niedziela, 14 września 2014

Od Megan - C.D. opowiadania Bloodspill'a ''Kluczem jest podejście''

Lekko się zarumieniłam . Nie wiedziałam o czym mogę z nim rozmawiać . Opuściłam wzrok i myślałam ... odezwała się moja natura . 
-Hej Megan ! Jesteś tam czy odleciałaś ? 
-Chciała bym odlecieć ... 
-Dlaczego ? 
-Podobno wtedy czujesz wolność . 
-Nie rozumiem . Teraz też ją czuję a spaceruję . 
-Nie o taką wolność mi chodzi . Możliwe , że wolność to złe słowo . Beztroskie życie , bez zmartwień ... podobno gdy wzbijasz się w powietrze wszystkie problemy zostają na dole . 
Wilk słuchał mnie z zainteresowaniem . Delikatnie uśmiechnęłam się i popatrzyłam w jego stronę . On odwzajemnił uśmiech . Zatrzymałam się . Byliśmy niedaleko strumyka albo rzeczki . 
-Zajdziemy na chwilkę nad wodę ? 
-Możemy ... 
Doszliśmy do małego strumyka . Niewiele myśląc nachyliłam się i napiłam . 
Woda była przyjemnie zimna . Idealna na ostatnie podrygi lata . 
-Daleko jeszcze ?
-Nie Megan . Już blisko 

<Bloodspil ? Sorry , że tyle pisałem odp ale wiesz ... szkoła >

Nowy wilk - LEONARDO

  • Leonardo


Imię: Leonardo, dla przyjaciół Leo
Płeć: Samiec
Wiek: 4 lata
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Wojownik
Cechy charakteru: Honorowy, miły, pomocny, ufny, odważny, cichy, spokojny, rozsądny
Cechy fizyczne: Szybki, skoczny, nie umie wspinać się na drzewa
Znak szczególny: 3 równe blizny pod okiem 
Słaby punkt: Klatka piersiowa
Boi się: Umrzeć niehonorowo
Waga: 50 kilogramów
Wzrost: 80 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Donatello
Rasa: Mieszaniec
Żywioł: Światło
Moce: [3/15] Telepatia, chodzenie na 2 łapach, władanie mieczem
Partner/ka: Szuka
RodziceBrak
Potomstwo: Brak
Inna rodzina: Donatello, Michaelangelo, Raphael - bracia
Kraj pochodzenia: Anglia
Lubi: Dobro, rozsądek, walki
Nie lubi: Zła
Pióra Feniksa: 40.000
Historia: Urodziłem się w Anglii wraz z moimi braćmi. Nie znam rodziców, wychowywał nas inny wilk. Nauczył nas również władać bronią. Znaleźliśmy watahę, lecz żeby ją ratować musieliśmy odejść. Uciekliśmy na nowy ląd - Amerykę i znaleźliśmy tą watahę. 
Inne zdjęcia: Brak
Właściciel: MonAndKlau
WITAJ W WATASZE KRWAWEGO WZGÓRZA!!!

Od Waverly - Jak tu dotarłam?

Blask promieni słonecznych obudził mnie... Przypominało mi to mojego ukochanego.... Władał żywiołem ognia. Przyglądałam się chwilę wschodzącemu słońcu i ruszyłam dalej.
Zaczęłam sobie śpiewać piosenkę, którą pamiętałam jako mała dziewczynka. Często śpiewała mi ją mama. Odruchowo dotknęłam szyi, gdzie zazwyczaj nosiłam naszyjnik... Niestety już go nie miałam.

Polarna zorza unosi się na niebie,
a my wciąż mocno kochamy siebie.
Lód i mróź skuły dolinę,
zimno dopadło biedną krainę.
Wśród śniegu błądzi dusza,
kończynami ledwo rusza.

Usłyszałam nagle jakieś trzaski w krzakach. Przyjęłam pozycję bojową. Z nich wyskoczył zając. Próbowałam do niego podejść, aby go pogłaskać, lecz on uciekł. Przypomniało mi się, że jestem wilkiem...
Nagle wyczułam zapach moich braci. Ruszyłam jego tropem. Wiedziałam, że przed sobą mam jakąś watahę. Tęsknota, która do tej pory była w moim sercu, ulotniła się szybko.

Nowa wilczyca - WAVERLY


  • Waverly


Imię: Waverly, niegdyś, gdy była człowiekiem nosiła imię, Katara, ksywka Wav
Płeć: Samica
Wiek: 3 lata
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Zielarka
Cechy charakteru: Waverly jest odpowiedzialną waderą i nad wiek dojrzałą. Stara się zapewnić dobro innym i nieraz podejmuje decyzje za inne wilki, kiedy wymaga tego sytuacja. Zawsze wierzy w swoje racje, nawet jeżeli są omylne. Jej miłe uosobienie może być mylne, wilczyca posiada ognisty temperament, a połączony z jej żywiołem, okazuje się niebezpieczna mieszanką. Waverly jest bardzo opiekuńczą waderą. 
Cechy fizyczne: Ma atletyczną budowę ciała - jest bardzo smukła i delikatna. Szybka i zwinna - a te cechy są bardzo przydatne w magii wody. Wav umie walczyć, a właściwie to uwielbia, chociaż uchodzi za słodką waderę.
Znak szczególny: Niebieskie oczy, które aż płoną niebieską łuną światła. Przez jej ciało od czasu do czasu przechodzi niebieska fala światła.
Słaby punkt: Ogon
Boi się: Utraty mocy
Waga: 40 kilogramów
Wzrost: 73 centymetry
Najlepsi przyjaciele: Zuko, Ben
Rasa: Wilk Grzywiasty
Żywioł: Woda, Lód
Moce: [9/15] Magia krwi - kieruje krwią, magia wody - kieruje wodą, moc uzdrawia - uzdrawia, magia lodu - kieruje lodem. Telepatia.
Partner/ka: A spodobał się jej taki jeden basior... A dokładniej Ben :3
RodziceNie wie co się z nimi dzieje, odkąd przemieniła się w człowieka
Potomstwo: Decyzja należy do partnera :3
Inna rodzina: Brak
Kraj pochodzenia: Biegun południowy, mała wioska
Lubi: Używać magi, zjeżdżać z górki śnieżnej, śnieg, zimno, lód... Kocha cały świat...
Nie lubi: Cierpienia po utracie matki
Pióra Feniksa: 40.000
Historia: Mam dość imponująca historię. Moje serce zabiło pierwszy raz, kiedy przyszłam na świat w małej wiosce, otoczonej śniegiem i lodem. Dorastałam szczęśliwie z moim starszym bratem, Sokką. Wkrótce napadł nas Naród Ognia. Szukali ostatniego maga wody, którym była ja. Aby mnie chronić matka powiedziała, że to ona jest tym kogo szukają. Zabili ją bez wahania. Postanowiłam kiedyś się zemścić. Okazja nadarzyła się kiedy miałam czternaście lat. Przypłynął do nas pewien książę. Okazał się on księciem z Narodu Ognia. Bez wahania rzuciłam się na niego, a on mnie pojmał. Ominę zbędne wydarzenia i przejdę do konkretów, ów chłopak został moim chłopakiem... Tak zakończyliśmy wojnę między czterema narodami. Siedząc nad jeziorkiem w jego pałacu, wpadłam do niego. Okazało się, że przeniosłam się w czasie... i na dodatek stałam się wilkiem. Szwendając się kilka lat po świecie, odnalazłam ową watahę.
Właściciel: Karoluna
WITAJ W WATASZE KRWAWEGO WZGÓRZA!!!

Od Ami - Rany...

Obudziłam się w nocy z wrażeniem krwawienia z rany na klatce piersiowej, lecz nic mi nie było. Postanowiłam iść do Ginewry, więc pobiegłam szybko do jaskini alf i delikatnie obudziłam Ginewrę.
- Ami, co cie tu sprowadza tak późno? - Zapytała alfa.
- Czuję jakby krwawienie z mojej największej rany. Tej na klatce piersiowej, ale tam nie ma krwi. Wydaje mi się to dziwne.
- Obejrzę tą ranę. - Powiedziała, wstając cichutko, by nie obudzić swojego partnera. Po chwili Ginewra delikatnie zdjęła liście owinięte wokół mojego tułowia.
- Wygląda dobrze. Goi się, pewnie dlatego masz wrażenie krwawienia. Tak czasem bywa. A tak w ogóle to gdzie sobie taką ranę zrobiłaś?
- Nie chcę mówić... - Szepnęłam, spuszczając łeb.
- Dobrze, wystarczy zmienić na ziołowe liście.
- Ok. To ja już wracam do domu i nie zawracam głowy. Dziękuję. - Powiedziałam i poszłam wreszcie do jaskini Peety. On już smacznie spał, więc położyłam się koło niego i też zasnęłam.

Od Azumy - Prowadź do przywódcy...

***PERSPEKTYWA AZUMY***

- *Hej! Mou Hitori No Boku, może... no nie wiem...zemścimy się na twoim bracie!? * -Kusił mnie Seibu, moje alter ego.
- Zamknij się! - Powiedziałem.
- *To przynajmniej nie traktuj go jak wzoru!* - Mruknął bardziej do siebie niż do mnie.
- Dobrze wiesz że on jest najlepszym bratem... - Nie zdążyłem powiedzieć, bo przed oczami pojawił mi się obraz jakiegoś wilka...
- K... kto to był? - Pisnąłem...wilk miał wyjątkowo smutną minę... i w dodatku był tak... hmmm... jak to powiedzieć? Uroczy. Czułem się jakby był moim młodszym braciszkiem... Chyba nigdy nie byłbym w stanie niczego mu odmówić.
- *To ja...* - Powiedział wyjątkowo zdołowanym głosem.
- Ooo... Mou Hitori No Boku! Zgoda, postaram się być dla Shout'a bardziej..."chłodny".-Powiedziałem z rezygnacją.
- *Cieszę się!* - Powiedział z satysfakcją - Pamiętaj..."to dla twojego dobra..."- Powtórzył. Jak ja nie znosiłem kiedy on to mówił.

***PERSPEKTYWA ALTER EGO AZUMY, SEIBU***

Nareszcie on mnie posłuchał! Cieszyłam się jak nie wiem kto! Może nie dostanie znów po pysku od tego świra... O wilku mowa... Przed nami pojawił się Shout, oprawca mojego kochanego Azu!
- Hej, deklu... -Mruknął kopiąc Azumę w kostkę i łapiąc za futro na karku.
- Odwal się! - Jęknął Azuma.
- Co mówiłem ci o śledzeniu mnie? - Zaśmiał się kilkukrotnie drapiąc Mou Hitori No Boku po podbrzuszu przy czym rozszarpywał jego delikatną skórę. Miałam ochotę zabić tego śmiecia! Wreszcie gdy stracił przytomność, a ten wredny wybryk natury pogwizdując opuścił "miejsce zbrodni" mogłam przejąć jego ciało.
- Hej! Psie! - Wrzasnęłam do Shout'a. Na szczęście miałam zdolność natychmiastowej regeneracji więc większość ran zagoiła się. Wilk odwrócił się zszokowany.
- To ty jeszcze żyjesz!?- Krzyknął. Zaśmiałam się.
- Stul pysk kiedy mówię! - Wrzasnęłam. Podeszłam do niego i złapałam za rogi, sparaliżowało go, ścisnęłam mocniej...i mocniej.
- Z...zostaw! - Jęknął wciąż władczym i kpiącym tonem. - Kim jesteś?!To na pewno nie Azu... - Przerwałam mu i puściłam rogi by mógł odetchnąć... nie chciałam go zabijać, Azu nigdy by mi nie wybaczył... Poza tym jego dusza była zbyt zepsuta by ją pochłonąć, a siła fizyczna nie jest moją mocną stroną, wolę skupić się na intelekcie i zwinności.
- Jestem Seibu. - Ukłoniłam się przed nim.
- Czego chcesz? - Spytał.
- Zagłady świata, władzy sił ciemności i co najważniejsze bezpieczeństwa Azumy... no i może oddzielnego ciała dla niego. - Rozmarzyłam się.
- Więc jesteś jego pedalskim alter ego z chorymi intencjami psychopaty? - Zdziwił się.
- Jestem samicą! -Krzyknęłam.
- Aha...-Mruknął.
- Wrrr... -Warknęłam rozwścieczona - To że mieszkam w jego ciele nie oznacza że jestem samcem! - Wrzasnęłam.
- Dobra, dobra...ale przejdźmy do rzeczy: czego chcesz kobieto!? -Rozwścieczył się.
- Już mówię! A więc dwukrotnie pobiłeś Mou Hitori No Boku lecz ja nie mogę zrobić tego tobie bo by się pogniewał... więc nikomu o mnie nie powiesz i zaprowadzisz mnie do najbardziej szanowanej osoby jaką znasz bym mogła... - Przerwałam nie chcąc wyjawić mu swych planów. - A w zamian nie wyrwę ci serca i nie pożrę duszy jak to zrobiłam w poprzednim wcieleni z niejaką Punk'i Dragon która teraz tuła się po Piekle jako demon... choć podobno jeden z ważniejszych... żona Lucyfera.-Przypomniałam sobie.

<Shout?>

Dopisek od właścicielki wilka: Seibu nie ma płci! Może ją zmieniać, po za tym bardziej jest samicą i sama się za nią uważa choć ma trochę dziwny głos po którym nie da się rozpoznać czy jest samicą czy samcem.

sobota, 13 września 2014

Od Corry'ego - C.D. opowiadania Layli ''Życie jest ważne'''

Ścisnąłem łapę wilczycy. Czas się zatrzymał kiedy jej oczy, które przed kilkoma sekundami przybrały szmaragdową barwę, zwróciły się na mnie. Czułem się tak, jakby jej wzrok skanował moją duszę. Oniemiałem. Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Odebrało mi mowę.
- Nic na to nie powiesz? - zapytała cicho. Kiedy zobaczyłem jaki wyraz przybrała jej twarz, moje serce ścisnął żal. Nie umiałem jej powiedzieć co czuje, gdyż nigdy nie doznałem czegoś takiego. Przy niej czułem jak moje serce przyśpiesza. Moje niebieskie oczy, nie mógłbym się oderwać od jej tęczówek...
- Powiem... - wyszeptałem po chwili. Teraz uświadomiłem sobie co do niej czuje. Layla czuła to samo. To była miłość. - Kocham cię... Szalenie cię kocham. - powiedziałem głośno. Wilczyca wpatrywała się we mnie uważnie, po chwili uśmiechnęła się. Po jaskini echem rozniósł się jej serdeczny śmiech. 
- A ja głupia myślałam, że mnie nie kochasz... - wypaliła, po chwili zarumieniła się. - Wybacz, zawsze marzyłam o tym, aby to wyglądało trochę inaczej. Mam na myśli wyznanie miłości. - rzekła. Godzinami mogłem słuchać jej cudownego głosu, to była jak muzyka dla moich uszu. 
- A jak to sobie wyobrażałaś? - zapytałem. Wadera spuściła wzrok i zaczęła grzebać łapą w piasku. Wzrokiem podążałem za jej ruchem łapy.
- No wiesz... Chciałam, żeby to było romantycznie. Najlepiej nad rzeką, siedząc na pniu. - wytłumaczyła jak umiała. Niestety nie znałem takiego miejsca w watasze, a biorąc pod uwagę jakie wydarzenie miało przed chwilą miejsce, dosyć było mi rzeki. Wymyśliłem pewną alternatywę.
- Chodź ze mną. - powiedziałem cicho, po czym chwyciłem ją za łapę. Przeszły mnie dreszcze, gdy znów poczułem ten dotyk przez moje futro. 
Po dłuższym spacerku, znaleźliśmy się na pustyni. Pociągnąłem wilczycę za pobliskie skały. Tam weszliśmy na górę. Pomogłem Layli iść, gdyż po uszkodzeniu głowy, miała trudność z zachowaniem równowagi. Znaleźliśmy się na górze, skąd był niesamowity widok na rozległą pustynię. Widzieliśmy jak piasek leci w górę razem z wiatrem, formując nowe kształty. Wilczyca otworzyła oczu z zachwytu.
- Pięknie tu. 
- Spójrz w dół. - poleciłem. Wilczyca, tak też uczyniła. Skierowała wzrok w dół. Dostrzegła, że znajdowaliśmy się na kamiennym łuku, zaś w dole było widać koryto wydrążone przez rzekę, która niegdyś tędy płynęła. 
- Zamknij oczy. Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę. - powiedziałem. Powieki Layli oparły. Kiedy moja łapa powędrowała do jej policzka, wstrzymała oddech. Nachyliłem się i pocałowałem ją delikatnie. Widziałem, jak jej policzki różowieją. Zachichotałem cicho.

Od Whitney - C.D. opowiadania Hill'a ''Bo każda historia ma szczęśliwe zakończenie''

Moi rodzice wyglądali na bardzo szczęśliwych. Widziałam jak co chwila wybuchali nowymi porcjami śmiechu. Czułam się troszkę zniesmaczoną, tym jak okazują sobie miłość, bądź co bądź byli... moimi rodzicami. Nie wiedziałam za bardzo jak mam na te zareagować.
- Co się dzieje? - zapytała, wychodząc naprzeciw nim. Moja mam uśmiechnęła się szeroko. Pochwyciła mnie w swoje łapy. Ucieszył mnie ten gest, ale nie bardzo rozumiałam powód ich radości.
- Twój tatuś i ja możemy mieć dzieci. - szepnęła radośnie. Zaskoczyło mnie to, bo niedawno przeprowadziłam rozmowę z rodzicami o tym, że tatuś jest bezpłodny, a tu proszę. Poczułam lekki smutek i ukłucie zazdrości.
- Ale jak to? - zapytałam, czując narastającą gulę w gardle. 
- Byłem u Ginewry. Okazało się, że mogę mieć dzieci. - rzekł. Spoglądałam to na niego, to na moją mamę. Uśmiechy nie znikały im z twarzy.
- Ja wam nie wystarczam. - szepnęłam cichutko. Wyrwałam się z uścisku zaskoczonej Selene. Przypuszczałam, że ja będę ich ukochanym dzieckiem i jedynym... A tu nagle chcą mieć własne dzieci.
- Nie... Whitney! - krzyknęła wadera, która od jakiegoś czasu została moją mamą, za moją oddalająca się postacią. Kłęby kurzu unosiły się za mną. Skierowałam się w stronę lasu. Za sobą słyszałam krzyki moich rodziców, czy raczej ich nawoływania. Nie obchodziły mnie one. 
Czując ból w klatce piersiowej, wślizgnęłam się w norę, wydrążoną między korzeniami drzewa. Stanowiły one idealną ochronę. Zdyszana, zwinęłam się kłębek. Po moich policzkach zaczęły spływać rzęsiste łzy.
- Whitney... - usłyszałam głos taty. Hill wyjął mnie z nory. Mógł dostrzec, że cała się upaćkałam. Przytulił mnie do siebie. Wiedziałam, że postąpiłam źle.
- Możecie mieć dzieci, jak chcecie. - powiedziałam cicho. Hill zaśmiał się.
- Myślałem, że się ucieszysz? - zapytał mnie basior. Pokręciłam głową.
- Nie, ja zawsze chcę być waszym oczkiem w głowie. - szepnęłam. Wilk zachichotał i poklepał mnie po plecach. 
- Zawsze nim będziesz, ale zrozum, że chcemy mieć z czasem więcej dzieci.
- Przecież udzieliłam wam pozwolenia. 
Uczepiona szyi Hill'a wróciłam do domu. Tam po dłuższej chwili wróciła zdyszana mama. Wycałowała mnie i wyściskała za czasy. Czułam się wspaniale. Może rodzeństwo to nie był głupi pomysł....

Wstyd... xd

Jak widzicie, postów nie ma. Why? ;_;
No tak jakoś wyszło, że jestem chora i muszę się uleczyć [bo w czwartek zdajemy bieg na 600 metrów i żeby móc biec na całym odcinku z pełną prędkością muszę oddychać przez nos, a aktualnie jest zatkany], a najlepiej jakbym odpoczywała. Prowadzenie tego bloga nie jest żadną formą odpoczynku, więc... musiałam się zadowolić oglądaniem starych filmików Blow'a przez 5 godzin.
W szkole jest ciężko. Codziennie po 7 lekcji i praktycznie codziennie ze wszystkiego zadanie. Jutro muszę się nauczyć biologii, matematyki, polskiego, geografii i francuskiego i napisać mega wypasiony list z polskiego [taki żeby dostać 6].
Widzę że mimo wszystko ktoś tutaj wchodzi, bo było dziś ponad 100 wyświetleń. Oczekujecie aż to wszystko wstawię, nie? No tag, wiem...
Przepraszam Karolunę - miałyśmy pewne... ekhem... plany na 11 września, ale cuś nie wypaliło :/ Niestety, wszystkie rzeczy będziemy musieli planować sobie na weekendy, bo tylko wtedy znajdę czas na watahę [przynajmniej na razie].
A do do praw autorskich, to zostawimy to do przyszłego roku. Na razie nie czuję się zagrożona, ale nie myślcie sobie, że nie mam planu, bo mamy go już z Szymkiem opracowany do prawie perfekcji. Ale prawie robi różnicę, czyż nie?
***
Teraz mała sprawa do sonii - w watasze nie ma jeszcze April, więc nie dodam na razie twojego wilka, poza tym powinien być szczeniakiem, skoro się tutaj urodził xd
I jeszcze jedno - towarzysze nie mogą przechodzić przemian, więc opowiadanie Lucius'a nie zostanie dodane.
***
I jeszcze coś dla MonAndKlau - nie pisz mi w formularzu, dokładniej w podpunkcie ''moce'', że są związane z żywiołami. Musisz podać jakieś konkretne, bo ja nie mam siły, ochoty ani czasu tego wszystkiego wymyślać.
***
I jeszcze mała wiadomość do wszystkich, którzy chodzili na zebrania na chacie i monitorowali sytuację na bieżąco - temat na wrzesień został przesunięty na październik, ponieważ zwaliła się na mnie szkoła i nie mam kiedy tego zrobić :/
***
I jeszcze mała wzmianka o aktualizacji - żadnych pytań! Nie myślcie sobie, że KJK siedzi cały dzień i nic nie robi. Ja mam treningi, dyżury, sprawy prywatne, szkołę. Ja nie mam kiedy tego wszystkiego zrobić. A aktualnie jestem w trakcie realizacji dość dużego projektu [nic związanego z watahą] i nie mam zwyczajnie czasu na tą cholerną aktualizację. Więc nie marudźcie, że jesteśmy ze wszystkim w plecy.

niedziela, 7 września 2014

Od Lakoty - Bolesna strata

Tym razem i ja napisała opo z podkładem. Zalecam spokojne czytanie i słuchanie:
Miałem zamiar iść dzisiaj z Lucy na Wiecznie Zimowy Szczyt, by przyjrzeć się żyjącym tam dzikim koniom, ale stało się inaczej. Z samego rana przyszła do mnie moja ukochana wilczyca, Lucy. Jej mina świadczyła o tym, że coś się stało.
 - Lakota... - Zdołała tylko wyszeptać i rzuciła mi się w ramiona. Wypłakiwała się w moje futro. Przycisnąłem ją do siebie mocniej. 
 - Co się stało? - Spytałem. Czułem, jakbym sam za chwilę miał zacząć płakać.
 - Wracam do domu. Odchodzę z watahy. Potrzebują mnie tam... - Powiedziała, odrywając się ode mnie. Spojrzała mi w oczy i delikatnie pocałowała. 
 - Lucy... - Szepnąłem. - Nie odchodź.
 - Muszę. - Odpowiedziała.
 - Nie... - Wyszeptałem.
 - Tak. Odparła poważnie i stanowczo. - Żegnaj.
Wybiegła z jaskini. Po godzinie usłyszałem jej ostatnie wycie. Odpowiedziałem jej. Po tym pożegnaniu siadłem na klifie i wpatrywałem się w zachód słońca.
 - Żegnaj... - Wyszeptałem do siebie, kiedy słońce zniknęło, tak jak moja Lucy.