niedziela, 1 marca 2015

Od Vox'a - Ja powinienem tam być

Wstałem równo ze wschodem słońca. Wyszedłem z jaskini nie budząc Verdany i udałem się do groty, w której znajdowały się groby poległych na wojnie. Stanąłem nad dwoma grobami. Na obydwu widniały imiona wilków ''Midas i Populis''. Nie sądziłem, że kiedyś będę stał nad grobem mojego brata i kuzyna. Zamknąłem oczy... usiłowałem sobie przypomnieć w innej scenerii, niż tej gdzie widziałem ich ostatnio. Nie potrafiłem... widziałem tylko zakrwawione pole, zacząłem wspominać. Gdzie się nie obejrzałem, widziałem śmierć. W pewnej chwili skoczył na mnie pewien wilk. Zablokowałem atak, odskoczyłem i zadałem kilka czystych ciosów w brzuch. W jednej chwili zobaczyłem moją rodzinę otoczoną przez wroga. Chciałem się do nich dostać... ale dwóch przeciwników zablokowało mi drogę. Byłem wściekły. Jednemu wydłubałem oczy i wyprułem flaki, a drugiemu wyrwałem kręgosłup. W chwili gdy dobiegłem na miejsce gdzie ostatnio ich widziałem, zastałem tylko zmasakrowane ciała. Byłem świadom jednej rzeczy. Midas mógł to przeżyć. Zamienił się ze mną miejscami. Ja poszedłem na drugą linię za to on na pierwszą. To przeze mnie umarł ... 
- Vox? - Usłyszałem melodyjny głos Verdany. 
- To ja powinienem tu leżeć... to ja powinienem umrzeć! - Wrzasnąłem, a mój krzyk rozszedł się po całej jaskini. Po moich policzkach pociekły łzy, a moja partnerka podeszłą trochę bliżej mnie. 

< Verdana? >

Od Cloi - C.D. opowiadania Peety ''Nareszcie w domu''

Jakiś wilk patrzył na mnie ze zdziwieniem, a ja zeskoczyłam z kamienia.
- Hej, jestem Cloi. Teraz tu mieszkam. - powiedziałam.
- Hmm... ale... to była moja jaskinia... - odpowiedział.
- Serio? Ty tutaj mieszkałeś? - zapytałam.
- Tak... - odpowiedział.
- Chodź. - powiedziałam i poszliśmy w głąb tej jaskini. - Więc,jak masz na imię? - zapytałam. 
- Jestem Peeta. - odpowiedział.
- Myślałam że ta jaskinia jest pusta, więc urządziłam się trochę. - powiedziałam.
Pokiwał głową. - Jeżeli to twoja jaskinia, już idę. - powiedziałam ze smutkiem. Byłam tu tylko jeden dzień.
- Nie, zostań! - powiedział Peeta.
- *Czemu?* - pomyślałam. - To... jeżeli tu jesteś, to odpoczniesz i pomożesz mi zbudować kominek z tamtej gliny? - zapytałam.
Jasne! - odpowiedział. Po chwili zaprosiłam go na sarnę. - Jadłem już, nie jestem głodny. -powiedział. - Ale dziękuję. - dodał szybko. Miał bardzo łagodny wyraz pyska. Kiedy ja trochę zjadłam, zabraliśmy się do budowania. Peeta był uczynnym wilkiem. Był taki, no... miły. Po około godzinie już w kominku palił się ogień. Jak go zapaliliśmy?Potarliśmy kamień o kamień i pojawiła się iskra.
- Dzięki, Peeta. - powiedziałam.
- Nie ma sprawy. - odpowiedział. Leżeliśmy grzejąc się przy kominku. Czułam jak ciepło mnie otula. Aż w końcu obok nas spadła iskierka. Peeta patrzył na nią, a jego duże uszy - co było nie podobne do wilka - opadły i wisiały jak u psa z długimi uszami.
- Haha, Peeta, postaw uszy do góry! - powiedziałam śmiejąc się. Wilk popatrzył na mnie i też się zaśmiał. I tak nadszedł wieczór... 

<Peeta?>

Od Patton'a - C.D. opowiadania Peety ''Nareszcie w domu''

Bardzo lubiłem biegać po terenach, o czym każdy wilk doskonale wie. Moim zadaniem, jako samca beta, było pilnowanie w watasze porządku. Sprawdzałem zawsze jaskinie, ponieważ nie mieliśmy jeszcze żadnych inspektorów, którzy mogliby się tym zająć. W chwili kiedy sprawdzałem stan jaskini niegdyś zamieszkiwanej przez Peetę, do jaskini wszedł jakiś wilk, a że stałem do wejścia tyłem, nie widziałem go. Usłyszałem znajomy głos, który wprawił mnie w chwilowe osłupienie. Powoli odwróciłem głowę i spojrzałem na przybysza z niedowierzaniem.
 - Peeta. - Stwierdziłem, obracając całe swoje ciało w kierunku wilka.
 - We własnej osobie. - Uśmiechnął się.
 - Myśleliśmy, że nie żyjesz. - Wyszeptałem, patrząc wilkowi w oczy. To naprawdę był on.
 - Pewna dobra istota postanowiła wskrzesić moją duszę. - Odparł. - Widocznie miałem jeszcze jakąś misję do spełnienia. 
 - Z całą pewnością. - Uśmiechnąłem się. - Powinieneś pójść się pokazać Gustawowi.
 - Słuchaj Patton... Ta jaskinia jest dalej moja, prawda? - Spytał.
 - Owszem. Przyszedłem tutaj dzisiaj jako inspektor, by ocenić jej stan. 
 - Rozumiem. - Rzekł. - To ja już pójdę, zobaczymy się wkrótce.
 - Na razie i powodzenia. - Powiedziałem i wyszedłem z jaskini. Wciąż pozostało mi do załatwienia kilka spraw, a z każdą chwilą przybywały kolejne...

< Peeta? >

Od Patton'a - C.D. opowiadania Silence'a ''Nagrania cz. 7''

Przyjąłem torbę, w której spostrzegłem kilka dyktafonów. Spojrzałem najpierw na dziwne ''trofeum'' z wyprawy, a następnie na Silence'a, który wyglądał gorzej niż przeciętny wilk po stoczeniu najcięższej walki z niedźwiedziem w całym swoim życiu.
 - Wróci do ciebie nazajutrz. - Odpowiedziałem.
 - Dobrze, będę czekał w jaskini. - Rzekł i zaczął odchodzić. 
 - Silence... Wiem, że mnie nie posłuchasz, ale radziłbym ci iść się pokazać Ginewrze. Ten kawał metalu nie wygląda zbyt apetycznie. - Powiedziałem, na co wilk przystanął i zaśmiał się cicho. 
 - Być może skorzystam z twojej porady. - Odparł i zniknął w zaroślach. Jeszcze długo wpatrywałem się w te dyktafony. Ludzkie siedlisko było mi kompletnie nieznane. Widziałem w swym życiu dużo, ale nie mam zbytniego doświadczenia z ludzkimi przedmiotami, takimi jak te, które były w tej torbie. Udałem się z nimi więc do jaskini alf, gdzie spotkałem również Makkę, która właśnie miała wychodzić.
 - Zostań. - Powiedziałem. - Mam dla was wszystkich ciekawe informacje.
 - Tak? - Zapytał Gustaw, przyglądając się w uwadze nie mnie, a torbie.
- Silence był na wyprawie i przyniósł rzeczy należące do ludzi. - Odpowiedziałem, kładąc torbę przed alfami.
 - Mhm... - Mruknął Gustaw i włączył pierwszy dyktafon. 
***
Po odsłuchaniu wszystkich nagrań, nabrałem jeszcze większego szacunku dla Silence'a. Mało który wilk z watahy odważyłby się na taką wyprawę, a jeżeli już by to zrobił, to istniała nikła szansa na to, że uda mu się przeżyć. A jemu się to udało. Nawet na kamiennej twarzy Gustawa, malowało się zdziwienie.
 - Idź mu to oddać. Już dość słyszeliśmy. - Powiedział. Wykonałem jego prośbę i udałem się do Silence'a.
 - Wybacz, że nachodzę cię tak późno, ale zrobiłem z tym już to, co miałem zrobić. - Rzekłem.
 - Odsłuchałeś? - Zapytał.
 - Co do jednego. - Odpowiedziałem. - Jestem pod nie lada wrażeniem twojej odwagi i ciekawości. Zapuściłeś się w miejsce, do którego jeszcze żaden wilk z tej watahy nigdy się nie udał.
 - Wiedzieliście o tym miejscu? - Spytał zdziwiony.
 - Kilka martwych wilków z tej watahy wiedziało. - Odpowiedziałem. - Ta wataha istnieje dość długo, ale ty jesteś jedynym wilkiem, który bez większego wahania przeszedł cały Ośrodek Badawczy nr 5. Właściwie... Jesteś jedynym wilkiem, który w ogóle wszedł go tego zagajnika... Podobno dzieją się w nim różne dziwne rzeczy, choć wątpię aby były one związane bezpośrednio z tym ośrodkiem.

< Silence? >

Od Patton'a - C.D. opowiadania Hyde'a ''Jak tu dotarłem?''

Wilk mnie irytował. Przyjrzałem się jego duszy, która nie należała do smakowitych kąsków. Psychiczny, szalony typ o chorowitym umyśle, innymi słowy pokarm dla zdesperowanych i głodnych wszystkiego, małych, biednych demonów. Nie był wilkiem o dobrym charakterze i zamiarach, co jeszcze bardziej psuło jego smak. Być może sam miał w sobie coś z demona? Zmierzyłem go wzrokiem, który podpowiedział mi jedynie tyle, że należy do silnych wilków, które nie są zbytnio zwinne i szybkie. Działało to na moją korzyść w razie walki z nim.
 - Po co odwiedziłeś tutejsze tereny? - Zapytałem, patrząc w centrum jego oczu.
 - Dotarłem tutaj przywabiony przez mojego niewolnika. - Odpowiedział.
 - Ach tak, rozumiem. A twój niewolnik to...?
 - Co cię to interesuje? Jest mój. - Odparł, odwracając się.
 - Wiem i szanuję to. Nie mam zamiaru ci go zabierać. - Rzekłem.
 - Więc po co ci informacje o nim? - Zapytał.
 - Być może będzie on lepszym partnerem do rozmowy. - Odpowiedziałem, wymijając niedawno napotkanego basiora. Odliczałem czas do momentu, kiedy się odezwie.
 - A po co chcesz z nim rozmawiać? - Spytał głośno. Zatrzymałem się i zachichotałem niemo.
 - Muszę go uprzedzić, że te tereny należą do Watahy Krwawego Wzgórza i nie może tu przebywać bez zgody alfy, gdyż grozi mu bardzo szybka śmierć. 

< Hyde? Takie bezsensowne lanie wody, ale nie miałam pomysłu >

Od Notte - C.D. opowiadania Jekyll'a ''Niepokój''


Obudziłam się w pełni sił czując zapach mięsa. Przede mną leżała smakowicie wyglądająca sarna.
- Co to? - spytałam.
- Śniadanie. - Odpowiedział Jekyll.
- Na prawdę? Dziękuję ci, nie musiałeś. - Odpowiedziałam z miłym zaskoczeniem.
- Nie dziękuj. 
Zabraliśmy się za jedzenie sarny. Była bardzo smaczna i soczysta. Było mi żal Jekylla przez to, że no... w ogóle nie chciał spać co było widać, cały czas był jakiś zestresowany.
- Może teraz ty pójdziesz spać? W końcu należy ci się. - zaproponowałam.
- Nie, nie, nie...
- W końcu i tak padniesz ze zmęczenia!
- Ehh... To nie jest dobry pomysł.
- Będę tu cały czas na czatach.
- Ale jak tobie się coś stanie?
- Nie przesadzaj.
Położył się i zamknął oczy. Parę razy niespokojnie się wiercił, aż w końcu zasnął. Stałam cały czas w jednym miejscu rozglądając się to w lewo to w prawo. Jednak było coś takiego... Czułam to cały czas. Jakby jakiś niepokój może wewnętrzny strach? Nie wiem w każdym bądź razie stałam w jednym miejscu. Zamknęłam oczy i przez moje myśli "przebiegł" jakiś wilk. Był cały czarny i miał zieloną "grzywę" i oczy oraz trzy ogony. Szybko otworzyłam oczy. Na szczęście wszystko było normalne. Słońce powoli wstawało oświetlając całą dolinę. Z klifu pięknie było widać pomarańczowo-żółto-czerwone niebo. Zakryłam się skrzydłami. Pod klifami było piękne jezioro.
-Hmmm... A gdyby tak... skoczyć sobie? - Tak wiem miewam szalone pomysły jednak nie mogłam tego zrobić gdyż byłam na czatach.
Po około dwudziestu minutach ot tego pomysłu obudził się Jekyll.
- Długo spałem? - zapytał.
- Nie więcej niż cztery godziny.
- Czuje się jak nowo narodzony - z resztą było to widać.
- Widzisz mówiłam! I co? nic się nie stało.
- No, miałaś rację.
Popatrzyłam jeszcze raz na jezioro pod klifami.
- Bałbyś się skoczyć z tond do tego jeziora? 
Podszedł i spojrzał się na dół.
- Raczej nie.
- To świetnie! - spojrzał na mnie rozumiejąc, że zaraz skoczę.
Tak też zrobiłam, a zaraz za mną basior.
- Wooooooooo! - Krzyczałam.
Rozległ się plusk wody i wszystkie ryby z jeziora z przestraszenia zwiały.
- Super! - Zawołał Jekyll wynurzając się z wody.
- No!
Zmieniłam swoją postać, by wygodniej było mi się pływało. Chlusnęłam Jekylla wodą. Bawiliśmy się w wodzie i śmiechu przy tym nie było mało.

<Jekyll?>

Od Arii - Zimą

Dzwonki u sań
Śniegowy bal
Olśnienie,
Tęsknoty cień
Szarawy dzień
Wspomnienia,
Spotkania dar
Miłości żar
Spełnienie,
Prześnione sny
Uwiędłe bzy
Zmęczenie,
Szukania trud
Błysk jasnych złud
Nadzieja,
Zmarznięta łza
Srebrzysta mgła
Zawieja.

Od Patton'a - C.D. opowiadania Alois'a ''Nienawiść''

Wydałem z siebie cichy chichot.
 - Sprawdzam twą czujność, gwardzisto. - Rzekłem, wychodząc z krzaków.
 - To chyba nie należy do twoich obowiązków, Pattonie. - Odparł chłodnym tonem.
 - Owszem, nie należy. - Odpowiedziałem. 
 - Więc radzę ci więcej tak nie robić. - Rzekł i powoli zaczął się wycofywać.
 - Wiem, że zachowałem się nieprofesjonalnie, nachodząc cię w taki sposób, ale mam ci do przekazania ważną wiadomość, która póki co nie może się wkraść w życie innych wilków.
 - Jaka to wiadomość? - Zapytał, okazując zainteresowanie.
 - Alfa Star nie zdradziła dokładnych szczegółów, powiedziała tylko, że chciałaby spotkać się z tobą dzisiaj w Lodowym Królestwie. Mam nadzieję, że to nie problem.
 - Więc młoda alfa czegoś chce... - Wymamrotał. - Nie mówiła nic o typie sprawy?
 - Wspominała, że ma być to spotkanie czysto biznesowe. Podobno ma dla ciebie jakąś ofertę.
 - Rozumiem. Jeżeli się z nią spotkasz, powiedz że się zjawię. Może późnym popołudniem znajdę chwilę. - Powiedział.
 - Oczywiście. Żegnam. - Odparłem i ruszyłem w swoją stronę. Musiałem jeszcze załatwić parę spraw.

< Alois? >

Od Cloi - C.D. opowiadania Alois'a ''Nienawiść''

Wyszłam zza krzaków, patrząc na Alois'a. Był gotów na mnie naskoczyć.
- Kim jesteś? - zapytałam.
- Może ty najpierw się przedstawisz?! - powiedział chłodno.
- Och. Ja jestem Cloi. - odpowiedziałam.
- Alois... - powiedział. Był twardy. To było widać...
- To...nie lubisz Walentynek, dlatego że wilki tylko w ten dzień okazują jak bardzo zależy im na partnerze? - zapytałam.
- Tak, a co? - zapytał.
- Nic, nic. - odpowiedziałam. Było w nim jednak coś dobrego. Ale wiem, że rzadko się uśmiecha.
- Czego chcesz? - zapytał.
- Nic. Tak chodzę, spaceruję... - odpowiedziałam.
Popatrzył na mnie. W jego oczach widziałam śmierć. Nie wyglądał na miłego, i pewnie też taki nie był.
- Nie masz nic innego do roboty, niż stanie tu? - zapytał.
- Wiesz co? - zaczęłam - Mam, ale też mam prawo do lasu... - odpowiedziałam.
Zmierzył mnie wzrokiem. Po chwili bez słowa odbiegł gdzieś... 

<Alois?>

Audrey odchodzi z watahy!


autor nieznany
Audrey odchodzi.
~
Powód odejściaDecyzja właściciela
Piastowane stanowiska: Szpieg lądowy
Data dołączenia: 6 styczeń 2015
Data odejścia: 1 marzec 2015
Imię partnera: Amigo
Ilość szans na powrót: Jedna
KLIKNIJ, ABY ZOBACZYĆ PEŁNY PROFIL
~
Żegnaj!