niedziela, 3 listopada 2013

Od Thei - C.D. opowiadania King'a ''Ślub Alby i Cheveyo''

- Chętnie. - Odparłam.
Po około pół godzinie dotarliśmy na miejsce.
- Przepięknie tu, ale też dla kogoś takiego jak ja za gorąco. Może nie wiesz, ale pochodzę z Grenlandii, więc moje futro jest bardzo grube. - Powiedziałam. - Cheveyo właśnie tutaj przyprowadził Albę na pierwszą randkę. - Łzy znowu zaczęły napływać mi do oczu, ale strzepnęłam je szybkim ruchem łapy.
- To może teraz poszlibyśmy obejrzeć Gejzery Szczęścia? - Zaproponował King.
Skinęłam lekko głową i wyruszyliśmy.

< King, odpisz proszę jak będziesz miał wolną chwilę>

Makka jest w ciąży!

Makka jest w ciąży.
Ojcem jest Patton.
Szczenięta będą Młodymi Betami.
Urodzą się dnia 9 listopada bieżącego roku.

Gratuluję w imieniu całej watahy.

- Wasz samiec alfa, Gustaw.

Od Immortal - Ciemność, a potem..

Ciemność. Tylko to widziałam. A może nie widziałam? Co się właściwie wydarzyło? Można powiedzieć, że pamiętam. Otworzyłam lekko prawe oko co okazało się błędem. Piekło. Straszliwie bolało, jednak się nie poddawałam. Otworzyłam drugie oko. To zabolało dwa razy mocniej. Teraz mogłam zobaczyć co dzieje się obok mnie. Na lewo bandarze trochę przesiąknięte krwią, a po prawej stronie to samo. Z czystej ciekawości spojrzałam przed siebie. I co zobaczyłam? Ginewręmieszającą jakąś purpurową maź. Zaczęłam zastanawiać się co to jest, kiedy alfa podeszła do mnie i powiedziała:
-..

<Ginewra?>

Od Mavis - Przepraszam

Dzień po tym, kiedy Amy spytała mnie o przyjaźń poczułam się głupio, że tak po prostu odeszłam kłamiąc. Chciałam ją przeprosić za swój bezmyślny czyn. Przechadzałam się właśnie po łące i zauważyłam Amy w pobliżu ogromnego drzewa. Idąc tam rozmyślałam o tym co spotkało moją siostrę. Z niewiadomego powodu nie mogę jej odwiedzić. Musiało stać się coś poważnego.. W pewnym momencie usłyszłam przed sobą waderę, której szukałam.
- Cześć.
- Hej.. Pamiętasz jak na mnie wpadłaś? Chciałam Cię przeprosić za moje zachowanie. - rzekłam wpatrując się w zieloną trawę.

<Amy>

Od Gustawa - C.D. opowiadania Matty'ego ''Samotność''

I znów mą łepetynę zasypał grad myśli. Matty'ego wysłać nie mogę, to wiem na pewno. Powodów jest wiele. Na pewno musi to być osobnik bardzo szybki, by zdążyć przed ludźmi, którzy będą szukać Jennifer. Prócz tego musi się wykazać dużą wytrzymałością i rzecz jasna zdrowym rozsądkiem. Powinien mieć duże doświadczenie w walce i co najważniejsze musi wykazać chęć. Matty był średniakiem - właśnie dlatego go nie wybrałem.
- Chyba mam pomysł. - Powiedziałem w końcu. - Za chwilę będę. - Dodałem i ruszyłem w stronę jaskini moich przyjaciół. Zastanawiałem się jeszcze. Mógłbym w sumie posłać Valixy, ale ona od 21 dni nie pokazywała się w watasze.  Minąłem wielkie drzewo, z którego spadał właśnie ostatni liść. *Listopad*- pomyślałem. Zawędrowałem w końcu na miejsce. Dziwny zapach unosił się w powietrzu. Jednak nie mogłem wciąż zastanawiać się nad otaczającymi mnie woniami. Musiałem działać, by zyskać na czasie. Tak jak myślałem, była w końcu niedziela, Patton robił drobne porządki w jaskini. Wychodził akurat z kamieniami, które znalazł w jaskini.
- Witaj Gustawie. - Powiedział wyrzucając kamienie. Ja natomiast, nawet się nie witając, zacząłem temat.
- Posłuchaj. Chciałbym cię posłać na Alaskę, byś znalazł tam Jennifer. Sprawa jest pilna, a czasu mało, bo tylko kilka dni. - Powiedziałem. - Wybrałem ciebie, ponieważ masz doświadczenie w walce, jesteś szybki i masz zdrowy rozsądek. Ale musisz wykazać chęć wykonania misji.
- Oczywiście, że chcę. Przecież mnie znasz! - Powiedział Patt, ''rzucił'' robotę, wyszykował się w ciągu dwóch minut i wybiegł z jaskini. Popędził w kierunku północy. Ja natomiast wróciłem truchcikiem do Matty'ego, by powiedzieć mu o moich zamiarach. Był chyba trochę zły, że sam nie może wyratować panny z opresji. Pocieszyłem go, mówiąc, że Patton jej powie, że to wszystko było jego pomysłem. W zasadzie - to się zgadza, bo to on mi podsunął tą myśl, która wywołała lawinę w moim łbie. 

Od Cytadeli - C.D. opowiadania Ziry ''Ulubiony dzień''

- Super -mruknęła Zira 
-A myślałam, że się znamy - powiedziałam 
-To źle myślałaś - powiedziała Zira 
- Najwyraźniej tylko cie znam, a ty mnie nie. - powiedziałam - chyba .....
- A może nie, tylko sobie coś ubzdurałaś . - powiedziała Zira. Usłyszałam coś dziwnego tak jakby mocny powiew wiatru i nagle za Zirą ukazał się smok . 

Był pół z metalu . 
-To twoja sprawka Zira ? - spytałam 
-Nie, a co ? -powiedziała Zira 
-No ten smok jest prawdziwy czy to atrapa . - spytałam 
- Atrapa jakaś, patrz - powiedziała Zira. Odwróciła się i skoczyła w kierunku smoka . Smokowi zabłysły oczy i poleciały z ego oczu 2 błyskawice. Trafiły w drzewo, które zamieniło się w metal.

<Zira>

Od King'a - C.D. opowiadania Thei ''Ślub Alby i Cheveyo''

- Przepraszam - powiedziałem 
-Za co ?- Zapytała Thea, a jej oczy zalały się kolejnymi łzami . 
- Za to, że cie uraziłem - powiedziałem - nie chciałem . 
-Nic się nie stało - powiedziała Thea 
-Wiem jak to jest zostać sam jak palec . -powiedziałem 
-Na prawdę? -  Zapytała Thea wycierając ostatnie łzy 
- Tak, moi rodzice mnie porzucili, zaadoptowała mnie Rose ale i ona odeszła . -powiedziałem - A może pójdziemy nad pustkowie rozmyśleń ? -spytałem . 

<Thea>

Od Matty'ego - C.D. opowiadania Gustawa ''Samotność''

- Akela mówisz. - powiedziałem - A może wyślij kogoś po Jennifer? Ja mogę pójść. 
- Może kogoś wyślę, ale to ryzykowne. - powiedział Gustaw. - Uważam, że aby nikogo nie narazić powinienem sam pójść.
- No to możesz pójść do bet, by cie przez chwile zastąpiły. - powiedziałem 
- Zastanowię się jeszcze . - powiedział Gustaw.

<Gustaw>

sobota, 2 listopada 2013

Od Gustawa - C.D. opowiadania Matty'ego ''Samotność''

Był to dzień drugi listopada, deszczowy, ponury i smutny. Odeszło wiele członków, z częścią byliśmy bardzo zżyci, ale cóż? Jako jedna wataha musimy być aktywnymi członkami i się w nią wszyscy angażować. Podczas swoich bezsensownych aczkolwiek bardzo intrygujących przemyśleń doszedłem do wniosku, że dosyć tego. Gdy tak dochodziłem do ów wniosku, wpadłem na Matty'ego. Mina jego [wyraz twarzy jeśli ktoś woli] mówiła sama za siebie. Był smutny, tego nie dało się ukryć. Jednakże pozostaje pytanie - czemu tak pogodny i zabawny samiec nagle wpadł w wir wiecznego smutku i mętliku? Postanowiłem sam sobie odpowiedzieć na to intrygujące pytanie i zagadać basiora. Jednak zanim otworzyłem pysk by wystrzelić pocisk kilku słów, Matty sam to za mnie zrobił.
- Cześć Gustawie. - Wyszeptał od niechcenia.
- Witaj Matty. - Odparłem poważnym tonem. - Coś się stało?
- Nie, nic. - Powiedział odwracając wzrok.
- Przecież widzę, że coś jest nie tak. 
- Aż tak to widać? - Spytał przygnębiony. Kiwnąłem potakująco łbem. Zapadła cisza, która biła na głowę nawet ciszę kościelną, była to cisza głucha, nawet wszelakie robactwo i ptactwo ucichło na tą chwilę, przyglądając się bacznie dwóm wilkom. Pewnie pomyślały sobie te niezbyt rozumne istoty, że dziś jest narodowy dzień ciszy kościelnej! Ha! Bzdura! Matty w końcu zakończył ciszę panującą już kilka minut. - Wiadomo coś o Jennifer?
- Kilka ptaków wędrownych, które cały glob oblatują bez najmniejszego celu, twierdziło, że widziało Jennifer z jakimś psem. Przysłuchiwały się rozmowie na tyle uważnie, by odkryć, że owa postać nosi pięknie brzmiące imię; Akela.

< Matty, dokończ proszę. >

Od Amy - Przyjaciółka...

W watasze nie umiałam znaleźć przyjaciółki. Wpadłam dziś na Mavis i taka była nasza rozmowa:
- Cześć. - Zaczęłam.
- Hej. - Odpowiedziała.
- Przepraszam, że na ciebie wpadłam.
- Spoko.
- Może chcesz się zaprzyjaźnić?
- Wybacz, śpieszę się. Pogadamy później! - Krzyknęła. Tak było zawsze, odkąd pamiętam. Nawet moje siostry nie lubiły ze mną gadać. Obie znalazły sobie partnerów, a ja wciąż byłam sama, sama jak palec. Aż pewnego dnia spotkałam Rockstar...
Latałam nie zważając na nic. Zamyśliłam się w pewnym momencie, podczas lądowania i wleciałam na jakąś wilczycę. 

Śmiała się, kiedy sturlałyśmy się po wzgórzu. Tym razem to ktoś inny zaczął rozmowę.
- Chyba musisz popracować nad lądowaniem... - Powiedziała śmiejąc się życzliwie i serdecznie.
- Oj tak, z pewnością. - Odpowiedziałam, kiedy opanowałam śmiech.
- Jestem Rockstar. 
- Ja Amy.
- Może chcesz się zaprzyjaźnić? - Powiedziałyśmy chórem i wybuchnęłyśmy śmiechem. Tak zaczęła się moja nowa przyjaźń.