piątek, 29 lipca 2016

Silence odchodzi z watahy!

Silence odchodzi.
~
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: IHaveOnlyHope |
Powód odejścia: Śmierć/Zabity przez członka wrogiej watahy
Piastowane stanowiska: Samiec Gamma, Zarządca Obrońców
Data dołączenia: 28 listopad 2014
 Data odejścia: 29 lipiec 2016
Imię partnera/ki: Brak
Ilość szans na powrót: Tylko za pomocą wskrzeszenia
~
Żegnaj!

Black Orchid odchodzi z watahy!

Black Orchid odchodzi.
~
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: IHaveOnlyHope |
Powód odejścia: Śmierć/Zabita przez członka wrogiej watahy
Piastowane stanowiska: Tropicielka
Data dołączenia: 16 sierpień 2015
 Data odejścia: 29 lipiec 2016
Imię partnera/ki: Brak
Ilość szans na powrót: Tylko za pomocą wskrzeszenia
~
Żegnaj!

Od Silence'a - C.D. Star ''Nocna Walka''


Walka trwała już dobre parę godzin. Wataha walcząca z nami poniosła bardzo ciężkie straty, co skutkowało pojawieniem się na polu bitwy większej ilości wader oraz młodszych osobników. Właśnie zakończyłem żywot kolejnej nędznej istoty, przyglądając się jak koleje mięsa armatnie wbiegają na pobojowisko. Większość walczących jednostek powoli zaczynała brodzić w kałuży krwi, skóry i mięsa. Mogę śmiało powiedzieć, że ociekałem krwią... zarówno swoją, jak i przeciwników. Nie pamiętałem już ilu zabiłem... nie wiedziałem ilu naszych poległo. Nie wiedziałem gdzie podziały się niektóre jednostki, jednak walka musiała trwać. Naprzeciw mnie stanęła samica inna, niż wszystkie inne. Jej zęby, które ukazała prawie od razu po nawiązaniu kontaktu wzrokowego, ociekały krwią. Pysk, łapy, korpus, a nawet uszy, miała pełne ran ciętych. Bez namysłu rzuciliśmy się sobie do gardeł... jak się później okazało, był to błąd. Samica pomimo, iż nie była duża, cechowała się sporą siłą i szybkimi kontrami. Taka technika bardzo szybko pozwoliła jej na zadanie mi kilku poważniejszych ran. Kątem oka zobaczyłem Black Orchid, próbującą wyprowadzić atak idealnie w szyję wadery. Nie wiem czemu spojrzałem się w jej stronę... Przecież to był tylko ułamek sekundy. Samica momentalnie obróciła się, kierując swoje szczęki prosto na gardło Black. Stałem bezradnie w tumanach kurzu, patrząc jak obie wilczyce padają na ziemię... niestety... podniosła się tylko jedna. Potwór, z którym walczyłem szybko oblizał swoje spierzchnięte wargi.
- Partnerka? - Zapytała, szykując się do kolejnej szarży. 
Nie odpowiedziałem... poczułem smak smoły w ustach, z oczu wypłynęły karmazynowe łzy, a futro zjeżyło się na całym ciele. Furia... nawet to nie było w stanie nadążyć za jej ruchami. Po krótkiej chwili padłem na ziemię, czując ogromny ból w obu zgięciach kolan... Przecięte ścięgna skutecznie wyeliminowały mnie z dalszej walki. Poczułem, jak ciało wadery przygniata mnie do ziemi, a jej łapa zaciska palce na sierści znajdującej się na moim łbie. Zimne ostrze przesunęło się po gardle z wielką precyzją. Poczułem tylko pieczenie i falę ciepłej cieczy, ściekającą po klatce piersiowej. 
- *Wybacz stary... dłużej nie dam rady. Lepiej wracaj na pole bitwy... wygrajcie tą bitwę... i żegnaj.* -Telepatyczna wiadomość została wysłana w eter, a jej odbiorcą miał stać się Patton, którego nie widziałem od dłuższego czasu. Czułem, jak ciepło ucieka z mojego ciała. Próbowałem dostać się do Black, widząc, że powoli się porusza. Nie musiałem jednak długo czekać, aby zobaczyć, jak kolejny przeciwnik odcina jej głowę i rzuca w tłum walczących stworzeń. Moje ciało pozostało, lecz duch obserwował walkę z większej wysokości.

<Ktoś inny?>

Star odchodzi z watahy!

~
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: †Anonymous† |
Powód odejścia: Śmierć/Zabita przez alfę wrogiej watahy
Piastowane stanowiska: Samica Alfa, Goniąca
Data dołączenia: 20 sierpień 2014
Data odejścia: 29 lipiec 2016
Imię partnera/ki: Brak
Ilość szans na powrót: Tylko za pomocą wskrzeszenia
~
Żegnaj!

Crazy Lightning odchodzi!

Crazy Lightning odchodzi.
~
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: †Anonymous† |
Powód odejścia: Śmierć/Zabity przez alfę wrogiej watahy
Piastowane stanowiska: Mlody Samiec Alfa, Dowódca Łuczników
Data dołączenia: 1 styczeń 2016
Data odejścia: 29 lipiec 2016
Imię partnera/ki: Brak
Ilość szans na powrót: Tylko za pomocą wskrzeszenia
~
Żegnaj!

Od Star - C.D. Karo ''Nocna Walka''


Kiedy dostałam wiadomość od Flash'a, wiedziałam, co się stało. Mogłam to poczuć, jakby przez wiązkę telepatycznej więzi oddał mi część bólu, który czuł w tamtej chwili. Przegrał... Już go nie było... To wszystko mnie przerastało... W tamtej chwili pozostały mi już tylko moje dzieci, ale... to nie było to. Z jednej strony nie chciałam ich zostawiać samych z tymi wszystkimi problemami, jednak cała reszta mnie nie chciała już żyć, chciała po prostu zginąć, nieważne w jaki sposób. Flash zapewne nie chciałby, abym popełniała samobójstwo w takiej sytuacji... i tylko z tego względu tego nie zrobiłam. Postanowiłam, że będę dalej walczyć. Wszystkim wilkom, które starały się mnie bronić, wysłałam wiadomość, że chciałabym trochę powalczyć w samotności. Cóż miały zrobić? W takim momencie nie wypada robić scen i prawić mi morałów, ani nic takiego, więc po prostu mnie zostawili - niechętnie, aczkolwiek zostawili. Zajęli się innymi wilkami, które potrzebowały. Wiadomo, nie byłam jedyną, która miała jakieś problemy i kiedy kazałam im odejść.
Stanęła przede mną wadera. Nareszcie, partnerka zabójcy mojego partnera raczyła przyjść trochę powalczyć. Ona też już wiedziała, zdradzała to całą mimiką swojej twarzy; oczami i uśmiechem. Wszystko mieli od początku zaplanowane, a teraz w ich planie przyszła kolej na mnie. Była biała jak śnieg, a oczy miała czarne. Dzięki niesamowitemu kontrastowi, każdy od razu to zauważał i stawał jak wryty, wpatrując się w waderę.
 - Zapłacicie za to! - Wrzasnęłam z płaczem, momentalnie rzucając się na białą waderę, która jedynie śmiała się jak idiotka. Wydawało mi się, że jest pozbawiona jakichkolwiek emocji, a jedyne znajome jej uczucie to nienawiść do wszystkich i wszystkiego. Biło od niej mnóstwo negatywnej energii, co nie pomagało mi w walce. Zaatakowała pierwsza, skutecznie powalając mnie na ziemię i szepnęła, nachylając się nade mną:
 - Załatwimy to szybko, dobrze?
W tym samym momencie całą sytuację zauważył Crazy Lightning. Podbiegł do nas i chciał zaatakować waderę, która zdecydowanie nie była normalna. Wydawało mi się, że jest jakimś demonem, zapewne Patton wiedziałby o co chodzi. Niestety, była o wiele silniejsza, niż demon, jakim jest Patton, o czym już po sekundzie się dowiedziałam.
 - Zostaw ją! - Usłyszałam, jakby przez mgłę.
 - To był największy błąd w twoim życiu... i ostatni. - Zaśmiała się. Jednym szybkim gestem zatrzymała mojego syna w powietrzu i drugą łapą zamroziła. Następnie obie położyła. Patrzyłam ze łzami, jak ciało Crazy Lughtning'a rozpada się na milion kawałków. W drobny mak... Nikt nie mógł tego zobaczyć. Wilczyca zadbała o to, by nikt nie pałętał się przy nas i stworzyła iluzję naszej prawdziwej walki, która skutecznie zasłaniała to, co działo się naprawdę. Wiedziałam, że nie wygramy, a właściwie już przegraliśmy. Spojrzałam w stronę obozu. Znajdowało się tam szczenię, któremu pisana jest wielka przyszłość, jednak aby jego przeznaczenie się wypełniło, starzy wojownicy muszą mu zrobić miejsce. Mimo wszystko, postanowiłam się nie poddawać.
 - Błagałabym cię o to, abyś skróciła moje cierpienie. - Przemówiłam. - Jednak chcę umrzeć honorowo. Dlatego walcz!
W tym samym momencie moja przeciwniczka krzyknęła. To nie brzmiało jak krzyk wilka... To było coś strasznego, jednak nie byłam w stanie powiedzieć co. Przeciągły, długi, piskliwy krzyk kompletnie mnie oszołomił. Mrugnęłam... a jej już nie było. Czułam jednak jej oddech na swoim karku. Odwróciłam się. W jej oczach widziałam kompletną pustkę. Zęby dłuższe, niż u normalnego wilka, z jej pyska spływała czarna smoła. Nie mogłam nic zrobić, byłam sparaliżowana. W momencie leżałam na plecach. Stworzenie unieruchomiło mnie. Wykonała jedno nacięcie na moim brzuchu i klatce piersiowej, z niemal chirurgiczną precyzją. Wciąż byłam żywa... flaki wylały się, a wadera wyrwała serce, które biło o wiele wolniej, niż powinno. 
Tak skończyła się nasza era... Zarówno ja, mój partner, jak i Crazy Lightning nie żyliśmy. Nie wiedziałam, co się stało z Another, jednak ona nie była wybrana. Już niedługo przyjdzie czas na nową erę w dziejach naszej watahy...

< Ktoś? >

środa, 27 lipca 2016

Od Karo - C.D. Flash'a ''Nocna Walka''


Od dłuższego czasu nie trafiłem na żadnego bardziej wyzywającego przeciwnika. Na większość wrogów starczały moje pazury i kły, a na tych bardziej wymagających używałem mocy. Zdarzyło się jednak kilka perełek, co skutkowało licznymi ranami ciętymi i kilkoma większymi ugryzieniami. W kilku miejscach miałem widoczne oparzenia, a prawe oko zaczęło widzieć jak przez mgłę. Pomimo odniesionych ran, które nie były tak poważne, jak niektórych wciąż walczących wilków, postanowiłem szukać sojuszników w "potrzebie" i pomagać eksterminować kolejne marionetki wrogich alf. W pewnej chwili zauważyłem Star. Wadera była tak zestresowana, że nie wiedziała do końca co robi. Krzyczała, biła na oślep i jakimś cudem wykonywała dość dobre uniki. Było jednak widać, że martwi się o swojego partnera. "Pieczę" nad nią sprawował Crazy Lightning, który prawie potykając się o własne łapy, osłaniał samicę. Mnogość wilków, jakie próbowały ją zabić była ogromna, a sama Star miała dość trudnego przeciwnika. Bez chwili namysłu podbiegłem, wskakując na grzbiet jednego z napastników. Moje pazury wbiły się w jego plecy, a ciężar ciała i grawitacja zrobiły resztę. Trawę, która była wyraźnie zdeptana splamiły kolejne stróżki krwi, wydobywające się z ran wyjącego basiora. Wyprowadziłem kopnięcie tak, aby basior nieco się uspokoił i upadł na bok .Wyraźnie ogłuszone oczy patrzyły na mnie dosłownie błagając o życie. Naskoczyłem na szyję oponenta, skutecznie miażdżąc jego przełyk i pozostawiając na pastwę ustającego oddechu. W chwili, gdy nasze oczy obróciły się na przywódczynię watahy oboje zamarliśmy z przerażenia. Star klęczała trzymając zwieszony łeb. Jej usta poruszały się w nienaturalny sposób... zupełnie jakby wymawiała jakieś słowa. Rzuciłem się biegiem ,chcąc zablokować cios nadchodzący w jej stronę, jednak strzała wystrzelona przez młodego samca była ode mnie szybsza. Wielki basior padł na ziemię, lecz Star nadal nie ruszyła się z miejsca. Ruszyliśmy w jej stronę, lecz mój towarzysz dość szybko został zatrzymany przez trójkę basiorów, którzy rzucili się na niego niczym na świeże mięso. Może zabrzmieć to źle, ale nie interesował mnie jego los. Przed sobą miałem waderę, która jako jedyna potrafiła opanować to wszystko. Gdy do niej podbiegłem słyszałem tylko zapętlone słowa. 
- Kocham cię, kocham cię, kocham cię, kocham cię... - Powtarzała Star, zanosząc się coraz większym płaczem. 
- Co... co się stało?! - Krzyknąłem odpierając kolejnego wilka, a raczej wpychając go pod ostrze broni Silence'a. - Star, odpowiedz! 
- Flash... Flash, on... nie, to nie może być tak, to nie jest prawda... - Szeptała, a jej pysk stawał się coraz bardziej mokry od spływających po nim łez. 
Chciałem ją objąć, pocieszyć, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Znałem ją praktycznie od dziecka... i wiedziałem, że przeżyła kolejny wstrząs. Nie chciałem nawet myśleć jak ciężko będzie jej się przywiązać do kogoś innego, jak ciężko będzie jej znów pokochać. 
- Star... - To było jedyne, co udało mi się powiedzieć, zanim potężny cios zwalił z nóg zarówno mnie jak i waderę. Gdy podniosłem łeb z ziemi, zauważyłem, że wróg dosłownie "ustawia" sobie samicę. Silnym kopem przewrócił ją na grzbiet, odgiął jej łeb, ukazując całą szyję. Wyszczerzył zęby, a jego łeb runął w dół. W ostatniej sekundzie mój kark oddzielił szczęki basiora i tchawicę samicy. Stałem ledwo podparty na przednich łapach, patrząc na nieobecne i spuchnięte od płaczu oczy. Stróżki czerwonej cieczy powoli ściekały po mojej sierści, aby na końcu znaleźć się na barku oraz szyi Star. Uścisk wrogich szczęk był coraz silniejszy. Czułem , że za chwilę może dosłownie dogryźć się do kręgosłupa, jednak to nie nastąpiło. Samiec zaczął ciągnąć mnie z dala od wciąż oszołomionej samicy. Cisnął mną o ziemię, wyciągając dwa srebrne ostrza. 
- Ty parszywy śmieciu, jak śmiałeś mi przeszkodzić. - Wykrzyczał.
Nie miałem siły, aby się ruszyć, basior dość skutecznie opuścił główne pole walki, podchodząc do najbliższego drzewa. Złapał mnie za skórę , przyłożył do niej ostrze i przy użyciu mocy wbił je w drzewo. Zawyłem z bólu, czując jak kawał stali rozcina każdy jeden nerw. 
- Fajna umiejętność, prawda? - Wysyczał, powoli nacinając skórę na moim boku. Bolało to niemiłosiernie... - Powiedz, czemu jedno oko masz gorsze od drugiego? Pomogę ci i pozbędę się tego dyskomfortu. Mówiąc to wbił dwa pazury w prawą gałkę oczną, po czym wyrwał ją szybkim ruchem. Jeszcze nigdy w życiu nie czułem tak silnego wstrząsu, spowodowanego bodźcem zewnętrznym. Traciłem przytomność, jednak samiec szybko mi ją przywracał, rozcinając kolejne partie skóry. Po pewnym czasie przestałem krzyczeć... ból był ogromny, ale mój głos zwyczajnie nie dawał już rady. 
- Cóż, widzę, że to chyba ko... - Ktoś przerwał wypowiedź samca. Błyskawiczny ruch rozpruł jego gardło, a samo truchło upadło na ziemię ukazując waderę... waderę wpatrzoną we mnie niczym w jakieś dziwne malowidło. Samicę, której jeszcze przed chwilą pomagałem. 
- Star... - Wychrypiałem, patrząc jak szybkim krokiem zbliża się w moją stronę. 
Wadera bez słowa wyszarpała ostrze z pnia, co poskutkowało kolejną dawką bólu. Upadłem w plamę krwi, barwiąc swoją sierść na karmazynowy kolor.. Powieki przysłoniły wciąż zapełniający się krwią oczodół, a łeb instynktownie spojrzał na waderę. 
- To było przeznaczone dla mnie, idioto... - Wyszeptała, spoglądając na mnie z politowaniem. 
- Jeśli nie ty, to kto ma poprowadzić te stado do zwycięstwa? - Zapytałem, wstając a zarazem sycząc z bólu. Star dość dobrze zamaskowała szok oraz smutek, który kłębił się gdzieś w jej sercu i umyśle. Jednak każdy choć trochę doświadczony wilk widział jak bardzo musi cierpieć. Najgorsze było to, że nie umiałem jej pomóc... i chyba nikt nie umiał. 

<Ktoś inny?>

Od Rathyen - C.D. Silent Fear'a ''Dzień dla mordercy''


Skrzywiłam się lekko, gdy dostałam od niego to polecenie. Jednak znalazłam w tym wszystkim lukę.
- Rathyen. - szepnęłam, praktycznie tylko poruszając ustami.
Basior tylko spojrzał na mnie, po czym poszedł dalej. Odetchnęłam cicho. Widocznie się udało. Uśmiechnęłam się lekko do siebie i szłam dalej. W końcu dotarliśmy do namiotu.
- Poczekasz tutaj na alfę. - warknął Patton. - I nawet nie próbuj uciekać, będę na zewnątrz - dodał, wpychając mnie do środka.
Skrzywiłam się i usiadłam w kącie.
- Świetnie, po prostu cudownie. - mruknęłam do siebie. - Nie dość, że zawaliłam zlecenie, to dałam się złapać.
Westchnęłam i położyłam się. Przymknęłam oczy, mając nadzieję, że zasnę. Jednak sen nie przychodził.

<Fear? x.x >

Flash odchodzi z watahy!

Flash odchodzi.
~
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: KJK | e-mail: KJKwilk@gmail.com |
Powód odejścia: Śmierć/Zabity przez alfę wrogiej watahy w pojedynku
Piastowane stanowiska: Samiec Alfa, Wyrocznia
Data dołączenia: 21 czerwiec 2015
Data odejścia: 27 lipiec 2016
Imię partnera/ki: Star
Ilość szans na powrót: Tylko za pomocą wskrzeszenia
~
Żegnaj!

Od Flash'a - C.D. Grace ''Nocna Walka''


Na polu bitwy panował chaos. Mój świat wyglądał jednak nieco inaczej, niż świat pozostałych. Wszystko było zamazane, liczył się jedynie mój przeciwnik, zataczający krąg wokół mnie. Obserwowałem każdy ruch czarnego wilka z dużą dozą uwagi, patrząc głęboko i z determinacją w jego niebieskie jak ocean ślepia. Jedno z nich było lekko pozbawione koloru, przechodziła przez nie spora szrama. Wyglądał na doświadczonego w kwestii walki. Pierwszy etap pojedynku między alfami opierał się na bezsensownej negocjacji i wzajemnym straszeniu.
 - Po prostu oddajcie nam nasze ziemie. - Warknąłem. Niczego nie pragnąłem tak bardzo, jak tych ziem. Star byłaby szczęśliwa, gdybyśmy je odzyskali... a jej uśmiech był najcenniejszą nagrodą, jaką mogłem otrzymać, za wygraną w tym boju. Niestety, była ona niezwykle trudna do zdobycia. Miałem jednak nadzieję, że podołam wyzwaniu i uda mi się uszczęśliwić moją partnerkę, siebie, moje dzieci, przyjaciół i watahę. Na drodze do szczęścia stało niestety kilka dość sporych przeszkód.
 - Niby dlaczego? - Zapytała jedna z nich, Scattered Bones, alfa i założyciel Watahy Rozrzuconych Kości, z którą toczyliśmy walkę o naszą własność. - Opuściliście je z własnej woli, więc nie widzę podstaw, dla których miałbym je wam oddawać.
 - Odebrano nam je siłą przed laty! - Krzyknąłem, przypominając sobie historię Star.
 - Ach tak? A skąd możesz to wiedzieć? Znajdujesz się na tym świecie zaledwie kilka dni.
Jego słowa obijały się o moje uszy z głośnym echem. Byłem zszokowany... skąd wiedział?!
 - Kto ci udzielił takich informacji?! - Zapytałem. Nie chciałem zdradzać mojego zszokowania, jednak ewidentnie mi nie wyszło. 
 - Sam się dowiedziałem. Nie naruszyliście pola siłowego, jednak podczas przechadzki znalazłem wasz obóz. Kilka mocy i już: wiem o was wszystko. - Powiedział z uśmiechem, który przyprawił mnie o dreszcze. - A teraz, może skończymy tą dziecinadę, co?
 - Dobrze. - Odpowiedziałem, zamykając oczy. - A więc gdzie chcesz walczyć?
 - Jesteśmy na terenie Krwawego Wzgórza... więc może na jego szczycie? - Zaproponował, nawet nie dając mi czasu na odpowiedź, tylko od razu teleportując nas na szczyt i wyłączając mi możliwość korzystania z mocy telepatii, przez co całkowicie straciłem łączność z moją watahą. Kiedy pojawiliśmy się w wybranym przez Scattered Bones'a miejscu, piorun uderzył między nami. Burza oznaczała lepsze położenie dla mnie, gdyż posiadałem żywioł Elektryczności. Niestety, mimo wszystko, czułem, że to będzie najtrudniejsza walka w całym moim życiu... być może i ostatnia.
Miałem do czynienia z samcem, który zdecydowanie nie owijał w bawełnę. Natychmiast się na mnie rzucił, obnażając swoje zabójczo wielkie i ostre kły. Na całe szczęście, udało mi się w miarę szybko uskoczyć w bok, przez co ja wyszedłem z tego bez szwanku, natomiast wilk zarył pyskiem o grunt. Zanim udało mi się utrzymać równowagę, ten już się pozbierał i przymierzał do kolejnego ataku. Na całe szczęście, nie walczyliśmy na moce, czy bronie, a jedyną dopuszczalną formą uzbrojenia były nasze kły i pazury, a także doświadczenie w walce, doskonała strategia, znajomość terenu i siła. Kilka cięć, kilka szybkich ataków, oboje byliśmy pokiereszowani, a najbliższa połać trawy niemal całkowicie pokryta naszą krwią. Wykonałem unik przed jego skokiem, jednak ten od razu odbił się od podłoża i wykonał drugi skok, przed którym już nie zdążyłem uciec. Zatopił zęby w moim boku i szarpnął mocno, przez co wyrwał kawałek mojego ciała. Zawyłem z bólu i w odpowiedzi z całej siły zamachnąłem się łapą, niemalże na oślep. Wykonałem dwa takie ''ataki'', jednak tylko drugi był skuteczny. Właśnie w taki sposób, zupełnie przypadkiem, pozbawiłem mojego przeciwnika prawego oka. Wrzasnął tylko, po czym rzucił się na mnie. Zaczęliśmy się turlać i zatrzymaliśmy się niebezpiecznie blisko dużego uskoku... Za blisko. Scattered Bones zdążył uciec, czego nie można było powiedzieć o mnie. Leżałem bezwładnie na krawędzi, jednak w pewnym momencie spadłem. Trzymałem się jedynie pazurami, które i tak niewiele dawały. Wiedziałem, że za chwilę spadnę sam z siebie, albo to Scattered Bones wykorzysta okazję i postanowi mnie zrzucić. Cóż z tego, że to niezbyt honorowe i generalnie nie powinno się w taki sposób zabijać alfy wrogiej watahy, z którym jest się w trakcie pojedynku... przecież nikt nie dowie się, jak zginałem. To mnie lekko przerażało. Nikt nie dowie się jak zginąłem, ani nawet gdzie zginąłem... Nawet jeśli wygramy, nie znajdą mnie. A szansę na wygraną z pewnością spadały z każdą chwilą. Słyszałem coraz głośniejsze charczenie... i  nagle zobaczyłem nad sobą koszmar. Dotkliwie poraniłem wilka, kiedy się turlaliśmy. W niektórych miejscach był tak poharatany, że można było zobaczyć jego białe kości z niewielką dozą żółtego osadu, splamione krwią. W miejscu, gdzie powinno być oko, wytworzyła się wielka plama gęstej, ciepłej krwi, a drugie oko patrzyło na mnie przekrwione. Psychopatyczny uśmiech wilka zdecydowanie dodawał grozy całej scenie. Jedna łapa była oskubana niemalże całkowicie... Zapewne zahaczył o jakiś większy kamień, kiedy koziołkowaliśmy.
 - Z przyjemnością zakończę twój żywot. - Wyrecytował, po czym jednym płynnym ruchem odciął mi jedną z łap. Patrzyłem jak moja kończyna spada w przepaść. Nie ubolewałem nad tym. Wiedziałem, że i tak już wszystko skończone. Przegrałem. Byłem też pewien, że Scattered Bones zniknie na kilka dni, dla niepoznaki. Wiedziałem, że walka się jeszcze nie skończyła... choć dla mnie już tak. 
 - Żegnaj. - Uśmiechnął się wilk i odrąbał mi drugą łapę. Zacząłem spadać w przepaść, bez łap, bez honoru, bez nikogo. Uśmiech Star... to było to, co widziałem, jako ostatnie.  Chciałem, aby pomimo wszystkiego była szczęśliwa.
 - *Kocham cię.* - Wysłałem do niej telepatyczną wiadomość. To było ostatnie, co zrobiłem w życiu. Potem poczułem już tylko ból, łamanie kręgów i ogromny ból czaszki. A więc to koniec...

< Ktoś? >