sobota, 7 stycznia 2017

Od Mortimera - Rozmowa z Wyrocznią Delficką i mój powrót do watahy narodzin

Jak zapewne część z Was pamięta, po dokonanym ojcobójstwie odszedłem praktycznie nikomu nic nie mówiąc z watahy. Jedyną osobą, która zdawała sobie z tego doskonale sprawę była moja młodsza kuzynka Talestia, z którą to zamieniłem jeszcze potajemnie przed dokonaniem tego, pożegnalną rozmowę. Chciałem bym choć jedna istota w tym stadzie zdawała sobie sprawę z tego, iż już wtedy szczerze żałowałem swojego czynu i gdybym mógł w jakiś sposób cofnąć czas o parę godzin i przywrócić tym samym życie dla Cheveyo, na pewno bym to zrobił. Było to jednak niemożliwe, więc nie miałem innego wyjścia niż udać się na dobrowolne wygnanie i zachować w ten sposób choć resztki honoru. 

***

Po trzech następnych latach, w czasie których przebyłem niemal wszystkie kraje świata, zaczynając od Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, przez Alaskę, na Bułgarii kończąc, łapy zawiodły mnie niespodziewanie do ,słynnej już w starożytności, Wyroczni Delfickiej. Kiedy po wielogodzinnym staniu w promieniach prażącego Słońca doczekałem się wreszcie swojej kolejki, nagle uzmysłowiłem sobie, ze serce zaczyna mi szybciej bić, a ja sam spuszczam wzrok i zaczynam szeptać do siedzącej naprzeciw mnie kapłanki całą historię swojej okrutnej zbrodni. Gdy wreszcie skończyłem, westchnąłem głęboko i czekałem na jej werdykt, który został wygłoszony szybciej, niż się spodziewałem. Oto miałem wrócić do swego rodzinnego stada i bronić tam tego, co mój ojciec za życia kochał najbardziej. Nie zastanawiając się długo, podziękowałem waderze za radę i ruszyłem w stronę Watahy Krwawego Wzgórza.

***

Kiedy po około dziesięciu miesiącach niestrudzonego marszu dotarłem wreszcie na miejsce, natychmiast skierowałem się na Pustynię Duchów, w której piaskach został pochowany mój ojciec. Pragnąłem bowiem zacząć swe nowe życie od rozmyślania przez parę minut nad jego grobem. 

***
Po niedługim czasie moim oczom ukazał się pomniki zbudowany specjalnie na jego cześć. Teraz mogłem się, więc zatrzymać i upewniwszy się, że nie jestem przez nikogo obserwowany, wypowiedzieć szeptem te oto słowa:
-Przepraszam za to, co Ci wtedy zrobiłem. Teraz naprawdę tego żałuję i....-nim dokończyłem swą wypowiedź, usłyszałem skrzypienie podłoża za sobą. 
Momentalnie umilkłem i obróciłem się w tamtą stronę z napiętymi mięśniami gotowy rzucić się na osobnika, który odważył się zaskoczyć mnie w takiej chwili. Oczywiście nie zwiększyłoby to moich szans na powtórne przyjęcie w szeregi watahy, ale za to nauczyłoby tamtego respektu do mojej osoby. Na moje nieszczęście wilkiem, który tego dokonał, okazał się być sam Patton we własnej osobie. Nie mogąc go zaatakować, rzuciłem mój metaliczne, wściekłe spojrzenie spod zmrużonych powiek i oświadczyłem lodowato, ale z zachowaniem należnego mu szacunku:
-Właśnie przerwałeś mi prawdopodobnie przełomową czynność w moim życiu, więc byłbym wdzięczny, gdybyś był tak miły i zostawił mnie samego.

<Patton?>

Talestia - profil wilczycy

Imię: Talestia (dla przyjaciół i rodziny Tania tzn. Zapach Motyla)
Płeć: Samica
Wiek: 6 lat
Hierarchia: Omega
Kierunek: Jastrząb
Stanowisko: Łucznik stopnia niższego
Typ: Zwykły
Rasa: Wilk Gwiezdny
GłosAmy Winehouse
*** 
Cechy charakteruTalestia od najmłodszych lat odznacza się przede wszystkim wytrwałością w dążeniu do celu i ogromną pomysłowością, co w połączeniu z umiejętnością zachowania trzeźwego myślenia nawet w najtrudniejszych sytuacjach czyni z niej urodzoną strategiczkę. Natura obdarzyła ją także wielką odwagą i walecznością, a przy tym honorowością i troskliwością, które to cechy często nakazują jej stawanie w obronie młodszych, słabszych i niesłusznie oskarżanych. Ponadto charakteryzuje się niecodzienną żywiołowością i spostrzegawczością. W stosunku do obcych jest zwykle nieufnie i bardzo podejrzliwie nastawiona, a zwraca się do nich raczej obojętnym tonem, przez co niezwykle trudno nawiązać z nią bliższy kontakt. Wadera ta bowiem woli mieć jednego wiernego przyjaciela, niż tysiące, czekających tylko na jeden niewłaściwy ruch z jej strony, aby ją zranić. Dokonać tego jest niezwykle łatwo, ale gdy ktoś to zrobi, Tania nie pokarze tego po sobie. Jedyne, co zrobi to zapamięta mu to na całe życie i zacznie go unikać. Przez większość istot postrzegana jest jako wybuchowa i lekko zamknięta w sobie duszyczka o dużym poczuciu własnej godności. 
Cechy fizyczne: Od małego jest bardzo dobrze i silnie zbudowana, co w połączeniu z jej niespożytą energią oraz doskonale wyćwiczoną umiejętnością posługiwania się każdym rodzajem broni, a zwłaszcza łukiem i unikania ataków wroga czyni z niej urodzoną wojowniczkę. Ponadto jest mistrzynią skoczności i szybkiego, niemal bezszelestnego przemieszczania się na znaczne odległości. W podkradaniu się i licznych akrobacjach nie ma sobie równych. Utrzymywanie równowagi na niezwykle wąskich przestrzeniach i lodzie także nie stanowi dla niej najmniejszej trudności. Dość dobrze radzi sobie również ze wspinaczką i pływaniem. Ma jednak pewne problemy z zapasami i turlaniem się. 
Znak szczególny: Fosforyzujące jaśniejsze znaczenia na sierści i takie same oczy oraz otaczająca ją księżycowa poświata.
Słaby punkt: Szramy na prawym policzku.
Boi się: Chyba tylko końca świata i utraty kolejnych bliskich.
Waga: 50 kilogramów
Wzrost: 75 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Poszukuje na nowo.
Pochodzenie: Ziemia, Ameryka Północna, USA, Wataha Krwawego Wzgórza
Lubi: Zabawy w wodzie, rock'a i spacery o zachodzie Słońca oraz blasku Księżyca, a także przygody i akcję 
Nie lubiGorąca, hałasu, zbyt długiego przebywania w jednym miejscu i niehonorowego postępowania
***
Żywioł: [3/3] Woda, Natura, Muzyka
Moce: [15/15] Telepatia, rzucanie wodnymi kulami, oddychanie pod wodą, sterowanie nią, ciskanie na wroga wodą pod wysokim ciśnieniem, nieodczuwanie jej temp., rozmawianie z wodnymi istotami, stwarzanie ich, przemienianie się w nie, wodne bicze, sterowanie wszelkimi ciałami niebieskimi, wsłuchiwanie się w odgłosy przyrody, czerpanie sił witalnych z otoczenia, posługiwanie się wszelkimi językami ziemi, panowanie nad roślinami, odporność na wszelkie jady i trucizny pochodzenia organicznego, roślinna , wodna i dźwiękowa tarcza, usypianie za pomocą głosu, ogłuszanie, zwiększanie i zmniejszanie częstotliwości dźwięków, muzyczna hipnoza
Partner/kaPoszukuje basiora, który zaakceptuje jej niezależność.
RodziceThea (popełniła samobójstwo) i King (odszedł) - oboje należeli kiedyś do watahy 
PotomstwoMoże kiedyś zastanowi się nad tą kwestią. 
Inna rodzina: Mortimer - kuzyn
***
Data dołączenia: 9 marzec 2014
Data urodzenia: 9 marzec
Upomnienia: 0/3
Krwawe Pioruny: 1.200.000
★★★★★★★★★★
Zdobyte osiągnięcia: Brak
Poziom: 21
PD: | Ogólnie: 2100 | Wykorzystano: 0 | Zostało: 1300 |
Umiejętności: | Walka: 250 | Instynkt: 0 | Umysł: 300 | Polowanie: 250 |
Jaskinia: numer 25
Ekwipunek: Brak
Bronie: Brak
Zbroja: Brak
Towarzysz: Brak
HistoriaPrzyszłam na świat na terenach tej watahy tuż przed jedną z wojen z ludźmi. Wtedy jeszcze nic nie zapowiadało tego, że będę musiała odejść z niej dobrowolnie. Po kilku latach jednak tak właśnie się stało. Ale zapewne większość z Was zaczyna się teraz zastanawiać jak właściwie do tego doszło... Już odpowiadam... Otóż właśnie w czasie walk, o których wspomniałam na początku mój kuzyn Mo zabił swojego własnego ojca, w mego wujka, co z kolei pociągnęło za sobą śmierć jeszcze kilkorga osób z naszej rodziny. To jednak raczej nie należy już do tematu moich rozważań. Ważne natomiast w tej chwili jest to, że nim Mortimer, dokonawszy tego okropnego czynu, odszedł ostatecznie ze stada, przyszedł do mnie w tajemnicy i odbył ze mną krótką rozmowę, w której nakazał mi udanie się do Nicol w celu przepowiedzenia mi mojej przyszłości. Ja jednak, wstydząc się tego, co wadera mogła tam ujrzeć, zrobiłam trochę inaczej. Otóż zamiast czekać na jej werdykt, poczekałam parę dni i również opuściłam tereny Watahy Krwawego Wzgórza w celu przemyślenia całej sytuacji i ułożenia sobie planu dalszego życia. Tak oto spędziłam kilka następnych lat na stałych wędrówkach po różnych krajach świata. Po tym okresie natomiast doszła mnie wieść głosząca, iż mój kuzyn zdecydował się wreszcie powrócić do naszego rodzimego stada. Nie zastanawiając się długo, ruszyłam w jego ślady. 
Inne zdjęcia: | Jako nimfa wodna | Jako syrena | W swoim ulubionym wcieleniu (wodnej elfki) |
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: WTSW |

Ostatnia aktualizacja: 11.02.2017

Talestia wraca do watahy!

Talestia wraca!
~
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: WSTW |
Imię: Talestia (dla przyjaciół i rodziny Tania tzn. Zapach Motyla)
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Łucznik stopnia niższego
Partner/ka: Poszukuje basiora, który zaakceptuje jej niezależność.
KLIKNIJ, ABY ZOBACZYĆ PEŁNY PROFIL
~
Witaj z powrotem!

piątek, 6 stycznia 2017

Od Castiel'a - C.D. Celty ''Wspólna praca?''


- No pewnie. - Rzuciłem tylko, po czym ruszyłem pierwszy w stronę jaskini alf. Hm, takie rzeczy chyba na początku mówi się rodzicom, ale słyszałem kiedyś o dość starym zwyczaju w naszej watasze, gdzie najpierw szło się do alfy, który ogłaszał wszystkim wilkom, że dana dwójka jest parą i samiec udzielał czegoś w rodzaju ślubu. Podobno zwyczaj ten przestał istnieć bardzo dawno temu, a po pewnym czasie w naszej watasze zaniechano w ogóle łączenia się w pary - każdy koncentrował się na własnej osobie i w sumie związki jako tako przestały istnieć. Cieszę się, że przełamaliśmy lody. W naszej watasze jest naprawdę niewiele par, może ze dwie. Nawet Samiec Alfa nie znalazł sobie żadnej wybranki, a powinien, chociażby po to, by przedłużyć ród. Jeśli on umrze, nie znajdzie się na jego miejsce żaden zastępca. Prawdopodobnie bety zajmą jego miejsce, ale one też nie mają dzieci, więc będzie mały problem. Crow's Cry powinien się w końcu za siebie wziąć. Być szczęśliwy. Tak samo jak ja, ja nigdy nie czułem się tak cholernie szczęśliwy. Przy tej waderze całkowicie się zmieniam i cieszę się z tego.
Nawet zwykły spacer z nią, to wszystko dawało mi tyle radości. I nawet teraz, gdy mijaliśmy świerkowy zagajnik, gdy śnieg skrzypiał nam pod łapami, czułem się szczęśliwy. W końcu byłem z waderą mojego życia, najważniejszą istotą na całym świecie. Celty miała wspaniałą osobowość, rozumiała mnie, a ja ją. Moje serce biło dla niej, a jej dla mnie. Nie myślałem, że kiedykolwiek doświadczę czegoś tak wspaniałego, że poznam czym jest prawdziwa miłość. Zamierzałem być starym, zrzędliwym wilkiem, który patrzyłby na wszystkich z dumą i pogardą. Który rzygałby parami i psuł wieczory zakochanym. Cieszę się, że tak się nie stało. I mimo tego, że dalej jestem sobą, chodzącą wredotą, wilkiem, który nie lubi zbyt wielu osób, mogę być dla kogoś miły, mogę pokazać swoją drugą stronę.
 - Nie idziemy do twoich rodziców? - Zapytała Celty, kiedy minęliśmy ich jaskinię. Pokręciłem przecząco głową, nie chciałem ich bowiem zawiadamiać, ze względu na ten zwyczaj. Opowiadała mi o tym kiedyś moja mama, Alexis, która dowiedziała się tego od Pattona, który był betą, a zarazem wilkiem, który najdłużej przebywał w watasze. To niezwykłe ile musiał widzieć śmierci, ile wilków już przeżył. Nieśmiertelność to jednocześnie dar i przekleństwo... Tak, czy inaczej, chciałem kontynuować stare tradycje, albo raczej przywrócić je do życia. Nie wiadomo kiedy jakieś dwa wilki połączą się w parę, dlatego warto, aby niektórzy zapamiętali tą ceremonię, gdyż to może być ostatnia taka w ich życiu. 
 - Mam lepszy pomysł. - Odparłem na pytanie Celty. Zobaczyłem, że zaczęło się ściemniać. Nie chciałem jej mówić, że musimy się spieszyć. Presja była tutaj zbędna. Dlatego postanowiłem pogonić ją w zabawny sposób. Ulepiłem w łapie śnieżkę i rzuciłem w nią, celując idealnie w czoło. Płatki śniegu osadziły się na jej rzęsach i na nosie, pomimo, że wilczyca się otrzepała. 
 - Zginiesz! - Krzyknęła i zaczęła mnie gonić. Idealnie, właśnie o to chodziło. Chciałem, aby się ruszyła, a przy okazji miałem ochotę spędzić z nią trochę czasu na robieniu czegoś wesołego i interesującego. Nudny bieg w stronę jaskini zdecydowanie nie zaliczał się do takich rzeczy, ale szalona pogoń za wandalem, który rzuca śnieżkami jak powalony już o wiele bardziej. Celty nie zauważyła, że biegniemy w stronę jaskini Crow's Cry'a, a nawet jeśli by to ogarnęła, to i tak nie domyśliłaby się, co planuję. Śmiejąc się i bawiąc w najlepsze, ostatecznie dotarliśmy do jaskini alfy. Zatrzymałem się przed wejściem i poczekałem na Celty. Rzuciła mi pytające spojrzenie.
 - Zaraz się wszystkiego dowiesz. - Mruknąłem i wziąłem głęboki oddech. - Tak więc, moja matka opowiadała mi o starym zwyczaju w watasze, który mówił o tym, że para najpierw idzie do alfy z zapytaniem o ogłoszenie parą, potem następuje uroczyste zebranie i ceremonia. Ta tradycja nie była kontynuowana od dawna, bo nie było żadnych par i generalnie chyba nawet najstarsze wilki zapomniały o istnieniu tej tradycji. Chciałbym właśnie w ten sposób ogłosić, że jesteśmy parą, oczywiście jeśli ci to pasuje.
 - Oczywiście, że mi pasuje. - Uśmiechnęła się. Kochałem ten uśmiech. - To co? Wchodzimy?
Pokiwałem głową i wpuściłem damę swojego serca przede mnie. Crow's Cry siedział w głębi jaskini, a przed nim sterczał kruk, wpatrując się w niego jak zahipnotyzowany.
 - Nie przeszkadzamy? - Zapytałem, na co Cry odwrócił głowę, a kruk odleciał nieco dalej w głąb jaskini. Zastanawiałem się co działo się przed naszym przyjściem.
 - Nie. W czym mogę pomóc? - Zapytał Alfa. Celty popatrzyła mi w oczy, na co westchnąłem głośno, bo to ja musiałem mówić o co chodzi.
 - Chcielibyśmy, abyś ogłosił nas parą. - Rzekłem.
 - Ogłosił was parą? Nie rozumiem...
 - Widzisz, kiedyś była taka tradycja...
 - Ach, tamta! Już pamiętam! - Wykrzyknął. - Opowiadano mi o niej za szczeniaka. Dobrze, jestem w stanie spełnić wasze życzenie i zwołać watahę.
 - Dziękujemy. - Odezwała się Celty. Crow's Cry bez słowa wyszedł na zewnątrz i kazał nam wyjść. Wskoczył na górę swojej jaskini, a my zrobiliśmy to samo. Zawył. Potrafił przepięknie wyć, byłem ciekawy, czy kiedykolwiek osiągnę tak dobry głos, jak on. Wilki zebrały się w zastraszającym tempie, nie było ich zbyt dużo, jednak udało mi się dostrzec całą naszą watahę. Alfa rozpoczął swoje przemówienie.
 - Mam dla was bardzo ważne ogłoszenie. Wiele lat temu w naszej watasze istniała pewna tradycja, która mówiła o tym, że zakochane wilki udają się do alfy, by prosić o ogłoszenie ich parą. Castiel i Celty postanowili odnowić tę tradycję, którą najpewniej pamiętają jedynie najstarsze wilki w watasze. Jestem z tego powodu bardzo dumny i mam nadzieję, że w przyszłości więcej par będzie w ten sposób ogłaszać swój związek. Tak, czy inaczej, aby nie psuć młodym radości, nie będę przedłużać tego wywodu. Chciałbym ogłosić wszystkim zgromadzonym, że Celty i Castiel oficjalnie zostają parą! - Krzyknął Crow's Cry, na co część wilków wiwatowała, reszta jedynie się uśmiechała. Niektórzy w ogóle nie zwracali uwagi na to, co się dzieje. - Teraz powinniście się pocałować. - Szepnął Alfa.
 - Kocham cię. - Powiedziałem.

< Celty? >

czwartek, 5 stycznia 2017

Mortimer - profil wilka

Imię: Mortimer (Da nielicznych Mo) 
Płeć: Samiec
Wiek: 8 lat
Hierarchia: Omega
Kierunek: Jastrząb
Stanowisko: Morderca lądowy
Typ: Zwykły
Rasa: Wilk Księżycowy
Głos: Ozzy Osbourne
*** 
Cechy charakteruZmieniły się one przez całe jego dotychczasowe życie, do tego stopnia, że istoty, które znały go dawnej- nie mogą się temu nadziwić. Właściwie stał się zupełnie innym basiorem, niż był za młodu. Wtedy bowiem uchodził za troskliwego i wyrozumiałego osobnika, który był w stanie poświęcić się dla dobra innych w największym stopniu, a nawet, jeśli zajdzie taka potrzeba, oddać za nich życie. Stopniowo jednak jego charakter zaczął się zmieniać, a on sam stał się tym, czym jest po dziś dzień- postrachem wszelkich okolic, przez które przechodzi. Teraz bowiem samiec ten zabija dla przyjemności i z byle powodu, a na jego pysku zawsze w takich momentach wykwita dumny uśmiech. Uważa bowiem, że zwyczajnie oczyścił w ten sposób świat z kolejnego głupca. Powstrzymuje się od wymierzenia tej kary tylko w przypadku, gdy wilk, który akurat mu się nawinął, pochodzi z watahy, w której aktualnie przebywa. Wtedy zwykle kończy się jedynie na paru, mocnych, lecz niezabójczych kopniakach, złamaniach i ogromnych ranach. Ma nadzieję, że tyle ostrzeżeń wystarczy Ci, aby omijać go z daleka, bo jak nie.... Nie będzie kończył... Wszystko bowiem zależy od tego, jak bardzo go wkurzysz. Nie licz jednak na litość, bo on już dawno zapomniał, jak się ją okazuje.
Cechy fizyczne: Mortimer od najwcześniejszych chwil odznacza się niezwykle dobrze i mocno rozbudowaną, umięśnioną sylwetką, co w połączeniu z ogromną siłą, którą ona w sobie kryje, czyni z niego urodzonego wojownika. Ponadto perfekcyjnie potrafi posługiwać się każdym rodzajem broni, a zwłaszcza sztyletem, z którym nigdy się nie rozstaje. Natura obdarzyła go także świetną umiejętnością wspinaczki i balansowania na wąskich powierzchniach. Dodatkowo jest mistrzem podchodów nieprzeciętnie szybkiego przemieszczania się na znaczne odległości. Dość dobrze radzi sobie również z pływaniem i skocznością. Ma jednak pewne problemy z utrzymywaniem się na lodzie i wykonywaniem niektórych akrobacji. 
Znak szczególny: Kruczoczarna, niemal hebanowa, niezwykle gruba i puszysta sierść.
Słaby punkt: Prawy bark.
Boi się: Chyba tylko końca świata i wygnania go z tej watahy.
Waga: 75 kilogramów
Wzrost: 90 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Poszukuje. 
Pochodzenie: Ziemia, Ameryka Północna, USA, Wataha Krwawego Wzgórza
Lubi: Ciemność, przygody, szczerość, prywatność, samotność , balansowanie na granicy prawa 
Nie lubi: Braku akcji, owijania w bawełnę, upałów, wtrącania się w jego sprawy i narzucania mu własnego zdania  
***
Żywioł: [3/3] Mrok, Natura, Ogień
Moce: [15/15] Telepatia, stwarzanie mrocznych oraz ognistych istot, sterowanie i rozmawianie z nimi, przemienianie się w nie, zlewanie się z zacienionymi miejscami, zmienianie oraz przepowiadanie pogody, pobieranie energii z żywych istot, podpalanie, ogniste kule, rozumienie języków wszystkich zwierząt i ludzi, leczenie za pomocą ognia i mroku, zabójcza lub raniąca chmura, mroczna tarcza ochronna, odporność na ogień, mroczne i ogniste języki, sprawianie, iż myśli drugiej istoty stają się smutne, ogniste talerze, ściany oraz bicze.
Partner/kaJeśli jesteś zdrowy na umyśle, raczej znasz już odpowiedź na to pytanie, a jeśli nie - najwidoczniej jesteś za głupi, by to pojąć.
RodziceAlba (popełniła samobójstwo) i Cheveyo (Mortimer sam pozbawił go życia podczas jednej z wojen) - oboje należeli kiedyś do tej watahy 
PotomstwoEzrille, ale się do niej nie przyznaje.
Inna rodzina: Nie posiada.
***
Data dołączenia: 12 listopad 2013
Data urodzenia: 12 listopad
Upomnienia: 0/3
Krwawe Pioruny: 2.300.000
★★★★★★★★★★
Zdobyte osiągnięcia: Brak
Poziom: 24
PD: | Ogólnie: 2450 | Wykorzystano: 800 | Zostało: 1650 |
Umiejętności: | Walka: 550 | Instynkt: 0 | Umysł: 0 | Polowanie: 250 |
Jaskinia: numer 5
Ekwipunek: Brak
Bronie: Brak
Zbroja: Brak
Towarzysz: Brak
HistoriaMoje serce zaczęło bić w tej watasze kilka lat temu. Wtedy jeszcze nic nie zapowiadało tego, że będę musiał odejść z niej dobrowolnie, aby nie zostać wygnanym i uratować w ten sposób resztki swojego honoru. Po kilku latach jednak tak właśnie się stało. Ale zapewne większość z Was zaczyna się teraz zastanawiać jak właściwie do tego doszło... Już odpowiadam... Otóż w czasie swojej pierwszej wojny wraz z kilkoma innymi obrońcami watahy, wyruszyłem przeciwko wrogowi w postaci ludzi. W naszych szeregach był między innymi mój ojciec, Cheveyo. Niefortunny wypadek sprawił, iż zdecydował się on stanąć w pewnym momencie między mną, a matką z dzieckiem, gdyż nie godził się na ich śmierć. Ja zaś, wiedziony już wtedy instynktem mordercy, rzuciłem się na niego i zagryzłem. Dopiero po paru minutach zdałem sobie sprawę, z wagi swego czynu i, prawie nikomu nich nie mówiąc, ruszyłem na wygnanie. Po trzech następnych latach moje łapy zawiodły mnie niespodziewanie do Wyroczni Delfickiej, która, wysłuchawszy mej historii, nakazała mi wrócić do stada i, w celu odkupienia grzechów, bronić tam tego, co mój ojciec za życia kochał najbardziej. Tak też uczyniłem. 
Inne zdjęcia: | W ulubionym wcieleniu (ognistego smoka) | Jako ognisty wilk | Jako ognisty lew | Jako ognisty dzik | Jako ognisty feniks | Jako ognisty pegaz | Jako ognisty tygrys | Jako ognisty koń |
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: WTSW |

Ostatnia aktualizacja: 11.02.2017

Mortimer wraca do watahy!

Mortimer wraca!
~
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: WSTW |
Imię: Mortimer (Da nielicznych Mo) 
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Morderca lądowy
Partner/ka: Jeśli jesteś zdrowy na umyśle, raczej znasz już odpowiedź na to pytanie, a jeśli nie - najwidoczniej jesteś za głupi, by to pojąć.
~
Witaj z powrotem!

Od Celty - C.D. Blame Soul'a ''Nieciekawa sytuacja''


Nie dość, że kruki pojawiły się nad naszą wataha w takiej ilości, co zwiastuje pewnie coś niedobrego, to teraz jakiś samiec sobie na mnie wpadł, co zakończyło się naszym upadkiem.
- Ojojoj! Przepraszam! - usłyszałam jego głos.
Potrząsnęłam lekko łbem, wstając na równe łapy. Duży, wysoki, masywny, samiec o szarym futrze.
- Spokojnie, nic się nie stało. Ja również przepraszam, powinnam była uważać jak chodzę. - skinęłam. - Jestem Celty, a ty?
- Na imię mi Blame Soul. - odpowiedział.
- Miło mi, a więc Blame... - zaczęłam. - Musiałeś być czymś bardzo zmartwiony, albo kompletnie zamyślony. Czyżby to była wina tych kruków? 
- Oh, czyli wszyscy je widzieli. - spojrzał w pewnym kierunku.
- Tak sądzę. - przysiadłam na ziemi. -Z tego, co wiem, kruki nie zwiastują niczego dobrego, w niektórych wierzeniach oznaczają śmierć. 
- Auć. - mruknął samiec.
- Tak, auć. Muszę zobaczyć jak miewają się sprawy, poczytam o tym trochę w księgach, czy jest coś na ten temat. Równie dobrze to może być bardzo duża migracja. - zdobyłam się na lekki uśmiech. - To co, pomożesz mi?

<Blame Soul?>

poniedziałek, 2 stycznia 2017

M o r f e u s z

''Każde słowo, które wypowiadamy, każdy dźwięk, który z siebie wydajemy odbywa podróż zanim dotrze do ucha słuchacza, podróż, która często okazuje się podróżą na darmo, ponieważ słowa niekiedy spływają po nas jak krople deszczu po przedniej szybie samochodu.''
podstawowe informacje
Imię: Morfeusz (Jest to tylko jedno z jego wielu imion)
Pseudonim: Sen
Klan: Fortis Corde
Przydomek: DreamWanderer 
Płeć: Samiec
Wiek: 96 księżyców
Ranga: ★
Stanowisko: Uzdrowiciel
Typ: Wilk Słoneczny
Rasa: Wilk Snów
GłosX [Robert Gawliński z Wilki]

***

opis wilka
CharakterMorfeusz to przede wszystkim niezwykle tajemniczy, zamknięty w sobie i małomówny doskonały strateg. Charakteryzuje się niemal anielską cierpliwością, więc mało co może go wyprowadzić z równowagi. Nie oznacza to, że jest to niemożliwe. Lepiej jednak nie próbować go denerwować, bo może wtedy stać się niezwykle agresywny i zrobić komuś, często niechcący, krzywdę. Oczywiście będzie tego potem bardzo żałować, ale nigdy się do tego nie przyzna. Ponadto natura obdarzyła go hardym, nieugiętym i nieprzeciętnie odważnym duchem walki. Jest również wytrwałym i upartym optymistą o doskonałym poczuciu humoru. 
Sprawność: Morfeusz to doskonale zbudowany i nieprzeciętnie silny wojownik o gibkiej sylwetce. Ponadto niemal perfekcyjnie potrafi posługiwać się każdym rodzajem broni, a już zwłaszcza tej magicznej. Jest również mistrzem podchodów, skoczności i pływania. Ma jednak pewne problemy ze wspinaczką i utrzymywaniem równowagi na lodzie. 
Aparycja: Morfeusz odznacza się doskonale rozbudowaną i umięśnioną sylwetką, pokrytą ciemnofioletowym, lekko kręconym futrem. Jego niezgłębione, złote oczy wydają się przeszywać innych na wskroś, przez co wiele osobników woli unikać jego spojrzenia. Całość jego sylwetki spowita jest jakby nieziemskim, żółtym światłem. 
Znaki szczególne: Świecące na żółto oczy i sierść.
Lubi: Zimę, poranki, światło, podróże, szczerość, prywatność
Nie lubi: Gorąca, niewoli, nierównych walk, owijania w bawełnę, kłamstw 
Inne: Brak
Pochodzenie: Europa, Grecja
Historia: Jeśli pamięć mnie nie zawodzi, moje serce zaczęło bić w jednej z większych, greckich watach. Nie mogę być tego jednak do końca pewny, gdyż nikt nie potrafi tego potwierdzić, więc równie dobrze mogłem sobie to wymyślić. Jedno jest bezsprzecznie prawdziwe- nigdy nie było mi dane poznać rodziców. Jak, więc udało mi się przeżyć? Otóż zostałem znaleziony przez grupkę mężczyzn, którzy z niewiadomych dla mnie przyczyn uznali mnie natychmiast za syna boga i nadali mi mitologiczne imię Morfeusz. Ponadto otoczyli mnie najlepszą opieką. Zawsze choć jeden z nich mi towarzyszył. W dniu moich piątych urodzin po raz pierwszy się tak nie stało. Nie mam zielonego pojęcia z jakiego powodu. Mniejsza o to, ważne, ze byłem sam i mogłem uciec, co też natychmiast uczyniłem. Tak oto po około dwóch latach dotarłem tutaj. 

***

zdolności magiczne
Żywioł: Ogień, Magia
Żywioł dodatkowy: -
Moce główne: Odporność na oparzenia, ogniste kule, podpalanie, metamorfoza, panowanie nad myślami, magiczne leczenie
Moce specjalne:
  • Władca Snu - potrafi sterować snem
  • Mimikra - wtapianie się w tło
  • Król Kosmosu - panowanie nad ciałami niebieskimi
Moc dodatkowa: -

***

relacje z innymi
Partner: Jest na etapie poszukiwań.
Rodzice: Nie pamięta ich (i przez to nie zdaje sobie sprawy z tego, ze jego ojcem jest sam Hypnos, a matką zwykła śmiertelniczka).
Rodzina: Brak
Potomstwo: Nie posiada
Najlepszy przyjaciel: Może w przyszłości...
Przyjaciele: Obecnie brak.
Wrogowie: Nie zdaje sobie sprawy z tego, ze są to wszyscy wrogowie jego ojca. 
Mistrz: Dorastał wśród ludzi, więc nie posiadał. 
Uczeń: | Dawny: Brak | Obecny: Brak |
Podopieczny: W przyszłości z pewnością kogoś wybierze

***

statystyki
Miejsce zamieszkania: Rzeka Marzeń. Jest to średniej wielkości, kamienna jaskinia, prze której środek przepływa leniwie rzeka. Na jej ścianach widnieją liczne ornamenty roślinne i różnego rodzaju maski. Pod jedną ze ścian umieszczone zostało gustowne, mięciutkie, zdobione łóżko z narzuconymi na nie niedbale skórami z jelenia. Z kolei na pozostałych zawieszono kilka szafek z najpotrzebniejszymi medykamentami i narzędziami, a na środku umieszczono mały, kamienny stół. Pod sufitem wisi gustowna lampka w kształcie głowy smoka. 
Data dołączenia: 2 styczeń 2017
Urodziny: 11 dzień zimy
Kamienie Mocy: 250.000
LVL: 8 [do lvl up zostało: 100]
EXP: | Ogólnie: 800 | Wykorzystano: 800 | Zostało: 0 |
Umiejętności: | Walka: 170 | Polowanie: 175 | Magia: 270 | Umysł: 155 |
Ekwipunek: Brak
Osiągnięcia: Brak
Stan: Bardzo dobry [100 HP]
Choroby/uczulenia: Aktualnie brak.
Zbroja: Brak
Broń: Brak
Towarzysz: Brak
Kontakt: | Howrse: WTSW | Doggi: SZOG |

Od Blame Soul'a - Nieciekawa sytuacja

Wlazłem na drzewo w celu przegonienia zgromadzonych tam kruków, no, przyznam, że było to bez sensu, jak moje życie. Dlaczego akurat kruki? Same żyły, mało mięsa i kościste takie, do tego kraczą jak pojebane podczas zabijania. Zrezygnowanym wzrokiem popatrzyłem na ziemię. 
- Nie chce mi się schodzić. - Powiedziałem do siebie. Chwilę powierciłem się na gałęzi i spadłem. - Lof ju. - Mówiąc to ucałowałem glebę. Otrzepałem się z ziemi i zacząłem powoli lecz instynktownie stawiać łapy w rytm piosenki, która tkwiła mi w głowie już dobre dwa lata. Po chwili zacząłem spokojnym tonem wyśpiewywać tekst. Jak to na typową jesienną szarówkę przystało, zaczął kropić deszcz. Przymknąłem oczy, ujrzałem liczne grono szczeniaków przy ognisku, wpatrujących się w szarą waderę. Tańczyłem coraz wolniej, moje powieki uniosły się bardzo szybko, a źrenice zwężyły. Przyśpieszyłem melodię i stawianie kroków. Zwyczajna kołysanka ''Żył Sobie Król'' wykonywana przeze mnie brzmiała teraz przerażająco. Znowu spowolniłem kończąc śpiew, po chwili zamarłem w bezruchu. Wiatr z siłą uderzył w mój opuszczony pysk, który od razu podniosłem. Ruszyłem przed siebie truchtem. Cisza panująca wokół mnie była okropna, przypominała mi czasy, w których moje życie przesiąknięte było samotnością. Wytężyłem węch, już po chwili złapałem trop jakiegoś wilka. Ucieszony zacząłem biec za zapachem, zaśmiałem się pod nosem i przyśpieszyłem. Już po chwili uderzyłem w nieznajomą/ego. 
- OJOJOJ, PRZEPRASZAM! - Powiedziałem głośno podnosząc się z ziemi.

< Wilku? >

Od Morfeusza - Historia mego przybycia na tereny Watahy Krwawego Wzgórza

Jeśli pamięć mnie nie zawodzi, przyszedłem na świat w jednej z większych, greckich, a dokładniej korynckich, greckich watach. Nie mogę być tego do końca pewny, gdyż jak do tej pory, nikt nie potrafił tego potwierdzić, więc równie dobrze akurat ten element mojej historii mógł zostać przeze mnie wymyślony w celu zapełnienia pustki dotyczącej mych pierwszych chwil. Jedno jest jednak bezsprzecznie prawdziwe- rodzicieli nigdy nie było dane mi poznać. Teraz pewnie większość z Was zaczyna się zastawiać w jaki sposób w takim razie udało mi się przetrwać. Odpowiedź jest bardzo prosta - zostałem znaleziony i przygarnięty przez plemię długowłosych, wędrownych mężczyzn o skośnych oczach, którzy z niewiadomych dla mnie po dziś dzień przyczyn, uznali mą osobę za wcielenie bożego syna na ziemi i nadali mi mitologiczne imię Morfeusz. Ponadto otoczyli mnie najlepszą opieką. Zawsze choć jeden z nich mi towarzyszył, ale w dniu moich piątych urodzin po raz pierwszy się tak nie stało. Nie miałem zielonego pojęcia z jakiego powodu i, szczerze powiedziawszy, nawet się nad tym zbytnio nie zastanawiałem. W tamtej chwili bowiem co innego było dla mnie ważne- otóż nareszcie zostałem sam i mogłem spokojnie oddalić się w nieznane na poszukiwanie nowego miejsca do życia, w którym, gdyby szczęście mi dopisało, znalazłbym wreszcie prawdziwą, wilczą rodzinę.

***

Tak oto po prawie dwóch latach niestrudzonej wędrówki, w czasie której spałem tylko tyle, ile było to niezbędnie konieczne, abym mógł przywozicie funkcjonować, dotarłem do wielkiej, pokrytej krystalicznie czystym, śnieżnym puchem tundry. Zatrzymałem się na chwilę i wciągnąłem głęboko w nozdrza powietrze, w którym wyraźnie unosił się zapach kilkudziesięciu moich dzikich pobratymców,z których jeden musiał znajdować się dość blisko, bo jego woń była intensywniejsza od pozostałych. Nie zastawiając się długo, ruszyłem dalej. Po przybyciu kilku metrów, usłyszałem łamanie gałązki z lewej strony i natychmiast skierowałem tam czujne spojrzenie. Moim oczom ukazała się czerwono-brązowo-biała, najwidoczniej tutejsza, bo emanująca niezachwianą pewnością, wadera.
- Co ty tutaj robisz? - spytała, nim w ogóle zdążyłem się na to przygotować.
- Na imię mi Morfeusz. - przedstawiłem się na początek i dodałem. - Co do twojego pytania, to przybyłem tutaj z Grecji w poszukiwaniu stada, do którego mógłby dołączyć.

<Rathyen?>