niedziela, 1 grudnia 2013

Od Wild'a - C. D. opowiadania Jez ''Spacer''

   Spałem. Spałem jak zabity, wśród nocy, na jakimś drzewie. Podobno mam ''małe'' problemy z lunatykowaniem. Przyśnił mi się pościg za sarną. Wstałem i zacząłem... biec po gałęzi. Spadłem z drzewa, ale na cztery łapy. Nie wiedziałem co się stało i biegłem na oślep dalej. Wtedy właśnie wpadłem na nieznaną waderę, a to poprzedziło moją pobudkę. Oprzytomniałem podczas krótkiego turlania. Wadera zeszła ze mnie, bo tak wylądowaliśmy, że leżała na mnie.
- Hahahahahah, jestem Jez. - przedstawiła się i uśmiechnęła.
- Heh, Wild. - również się uśmiechnąłem.
- Co się stało że tak gnałeś ? - Spytała Jez. Przekręciłem lekko głowę.
- Chyba zadajesz bardzo dobre pytania. - Rzekłem. Wybuchliśmy śmiechem.
- Ale na poważnie? Nie wiesz?
- Ech, inni twierdzą, że lunatyk ze mnie, więc sądzę, że...
- Że lunatykowałeś.
- Cóż, istnieje pewne prawdopodobieństwo, że coś mi się przyśniło. 
- Pewnie uciekająca kolacja. - Powiedziała, kiedy usłyszała burczenie w moim brzuchu.
- Ach, nawet nie wspominaj! - Szepnąłem. - Zaraz wrócę. - Dodałem i pobiegłem w końcu coś upolować. Zajęło mi to ze dwie minuty. Potem nieco doprawiłem kolację, zerwałem jakieś kwiaty i położyłem na skale, przypominającej stół. Powróciłem po 10 minutach do Jez. - Przepraszam, że tak długo. - Powiedziałem.
- Nie szkodzi.
- Chodź za mną. - Rzekłem i ruszyłem przed siebie, a Jez uczyniła to samo. - Stolik dla dwojga. - Powiedziałem zatrzymując się przed przygotowanym przeze mnie posiłkiem.

< Jez? Brak weny... >

Od Jez - Spacer

Spacerowałam po terenach watahy, aż doszłam nad Wodne Serce. Było już po zmroku, tak więc idealnie można było zobaczyć pełnię księżyca. Położyłam się na brzuchu i spoglądając na tarczę księżyca myślałam o tym, co tu się działo. Wojna, zabójstwa, porwania, smocze jaja, cudowne przygody.. Teraz pojawił się Lastbreath, tajemniczy basior. Nigdy go nie widziałam i nie miałam na to jakiejś wielkiej ochoty. Niestety, moja ciekawość prędzej czy później doprowadzi do chęci zobaczenia nieznanego basiora. Wstałam i już wchodziłam do lasu gdy wpadł na mnie pewien basior. Przeturlaliśmy się kawałek i gdy w końcu się zatrzymaliśmy wybuchnęliśmy śmiechem. Dalej się śmiejąc zeszłam z basiora bo gdy się zatrzymaliśmy, leżałam na nim.
- Hahahahahah, jestem Jez. - przedstawiłam się i uśmiechnęłam.
- Heh, Wild. - również się uśmiechnął.
- Co się stało że tak gnałeś ? - spytałam zaciekawiona. Nie wiem czemu, ale od razu polubiłam Wild'a.

< Wild ? >

Od Greyback'a - C. D. opowiadania Nicol ''Chyba nadszedł czas''

   Nicol wpatrywała się we mnie niecierpliwie machając ogonem. Ja natomiast lekkim machnięciem łapy dałem znak SnowStorm'owi, by wyszedł się pokazać. Wadera pochyliła głowę.
- Kto to? - Zapytała patrząc raz na mnie raz na niego.
- SnowStorm. - Rzekłem.
- Miło cię poznać, Nicol. - Powiedział uśmiechając się lekko. - Wataha, z którą przyjdzie nam walczyć, dotrze tutaj w kilka dni. Nie mamy czasu. Możemy wziąć tylko najlepszych i najbardziej powiązanych z ową tajemniczą sprawą. Na pewno pójdziesz ty, Greyback, Sonea i ja. Ale wszystkie szczegóły podam Ci jutro, być może dzisiaj. Muszę zapoznać się z watahą, dopiero wtedy będę wiedział, kogo mam wybrać. 
- Gdzie pójdziemy?
- Na pole walki. Wiesz gdzie? Tam gdzie ogień spotyka się z wodą. Wulkan Gniewu.
- Oszalałeś?! To niebezpieczne.
- Wulkan wybucha dziewiątego. Wataha wroga będzie tutaj czwartego. Musimy się zmieścić w pięciu dniach. 

< Nicol, jeśli masz coś do dodania - dokończ >

Od Nightmare'a - C. D. opowiadania Riven ''Brak tytułu''

Zdezorientowany patrzyłem na Riven. Nie rozumiałem o co jej chodzi, co jej się stało. Jej życie nie ma sensu ? 
- Hej, Riven, spokojnie. Uspokój się.. - zacząłem lecz wadera mi przerwała.
- Ty nic nie rozumiesz ! - warknęła na mnie. 
Zmrużyłem ślepia. Zaczeła na mnie warczeć, nie doczekanie.
- Nic nie rozumiem, powiadasz ? - spytałem ironicznie.
- Tak. - odpowiedziała znów warcząc.
- Jak wolisz. - uśmiechnąłem się lekceważąco - Żegnaj Riven.
- Co ? - krzykneła.
- To. - odpowiedziałem ironicznie i odbiegłem.

Od Gustawa - Lastbreath...

Link do 1 części -> KLIK

   Wbiegłem do jaskini jak oparzony. Nawet nie spostrzegłem obcego basiora, bo byłem zbyt zajęty innym, jeszcze bardziej tajemniczym basiorem.
- Greyback! - Zawołałem półgłosem.
- Co się stało? - Spytał chyba niezbyt przejęty ojciec.
- Widziałem przed chwilą wilka. Ale nie umiałem dostrzec jego twarzy. Była skryta w cieniu. 
- Opowiadaj. - Powiedział już bardziej przejęty sprawą. Opowiedziałem mu wszystko, dokładnie, ze szczegółami. Nagle siedzący cicho basior - którego nie przyszło mi poznać - odezwał się.

- To był Lastbreath. - Rzekł. - Tajemniczy wilk, który pojawił się u nas znikąd. Coś o nim słyszałem od czarnego orła. Nie wiadomo skąd przybył i jakie ma wobec nas zamiary. 
- Czemu mówisz ''nas''? Nie jesteś członkiem watahy. - Powiedziałem po chwili ciszy.
- Chyba przyjmiesz swojego brata, nie? - Spytał otwierając do tej pory zamknięte oczy.  W tym momencie zapomniałem o owym tajemniczym wilku. Mój brat jednak żył i po wielu latach rozłąki, w końcu go zobaczyłem.

Shen Len jest w ciąży!

Shen Len zachodzi w ciążę.
Miała zajść w ciążę wcześniej, ale Fiodor był zbyt młody, by mieć szczenięta.
Młode urodzą się 6 grudnia, czyli za 6 dni.

Gratuluję w imieniu całej watahy,
- Wasz samiec alfa, Gustaw.

Od Riven - C. D. opowiadania Nightmare'a ''Brak tytułu''

Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam Nightmare'a zaniepokojonego. Był pełny strachu. 
-Nightmare...-odezwałam się-Ja ich zabiłam, wszystkich i.... Nie mogę zapomnieć... - Po tych słowach ponownie upadłam na ziemię. -Było tam tyle krwi a ja... Nie panowałam nad sobą. Był tu duch. Powiedział że nie uda mi się zapomnieć i że już zawsze będe cierpieć. Nigtmare... Moje życie nie ma sensu-powiedziałam ostro i stanowczo, ponieważ w moim sercu brakło strachu. Stało się już dawno lodowate i bezwzględne.
Podniosłam głowę i spojrzałam na Nightmare'a

<Nightmare>

Od Gustawa - C. D. opowiadania Merkury ''Jak dotarłam do Watahy Krwawego Wzgórza''

   Makka i Nicol w końcu urodziły, co oznaczało mniej stresu dla całej naszej watahy. Znużony dość aktywnym dniem, postanowiłem wybrać się nad jezioro, by odpocząć nieco. Była w prawdzie noc, ale wtedy ten zbiornik wodny jest jeszcze piękniejszy. Skały na brzegu, to idealne ''leżaki''. 
   Ku mojemu zaskoczeniu nad jeziorem zamiast skały zastałem szczeniaka. Był znużony i prawdopodobne zasnął. Sprawdziłem, czy żyje. Gdy okazało się, że serce bije tej samiczce jak dzwon w kościele, przycupnąłem obok i czekałem, aż obudzi się i otworzy oczęta.
   Stało się to po niespełna dwóch godzinach. Wilczyca widząc przed sobą kogoś może nie strasznego, ale obcego, wzdrygnęła się. 
- Cześć. - Powiedziałem łagodnie i uspokajającym spojrzeniem zerknąłem na waderę.
- Kim jesteś? - Zapytała spuszczając wzrok.
- Jestem Gustaw, alfa Watahy Krwawe Wzgórze. A ty jesteś na moim terenie.
- Przepraszam, nie wiedziałam...
- Nie szkodzi. Jak masz na imię?
- Merkury.
- Ładnie.
- Dziękuję.
- Może chcesz dołączyć do mojej watahy?
- Chętnie. Wataha jest liczna?
- Ponad 100 członków.
- Dołączam. - Powiedziała stanowczo wadera i tak właśnie Merkury znalazła się w watasze. Rano, następnego dnia opowiedziała mi całą swoją historię.

Od Merkury - Jak dotarłam do Watahy Krwawego Wzgórza

Obudziłam się w środku nocy w .. klatce ? Rozejrzałam się. Byłam w jakimś pojeździe, chyba ciężarówce. Nagle drzwi otworzyły się i do środka weszło dwóch mężczyzn. Chwycili klatkę i wynieśli ją na dwór, stawiając na ulicy. Następnie znowu weszli do ciężarówki. Skorzystałam z ich chwili nieuwagi, podważyłam zamek klatki dzięki czemu drzwiczki się otworzyły i wybiegłam. Biegłam do lasu znajdującego się w pobliżu. Gdy wbiegłam między drzewa usłyszałam krzyk jednego z mężczyzn. Przyspieszyłam. Biegłam całą noc, w końcu wykończona położyłam się na brzuchu ciężko sapiąc. Leżałam tak przez godzinę uspokajając oddech, następnie wstałam i zaczełam wędrówkę w poszukiwaniu wody. Znalazłam ją dopiero po godzinie, w wielkim jeziorze. Niewiele myśląc wskoczyłam do wody. Wyszłam i zasnełam na brzegu. Tam znalazł mnie jakiś basior.

(Gustaw? )

Nowa członkini - MERKURY


Imię: Merkury
Płeć: Samica
Wiek: Kilka godzin, nieśmiertelna
Stanowisko: Uczeń, w przyszłości tłumaczka
Zespół: -
Kły: 10/10
Cechy charakteru: Rozważna, troskliwa, optymistka, lojalna, miła, romantyczna, marzycielka, sprytna, pomocna, z poczuciem humoru, ambitna, wierna
Cechy fizyczne: Szczupła, zwinna dzięki długim, smukłym łapą
Znak szczególny: Długie włosy, niebieskie fragmenty na ciele
Informacje dodatkowe: Piękny, sopranowy śmiech, miły, spokojny głos, uspokaja tonem głosu
Waga: 36 kilogramów
Wzrost: 72 centymetry
Najlepsi przyjaciele: Jez
Rasa: Wilk europejski
Rasa magiczna: Wilk wiosny
Żywioł: Powietrze, woda
Moce: Niewidzialność, telepatia, bezszelestne poruszanie się, zmienianie nastroi, manipulacja 
PartnerSzuka
Rodzina: Brak
Kraj pochodzenia: Alaska
Lubi: Wiosnę, deszcz
Nie lubi: Wyżywania się na słabszych
Pióra Feniksa: 45.000
Historia: Porwano mnie, uciekałam lasem aż trafiłam na tereny watahy.
Inne zdjęcia:
Jak dorośnie
Właściciel: lauragzk
WITAJ W WATASZE KRWAWEGO WZGÓRZA!!!