czwartek, 7 maja 2015

Od Karony - Wspólna historia

Leżeliśmy na trawie. Levi popatrzył na mnie swoimi pięknymi oczami. Spojrzałam na czarny rzemyk, który mi podarował. Był śliczny. Zawsze będę pamiętać o Levi'm. 
- Levi?...
- Tak? - zapytał.
- Czy w przyszłości planujesz szczeniaki?
- Ech... to trudne pytanie. - odpowiedział. - Ale... no chyba tak...
- Aha, okej...
- A co?
- Nie, nic.
- Na pewno?
W odpowiedzi złożyłam krótki pocałunek na jego ustach.
- Wiesz co? Pachniesz trochę jak... maliny... - powiedziałam.
- Ech... jadłem maliny! - zaśmiał się.
- Yhm... - odpowiedziałam. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Czułam bicie jego serca. Tak zasnęliśmy. Po chwili coś nas obudziło. Ziewnęłam przeciągle.
- Co to? - spytał.
- Nie wiem, ale... ruszamy tam!
Po chwili biegliśmy w stronę dźwięku. Okazało się, że to ryczał jeleń. Przekręciłam głowę na bok patrząc na Levi'ego, który pokiwał twierdząco głową. Miałam na myśli tylko jedno:
''Naskoczyć, złapać i zjeść"
Levi wystartował pierwszy, a ja naskoczyłam na jelenia z przodu. Spłoszone zwierzę zaczęło kopać racicami i machać łbem z potężnymi rogami. Uderzył mnie rogami i odepchnął mnie racicami. Uderzyłam w drzewo.
- Karona! - usłyszałam Levi'ego i zamknęłam oczy ze zmęczenia...

< Levi? Szok, nie? Nie bój się, żyję xd >

Od Laeti - C.D. opowiadania Jason'a "Brak tematu"

- Przepraszam, że sprawiłam ci kłopot. - odparłam skruszona. Nie lubiłam sprawiać problemów innym. Czułam się z tym źle. Po prostu posłałam basiorowi przepraszające spojrzenie. Bez słowa odeszłam z miejsca, w którym zostawiłam Jason'a. Na swojej osobie czułam jego czujne spojrzenie. Nie miałam ochoty na rozmowy z nikim. Szczególnie po ostatnich wydarzeniach, które miały miejsce.
Rozumiałam postępowanie Karo, ale nie wiedziałam czy nawet moja pamięć o nim, pozwoli mi z nim zachować namiastkę jakiegoś kontaktu. Czułam się bez niego samotna. Pozbawiona pewnej cząstki siebie, która go obdarzyłam. Nie umiałam sobie poradzić sama w życiu, lecz była pora się tego nauczyć.
Wzięłam głęboki oddech, spoglądając w niebo, niosące ze sobą białe obłoki. Pierwsze oznaki wiosny przyszły dosyć wcześnie. Wiosna nie rozkwitła w pełni, lecz chciałam dostrzec już te ptaki, które szybowały na niebie. Kojarzyły mi się one z wolnością.
Po moim policzku spłynęła samotna łza. Moje życie nie miało sensu, a mimo to nie chciałam umrzeć. Bałam się śmierci. Nie miałam odwagi, aby odebrać najcenniejszy skarb każdej istoty. Postanowiłam, że będę z niego dobrze korzystać. Jeśli nie dla siebie i nie dla innych to dla marzeń, które chcę zrealizować.
Miałam ich kilka, ale stwierdziłam, że jak na razie przywrócę swoje życie do normy. Nie wiedziałam co oznacza termin "norma". Według mnie było to życie takie jakie się chce, czyli po prostu spokojne i jednocześnie szalone. 
- Laeti. - za sobą usłyszałam głos należący do basiora. Odwróciłam się, dostrzegając betę watahy. Posłałam mu ciepły uśmiech.
- Dobrze, że się na ciebie natknęłam Patton'ie. Chcę cię poinformować, że rezygnuję ze stanowiska gammy. - oznajmiłam. On tylko skinął lekko głową. Widać było, że rozumiał moją decyzję.

Od Levi'ego - C.D. opowiadania Karony ''Nowa znajomość''

Odsunąłem się od siebie, głęboko patrząc w jej oczy. Nie mogłem oderwać od nich spojrzenia, gdyż kojarzyły mi się z aniołami. Westchnąłem ciężko. 
- Coś się stało? - zapytała Karona, wpatrując się we mnie z troską. Uśmiechnąłem się lekko, po czym pokręciłem głową.
- Nic się nie stało. Po prostu nie mogę uwierzyć, że mam takie szczęście. - rzekłem.
- Weź, bo się zarumienię. - w formie zabawy, łapa mojej dziewczyny uderzyła w moją klatkę piersiową. Złapałem ją za łokieć i przerzuciłem sobie przez ramię.
- Levi! Co ty robisz?! - zestresowała się nieco.
- Będzie kara, moja droga. - mrugnąłem do niej, a ona wypuściła z głośnym świstem powietrze. Szczerze powiedziawszy lubiłem jej każdy gest. Okazywała w każdym sporo emocji. Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę tak oczarowany jakąś waderą. 
Nasza wspólna droga, dopiero się rozpoczynała, a ja już wiedziałem, że nie mam zamiaru szybko jej skończyć.
- Powodzenia. - szepnąłem do siebie.

Od IceGleam - Nasza wspólna droga

Wpatrywałam się uważnie w naszą jaskinię, moją i Odyseusza. Naprawdę mi się ona podobała. Żałowałam tylko, że Odys nie może zobaczyć tego piękna. Chociaż widział ją na swój wyjątkowy sposób, pragnęłam, aby zobaczył to co ja. Zaraz skarciłam siebie za egoistyczność.
Bardzo uwielbiałam sposób w jaki mój chłopak widział świat. Właśnie... chłopak. Wiedziałam od początku, że Odyseusz był tym jedynym i wyjątkowym. Miałam nadzieję, że spędzę z nim resztę swojego życia.
- Cześć, IceGleam. - brązowy basior podszedł do mnie i przytulił mnie od tyłu. Poczułam na moim uchu jego ciepły oddech. Przymknęłam oczy i delektowałam się tymi przyjemnymi dreszczami, przechodzącymi przez moje całe ciało.
- Hej. - odpowiedziałam po chwili.
- O czym myślisz? - wychrypiał mi wprost do ucha.
- O wszystkim, a szczególnie o nas. - wyznałam. Odyseusz nieco się spiął.
- O nas? - powtórzył głucho. Potwierdziłam lekkim skinieniem głowy, lecz gdy przypomniałam sobie, że nic nie może zauważyć, powiedziałam nieśmiałe:
- Tak, o naszej przyszłości.
- Ice... Co ty chcesz mi powiedzieć? - przeraził się nieco. - Chcesz mnie zostawić, tak?! - zdenerwował się. Na jego twarzy widziałam przerażenie, pomieszane z bólem. Zaskoczyło mnie to.
- Co? Nie! - zaprzeczyłam szybko.
- Jak to nie? 
- Chciałam cię po prostu zapytać czy chciałbyś, żebyśmy zostali małżeństwem. Odyseusz, chcę cię zapytać czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie? - wyrzuciłam z siebie. Czułam się jak prawdziwy mężczyzna. 

< Odyseusz? >

Od Karony - C.D. opowiadania Levi'ego ''Nowa znajomość''

- Heh... ja za bardzo też, ale możemy spróbować... - powiedziałam czując jego ciepły oddech na karku.
- To co? Zgadzasz się? - zapytał.
- Yhm - kiwnęłam głową znów składając na jego ustach drobny pocałunek.
Levi uśmiechnął się. Ja uczyniłam to samo.
- Ale chyba poczekamy z tym ślubem, nie? - powiedziałam przytulając się do Levi'ego.
- No! Chyba nie od razu... - powiedział kojącym głosem.
Kto by pomyślał... Najpierw przyjaciele, poszukiwacze przygód, a teraz... Heh...
- Chodźmy na klify! - zaproponował po chwili. 
- Oki - odpowiedziałam.
Szliśmy trzymając się za łapy. Na dużym, grubym drzewie, wyryliśmy kamieniami napis:
''Levi + Karona"
Kiedy doszliśmy na klify i patrzyliśmy na zachód słońca zaczęłam śpiewać:
Po moim występie pocałowaliśmy się.

<Levi? :3 >

Od Levi'ego - C.D. opowiadania Karony "Nowa znajomość"

- Oczywiście jako przyjaciółkę. - dopowiedziałem szybko, cały się rumieniąc. Karona zatrzepotała rzęsami i spuściła wzrok.
- Ahh, tak... - powiedziała cicho do siebie. Nie wiedziałem co mam zrobić. Z jednej strony dosyć krótko znałem waderę, gdyż nasza znajomość trwała zaledwie kilka godzin, a już mogłem powiedzieć, że traktuję ją jak przyjaciółkę. Chociaż kiedy mnie uratowała, zacząłem na nią inaczej patrzeć. Z pewnością mogła się zaliczyć do urodziwych wader. 
- Karona, to znaczy wiesz... - zacząłem sobie rozmasowywać kark. - Spodobałaś mi się. - palnąłem bez namysłu. W jej oczach pojawiło się zaskoczenie.
- Naprawdę? - zapytała niepewnie.
- Tak, ale jak dla mnie to trochę za szybko by się działo. - odparłem. - Chciałbym cię nieco lepiej poznać... - nie zdążyłem dokończyć, gdyż Karona złożyła na moich ustach pocałunek, delikatny niczym dotyk piórka. Ze spuszczoną głową odsunęła się ode mnie.
- Przepraszam... - szepnęła spłoszona. Odwróciła się, chcąc uciec, lecz złapałem ją za nadgarstek i mocno przycisnąłem do siebie. Odwzajemniłem wcześniejszy gest, tym razem pogłębiając nasz pocałunek.
- Szybko zmieniasz zdanie... - mruknęła, śmiejąc się lekko. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- No tak, ale nie musimy brać, że sobą ślubu od razu. - parsknąłem, a Karona wtuliła się w moją klatkę piersiową. Widziałem po niej, że właśnie tego potrzebowała.
- To chcesz być ze mną? - zapytałem. - I najważniejsze pytanie, co robimy dalej, bo wiesz... ja niezbyt znam się na tych sprawach. - rzekłem zawstydzony.

< Karona? Co na to powiesz? : ) >

Od Kevii - Brak tematu

UWAGA, OPOWIADANIE ZAWIERA WYRAZY, OKREŚLANE MIANEM BRZYDKICH SŁÓW / PRZEKLEŃSTW.
CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!

Biegłam przez las ciężko dysząc. 
- Kurwa, po co ja się męczę?! Przecież po prostu mogę tak! - powiedziałam do siebie i teleportowałam się do Lasu Dusz. Zauważyłam Jorela'a.
- Kevia, cześć. - zaczął znudzonym tonem. - Jak chcesz, klapnij sobie...
Usiadłam obok niego.
- Czy coś się stało? - zapytałam mrużąc powieki, pokazując, że to pytanie jest do wygłupów.
- Nie ważne... - warknął.
- Hm... - zaczęłam łaskotać go po szyi. - Haha! Masz łaskotki!
- Do chuja, Kevia, przestań! - krzyknął.
- Ok, ok... ale wiesz, już wiem gdzie najbardziej masz łaskotki, i mogę czasami cię atakować. - puściłam oczko.
- Hej, ścigamy się? Na pustynię?
- Pewnie! - krzyknęłam.
Jorel zaczął biec na Pustynię Duchów. Ja postałam chwilę. Po chwili teleportowałam się na tę Pustynię.
- *Ja jestem już na miejscu*-przekazałem za pomocą telepatii.
- *Teleportowałaś się, tak?*- Również przekazał za pomocą telepatii.
- *Tak, lubię oszukiwać w biegach.* - odpowiedziałam, a po chwili zobaczyłam pędzącego wilka.
- Jorel! Aż się kurzy! - zawołałam, kiedy był bliżej mnie. 
- Huh, ty oszustko! - mówiąc to, przewrócił i przygniótł mnie do ziemi. Nie wiem czemu, ale kiedy był obok, czułam motylki w brzuchu...
Ja jebie, czy ja się zakochałam?

<Jorel? Co ty na to?>

Od Karony - C.D. opowiadania Levi'ego ''Nowa znajomość''

- Dziękuję! - powiedziałam uśmiechając się.
- Nie ma za co. - odparł.
- Jest! Bardzo ci dziękuję! - przytuliłam Levi'ego.
Nie wiem dlaczego, ale bardzo go lubiłam. Znamy się bardzo krótko...
- Może pójdziemy na tamtą górę? - zaproponował.
- Pewnie! - odpowiedziałam radośnie. 
Po chwili patrzyliśmy na zachodzące słońce. Zrobiło się zimno. Kiedy zawiał wiatr ja i Levi zadrżeliśmy w tym samym czasie. Obaj również w tym samym czasie przybliżyliśmy się do siebie, aby się ogrzać. Zaczęłam nucić, a nucenie zamieniło się w śpiew:
- Ładnie śpiewasz...
- Dziękuję...
- Nie ma za co...
- Levi?
- Tak?
- Lubię cię...
- Też cię lubię...

< Levi? Mało weny... >

Od Corvine - Spacer po lesie

Spałam w jaskini chowając połowicznie głowę w piasku. Tak strasznie mnie bolała, że można było dostać szału. Chciało mi się wymiotować i ani mi się śniło wyjąć głowę spod piasku. Gdy kruk wstał przysiadł obok mnie.
- I co? Mówiłem, żebyś nie szła na tą imprezę. - powiedział próbując odkopać mój łeb.
- Mówiłeś, mówiłeś... Ale ja lubię tańczyć, śpiewać...
- I pić. - wszedł mi w słowo kruk.
- Nie to chciałam powiedzieć. Po prostu czuje się jak w swoim żywiole w takich miejscach. - przewróciłam się na drugi bok, żeby widzieć trochę kruka.
- No chodź! Chyba nie przesiedzisz całego dnia w jaskini. - stęknęłam.
- Boże, auuuua... - obolała wstałam - Gdzie tak chcesz iść?
- Nie wiem. Ale gdzieś na pewno. Do lasu?
- Idź przodem. Muszę się ogarnąć.
Kruk wyleciał i czekał przy wyjściu. Ja chwiejnym krokiem doszłam jakoś do wyjścia i nie zwracając zbytnio na niego uwagi szłam. Świeże powietrze uderzyło mi do głowy. Otrząsnęłam się tak jakbym strzepała cały ból. Spojrzałam na Kruka dając mu do zrozumienia, że już wszystko dobrze, a ten skinął porozumiewawczo. Gdy dobrze się czuję śpiewam, więc zaczęłam śpiewać, a kruk lekko fałszując razem ze mną.
Szłam tak śpiewając przez las. Słońce miło grzało, a wiosenny podmuch bawił się z liśćmi. Ptaki próbowały się dostosować do tępa narzucanego przeze mnie jednak większość umilkła. Trawa leniwie się kołysała tańcząc z kwiatami. Gałęzie drzew tworzyły razem tunel przepuszczający światło. Dalej śpiewałam. Przestałam, a kruk zanim się spostrzegł jeszcze chwilę jękliwie przeciągnął refren. 
- Czemu przestałaś śpiewać?
- Ktoś tu jest. - przystawiłam noc do ziemi - Jakiś wilk.
Wspięłam się na jedno z drzew i zaczęłam penetrować okolicę. Jak wiewiórka skakałam z jednego drzewa na drugie. Spostrzegłam coś większego ode mnie z bardzo długim ogonem. Chciałam skoczyć na tamto drzewo jednak gdy złapałam pazurami korę ześlizgnęłam się, bo nie dałam rady utrzymać równowagi. Obróciłam się w stronę drzewa jednak nikogo tam nie było.
- Nic ci nie jest? - usłyszałam zza siebie.
- Nie. - za mną stał właściciel owego ogona, był to basior. - Nie słyszałaś jak śpiewam mam nadzieję, a właściwie to kim ty w ogóle jesteś?

<George?>

sobota, 2 maja 2015

Casper - profil wilka

Imię: Casper [woli jak mówią na niego Fox]
Płeć: Samiec
Wiek: 5 lat
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Szpieg lądowy
Głos: Brak
***
Cechy charakteru: On jest przyjaźnie nastawiony do świata. Kocha przyrodę. Dla nieznajomych wilków ma gotową procedurę: sprawdzanie reakcji. On, aby zaprzyjaźnić się z wilkiem musi zaserwować mu pewnego rodzaju próby. Szczególnie nie ufa wilkom wody. Zawsze lubił spędzać czas w lesie z ukochaną trzymającą go za łapę... No niestety ''lubił'' - kiedyś stracił swoją ukochaną. Teraz czasami stare wspomnienia osaczają go i atakują. Mianowicie ma skłonności do depresji. Dla wilków, które kocha zrobi wszystko. Dosłownie. Zdarza mu się (trochę często) przeklinać.
Cechy fizyczne: Kocha biegać i robi to bardzo, bardzo szybko. Wysoko też skacze. Lata przeciętnie. Z siłą to różnie. Uścisk szczęk ma piekielnie mocny, za to siła nie należy do jego atutów. Nie umie - przepraszam - nienawidzi pływać.
Znak szczególny:  Tygrysie pasy, oraz wypełnione elektrycznością zadrapania na oku
Słaby punkt: Rany na oku
Boi się: Śmierci swoich bliskich
Waga: 47 kilogramów
Wzrost: 88 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Szuka ich
Kraj pochodzenia: Europa, Holandia
LubiBurze, słońce, ciepło, alkohol, prąd, pioruny, muzykę
Nie lubi: Wody, jezior, mórz, deszczu, mrozów

art by Mayjorose on dA
Żywioł: Elektryczność, Ogień, Muzyka
Moce: [16/20] Telepatia, ogniste fale, porażenie prądem, teleportacja, zmiana postaci pod czas furii, granie na instrumentach, porażenie prądem poprzez głos, ożywienie piorunów, ognista kula, ożywienie płomieni, zahipnotyzowanie, kula prądu, tornado dźwięku, latanie bez skrzydeł, chodzenie po chmurach, zamiana w wilka z magmy
Partner/ka: Może taka jest, może nie...
Rodzice: Flame i Ricka [nigdy nie należeli do watahy, nie żyją]
PotomstwoNie ma swoich pociech - wszystkie kiedyś umarły...
Inna rodzina: Wszystkich stracił

art by Cylithren on dA
Data dołączenia: 2 maj 2015
Upomnienia: 0/3
Krwawe Pioruny: 150.000
Wykonane Questy: Brak
Poziom: 0
PD: | Ogólnie: 50 | Wykorzystano: 0 | Zostało: 50
Umiejętności: | Walka: 0 | Instynkt: 0 | Umysł: 0 | Polowanie: 0 |
Jaskinia: numer 32
Ekwipunek: Brak
Zbroja: Brak
Towarzysz: Brak
HistoriaByłem normalnym wilkiem, miałem normalną rodzinę, normalne życie, normalną miłość... Jednak kiedyś gdy walczyłem z innym samcem trzasnął we mnie piorun. Nic mi się nie stało, tylko... Trochę się zmieniłem. Mój przeciwnik padł rażony prądem. Bałem się dotknąć kogokolwiek, aby go nie porazić. Udało mnie się nad tym zapanować. Dalej byłem traktowany jak tamten Casper. Jednak wilk, którego zabiłem powrócił... Powrócił jako wodny stwór. Groził, że zabije moją rodzinę. Po długim okresie szantażowania przestałem iść na kompromis. Wyzwałem go do walki. Wpadłem w niekontrolowaną furię. On ich utopił... Zabiłem go po raz drugi jednak nic mi to nie dało. Dlatego nienawidzę wody i wszystkiego z nią związanego.
Inne zdjęcia: | Podczas furii | Jako wilk z magmy |
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: Patrzał |

art by WastelandWolf on dA