwa, po co ja się męczę?! Przecież po prostu mogę tak! - powiedziałam do siebie i teleportowałam się do Lasu Dusz. Zauważyłam Jorela'a.
- Kevia, cześć. - zaczął znudzonym tonem. - Jak chcesz, klapnij sobie...
Usiadłam obok niego.
- Czy coś się stało? - zapytałam mrużąc powieki, pokazując, że to pytanie jest do wygłupów.
- Nie ważne... - warknął.
- Hm... - zaczęłam łaskotać go po szyi. - Haha! Masz łaskotki!
- Do chuja, Kevia, przestań! - krzyknął.
- Ok, ok... ale wiesz, już wiem gdzie najbardziej masz łaskotki, i mogę czasami cię atakować. - puściłam oczko.
- Hej, ścigamy się? Na pustynię?
- Pewnie! - krzyknęłam.
Jorel zaczął biec na Pustynię Duchów. Ja postałam chwilę. Po chwili teleportowałam się na tę Pustynię.
- *Ja jestem już na miejscu*-przekazałem za pomocą telepatii.
- *Teleportowałaś się, tak?*- Również przekazał za pomocą telepatii.
- *Tak, lubię oszukiwać w biegach.* - odpowiedziałam, a po chwili zobaczyłam pędzącego wilka.
- Jorel! Aż się kurzy! - zawołałam, kiedy był bliżej mnie. 
- Huh, ty oszustko! - mówiąc to, przewrócił i przygniótł mnie do ziemi. Nie wiem czemu, ale kiedy był obok, czułam motylki w brzuchu...
Ja jebie, czy ja się zakochałam?

<Jorel? Co ty na to?>

Od Karony - C.D. opowiadania Levi'ego ''Nowa znajomość''

- Dziękuję! - powiedziałam uśmiechając się.
- Nie ma za co. - odparł.
- Jest! Bardzo ci dziękuję! - przytuliłam Levi'ego.
Nie wiem dlaczego, ale bardzo go lubiłam. Znamy się bardzo krótko...
- Może pójdziemy na tamtą górę? - zaproponował.
- Pewnie! - odpowiedziałam radośnie. 
Po chwili patrzyliśmy na zachodzące słońce. Zrobiło się zimno. Kiedy zawiał wiatr ja i Levi zadrżeliśmy w tym samym czasie. Obaj również w tym samym czasie przybliżyliśmy się do siebie, aby się ogrzać. Zaczęłam nucić, a nucenie zamieniło się w śpiew:
- Ładnie śpiewasz...
- Dziękuję...
- Nie ma za co...
- Levi?
- Tak?
- Lubię cię...
- Też cię lubię...

< Levi? Mało weny... >

Od Corvine - Spacer po lesie

Spałam w jaskini chowając połowicznie głowę w piasku. Tak strasznie mnie bolała, że można było dostać szału. Chciało mi się wymiotować i ani mi się śniło wyjąć głowę spod piasku. Gdy kruk wstał przysiadł obok mnie.
- I co? Mówiłem, żebyś nie szła na tą imprezę. - powiedział próbując odkopać mój łeb.
- Mówiłeś, mówiłeś... Ale ja lubię tańczyć, śpiewać...
- I pić. - wszedł mi w słowo kruk.
- Nie to chciałam powiedzieć. Po prostu czuje się jak w swoim żywiole w takich miejscach. - przewróciłam się na drugi bok, żeby widzieć trochę kruka.
- No chodź! Chyba nie przesiedzisz całego dnia w jaskini. - stęknęłam.
- Boże, auuuua... - obolała wstałam - Gdzie tak chcesz iść?
- Nie wiem. Ale gdzieś na pewno. Do lasu?
- Idź przodem. Muszę się ogarnąć.
Kruk wyleciał i czekał przy wyjściu. Ja chwiejnym krokiem doszłam jakoś do wyjścia i nie zwracając zbytnio na niego uwagi szłam. Świeże powietrze uderzyło mi do głowy. Otrząsnęłam się tak jakbym strzepała cały ból. Spojrzałam na Kruka dając mu do zrozumienia, że już wszystko dobrze, a ten skinął porozumiewawczo. Gdy dobrze się czuję śpiewam, więc zaczęłam śpiewać, a kruk lekko fałszując razem ze mną.
Szłam tak śpiewając przez las. Słońce miło grzało, a wiosenny podmuch bawił się z liśćmi. Ptaki próbowały się dostosować do tępa narzucanego przeze mnie jednak większość umilkła. Trawa leniwie się kołysała tańcząc z kwiatami. Gałęzie drzew tworzyły razem tunel przepuszczający światło. Dalej śpiewałam. Przestałam, a kruk zanim się spostrzegł jeszcze chwilę jękliwie przeciągnął refren. 
- Czemu przestałaś śpiewać?
- Ktoś tu jest. - przystawiłam noc do ziemi - Jakiś wilk.
Wspięłam się na jedno z drzew i zaczęłam penetrować okolicę. Jak wiewiórka skakałam z jednego drzewa na drugie. Spostrzegłam coś większego ode mnie z bardzo długim ogonem. Chciałam skoczyć na tamto drzewo jednak gdy złapałam pazurami korę ześlizgnęłam się, bo nie dałam rady utrzymać równowagi. Obróciłam się w stronę drzewa jednak nikogo tam nie było.
- Nic ci nie jest? - usłyszałam zza siebie.
- Nie. - za mną stał właściciel owego ogona, był to basior. - Nie słyszałaś jak śpiewam mam nadzieję, a właściwie to kim ty w ogóle jesteś?

<George?>

sobota, 2 maja 2015

Casper - profil wilka

Imię: Casper [woli jak mówią na niego Fox]
Płeć: Samiec
Wiek: 5 lat
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Szpieg lądowy
Głos: Brak
***
Cechy charakteru: On jest przyjaźnie nastawiony do świata. Kocha przyrodę. Dla nieznajomych wilków ma gotową procedurę: sprawdzanie reakcji. On, aby zaprzyjaźnić się z wilkiem musi zaserwować mu pewnego rodzaju próby. Szczególnie nie ufa wilkom wody. Zawsze lubił spędzać czas w lesie z ukochaną trzymającą go za łapę... No niestety ''lubił'' - kiedyś stracił swoją ukochaną. Teraz czasami stare wspomnienia osaczają go i atakują. Mianowicie ma skłonności do depresji. Dla wilków, które kocha zrobi wszystko. Dosłownie. Zdarza mu się (trochę często) przeklinać.
Cechy fizyczne: Kocha biegać i robi to bardzo, bardzo szybko. Wysoko też skacze. Lata przeciętnie. Z siłą to różnie. Uścisk szczęk ma piekielnie mocny, za to siła nie należy do jego atutów. Nie umie - przepraszam - nienawidzi pływać.
Znak szczególny:  Tygrysie pasy, oraz wypełnione elektrycznością zadrapania na oku
Słaby punkt: Rany na oku
Boi się: Śmierci swoich bliskich
Waga: 47 kilogramów
Wzrost: 88 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Szuka ich
Kraj pochodzenia: Europa, Holandia
LubiBurze, słońce, ciepło, alkohol, prąd, pioruny, muzykę
Nie lubi: Wody, jezior, mórz, deszczu, mrozów

art by Mayjorose on dA
Żywioł: Elektryczność, Ogień, Muzyka
Moce: [16/20] Telepatia, ogniste fale, porażenie prądem, teleportacja, zmiana postaci pod czas furii, granie na instrumentach, porażenie prądem poprzez głos, ożywienie piorunów, ognista kula, ożywienie płomieni, zahipnotyzowanie, kula prądu, tornado dźwięku, latanie bez skrzydeł, chodzenie po chmurach, zamiana w wilka z magmy
Partner/ka: Może taka jest, może nie...
Rodzice: Flame i Ricka [nigdy nie należeli do watahy, nie żyją]
PotomstwoNie ma swoich pociech - wszystkie kiedyś umarły...
Inna rodzina: Wszystkich stracił

art by Cylithren on dA
Data dołączenia: 2 maj 2015
Upomnienia: 0/3
Krwawe Pioruny: 150.000
Wykonane Questy: Brak
Poziom: 0
PD: | Ogólnie: 50 | Wykorzystano: 0 | Zostało: 50
Umiejętności: | Walka: 0 | Instynkt: 0 | Umysł: 0 | Polowanie: 0 |
Jaskinia: numer 32
Ekwipunek: Brak
Zbroja: Brak
Towarzysz: Brak
HistoriaByłem normalnym wilkiem, miałem normalną rodzinę, normalne życie, normalną miłość... Jednak kiedyś gdy walczyłem z innym samcem trzasnął we mnie piorun. Nic mi się nie stało, tylko... Trochę się zmieniłem. Mój przeciwnik padł rażony prądem. Bałem się dotknąć kogokolwiek, aby go nie porazić. Udało mnie się nad tym zapanować. Dalej byłem traktowany jak tamten Casper. Jednak wilk, którego zabiłem powrócił... Powrócił jako wodny stwór. Groził, że zabije moją rodzinę. Po długim okresie szantażowania przestałem iść na kompromis. Wyzwałem go do walki. Wpadłem w niekontrolowaną furię. On ich utopił... Zabiłem go po raz drugi jednak nic mi to nie dało. Dlatego nienawidzę wody i wszystkiego z nią związanego.
Inne zdjęcia: | Podczas furii | Jako wilk z magmy |
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: Patrzał |

art by WastelandWolf on dA

Od Caspra - Koniec życia, początek nowego czyli jak dotarłem.

Siedziałem z partnerką w lesie, szczeniaki bawiły się, a słońce spoglądało na nas zza chmur. Spokojnie odetchnąłem leśnym powietrzem. Było widać, że wiosna już budzi do życia rośliny i zwierzęta. Uwielbiam wiosnę. Lekki wiatr kołysał źdźbłami trawy. Ptaki dawały upust radości śpiewając na cały głos. Jednak coś przerwało to harmonie. Poczułem zapach jakiegoś wilka. Wstałem, a zdezorientowana wadera siedząca ze mną obudziła się.
- Co się stało? - zapytała sennie.
- Czuje wilka. - odpowiedziałem nerwowo się rozglądając.
- Tu może są inne wilki.
- W Holandii? Tutaj? Wątpię. A poza tym pachnie nie do końca jak wilk, ale to nic innego.
- Może czujesz lisa...
Zaraz po tych słowach jak grom z jasnego nieba zza jednego z drzew wyskoczył wilk. Ale to nie był zwykły wilk! Dam sobie uciąć łapę, że to był jeden z tych zwanych przez nas "dziwaków". Dziwaki to były wilki, które miały jakieś żywioły, moce i te inne bzdety. Zaraz z jego pojawieniem niebo pociemniało i zanosiło się na burzę.
- Schowaj się gdzieś ze szczeniakami. - wycedziłem za siebie do samicy, ta przytaknęła i zbierając wilczki w małą grupę cicho odeszła. 
Trwałem z basiorem w bezruchu. Zdawał się być bardzo zajęty patrzeniem w chmury. Zdziwiło mnie to, ale dawało to chyba jakieś skutki, bo zaczynały już trzaskać pioruny. Zawarczałem zauważając, że wilk już patrzy się w moją stronę. Zaśmiał się. To było godne podziwu jak dla takiego normalnego wilka, którym byłem. On umiał kierować pogodą. Jednak podziw szybko przeobraził się w niepokój. Zaraz gdy chciałem skierować w niego swój atak strzelił we mnie piorun z nieba. Świat zawirował. Jednak ja... Ja żyłem! Ale jakim cudem? Obróciłem się jednak szczęście uciekło gdy zobaczyłem zmartwioną partnerkę w ukryciu. Patrzyła na mnie jakby z respektem. Drugą rzeczą, która mnie zadziwiło było to, że ów basior, który raczył strzelić we mnie piorunem patrzył się z otwartym pyskiem. Szybko obejrzałem się w tafli jeziora. Przecież to nie byłem ja, tylko, któryś z dziwaków! Dotknąłem z niedowierzaniem pysk. To byłem ja?! Czemu?! Jakim cudem?! Pytania kłębiły się jednak napastnik nie zwlekał. Skoczył na mnie, a ja nieświadomie poraziłem go prądem. Zadygotał parę razy i padł martwy. Stałem jak wyryty. Podbiegłem do ukochanej. Ta trochę się odsunęła. Po chwili namysłu zapytała:
- Casper... To ty?
- Tak, to ja... - odpowiedziałem ze spuszczonym łbem.
Podeszła bliżej i popatrzyła na mnie oczami pełnymi troski.
- Nie przejmuj się. - powiedziała i spokojnie wyszła z jamy, a sznurek szczeniaków za nią.
Każdy dzień nabierał coraz większego napięcia. He, dosłownie. Chodzi o to, że ćwiczyłem moce. Czas mijał miło i szybko. Kiedyś gdy wstałem skoro świt zobaczyłem dziwie znajomego mi wilka. Podszedłem do ów basiora. To był ten sam wilk, którego zabiłem prądem, więc raczej nie będzie pokojowo nastawiony. Najeżyłem się uwalniając prąd w moim ciele. Ten stał nieporuszony. 
- Mam dla ciebie ofertę. - powiedział jeszcze z daleka.
- Jaką? - zadziwiła mnie to "powitanie".
- Nie zabije twojej rodziny jeżeli ty będziesz robił co chcę.
- Ha! Ależ wymyślił! Ja mam się ciebie bać? 
- Ty nie, ale twoja dajmy na to partnerka. Umiałaby mnie pokonać?
- N-nie... Ale nie idę żaden układ! Nie uda ci się ich zabić!
- Twoja wola...
Po tych słowach wilk znikł i pojawił się przy jaskini gdzie spała moja rodzina. Pobiegłem w jego stronę jednak ten już przystawił pysk przy szczeniaku.
- Dobra! Wygrałeś! Wracaj tu!
Ja miałem plan. Skoro raz go zabiłem to czemu ma się nie udać drugi raz? Gdy stał naprzeciw mnie poraziłem go prądem. Jednak cała elektryczność jakby się od niego odbiła i do mnie wróciła. Na szczęście byłem odporny. Spojrzał na mnie.
- To idziesz na ten układ czy nie?
- Co mam zrobić...?- zdesperowany zapytałem.
- A jednak się zgodziłeś!
Tak się zaczął tak zwany przeze mnie pakt z diabłem. Tylko, że ja nic z tego nie miałem prócz tego, że reszta była bezpieczna. To już mnie usatysfakcjonowało. Kiedyś jednak już miałem dosyć. Wyzwałem go na pojedynek. Zjawił się szybko. Jednak on nie walczył normalnie. Kiedy przegrywał zgarnął w coś w stylu bańki moich bliskich. Nie mogli się wydostać, a ten wszedł na wodę. I tu jest trochę inna wersja niż zawsze mówię... Właściwie to ja ich zabiłem. Kiedy on ich wciągał pod wodę wpadłem w furię. Strzeliłem w niego elektryczną kulą. Jednak chybiłem i trafiłem w wodę... Przez jezioro przeszła fala elektryczności i doszła do bańki... A w bańce jak mówiłem była moja rodzina i oni... oni umarli łącznie z moim prześladowcą... Ale co mi to dało? Nic! Do pyska doszło wszystko co chciałem mu powiedzieć.
- *Dobrze, że umarłeś nędzny... Ech... Co ja robię ze swoim życiem?*
Położyłem się przy jeziorze. Wpatrywałem się w księżyc. Zdawało mnie się, że zobaczyłem jakieś góry w jego blasku. Mając nadzieje, że jeszcze nie zwariowałem i ruszyłem w ich stronę. Z czasem obraz gór znikł i zrozumiałem, że po prostu miałem zwidy. Jednak ciekawiło mnie czemu zobaczyłem tam góry. Pokonałem naprawdę wielki dystans. Kilka razy padłem ofiarą przykrych lub pechowych sytuacji jednak ciągle trzymałem się twardo życia. Oooo... Byłoby co opowiadać. Jednak te historie sobie odpuszczę. Pewnej nocy znów zobaczyłem te góry. Zapał wypełnił moją zrezygnowaną duszę. Jednak teraz im byłem bliżej tym większe i potężne się stawały. To już nie były przewidzenia. Byłem przepełniony radością gdy poczułem zapach wilka. Po jakimś czasie już go widziałem, a on widział mnie. W powietrzu nie unosił się zapach jednego wilka tylko jakby całej watahy.
- Czy tu są tereny jakiejś watahy? - zapytałem, a wilk spojrzał na mnie.

<Wilku? Coś powiesz?>

Od Laeti - C.D. opowiadania Jason'a ''Brak tematu''

- Przepraszam, że sprawiłam ci kłopot. - odparłam skruszona. Nie lubiłam sprawiać problemów innym. Czułam się z tym źle. Po prostu posłałam basiorowi przepraszające spojrzenie. Bez słowa odeszłam z miejsca, w którym zostawiłam Jason'a. Na swojej osobie czułam jego czujne spojrzenie. Nie miałam ochoty na rozmowy z nikim. Szczególnie po ostatnich wydarzeniach, które miały miejsce.
Rozumiałam postępowanie Karo, ale nie wiedziałam czy nawet moja pamięć o nim, pozwoli mi z nim zachować namiastkę jakiegoś kontaktu. Czułam się bez niego samotna. Pozbawiona pewnej cząstki siebie, którą go obdarzyłam. Nie umiałam sobie poradzić sama w życiu, lecz była pora się tego nauczyć.
Wzięłam głęboki oddech, spoglądając w niebo, niosące ze sobą białe obłoki. Pierwsze oznaki wiosny przyszły dosyć wcześnie. Wiosna nie rozkwitła w pełni, lecz chciałam dostrzec już te ptaki, które szybowały na niebie. Kojarzyły mi się one z wolnością.
Po moim policzku spłynęła samotna łza. Moje życie nie miało sensu, a mimo to nie chciałam umrzeć. Bałam się śmierci. Nie miałam odwagi, aby odebrać najcenniejszy skarb każdej istoty. Postanowiłam, że będę z niego dobrze korzystać. Jeśli nie dla siebie i nie dla innych to dla marzeń, które chcę zrealizować.
Miałam ich kilka, ale stwierdziłam, że jak na razie przywrócę swoje życie do normy. Nie wiedziałam co oznacza termin "norma". Według mnie było to życie takie jakie się chce, czyli po prostu spokojne i jednocześnie szalone. 
- Laeti. - za sobą usłyszałam głos należący do basiora. Odwróciłam się, dostrzegając betę watahy. Posłałam mu ciepły uśmiech.
- Dobrze, że się na ciebie natknęłam Patton'ie. Chcę cię poinformować, że rezygnuję ze stanowiska gammy. - oznajmiłam. On tylko skinął lekko głową. Widać było, że rozumiał moją decyzję.

Od Jason'a - C.D. opowiadania Winony ''Jak tu dotarłam?''

Zauważyłem małego szczeniaka, który zaczął się cofać.
- Nie bój się...
- Hem... Nie znam cię. - powiedziała patrząc na mnie złotymi oczami. Była to młoda wadera.
- Ach... Jestem Jason. Miło mi cię poznać. - powiedziałem.
- Winona... - odpowiedziała nieśmiało podając mi łapę.
- Zapewne chcesz dołączyć?
- Ale... gdzie? Do klubu?
- Hm... Do czegoś podobnego do klubu.
- Powiedz mi o tym ''czymś podobnym do klubu", proszę! Chcę tam dołączyć!
- No dobrze, dobrze. - Uśmiechnąłem się, zaczęliśmy powoli iść, a ja zacząłem opowiadać. - To ''coś" nazywa się watahą. To stado wilków. Każda wataha nosi nazwę... - Winonka mi przerwała.
- Jak się nazywa twoja?! 
- Chciałem już powiedzieć. Nasza wataha nazywa się Wataha Krwawego Wzgórza. Jego alfa jest miłym wilkiem. Na pewno przyjmie cię do watahy. Tam możesz się bawić i uczyć całymi dniami... Nauczysz się polować ze swoim mentorem. Będziesz żyła jak normalny wilk. Potem dorośniesz. Znajdziesz przyjaciół, miłość... a... nie będę ci opowiadać... Doświadczysz tego, i wtedy przypomnisz sobie, że to dokończenie mego opowiadania.
- Dziękuję panie Jason, za opowiedzenie mi tego.
- Heh, proszę, mów mi Jason. - Uśmiechnąłem się.
- Dobrze. - Odpowiedziała Winona i po chwili ujrzeliśmy jaskinię alf, gdzie wszedłem z Winonką.

< Winona? >

piątek, 1 maja 2015

Od Jason'a - C.D. opowiadania Alice ''Jak tu dotarłam?''

- Hm... Chodź, wszystkie wilki z którymi mieszkam wyszły grupowo na polowanie. Zapraszam cię do mojej jaskini. Zjesz z nami obiad? Za chwilę powinni wrócić...
- Tak, bardzo chętnie. Dziękuję.
- Nie ma za co. - odpowiedziałem i puściłem oczko do wadery. - Chodź!
Po chwili ujrzeliśmy moją jaskinię. Tu mieszkała moja matka, ojciec i Cloi. No i oczywiście ja. Alice zaczęła coś nucić. Od razu rozpoznałem tę piosenkę, i zacząłem ją śpiewać. 
- Masz ładny głos... - powiedziała. - Taki... no... czysty...
- Dziękuję...
Weszliśmy do środka. 
- Usiądź tutaj. - powiedziałem wskazując miejsce obok kamiennego stołu.
- Ok
Pobiegłem na górę. Zauważyłem w kącie obraz... Tak... To ja i Cloi byliśmy na tym obrazie... Ja i ona, to przeszłość... Mieszkamy razem, ale teraz traktuję ją jak siostrę...
- Jason?! - Usłyszałem z dołu.
- Już schodzę! 
Zszedłem po schodkach i popatrzyłem na waderę. W tym momencie weszli moi współlokatorzy. Ujrzałem jelenia. 
- Witaj Jason. - powiedzieli prawie równo.
- Hejka. - odpowiedziałem. - Czy moja nowa koleżanka, Alice, może z nami zjeść obiad? - zapytałem.
- Pewnie, czemu nie. - odrzekła matka. - Witaj skarbie.
- Dzień dobry. - odpowiedziała Alice.
- Odsuńcie się! - zawołał ojciec i ''wpakował" jelenia na stół, przy czym mu pomogłem. Wszyscy usiedli. Ja usiadłem obok Alice.
- Możemy jeść. - powiedział tata i zabraliśmy się do jedzenia.
- Posiłek był przepyszny, dziękuję. - powiedziała Alice.
- Proszę. - odpowiedziała trójka. 
Po posiłku udaliśmy się z Alice na spacer.

<Alice? :3>

Od Wilson'a - C.D. opowiadania Lacrime Ombry ''Iluzja życia''

- *Śniegu już nie ma, na szczęście* - myślałem i położyłem się na młodej trawie. Moje zmęczone powieki same się zamykały, a w końcu zostałem utulony snem. Kiedy znów otworzyłem oczy świat był był inny... Wszystko było czarno białe, zerwałem się na równe łapy. Nagle napotkałem Willow, która spojrzała na mnie i przekrzywiła łeb, a zaraz potem wszystko zaczęło falować. Nie wiedziałem co się dzieje, znalazłem się nagle na wyspie, podszedłem do wody i spojrzałem w jej taflę. Moje odbicie powoli zanikało, aż w końcu go nie było. Jedną łapę włożyłem do wody, a zaraz potem poczułem, że coś mnie do niej wciąga, byłem już cały zanurzony w lodowatej wodzie. Zamknąłem oczy i nagle poczułem, że się wynurzyłem.
Byłem w budynku. Podłoga była czarno biała w kratę. Usłyszałem skrzypienie, a mój łeb powoli się odwrócił. Zauważyłem konia za dwóch nogach. Nie był to zwykły koń, był zrobiony cały z metali. Kiedy mnie zobaczył, zaczął podskakiwać i rzucił się w szarżę. Na szczęście udało mi się wyskoczyć przez dziurę w podłodze. I znów byłem w oceanie, wynurzyłem się.
Byłem przerażony, nigdzie nie widziałem lądu. Spojrzałem na niebiosa. Nie było tam ani jednego obłoku. Byłem już zmęczony pływaniem, zatapiałem się. Słona woda z morza powoli dostawała się do moich nozdrzy. Wziąłem oddech i zanurkowałem. Byłem już pod wodą, gdy nagle usłyszałem huk i wszystko to znikło. Zauważyłem ciemność i... przebudziłem się. To wszystko to był zły sen. Wstałem ucieszony i zacząłem się rozciągać. Było już popołudnie. Nagle wyczułem zapach nowego wilka. Poszedłem za swoim instynktem i zauważyłem dużą, czerwoną grzywę.
- Witaj. - powiedziałem i podszedłem do niego z takiej strony, bym mógł się przyjrzeć twarzy wilka. Puste oczodoły, a pod nimi krew.
- Witaj. Jestem tutaj nowy. - powiedział spokojnym tonem.
- Jak się nazywasz? - Spytałem. Nie byłem pewny co do niego.
- Lacrime Ombra, a ty? - powiedział przybysz.
- Ja jestem Wilson. Masz niespotykane imię.

<Lacrime Ombra?>